Wacław Holewiński – Mebluję głowę książkami

0
61

Wacław Holewiński



Mebluję głowę książkami

mebluje-glowe

Czasami warto zadać sobie pytanie: po co sięgamy po tego rodzaju książki. Do czego są nam potrzebne zbiory recenzji, szkiców krytycznych czy laudacji „wygłoszonych z okazji”.

Znajduję przynajmniej trzy powody: po pierwsze ciekawość – ciekawość tego, kogo czyta, jakie książki, jakich autorów ceni, albo odwrotnie, kogo nie ceni, recenzent. Po wtóre aby skonfrontować swoje własne przemyślenia z refleksją recenzenta. Po trzecie wreszcie aby zderzyć się z polecaną książką, o której nawet się nie słyszało.

Jakiś czas temu w „Meblując głowę książkami” rozpływałem się w zachwytach nad zbiorem recenzji Andrzeja Dobosza. Także dlatego, że wielu książek, bez wątpienia ważnych, które omawiał po prostu nie znałem, a znać powinienem. Inaczej jest z „Romansem z Polską” profesora Macieja Urbanowskiego. Tu większość, zdecydowaną większość omawianych pozycji znam, a te nieliczne, których nie czytałem… Cóż, znam inne pozycje autorów.

romans-z-polskaDobosz i Urbanowski… Jakże inni, jakże odmienni. A przecież to ten sam świat, świat zachwytu nad książką, nad piszącymi, ich dorobkiem. Dwa lustra tego samego, choć przecież nie tego samego. Dobosz – smakosz, Urbanowski – analityk, Dobosz – barok ze wszystkimi ozdobnikami, Urbanowski – konserwatywny racjonalista. I prawdę powiedziawszy każdy z nich jest mi bliski.

O kim pisze Urbanowski. Chyba warto wymienić nazwiska: Jerzy Konarzewski, Eugeniusz Małaczewski, Karol Wojtyła, Leon Zdzisław Stroiński, Janusz Degler, Andrzej Biernacki, Jarosław Marek Rymkiewicz, Daniel Bieńkowski, Szczepan Twardoch, Florian Czarnyszewicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Józef Mackiewicz, Josef Škvorecký. Rafał Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein, Wojciech Kudyba, Stanisław Chyczyński, Krzysztof Koehler, Kazimierz Nowosielski, Artur Nowaczewski, Wojciech Wencel. Mamy tu dwa szkice o wybitnych, choć jakże różnych pisarzach: Januszu Krasińskim i Alfredzie Szklarskim, a także krytykach literackich Tomaszu Burku i Andrzeju Kijowskim. Omówienie korespondencji Mieczysława Grydzewskiego z Janem Lechoniem, Sławomira Mrożka z Wojciechem Skalmowskim, Tadeusza Różewicza z Zofią i Jerzym Nowosielskimi, książki Antoniego Libery o Becketcie, polemikę z krytyką Andrzeja Horubały, mamy wreszcie próbę analizy krytyki literackiej w „Gazecie Wyborczej”.

Uff, niezły zestaw nazwisk, prawda? Nazwisk dla Urbanowskiego ważnych, czasami nawet, według jego opinii, bardzo ważnych dla polskiej literatury XX wieku i pierwszej dekady wieku XXI. Przy większości nie ma powodu aby się z tym poglądem nie zgadzać, czasami przychodzi refleksja, że nie tacy oni ważni /albo inaczej: jeszcze nie tacy ważni albo już mniej ważni/. Ale przecież to nie żadne zawody, żadne ustawianie hierarchii, to przecież oczywiste prawo krytyka do pisania o tym, co dla niego istotne, warte poznania, odkrywcze.

Urbanowski rzadko używa wielkich słów /choć i te mu się zdarzają/ ale, tu nie ma wątpliwości, jest czytelnikiem uważnym, dostrzegającym niuanse, wszystkie te poboczne wątki, których zwykle czytelnik nie zauważa. Potrafi też być ostrym polemistą:

„Metoda krytyczna Horubały jest bowiem tyleż prosta, co przewidywalna. Wybieramy sobie za cel „celebrytę”, „pupila” czy „prymusa”, a potem obrzucamy go seriami mocnych, apodyktycznych, ciosów-formułek. Do tego obowiązkowo szyderczy uśmieszek, protekcjonalny, nawet autorytarny tonik zadufanego w sobie znawcy, co to wie, jak powinna wyglądać wielka literatura i chętnie udziela na ten temat rad bohaterom swoich tekstów, czasami nawet łaskawie ich chwaląc. No i kilka obowiązkowych insynuacji na temat niskich powodów, kierujących pisarzami – pieniądze, seksualne obsesje, alkoholizm… Tak spreparowany pisarz łatwo pada na deski, a podniecona widokiem krwi albo tylko rozbawiona widownia bije brawo. Inna sprawa, czy zwyciężyliśmy kierując się regułami krytycznego fair play, czy ułatwiliśmy sobie robótkę, zadając ciosy poniżej pasa, szarpiąc przeciwnika, popluwając mu w oczy, a nawet szarpiąc za bokserki. A tak, moim zdaniem, lubi zwyciężać krytyk Horubała.”

Ten przydługi cytat pokazuje polemiczny temperament Urbanowskiego. W żadnej mierze nie jest on typowy, charakterystyczny dla jego dociekań. To raczej emocje, których nie chce – i słusznie – ukryć broniąc, co tu kryć, uczciwości w krytyce literackiej.

Co więc jest typowe? W moim odczuciu to przywracanie pamięci niesłusznie zapomnianym/zapominanym /Małaczewski, Stroińki, Czarnyszewicz, Grydzewski, Kijowski, Lechoń/ albo tych wypychanych na margines polskiej literatury – przy czym sami oni często potrafią się nieźle bronić /Wildstein, Ziemkiewicz, Krasiński, Kudyba, Wencel, Koehler/. Wypychanych nie z powodów literackich. Raczej dla ich postawy politycznej, ich przywiązania do tradycji, Kościoła albo oceny PRL-owskiej rzeczywistości.

Oczywiście nie jest tak, że wszystkie oceny Urbanowskiego są mi bliskie, czasami wolę na przykład autora w jego esejach niż powieściach, których nie cenie, czasami wyżej postawiłbym inny jego utwór, czasami chciałbym aby poszedł moim tropem w odczytaniu książki. Ale czasami też otwieram szerzej oczy, dostrzegam coś, co umknęło mi przy lekturze, widzę inne, szersze tło, jakiś odkrywczy rodzaj analizy tekstu.

„Romans z Polską” to szczególne zderzenie /poza jednym wyjątkiem – Škvorecký/ z polską literaturą. Na wskroś uczciwe, na wskroś ważne, bez błahostek, wypełniaczy, zamulania Urbanowski lubi i ceni polską literaturę. Umie dostrzec to co w niej ważne, a głębiej schowane, rzadziej dostrzegane, a przecież nie mniej ważne. I za to trzeba być Profesorowi wdzięcznym i bić mu brawo.

 

Maciej Urbanowski – Romans z Polską. O literaturze współczesnej. – Arcana, 2014, str. 320.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko