Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
95

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego




Adios pomidory


tani-dranBezcenny jest pomysł Wydawnictwa Prószyński i s-ka, by publikować wywiady-rzeki z wybitnymi aktorami polskimi najstarszego żyjącego pokolenia. Po Tadeuszu Plucińskim dostaliśmy wywiad-opowieść o życiu, który z Wiesławem Michnikowskim przeprowadził jego syn Marcin Michnikowski. Długie życie artysty zaczęło się 92 lata temu w skromnej warszawskiej rodzinie mieszczańskiej, a jego przebieg odzwierciedla dość typowy los polski tamtych czasów: międzywojenna szkoła z jej stylem wychowania, okupacja i okupacyjne zajęcia, powojenny niespodziewany trochę akces do zawodu, lata lubelskie, powrót do Warszawy i lata wspaniałej kariery teatralnej, filmowej i telewizyjnej cudownego komika o fenomenalnej, niepowtarzalnej sile komicznej i osobowości. Niezapomnianego Mniejszego i jednego z Tanich Drani z Kabaretu Starszych Panów, wykonawcy cudownych piosenek „Adios pomidory” czy „Całuj wuja” i wielu innych. Niezapomnianego kontrolera z „Gangsterów i filantropów” Hoffmana i Skórzewskiego, profesora Mielczarka z „Hydrozagadki” Andrzeja Kondratiuka dyrektora Hulki-Lalewicza z „Hallo Szpicbródka” Janusza Rzeszewskiego. Życie swoje opowiedział Wiesław Michnikowski pięknie, barwnie i ze staromodną skromnością, bez cienia minoderii. Gorąco rekomenduję tę lekturę


„Tani drań. Wiesław Michnikowski w rozmowie z Marcinem Michnikowskim”, Wyd. Prószyński – s-ka, Warszawa 2014, str. 303, ISBN 978-83-7839-771-7

— 


Stare wino w nowym bukłaku czyli król Artur po liftingu


smierc-krola-arturaPrastare arturiańskie legendy, w klasycznej wersji Sigrid Undset, jednej z licznych w historii literatury, czytałem raz tylko, bardzo dawno, z wysileniem, żmudnie, w archaicznym, zawiłym, przekładzie. Mimo najlepszej woli trudno mi było przemóc uczucie nudy, choć może byłem wtedy do tej lektury niedojrzały. I pewnie nie wróciłbym już do historii króla Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu, miecza Excalibura, Lancelota z Jeziora, Tristana i Izoldy, Merlina i Ginewry, gdybym po kilkunastu stronach lektury „Śmierci króla Artura” angielskiego pisarza, znanego już w Polsce Petera Ackroyda, nie doznał czytelniczego oczarowania. Czytając na nowo „La Morte d’Arhtur” Thomasa Malory’ego z 1485 roku, Ackroyd raz jeszcze przepisał sławną legendę, adoptując ją do wrażliwości i percepcji współczesnego czytelnika. Z każdą stroną czytałem tę powieść z rosnącym zainteresowaniem i podziwem dla kunsztu, z jakim dość już archaiczny kompleks baśniowy Ackroyd czyni świeżym, klarownym językowo i przede wszystkim czytelnym fabularnie. Ackroyd, jak zauważa tłumaczka i autorka posłowia, dokonał niejako liftingu rozmaitych niekonsekwencji, braków, niejasności i zawiłości oryginału, czyniących go w dużym stopniu słabo zrozumiałym. Czytając „Śmierć króla Artura” doznałem przez czas lektury dość dawno zapomnianego smaku niegdysiejszych dziecięco-młodzieńczych lektur. Gorąco rekomenduję tę wyśmienitą opowieść.


Peter Acroyd –  „Śmierć króla Artura”, Wyd. ZYSK i S-KA, Poznań 2014, przekład i posłowie Dorota Guttfeld, str. 465, ISBN 978-83-7785-172-2

 

Opus Modzelewskiwego – na początek przystawka


zajezdzimy-kobyle-historiiCzytam wspomnienia Karola Modzelewskiego, wielkiej postaci opozycji w PRL i nie mam ani cienia wątpliwości, że seria prestiżowych lektur i lawina pochwał dla tej książki jest poza wszelkimi podejrzeniami o jakikolwiek koniunkturalizm czy kumoterstwo ze strony nagradzających. Modzelewski, wybitny intelektualista, wysokiej klasy historyk-mediewista, wielkiej klasy umysł, urodzony w Moskwie w strasznym 1937 roku, wychowany w rodzinie komunistów polsko-radzieckich żydowskiego pochodzenia, wychowany w radzieckiej szkole stalinowskiej na czerwonego pioniera i w języku rosyjskim, człowiek, który najpierw stał się partyjnym rewizjonistą w PRL, by w 1981 roku przedzierzgnąć się w sarmackiego niemal, natchnionego solidarnościowca wołającego wojowniczo i szyderczo pod adresem rządzącej partii: „Bój to będzie ich ostatni” – czyż to nie wspanialszy materiał na polityczno-sensacyjny film niż biografia Wałęsy? Czytam tę opowieść autobiograficzną z niesłabnącym zachwytem dla stylu Modzelewskiego, klarownego jak źródlana woda, przejrzystego jak kryształ. O Modzelewskim mówią zgodnie, że on może książkę opowiedzieć a vista, ot tak, za jednym posiedzeniem podyktować ją do dyktafonu a potem można ją spisać bez potrzeby czynienia jakichkolwiek poprawek, nawet interpunkcyjnych. Ta niesamowita jasność stylu i siła myślenia autora sprawia, że historię, zdawałoby się, znaną wszystkim aż do przesytu i znużenia, czyta się tak, jakby się ją poznawało po raz pierwszy w życiu. Oto siła pisarza historycznego najwyższej klasy. Wrócę do omówienia tej lektury, gdy ją skończę. Oby nie za szybko. Chwilo czytelnicza trwaj, jesteś piękna.


Karol Modzelewski – „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”, Wyd. Iskry, Warszawa 2014, str. 440, ISBN 978-83-244-0335-6


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko