Krzysztof Lubczyński rozmawia z Grzegorzem Nowikiem

0
237

Krzysztof Lubczyński rozmawia z profesorem GRZEGORZEM NOWIKIEM, historykiem harcerstwa,  zastępcą dyrektora Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku



lilijka-szare-szeregiCzy widział Pan film „Kamienie na szaniec” Roberta Glińskiego według opowieści Aleksandra Kamińskiego? Jeśli tak, to jak ocenia go Pan z punktu widzenia prawdy historycznej, rozumianej zarówno w sensie ogólnym jak i w odniesieniu do szczegółowych realiów czasu, w tym także realiów psychologicznych?


– Film widziałem, ale zanim go zobaczyłem, byłem konsultantem historycznym scenariusza. Do roli tej przekonał mnie wnuk Aleksandra Kamińskiego – dr Wojciech Feleszko, który przed wielu laty był uczestnikiem kursu instruktorskiego, który prowadziłem, a później przez kilka kolejnych lat współdziałaliśmy przy kształceniu kolejnych pokoleń instruktorów.  Miał on jak najlepszą opinię o reżyserze. Ja natomiast widziałem film – Generał  „Nil” – stworzony przez tego samego producenta, co dawało nadzieję, że będzie to – zarówno w warstwie faktograficznej, jak i przekazu idei – film rzetelny. Jednakże, już lektura scenariusza, nasunęła szereg zastrzeżeń, które starałem się skorygować. Pierwsze moje zastrzeżenie wiązało się z językiem, co z kolei wiązało się z generalnym  przekazem filmu – konfliktu wszystkich ze wszystkimi. Język podporządkowany został konfrontacji: Rudego z Zośką, Zośki z Heńkiem, Zośki z Orszą (tu akurat sytuacja konfliktowa istniała ale nie na takim tle jak to pokazano w filmie), Zośki z Hanką, Zośki z Ojcem, Rudego z Ojcem, Moni z Zośką, Zośki i Rudego z oficerem Kedywu. itd., itd. W tym konflikcie, nie ma miejsca na harcerską atmosferę, na autorytet starszego funkcją i stopniem, na autorytet ojca, oficera Wojska Polskiego. To język i atmosfera zaczerpnięta ze współczesnych relacji politycznych, dziennikarskich, z najgorszych przejawów obecnego życia publicznego. Dlatego zwróciłem się do producenta o wycofanie mojego nazwiska z czołówki filmu.


Zapyta mnie Pan może, co ja, urodzony 10 lat po Powstaniu Warszawskim, mogę wiedzieć o języku i atmosferze tamtego czasu, tamtego pokolenia?  Poświęciłem dwadzieścia lat mego życia zbierając materiały do monografii działalności Szarych Szeregów po prawej stronie Wisły. Opublikowałem ją w trzech tomach – pt. „Straż nad Wisłą. Okręg Szarych Szeregów Warszawa-Praga 1939–1944. Profesor Tomasz Strzembosz, który był autorem wstępu do książki, napisał: „Autor, wzrastając w harcerskim środowisku praskich Szarych Szeregów, sam harcerz i instruktor (…) uzyskał tak wielki stopień zaufania i tak wiele dowiedział się o sprawach i ludziach wychowując się i żyjąc wśród nich, że niemal każdą lukę w zachowanej dokumentacji źródłowej zdolny jest uzupełnić przez źródła wywołane – relacje, zapisy z rozmów, bogatą korespondencję. Takiego stopnia szczegółowości, tak mocno udokumentowanego każdego niemal zdania, takiej obfitości przywołanych źródeł dawno nie widziałem”. Dlaczego posłużyłem się tym cytatem? Otóż wyjaśnia on, podobnie, jak zachowane listy i relacje zebrane przez prof. Strzembosza (opublikowane w książce „Bohaterowie „Kamieni na szaniec” w świetle dokumentów), liczne publikacje Barbary Wachowicz, czy chociażby głos samych harcerzy Szarych Szeregów: („Pamiętniki żołnierzy Baonu „Zośka”) – że autor scenariusza i reżyser – mniej lub bardziej świadomie zafałszowali obraz Szarych Szeregów, Harcerstwa, Armii Krajowej, czy Polskiego Państwa Podziemnego, już choćby w sferze języka i atmosfery. Posłużę się jednym tylko przykładem. W filmie Zośka prezentuje ojcu pistolet, czy rewolwer – mniejsza o to, zdobyty na Niemcu i cóż mówi doń Ojciec, podając wcześniej dane taktyczno-techniczne broni: „Wynieś to z domu”. Fałsz polega na tym, że ojciec, profesor Politechniki Warszawskiej, oficer Armii Krajowej, członek Rady Wychowawczej Szarych Szeregów (w których podstawowym założeniem było wychowanie przez walkę – odsyłam w szczegółach do książki Stanisława Broniewskiego o Florianie Marciniaku oraz relacji samego Naczelnika pt. „Całym życiem …) – nie mógł tak powiedzieć i z pewnością gdyby żył on lub jego syn i córka, oprotestowaliby to zdanie. Profesor Zawadzki powiedziałby: „Ukryj to synu dobrze!” Oba zdania – to filmowe i to zaproponowane przez mnie (w poprawkach do scenariusza) oddają troskę i obawę ojca o syna, ale w wersji filmowej dominuje fałszywy strach i negacja działań syna. W wersji zaproponowanej przeze mnie jest afirmacja walki, uznanie dla syna – żołnierza Polskiego Państwa Podziemnego i troska o zabezpieczenie broni niezbędnej do walki. Podobnych fałszerstw jest wiele. Matka „Rudego” mówi z nieukrywanym zniechęceniem: „Znowu ten Piłsudski!”. Strachliwy Ojciec Rudego, sam skaut i legionista, ciężko ranny pod Krzywopłotami w 1914 roku – dał synowi do czytania książkę „Kamienie na szaniec” – wydaną we Lwowie w 1937 r., zawierającą kilkanaście biogramów takich samych kamieni – jak Rudy, Zośka i Alek – ale o pokolenie starszych, które stały się fundamentem odrodzenia Rzeczypospolitej w 1918 roku. Wśród nich był zastępowy Ojca „Rudego” – Leopold Lis-Kula, legenda rzeszowskiego skautingu, legenda Legionów, legenda kadry oficerskiej Wojska Polskiego. A tymczasem na filmie, ojciec „Rudego” boi się słuchać radia…, a Matka – wspaniała patriotka wypowiada wcześniej cytowane słowa… Oczywiście prof. Józef Zawadzki mógł i z pewnością obawiał się o syna, podobnie ojciec Rudego…, ale to nie znaczy, że byli – jak na filmie – tchórzami, że negowali służbę synów w Szarych Szeregach, w Armii Krajowej. Było dokładnie odwrotnie – to rodzina, szkoła, kościół i harcerstwo – do takiej roli tych młodych ludzi przygotowały. I na tym polega fałsz, który przeziera z filmu, niemal z każdego zdania, każdego dialogu, z prawie każdej sekwencji wydarzeń, w których widz gubi się i nie jest w stanie rozróżnić co jest prawdą historyczną – bo tak było, a co wymyślili autor scenariusza z reżyserem.


Premiera tego filmu była okazją do przypomnienia historii polskiego i światowego harcerstwa, najważniejszych wątków, przypomnienia jego idei, ale tak się nie stało i zamiast tego podjęto niemądry wątek rzekomych relacji homoseksualnych między bohaterami „Kamieni” (wyniknął on moim zdaniem m.in. ze zwykłej niewiedzy co do ewolucji zachowań i obyczajów). Proszę o przypomnienie pokrótce, kiedy i gdzie narodziło się harcerstwo, jakie idee mu przyświecały, jaką rolę pełniło w społeczeństwach i jaka jest ta rola w obecnych czasach.


– Nie będę podejmował wątku rzekomych relacji homoseksualnych, tudzież innych fikcyjnych oszczerstw, jak choćby antysemityzm autora „Kamieni na szaniec”, czy głównego bohatera, rozdmuchanych przez niedouczoną panią doktor (nazwisko pominę).  Są to oszczerstwa – jak obrzucanie błotem – czynione z nadzieją, że coś się z tego kału przyklei do wspaniałych wzorców osobowych dziesiątek i setek harcerskich drużyn, a bolesne są tym bardziej, że bohaterowie nie mogą się już bronić sami. Szkoda tylko, że pan Gliński, wybijając klin klinem, ów rzekomy homoseksualizm zastąpił obrazami zaczerpniętymi z obecnej obyczajowości, nie mającej nic wspólnego z ówczesną wrażliwością oraz relacjami chłopców i dziewcząt.


Harcerstwo, jak każda organizacja czy formacja, funkcjonowało w zróżnicowanym społeczeństwie. Jakie miało to odzwierciedlenie w programie i praktyce działalności harcerskiej? Czy odzwierciedlały się w nim także różnice społeczne, środowiskowe, klasowe. Czy harcerze wywodzący się z wyższych warstw społecznej stratyfikacji różnili się czymś istotnym od harcerzy ze środowisk robotniczych?


– Harcerstwo w Polsce powstawało przed stu laty, najpierw w zaborze austriackim, dzięki warunkom istniejącym w autonomicznej Galicji, głównie w środowiskach młodzieży gimnazjalnej (ośmioletnie gimnazja męskie lub żeńskie obejmowały młodzież od 10 do 18 roku życia i kończyły się maturą). To był główny teren działania drużyn, a pamiętać należy, że do gimnazjów uczęszczała przeważnie młodzież ze środowisk lepiej sytuowanych i była to młodzież miejska. Szybko jednak, zarówno w Galicji, jak i w innych zaborach polski skauting, trafił do młodzieży rzemieślniczej, terminującej w różnych zawodach, zrzeszonej w różnego rodzaju koła i bractwa przy parafiach (np. w zaborze pruskim), uczącej się w szkołach zawodowych, począwszy od gimnazjów realnych itp. Była to jednak zawsze młodzież miejska, bo też skauting (harcerstwo) było reakcją na kulturę miejską. Pierwszą próbę wyjścia skautingu do młodzieży wiejskiej podjęła w Kongresówce organizacja Junactwo, która w maju 1916 r. zjednoczyła się z pozostałymi polskimi związkami i organizacjami skautowymi i harcerskimi. Ówczesny program – był jak wspomniałem – reakcją na kulturę życia miejskiego, wyprowadzał młodzież do lasu, na pola, na ćwiczenia, głównie w tym czasie o charakterze wojskowym, a to w równym stopniu było atrakcyjne na młodzieży wywodzącej się z warstw lepiej i gorzej sytuowanych, młodzieży gimnazjalnej i rzemieślniczej czy robotniczej. Można powiedzieć, że dla tej ostatniej grupy młodzieży, harcerstwo było dodatkową dźwignią awansu, dawało szanse rozwoju intelektualnego, duchowego i fizycznego, było szkołą uspołecznienia, budziło aspiracje do samokształcenia. Po odzyskaniu niepodległości, podstawową bazą działania drużyn harcerskich były nadal gimnazja. Te osiem lat spędzone w jednej klasie, od wilczka, później zucha  – do harcerza. To samo środowisko, w którym młodzież miała możność zżycia się, rozwoju i awansu służbowego w harcerstwie, stając się kolejno zastępowymi, przybocznymi i drużynowymi – wszystko w obrębie jednej klasy (zastępu), jednej drużyny (później szczepu) – było idealnym modelem dla funkcjonowania najlepszych drużyn. Taka była „Pomarańczarnia” (23 Warszawska Drużyna Harcerzy) przy Gimnazjum im. Batorego. Ale w Odrodzonej Polsce pojawił się nieznany wcześniej nowy rodzaj szkolnictwa – powszechnego, dla wszystkich. Korzystały z niego głównie dzieci wywodzące się rodzin gorzej sytuowanych, których nie stać było na opłacenie wstępnej nauki domowej, a następnie czesnego w gimnazjum – prywatnym, stowarzyszeniowym, samorządowym, lub nawet państwowym. W szkołach powszechnych (dziś odpowiedniku podstawowych) także zaczęły powstawać drużyny harcerskie męskie i żeńskie (harcerstwo nie było koedukacyjne, i zakładało odrębność programu i metod, ze względu na odmienność rozwoju psychofizycznego chłopców i dziewcząt). Cierpiały one na brak kadry (czternastolatek kończący siedmioklasową szkołę powszechną mógł dojść do funkcji najwyżej zastępowego), były biedniejsze (rodziców często nie stać było na mundury, a cóż dopiero na namioty, obozy). W latach dwudziestych możemy powiedzieć, że istniały dwa nurty w harcerstwie – prężnych, mających kilku, a nawet kilkunastoletnią tradycję, na swój sposób elitarnych drużyn gimnazjalnych i raczkujących drużyn „powszechniackich”. Ale znów – te ostatnie – zarówno z dzielnic śródmiejskich i przedmiejskich (np. Warszawie) dorabiały się kadry, majątku. Sami np. budowali kajaki, wytwarzali narty, zamiast namiotów obozowali w różnego rodzaju szałasach.  Rozwijały się szybciej i prężniej, szerzej zagospodarowując ogromne pole szkół powszechnych, nie ustępując z czasem owym elitarnym drużynom warszawskim: „jedynce”, „dwójce”, „trójce”, „piątce” czy „szesnastce”. Harcerski program był równie atrakcyjny dla chłopców i dziewcząt z rodzin inteligenckich, rzemieślniczych i robotniczych. Motyw różnic społecznych (np. w Szarych Szeregach) pojawiający się w filmie przy okazji picia herbaty, w filiżankach (inteligenci) lub szklankach (robociarze) – jest nie tylko absurdalny ale fikcyjny. Harcerskie braterstwo niwelowało te różnice, na obozach jadano z jednego kotła.


Osobnym, szczególnym wątkiem historii polskiego harcerstwa jest epopeja „Szarych Szeregów”, kiedy to harcerze wprost włączyli się do konspiracji i zbrojnej walki niepodległościowej, m.in. w Powstaniu Warszawskim. Czy to jedyny taki przypadek w historii harcerstwa?


– Polskie harcerstwo tworzyło się pod zaborami i jego pierwsze dziesięciolecie to różnego rodzaju konspiracja (oprócz Galicji) i przygotowanie do walki zbrojnej o niepodległość i udział w niej. Setki skautów poszły na ochotnika do Legionów, do Polskiej Organizacji Wojskowej, do Korpusów Wschodnich. Tysiące już brały udział w rozbrajaniu okupantów w 1918 roku, w obronie Lwowa, w Powstaniu Wielkopolskim, w Plebiscycie i Powstaniach Śląskich, w walkach o Wilno; Śląsk Cieszyński itd. Łącznie z harcerkami w 1920 r. – do obrony zagrożonej niepodległości stanęli niemal wszyscy, ponad dwadzieścia tysięcy. Krzyż harcerski był jedyną odznaką niewojskową dopuszczoną do noszenia na mundurze wojskowym, a oddziały mające w swym składzie pond 50 procent harcerzy, nosiły nazwę harcerskich – np. 201 Ochotniczy Pułk Piechoty. Do takiej tradycji nawiązywano w wychowaniu młodzieży harcerskiej w II Rzeczypospolitej. Na tej tradycji budowany był program Szarych Szeregów. To był naturalny proces wychowawczy – szacunek harcerstwa dla wojska, szacunek wojska dla harcerstwa. Tego nie ma w filmie! A przecież z harcerstwa wywodziło się kilkunastu generałów, np. Stefan Grot-Rowecki, Stanisław Sosabowski, czy Klemens Rudnicki, setki wyższych oficerów Wojska Polskiego i tysiące młodszych, jak np. kpt. Raginis, rotmistrz Witold Pilecki i Jan Nowak-Jeziorański. Istniało powiedzenie, że harcerstwo to skauting plus niepodległość. Brytyjczycy byli wolni „od zawsze”, im wystarczała gra – a skauting to gra (gdzie są reguły, metody i grający, a Anglicy życie swe traktują jako grę.). Natomiast my jesteśmy szczególnie uwrażliwieni na zagadnienie wolności i niepodległości, o którą trzeba walczyć, którą trzeba zachować (najpierw w sobie), która jest wielkim zobowiązaniem i odpowiedzialnością. Harcerstwo narodziło się w okresie przygotowań do walki o niepodległość i włożyło do walki tej swój ogromny wkład.


Jak ocenia Pan poziom i stan liczbowy piśmiennictwa poświęconego historii harcerstwa, „Szarych Szeregów”, etc.? Które z najbardziej wartościowych pozycji warto wymienić?


– Mamy ogromną literaturę poświęconą historii harcerstwa, począwszy od prac o charakterze wspomnieniowym, ale też dziesiątki opracowań regionalnych i cząstkowych, monografii środowisk, chorągwi, hufców, drużyn, biografii a nawet słowników biograficznych wybitnych postaci w ruchu harcerskim. Są wreszcie prace całościowe, setki prac magisterskich i doktorskich, tytuły można mnożyć. Dla mnie encyklopedią wiedzy o przedwojennym harcerstwie, choć sam prowadziłem badania nad Warszawską Chorągwią Harcerzy ( okres od 1910 do 1949 roku), jest Wacława Błażejewskiego – „Historia Harcerstwa Polskiego”. Nota bene tenże autor zestawił bibliografię harcerską obejmującą do 1981 roku ok. trzech tysięcy pozycji. Fundamentalna jest praca Stanisława Broniewskiego „Całym życiem … Szare Szeregi w relacji Naczelnika”. O atmosferze i walce opowiadają pamiętniki żołnierzy Baonu „Zośka” – fascynująca lektura dla poznania ducha ludzi wychowanych przez harcerstwo. Są prace naukowe Tomasza Strzembosza (w tym Szare Szeregi jako organizacja wychowawcza) i cała plejada książek mistrzyni słowa polskiego Barbary Wachowicz. Ale najważniejsze są książki „Kamyka” – Aleksandra Kamińskiego: Andrzej Małkowski, Oficer Rzeczypospolitej (o Leopoldzie Lisie-Kuli) i Józef Grzesiak „Czarny”, „Kamienie na szaniec oraz „Zośka” i „Parasol”. Bez nich trudniej będzie zrozumieć istnienie i skutki działania fenomenu wychowawczego, działającego w Polsce od stu lat – czyli harcerstwa. 


Na co kładzie Pan akcent w swoich pracach i jakie są Pana najważniejsze konkluzje badawcze?


– Zawsze zastanawiam się nad przyczynami żywotności zjawisk społecznych w tym przypadku specyficznej formy ruchu młodzieży, jakim jest harcerstwo. Miałem to życiowe szczęście, że trafiłem do drużyny harcerskiej, która w przyszłym roku obchodzić będzie stulecie swego istnienia. Jej założycielem był polski Tatar, pełnili w niej służbę m.in. potomkowie osadników holenderskich z Saskiej Kępy, potomkowie spolonizowanych rosyjskich okupantów. Drużynowym był młodszy brat księdza Ignacego Skorupki (legendarnego kapelana 236 ochotniczego Pułku Piechoty poległego pod Ossowem), a jego przybocznym młodszy brat Stefana Okrzei (bojowca PPS straconego na stokach Cytadeli). Młodsi bracia narodowych bohaterów, ale pierwszy – szczególnie Narodowej Demokracji, drugi – PPS. Byli w jednej drużynie. A przez te sto lat przewinęło się przez drużynę (później szczep), setki i tysiące chłopców i dziewcząt. Są jak słoje polskiego drzewa, które wrosło głęboko korzeniami i nadal pnie się w górę; choć starsze konary już uschły i opadły, nowe wciąż się zielenią. To najlepsza kuźnia charakterów, której nie przerwały dwie wojny światowe, dwie niemieckie okupacje, stalinizm i komunistyczne zniewolenie. To wspaniała szkoła uspołecznienia, ognisko więzi, które trwają po grób. To poczucie i świadomość wartości wyższych, które skodyfikowane w Prawie Harcerskim mieszczą się w pojęciu SŁUŻBA – życie traktowane jako służba.


Żyjemy  w społeczeństwie, o którym nie sposób powiedzieć, by idee harcerskie były mu bliskie. Panująca i praktykowana nadrzędna zasada społecznego egoizmu, brutalnej rywalizacji pozostaje jak nigdy w radykalnej sprzeczności z ideałami harcerstwa. Czy harcerstwo nie stało się już tylko reliktem przeszłości, pamiątką po czasach większego społecznego idealizmu?


– Cóż począć, że mamy wokół nas tak wiele przejawów brutalnej walki politycznej, nie przebierającej często w środkach? Cóż począć, że mamy „wyścig szczurów”? Mamy do czynienia zarówno z egoizmem i materializmem. Ale tym bardziej potrzebne są wzorce altruizmu, bezinteresowności, rzetelności, uczciwości, służby – to wszystko mieści się w założeniach ideowych Prawa Harcerskiego. Jesteśmy przekonani, że potrzebni są Polsce i Polakom tacy z pozoru „nudni”, porządni, cnotliwi jak „Skrzetuscy” – po prostu harcerze. Chcielibyśmy tylko, aby państwo, które – jeżeli nie chce dążyć ku zgubie – doceniło tę społeczną rolę harcerstwa. Niestety jednak, urzędy skarbowe – traktują nas jak przedsiębiorstwa, sanepid – jak zakłady zbiorowego żywienia, a władze oświatowe (może nie wszystkie i nie na każdym szczeblu) jak uciążliwego petenta, a nie partnera wychowawczego szkoły. Proszę sobie uzmysłowić, że 75 procent czasu i energii przygotowań do obozu harcerskiego pochłaniają sprawy finansowe, formalne i organizacyjne, a tylko mała cząstka sprawom programowym i wychowawczym. To są realne problemy kadry instruktorskiej, która boryka się z procedurami biurokratycznymi, a słowo „procedury” stało się fetyszem zasłaniającym człowieka i relacje między ludźmi. Mimo tego jestem optymistą, harcerstwo żyje nadal i rozwija się wszędzie tam gdzie istnieje harcerski duch, gdzie działają wybitni instruktorzy, którzy potrafią porwać przykładem, inspirować, zachęcać, być dobrymi wzorcami osobowymi. Bo od instruktora wszystko się zaczyna, on uwiarygodnia cały harcerski system wychowawczy – jego ideały, metodę i program.


Dziękuję za rozmowę.


Grzegorz Nowik (ur. 1954 w Warszawie) – instruktor harcerski, harcmistrz, historyk harcerstwa, pisarz, publicysta, doktor habilitowany historii, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN, zastępca dyrektora Muzeum Józefa Piłsudskiego.

{jcomments off}

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko