Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
61

Wacław Holewiński

{jcomments on}


Mebluję głowę książkami


mebluje-glowe



Rudolf Nurejew… Gwiazda tej klasy, że równych mu można policzyć na palcach obu rąk. Tancerz, który zrównał w balecie role męskie z tymi, tańczonymi przez kobiety. Uciekinier z Sowietów, rozpasany homoseksualista, goniący za kasą dorobkiewicz, wreszcie jedna z najsłynniejszych ofiar plagi XX wieku – AIDS.

Po kolei: urodził się w 1939 roku w wagonie kolei Transsyberyjskiej. Matka jechała z dziećmi do jednostki wojskowej, w której służbę politruka pełnił ojciec. Kiedy miał cztery lata, rodzicielka przemyciła go do teatru na przedstawienie baletowe. Czterolatek podjął decyzję o swojej przyszłości i pozostał jej wierny do końca życia. Niemożliwe? Możliwe. Kiedy miał dziesięć lat, zafascynowany tańcem, rozpoczął jego naukę. Wbrew surowemu ojcu, który za wszelką cenę chciał mu wybić z głowy te marzenia. Kiedy miał lat siedemnaście, dzięki pomocy siostry i dotychczasowych nauczycieli tańca z Teatru Baletowego w Ufie , z biletem w jedną stronę, jedzie do Leningradu. Rozpoczyna naukę tańca w Leningradzkiej Szkole Choreograficznej. Buntuje się przeciwko dyrektorowi szkoły, ucieka spod jego skrzydeł do Aleksandra Puszkina, swego wielkiego mistrza.

Trzy lata później po raz pierwszy tańczy jako solista /w Laurencji/ Teatru Kirowa. Kariera nabiera przyspieszenia. Gisselle, Korsarz, Don Kichot, Jezioro łabędzie, Śpiąca królewna… Szybko staje się gwiazdą. Ale równie szybko zderzają się jego baletowe wyobrażenia z sowiecką rzeczywistością, z jej ograniczeniami

17 czerwca 1961 roku, podczas pierwszego zagranicznego wyjazdu, urywając się „opiekunom”, prosi na lotnisku Le Bourget w Paryżu o azyl polityczny.

rudolf-nurejew

Jest sensacją. Gwiazdą, ale gwiazdą, która musi potwierdzić swoją wielkość. Gwiazdą, która musi się wiele nauczyć, wiele wycierpieć aby wdrapać się na szczyt. Tańczy inaczej, budzi balet z pewnej ospałości, wyrywa z koryta, w którym płynął od dziesięcioleci. Budzi podziw, ale i sprzeciw w zespołach, z którymi pracuje. Opór tak wielki, że najwięksi odmawiają z nim współpracy. Buduje swoja markę w sposób często okrutny – obrażając, a nawet bijąc innych. Jest wulgarny, obsceniczny, ale i nieludzko pracowity.

Jest też druga twarz pięknego Nurejewa. Pasywnego homoseksualisty – choć ponoć pięć kobiet było z nim w ciąży /wszystkie poddały się aborcji/. Człowieka, który kochając wielkiego duńskiego tancerza Erica Bruhna, wybiera seks bez ograniczeń, zmienia partnerów jak rękawiczki. Dosłownie. Znajduje ich na plażach, w klubach, wśród tancerzy. Ma ich setki. Nie szuka żadnego uczucia, wyłącznie zaspokojenia. Piętnaście minut, godzina, dwie, wystarczy. Kolejne miasto, państwo, występy, kolejni partnerzy. Ma mało czasu, bo jednak jego świat to przede wszystkim taniec, więc kiedy jest już bogaty, chłopców wyszukują mu jego sekretarze. To jest rzeczywistość zadziwiająca, większości czytelników zapewne obca i raczej odrażająca.

Świat ma u swych stóp, bilety na wszystkie przedstawienia z jego udziałem wyprzedane są na wiele miesięcy wprzód, zarabia niewyobrażalne pieniądze. Kupuje posiadłości, mieszkania – z niektórych praktycznie nie korzysta. I wciąż mu mało. Wypełnia je antykami, w niektórych miastach antykwariusze znając jego trasy wędrówek, specjalnie wystawiają w witrynach rzeczy, które mogą przyciągnąć uwagę tancerza. Dla zarobku tworzy z gwiazd zespół Nurejew i przyjaciele, z którym odbywa kolejne trasy. Kolejne dziesiątki, setki tysięcy dolarów, marek, franków spływają też na jego konto. I wciąż jest mało, wciąż jest w nim strach, że mu zabraknie. Ucieka z tymi pieniędzmi w fundacje, raje podatkowe.

Tańczy, tańczy, tańczy, przenosi się z kontynentu na kontynent, z jednej wielkiej sceny na drugą. Paryż, Londyn, Wiedeń, Mediolan, Sztokholm, Nowy Jork, Tokio, Rzym. Największe sceny, najsłynniejsi choreografowie. Tańczy z gwiazdami i tymi, którzy przy jego boku osiągają dopiero mistrzostwo. I tak przez całe lata. Jeśli nie tańczy – ćwiczy. Ćwiczeń nie zaprzestaje nigdy, czyni swoje ciało doskonałym. Świat i życie w podróży, tańcu, nieustannej pracy.

Tęskni za rodziną, ale Rosja zatrzasnęła przed nim swoje drzwi aż do roku 1987. Kiedy wreszcie tam przyjeżdża, nie ma z rodziną o czym mówić.

Ale ani świat nie zatrzymuje się w miejscu, ani – co gorsza – Nurejew nie staje się młodszy. Nie chce widzieć kresu swej kariery, jest coraz mniej sprawny, przytrafiają mu się błędy, ma coraz więcej konkurentów z nową, wielka gwiazdą – kolejnym uciekinierem z Sowietów – Michaiłem Barysznikowem na czele. Coraz częściej mu odmawiają, coraz częściej sale świecą pustkami, coraz rzadziej chcą mu płacić gigantyczne honoraria i godzić się na jego pomysły sceniczne. Chce tańczyć. Tańczyć za wszelką cenę

Co gorsza od roku 1984 wie, że jest chory na tajemniczą, śmiertelnie groźną chorobę. „Nurejew przyjął tę wiadomość spokojnie […] Swoich partnerów, z którymi uprawiał seks, nie mógł ostrzec czy poinformować, bo było ich… zbyt wielu, a większości i tak nie znał, nawet z imienia”. Leczy się, odstawia leki, znów leczy. Jest koszmarnym egoistą. Wciąż ma kochanków, wciąż kocha się bez zabezpieczeń.

Umiera 8 października 1992 roku w szpitalu Notre Dame du Perpetuel Secours w Levallois-Perret.

Dla kogoś, kto jak ja, jest laikiem operowym, książka Witkiewicza to prawdziwa kopalnia wiedzy nie tylko o wielkim, może największym z tancerzy, ale w ogóle o balecie, o jego przemianach, gwiazdach, scenach. O wielkich choreografach, największych gwiazdach, o ich wzlotach i bolesnych upadkach. Ale to także wstrząsająca książka o zapatrzeniu w siebie, o torowaniu sobie drogi do sukcesu za wszelką cenę i o cynicznym i bezwzględnym igraniu życiem innych.

 

Jan Stanisław Witkiewicz – Rudolf Nurejew, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014, str. 173

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko