Rekomendacje książkowe z Biesiady Literackiej SPP

0
36




Wacław Holewiński


patriotow-41

Odrobina nepotyzmu… W tym wypadku nie mam jednak wątpliwości, że rekomendowanie książki współprowadzącego Biesiadę literacką nie tylko nie jest niczym zdrożnym, ale ma sens absolutny. Marek Ławrynowicz szczęśliwie wrócił w swojej najnowszej powieści do tego, co robi najlepiej, w czym odnajduje się literacko jak mało kto w Polsce. Autor „Patriotów 41” bez wątpienia umie wyłuskać z rzeczywistości małej wspólnoty perełki – ciepła, humoru, ironii nawet wtedy, gdy tyczy to spraw trudnych, czasami śmiesznych, czasami – z perspektywy historii – tragicznych, czasami wręcz ostatecznych.

Napisał Ławrynowicz książkę o swoim domu rodzinnym /choć jak słyszałem zmienił numer tego domu/, kamienicy w wówczas podwarszawskim Miedzeszynie, rozciągając jej losy na czas przed swoimi narodzinami, a więc końcówkę lat trzydziestych, a kończąc mniej więcej w połowie lat pięćdziesiątych. Połączył więc wojnę, stalinizm, swoje dzieciństwo. Połączył w sposób oryginalny – mało tam i jego, i jego rodziny, są za to wszyscy mieszkańcy kamienicy, ubecy, powstańcy warszawscy, alkoholicy, zdradzani mężowie, Mamcia, niemowa Daniluk, trochę starszy od Ławrynowicza Wojtek galopujący na jego drewnianym koniu przywiezionym z Wilna, niezwykła Julia, której karierę aktorską złamała zazdrość kochanki wiceministra, cała galeria postaci, prawdziwych i – jak sadzę – trochę mniej prawdziwych, Polska w pigułce.

Cieszę się, że Marek Ławrynowicz napisał książkę, którą postawi obok swych najlepszych – „Diabła na dzwonnicy” i „Kina Szpak”. Cieszę się, bo jak mało kto potrafi z drobnych historii upleść piękna mozaikę.

 

Marek Ławrynowicz – Patriotów 41, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2014, str. 230, ISBN 978-83-7785-438-9



Marek Ławrynowicz


szara-lotka

Eustachy Rylski, Szara lotka


Że Eustachy Rylski jest pisarzem wybitnym, przekonywać nikogo nie trzeba. Dlatego jestem przekonany, że wielu czytelników sięgnie po nowy zbiór opowiadań tego pisarza zatytułowany „Szara lotka”. Słowo „nowy” należy trochę wziąć w cudzysłów. Z dziewięciu opowiadań zawartych w tomie premierowe są cztery: tytułowe, oraz „Głodny wygląd”, „Jeden z zimnych dni” i „Na werandzie”. Pozostałych pięć to najlepsze z dotychczasowego dorobku Rylskiego. Ci, którzy skrupulatnie gromadzą książki autora „Warunku”, powinni kupić „Szarą lotkę” dla owych czterech nowych opowiadań. Dla tych, którzy byli mniej skrupulatni, ta książka to lektura obowiązkowa. Eustachy Rylski jest pisarzem wielkich przestrzeni, szerokich stepów, dalekiego horyzontu, ale i otchłani czasu. Podobnie dalecy od siebie są jego bohaterowie: samotni, zarażeni wewnętrznym chłodem, a równocześnie skłonni do szaleństwa. Nikt nie umie opisywać tego rodzaju postaci tak jak Rylski. Nikt też nie pisze taką frazą, na pozór powolną, bezosobową, a równocześnie pozwalającą się domyślać ukrytych namiętności bohaterów. To po prostu piękna, fascynująca proza.

 

Marek Ławrynowicz

 

______________

Eustachy Rylski, „Szara lotka”, Wielka litera, Warszawa 2014, str. 379, ISBN 978-83-64142-86-4.

 


Piotr Müldner-Nieckowski

 

zaprosimy-do-nieba

Krystyna Lars: Zaprosimy do nieba cały świat


To nie jest poezja, która tworzy paradoksy. Nie nie, to jest poezja, która znajduje i opisuje paradoksy tego świata, naszego życia, naszych wierzeń, wyobrażeń, naszej mądrości i głupoty, logiki i naiwności. Paradoksy takimi, jakimi są w istocie, z dodaniem odrobiny uszczypliwości.

Autorka dystansuje się zarówno wobec siebie, jak i wszystkiego, z czym się styka na co dzień i od święta. Posługując się błyskotliwą obserwacją, pisze prawdę, której nie znamy, albo która jest przez ogół łagodzona czy wręcz kryta, choć niekoniecznie jako tabu. Stereotypowe myślenie nakazuje przyjmować, że prawda w literaturze powinna być albo dokuczliwa, albo zaskakująca; że ma burzyć zastane idee i nicować przyjemne futerka, w które jesteśmy odziani, słowem – chwilami męczyć, niepokojąco zbliżać się, żeby nas zranić ostrym pazurem. Tymczasem u Krystyny Lars nie zawsze, prawie nigdy. Z pewnością nie ingeruje w idee. To mimo wszystko liryka pisana przez delikatną osobę. Pokazuje jednak pojęcia w nowym świetle. “Rzezią ryb / ludzie witają / narodziny Dziecka”, pisze poetka w wierszu “Boże Narodzenie”, a dalej zgrabnie i niby od niechcenia opowiada o tym, jak w związku z chrześcijaństwem i dla niego, bezmyślnie kierowani jakimś nieludzkim obyczajem, poświęcamy największą wartość: życie – od urodzin Pana aż do dziś, przez dwa tysiące czternaście lat. Ale komu poświęcamy? Bogu czy raczej sobie? Może własnej zakłamanej i zachłannej przyjemności? W imię czego? Stawianie takich pytań jest bodaj największą wartością tej poezji.

Nie od rzeczy jest wspomnieć, że jest to poezja znakomita także formalnie. Czasami wpada w rytmy ks. Józefa Baki, o wiele zresztą lepsze i wartościowsze niż u tego barokowego barda przemijania. To zamierzone, a dla wzmocnienia efektu poetka posługuje się oryginalną metaforą, zawsze jasną, zrozumiałą. Rzecz ciekawa, inne utwory, choć pisane wierszem wolnym, mają podobny klimat, brzmią bujnie…

Mało w tej poezji słów kluczy, w każdym razie ja ich nie rozpoznaję, ale mimo to ma miejsca tajemnicze, że nie powiem tajemne. Niektóre frazy tak wpadają w ucho (oko?), że czytelnik odruchowo się z nimi brata i próbuje stworzyć własne interpretacje, nazwy tego, co schowane a co prosi się o wydobycie na światło.

Tytuł książki podpowiada, że Krystyna Lars jako artystka nie ma poczucia, że jest sama czy samotna: gdzieś z przodu, w tle lub z boku znajduje się mąż, postać wszystkim znana, wybitny pisarz i badacz literatury. Na okładce Dominiki Gzowskiej jest jego twarz (obok autorki). Nie zdradzę więc wiele, jeśli dodam, że nazywa się Stefan Chwin. Oboje bardzo eleganccy. Wnikliwych czeka więc dobra rozrywka na wysokim poziomie umysłowym: jakie rąbki wiedzy o domu Chwinów uchyla ta poezja, czym jest dom Chwinów dla innych, a co kryje nawet przed przyjaciółmi (chidzi tu nie tyle o ściany, ile atmosferę i ducha). Niezależnie od tego treść książki jest dowodem na to, że Krystyna-żona nie pozostaje w niczyim cieniu. Szkoda, że rzadko publikuje. Dobrze, że mamy tę książkę.


Piotr Müldner-Nieckowski 

_______________________

Krystyna Lars, “Zaprosimy do nieba cały świat”. Wydawnictwo Tytuł, Gdańska 2014. Stron 142. ISBN 978-83-89859-19-8. Wersja e-book: ISBN 978-83-89859-30-3.



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko