Janusz Taranienko – Bleblanki-rymowanki, czyli o tym, jak pomocnik może stać się szkodnikiem

0
289

Janusz Taranienko



Bleblanki-rymowanki, czyli o tym, jak pomocnik może stać się szkodnikiem



Olga Boznańska

Całkiem niedawno temu, w pewnym nie wielkim, lecz zarazem i nie małym mieście w kraju nad Wisłą (w kraju – bowiem przez miasto przepływa sobie mniej imponująca i zupełnie nie nacechowana pozytywnie rzeka), żyła-była pewna młoda panienka. Nazwijmy ją Beatką. Beatka chodziła do liceum (co w tym przypadku ma być wyłącznie wyznacznikiem jej wieku) i miała znacznie młodszego braciszka (co w tym przypadku jest ważnym elementem opowieści). Braciszek miał naówczas około pięciu lat i, jak na ten wiek przystoi, lubił słuchać rozmaitych historyjek. Braciszka nazwijmy Kamilek, bo dlaczego by nie? Skoro opowiadamy bajkę o opowiadaniu bajek, imiona są mało ważne – jak dowiódł w latach 20tych XX wieku niezrównany Włodzimierz Propp.

 

Beatka miała zdolności do wymyślania fabułek i zapewne kochała braciszka, bowiem swoje anegdoty chętnie mu opowiadała. Zaś Kamilek, nieświadomie odpłacając siostrzyną miłość swoją miłością, był ich niezrównanie chętnym słuchaczem. Wydaje się nawet, że Bogu ducha winny chłopczyk pełnił był w owym czasie, również całkowicie nieświadomie, zarówno rolę Muzy (natchniuzy), jak i inspiracji. Ale to już inna historia i inne, nieprzebadane (a stąd i zagadkowe), zagadnienie teoretyczno-krytyczne. Tak więc: Beatka miała zdolności do wymyślania fabułek i, co równie ważne, miała także zdolności do układania rymów. Zaś gdy bajeczki wymyślała, to se chętnie rymowała – a rymowała mniej więcej w takim stylu, jak powyższa próbka. Rymowała gramatycznie, bywało, że nawet częstochowsko, nie zawsze bacząc na poprawność językową – we wszelkich tejże poprawności aspektach. Najczęściej nie bacząc na fleksję i frazeologię, by podejść do rzeczy troszkę bardziej naukowo, a mianowicie od strony gramatyki opisowej. A jako że rym tworzy wierszyk, a i rytm w wierszyku również nie jest bez znaczenia – Beatka swoje wierszowane historyjki również rytmizowała. Taka oto dyscyplina poetyki, jak wersyfikacja, powiada, że rym pełni (prócz i innych) funkcję wersotwórczą; zaś co do systemów wiersza polskiego – gdzie rytm stanowi główny przedmiot rozważań – wersyfikacja wypowiada się długo i uczenie. Czego nie będziemy tu przytaczać, bowiem stwierdzenia wersyfikacji nie są do rymu, jeno od rymu, ale za to do rytmu.

 

Najłatwiej się Beatce rytmizowało czterostopowcem trocheicznym. A jest to tak, gdyby kto nie był świadom, jak w przytoczonej wyżej próbce. Albo w zaimprowizowanej ad hoc niżej próbce:

Pewna kaczka znad rzeczułki

pokochała leśne pszczółki.

Gdy wieczorem szła po dróżce

pszczółki pełzły jej po nóżce.

Jeśli przeczytamy taki jeden wierszyk – niechby nawet składający się z pięciu zwrotek po cztery wersy – to jeszcze nic takiego. Ale jeśli dziesiąty bajkowierszyk Beatki będzie dokładnie taki sam rytmicznie – to zaczyna się nam powoli myśleć, że wpływ na twórczość Beatki najbardziej znanej Suwalczanki jest zapewne nazbyt przemożny…

 

Proszę zważyć: nic tutaj nie opowiadam o sensie, czyli o treści bajeczek… Ale bo i po co miałbym opowiadać? Treść jest równie zróżnicowana i przemyślana jak rym i rytm! I równie mądra, pouczająca i dydaktyczna. Czyli jest głównie o tym, że nie warto się stroić w cudze piórka (bo nie z tego są podwórka – ja też lubię sobie zrymować, dlaczego by nie!) i o tym też jest, jak np. biedronka chciała poślubić np. żuka, a żaba lekarza, ale mało z tego wyszło, bo rodziła mu kijanki.

 

– Mnie się też podoba! Jeszcze, jeszcze! – Wołam ja, Kamilek, do swojej siostrzyczki.

 

Opowiedziałem wstęp bajki o Beatce. Dalej bowiem – jak to w bajce – wkraczają magiczni pomocnicy, i to w zupełnie poważnej liczbie. Najpierw (domniemuję) rolę donatora odegrała nauczycielka polskiego, dalej pani z ośrodka metodycznego, potem specjalista od logopedii (przecież gdy żwawa żaba spotyka szczeżuję i zapewne razem przeżywają przeżuwanie perzu żwaczami – to jest to świetne ćwiczenie dla dzieci dys- /-lektycznych, -ortograficznych, -fonicznych/), wreszcie wypowiada się pedagog z uniwersytetu z zupełnie przyzwoitym stopniem naukowym. I Beatka otrzymuje stypendium dla młodych twórców. W efekcie, gdy panna B. ma lat 17 wydane zostają jej “Kamilkowe Bajkowiersze”, kilka lat później “Kamilkowe Bajkowiersze – II”, idzie za tym nagroda (czy też dofinansowanie?) wojewody (a może marszałka?) na drugie wydanie drugiej książeczki, wydanie poprawione i uzupełnione o kolejnych 30 bajeczek. Napisanych bzdurnie, nazbyt infantylnie, pozbawionych sensu, nielogicznych, bełkotliwych, rojących się od błędów językowych wszelkich maści, mających melodię nienaoliwionej i skrzypiącej katarynki. Generalnie takich, co to nawet przy Tuwimie i Brzechwie nie stały. No, ale zamiast 50 zmyślnych bajkowierszyków będziemy mieli bajkowierszyków 80, tak bowiem opiewa kontrakt z Wysokim Urzędem Dotującym. Nie zważając, czy jest w nich sens. Nie zważając, czy zostały zachowane reguły języka polskiego. To nieistotne! Istotne zaś, żeby było do rymu. Przytoczę fragmenty wyjęte z różnych utworków:

 

1. /…/

Prosił tygrys swego taty:

“Kup mi, proszę, choć na raty,

futro drugie, bo te w pasy

jest znacznikiem gorszej klasy.”

 

2. /…/

Wnet poczciwe dotąd kaczki

dosyć miały tej dziwaczki

i kupiły dla niej włóczkę,

by kaczusi dać nauczkę.

 

3. /…/

Trzmiel odkładał dla ropuszki

słodkie, chlebowe okruszki,

lecz ropuszka ich nie brała,

bo się trzmiela strasznie bała.

 

Bzyczał przecież tak okrutnie

jak trzy albo cztery trutnie,

a ją mama przestrzegała,

by harmidru unikała.

 

4. /…/

Gdy w baletkach stanął w oknie,

los uśmiechnął się przewrotnie

i zamącił jego plany:

słoń stał w składzie porcelany…

 

Myślę, że dosyć przykładów. Myślę też, że nie wymagają analizy. Ani stylistycznej, ani merytorycznej –

widać bowiem jak na dłoni:

z sensem się mijają oni!

– tzn., ci przykładzi się mijają z sensem. Powyższe ja sam zrymowałem, a nie Beatka. Ważne – powtórzę – że są oni słowa do rymu! I ważne, że nie ma mocnych na szerszeni. Ta ostatnia puenta to już Beatka, nie ja.

 

Pora na finał mojej bajki. Zgodnie z teorią Proppa – brakuje w niej kilku ważnych postaci: nie ma uzurpatora, osoby wysyłającej bohatera, królewny. Są pomocnicy i donatorzy – nie ma “wreditieliej”, czyli osób szkodzących. Jednak, gdyby się tak zastanowić… Gdyby się dobrze zastanowić, można by dojść do wniosku, że pomocnicy – niechcący i bezwiednie – stają  się tymi, którzy przeszkadzają, szkodzą. Promują złe teksty, przyczyniają się do druku marnych książek, powodują, że Beatce zbyt szybko woda sodowa może uderzyć do głowy. Szczerze mówiąc, po pięciu latach od wydania pierwszej książeczki, już zaczyna. Uderzać.

 

W mojej bajce o Beatce i Kamilku nie ma również złej czarownicy. Zatem tę rolę wezmę na siebie ja. W swoich bowiem wrednych i proroczych czarach (zło-)wieszczę:

Minęło ćwierć wieku. Beatka dobiega 50tki i jest już Panią Beatą; Pan Kamil mieszka z rodziną w całkiem innym mieście – albo i w innym kraju; któż to wie? Więzy rodzinne rozluźniły się na tyle, że już nie opowiada się sobie codziennie jak minął dzień – bo nawet i nie ma jak opowiadać. Zbliżają się imieniny Pana Kamila i jego żona kupuje mu książkę. Już nie o zwierzaczkach, ale o imionach. Jest tu opisanych wiele imion: co oznaczają, skąd się wywodzą, z czym się kojarzą, kto je nosił… I wierszyki o imionach też są, a raczej – bywają. Nie przy każdym imieniu, ale są. Żona Pana Kamila sprawdza w księgarni: jest również wierszyk o imieniu “Kamil”! Czytajmy:

 

Kamil – to chłopak dobry, wesoły

i lubił chodzić zawsze do szkoły,

lekcje odrabiał zawsze na “piątkę”

lubił przyjaźnie z każdym zwierzątkiem.

 

Wrażliwą i szczerą Kamil ma duszę,

ten chłopak skory jest do wzruszeń,

bo tak Go wychowano w domu,

aby przykrości nie robić nikomu.

 

Dlatego Kamil, to wzór cnoty

na żadne głupstwa nie ma ochoty

– ukończyć studia, skorzystać z wiedzy

i osiąść na rodzinnej miedzy.

 

Założyć rodzinę, mieć dom i dzieci

– niech Ci Kamilu wciąż słońce świeci,

niech się udają życiowe plany

bo z Ciebie chłopak jest kochany.

 

Pani Beata figuruje na okładce książki jako autorka wierszy…

 


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko