Krzysztof Kwasiżur – Wiersz, jako niespodzianką

0
312

Krzysztof Kwasiżur



Wiersz, jako niespodzianką


 

Jan CybisZałożenie – choć bardzo proste, dla wielu autorów wierszy stanowi barierę kluczową, oddzielającą ich od ambitnej poezji tak skutecznie, że na zawsze pozostają oni w pogardzanym światku przez L. Jakóba nazwanym „poectwem”, a przez resztę społeczeństwa nie odróżnianym od grafomanii (w tymże tekście Jakób wykazuje, że to mogą być dwie różne kategorie),[1] twórca wiersza – jeżeli kiedykolwiek podejmie lot, to będzie on tak ciężki, że ponad grafomanię nie wzniesie się nigdy.

Celowo zatem piszę o autorach wierszy, a nie poetach. Ci ostatni (czy to metodą prób i błędów, czy instynktownie) temat mają przepracowany i za sobą.

Jakież to założenie, jaki kruczek?

Nic tajemniczego, ba nawet nic nowatorskiego, ale nawet co niektóre wytrawne wygi poezji zapominają o tym, ufając sile przekazu własnych słów, wielkości talentu i warsztatowi.

Założenie to brzmi: WIERSZ MA BYĆ ZASKAKUJĄCY DLA CZYTELNIKA.

W tym krótkim zdaniu mieści się i cała mądrość słów spisanych przez Stachurę, który pisze: (Aby napisać dobry wiersz) trzeba mieć coś do powiedzenia, czyli mieć wrażliwość, wyobraźnię i trochę przeżytych dni i nocy.”[2]

I cała wiedza o literaturze L. Żulińskiego, który pisał: „Przykazanie trzecie: wiersz dąży do odkrywczości, gardzi banałem”.[3]

            O ile nietrudno czytelnika zadziwić, czy wprawić w zaskoczenie, kiedy to jego pierwsze zetknięcie z naszą – autorów – twórczością, (bo nasz styl, sposób pisania będzie dla niego nowatorski z prostej przyczyny, że czytelnik ów nie miał okazji z nim się zetknąć) o tyle będzie to trudniejsze, gdy się już z naszym stylem, sposobem pisania oswoi.

Raczej z niego nie zrezygnujemy, by odzyskać znudzonego tym stylem odbiorcy, bo stanowi naszą wizytówkę, przez lata wypracowywaną. Jedyne, co możemy (i powinniśmy) zrobić – to szukać nowych tematów.

Myśl prosta, aż prostacka!

Jednak widząc na ogrom autorów piszących monotematycznie i banalny, muszę zauważyć, że tematy nie mają być nowe dla nas, lecz dla czytelnika. Gdyż należy (na wszelki wypadek) założyć, że czytelnik ów jest elokwentny, oczytany i bardziej błyskotliwy od nas. To uchroni autora przed bagatelizowaniem czytelnika, które zemści się zawsze na autorze.

„Stare, poetyckie wygi” stroją w tym momencie miny niesmaku, gdyż nic nowego nie piszę i nowych lądów nie odkrywam, ale to właśnie one są najbardziej narażone na uśpienie czujności, zaufanie własnemu talentowi (faktycznemu, lub domniemanemu), który przecież dotychczas się sprzedawał.

Nie ma nic bardziej usypiającego czujność i rozleniwiającego, niż sukces! A im większy sukces – tym baczniej jesteśmy obserwowani, bo przez większą ilość obserwatorów! Ergo – tym szybciej nasze zaniedbanie wobec czytelnika, czy nasza bylejakość zostanie zauważona. Dowód?

Jacek Dehnel, o którym obszernie pisze Marek Trojanowski,[4]a który po okresie sławy (nie wnikam w to, czy zasłużonej, czy nie) zaniedbał własny rozwój i swoich czytelników.

Zatem – skoro mamy obraz, jak postępować nie należy, skąd wziąć wiedzę jak należy postępować?

Należy przyjrzeć się poczynaniom poetów, którzy stali się niewątpliwymi autorytetami, czy okrzyknięci mistrzami i takimi pozostali, lub pozostają.

Zbigniew Herbert należy do tej kategorii, zatem przyglądając się jego twórczości pod tym kątem, zauważymy, że w wierszu „Pożegnanie września ” karze czytelnikowi wczuć się w nastrój panujący w pierwszych dniach wojny:

 

„Dnie były amarantowe
błyszczące jak lanca ułańska

śpiewano w megafonach
anachroniczną piosenkę
o Polakach i bagnetach

tenor ciął jak szpicrutą
i po każdej zwrotce
ogłaszano listę żywych torped…”
[5]

 

wiersz bez rymów, z jasnym podziałem na strofy, rytmem, melodią i w formie uspokajającej opowieści.

W tym samym roku jednak spod jego pióra wychodzi jednak  „Muszla” – wiersz totalnie inny:

 

Przed lustrem w sypialni rodziców leżała różowa muszla. Zbliżałem się do niej na palcach i nagłym ruchem przytykałem do ucha. Chciałem złapać ją kiedyś na tym, że nie tęskni jednostajnym szumem. Chociaż byłem mały, wiedziałem, że nawet jeśli kogoś bardzo się kocha, czasem zdarza nam się o tym zapomnieć.” [6]

 

– wiersz w formie przypowieści, bez jakichkolwiek podziałów, co nadaje tej krótkiej formie wygląd i znaczenie prozatorskiego raportu o rzeczywistym wydarzeniu.

Dwie, zupełnie różne formy w jednym roku, niewykluczone, że w miesiącu.

               To zróżnicowanie nie jest niczym szczególnym, można je zauważyć także u innego, wybitnego poety; Ernest Bryll w zbiorze wierszy pisanych w latach 2007 – 2007 zamieścił wiersz „Zanim” – rymowany, nostalgiczny

 

„Zanim rano dobre sny zapomnę

Zanim będę niecodziennie przytomny

Jest chwilka – gdy serce jak ryba

Skacze w górę. Zagubione chyba!

 

Może właśnie z nieobjętej ojczyzny

Przeskakuje na zwykłe płycizny…”[7]

 

 a w ten sam tomik (więc i w tym samym okresie twórczym) autor wpisał „Co teraz” – utwór zupełnie inaczej wersyfikowany, stylizowany na dialog.

To tylko przykłady, które mogą uzmysłowić jak ważne jest to, by czytelnik wierszy – nawet wierny czytelnik naszej poezji – miał świadomość naszej nieobliczalności, jako twórców!

Dzięki temu będziemy jawić się temu odbiorcy, jako autorzy niesztampowi, po których warto sięgać, bo nie wszystko on wie o naszej twórczości.

Myślę, że nie  trzeba popierać tych słów większą ilością przykładów, gdyż obojętne, po którego by nie sięgnąć poetę – zauważymy podobną prawidłowość.

W momencie zaś, gdy autor zaczyna traktować czytelnika poważnie i jako  rzeczoznawcę, podejmiemy, my autorzy sami podejmiemy poszukiwania tematów z którymi czytelnik na pewno się nie zetknął (lub mało prawdopodobne, że się zetknął).

I tu zaczną się schody, bo prędzej, czy później sami dojdziemy do wniosku, że warto wiedzieć o czym inni piszą…

Nie na zasadzie traktowania kolegów po fachu jak konkurencji, tylko żeby się nie pchać na wydeptaną ścieżkę, w zamiarze grzybobrania! Bo grzybki zostały dawno pozbierane, tematy poruszone, a czytelnik odejdzie od naszej lektury z miną niesmaku (znowu to?), choćbyśmy nawet temat potraktowali po nowatorsku.

Zatem – śledźmy – bo jesteśmy sledzeni!

 

 

 

 

 

 



[1] L. M. Jakób, „Poectwo”, (w:) Latarnia Morska, http://latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&;view=article&id=967%3Apoectwo&catid=36%3Afelietony&Itemid=61&lang=pl (stan na dzień 01.12.2014)

[2] Abyście, Parę słów o poezji M. Czychowskiego i parę innych słów przy tej okazji, w: Za progiem wyboru, pod red. J. Leszina-Koperskiego, Warszawa 1969

[Słowa skierowane do chorych] „Twórczość”, 1992 nr 11, s. 104-107.

[3] L. Żuliński, „Dekalog dobrego wiersza”.

[4] M. Trojanowski „Jacek Dehnel – Tytan z plastiku”, Krytyka Literacka, 12 (62), Grudzień, 2014 ISSN 2084-1124, str. 53

[5] Z. Herbert, „Pożegnanie września”, 1956.

[6] Z. Herbert. „Muszla”.

[7] E. Bryll, „Zanim”, (w:) „Trzecia nad ranem”, Katowice, 2008, Księgarnia Św. Jacka Sp. z oo, ISBN: 978-83-7030-608-3, str. 11

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko