Paweł Brzeżek – Niepodzielne, o tomie Małgorzaty Południak

0
215

Paweł Brzeżek


Niepodzielne, o tomie Małgorzaty Południak

 

liczby-nieparzysteLiczby nieparzyste to zbiór traktujący o niedostosowaniu, o braku, o rytuale i chorobliwym zbieractwie rzeczywistości. Być może nie powinienem zaczynać od zsyntetyzowanego już podsumowania, retoryka w końcu wymaga przejścia od argumentów do wniosków, ale tomik Małgorzaty Południak jest irracjonalny, trudno więc traktować go racjonalnymi narzędziami retoryki. Jest to poezja kompensacyjnej absorpcji – przedstawione w niej istnienie jest wybrakowane, niespełnione, a że natura nie znosi próżni, zasysa w siebie wszelką dostępną materię, materię codziennej egzystencji. Tak właśnie powstawały najpewniej te utwory – pełne kolaży preparowanych z przeżyć i doświadczeń, tworzących monadyczne całości – bo w końcu liczby nieparzyste sumują się czasem ze sobą, chociaż nigdy nie dzielą się na dwa.

 

Od poprzedniego zbioru poezji Małgorzaty minęła zaledwie chwila (no… może dwa lata…). Jednak coś w jej poezji pękło od tego czasu, a z tego pęknięcia wypłynęła nowa wizja rzeczywistości. Teoretycznie poetyka pozostała ta sama – z Czekając na Malinę, a nawet z poprzednich, rozproszonych utworów autorki, znamy doskonale ten stylistyczny patchwork, z którego ze sporym trudem musimy odczytywać kompleksowe wizje liryczne. Jednak wcześniejsza wojowniczość autorki wyparowała i pozostawiła – wydawać by się mogło – ziemię jałową.

 

Nie bez powodu przywołuję poemat Eliota, bo także w poezji Południak pojawiły się typowe dla autora Ziemi jałowej śmieci, odpady, kurz, zepsute przedmioty, piach, wyschnięte plamy – ślady po dawnej witalności, wypełniające świat wybrakowanej egzystencji. Rzeczywistość liryczna jest wypalona, zniszczona, a przed implozją ratuje ją jedynie rytuał. Czyli chorobliwe zbieractwo dowodów na istnienie, na życie, ogromny apetyt na szczegół, w którym manifestuje się tu i teraz, ewentualnie wspomnienie, byleby tylko dawało namacalny dowód na to, że wciąż jeszcze świat jest, że można go dotknąć, zobaczyć, powąchać. Życie wypełnione brakiem musi być więc organizowane za pomocą takich czynności rytualnych jak jedzenie, sen, spotkanie, spacer, czy wreszcie – bardzo istotne – pisanie:

 

Plamy pokrywają opuchliznę liter.

Kreski drgają, kiedy próbuję odczytać wzór,

spisaną skargę. Obok drzwi łopata, wieko

pudełka z owadami przesuwa się.

 

Niekończące się wyliczenia, skomplikowane konstrukcje znaczeń, za fasadami których odkrywamy puste znaczenia, tworzą nastrój pesymizmu i pozornej rezygnacji. Pozornej dlatego, że sama twórczość jest wyrazem aktywności, nawet walki – tym razem już jednak nie jest to walka z kimś, lub czymś, tym razem jest to walka o samego siebie. O sens, o wypełnienie.

 

Nie wiem, jak ci wytłumaczę, że chcę wyjechać tam,

gdzie są wolne piętra, kołdry wiszą na balkonach, drżą ręce

staruszkom, ale dzieci nie muszą ich przygarniać.

Za oknem od wieków rosną cyprysy. Ludzie żyją z dnia

na dzień, zasypiają na wznak, często się uśmiechają,

chociaż wielu jest bezdzietnych albo na śmierć

skłóconych.

 

Wydaje się, że autorka gloryfikuje zwyczajność, naturalność, codzienność. To właśnie takie przejawy rzeczywistości kolekcjonuje najchętniej, niemalże z perwersyjną zachłannością. Jednak kolejne enumeracyjne ciągi pospolitych obrazów, wydarzeń i znaczeń, utwierdzają w przekonaniu, że właśnie taka rzeczywistość wywołuje u niej najgłębsze stany egzystencjalnego lęku. Jakby to właśnie zwyczajność była najbardziej niebezpieczna, jak hipnotyzująca chmura przesłaniająca prawdziwe życie, jak opium, które znieczula i uzależnia.

 

Bez wątpienia uchwycenie wszelkich niuansów poezji Małgorzaty Południak jest niezwykle trudne – ze względu na jej zamiłowanie do kluczenia po jakichkolwiek możliwych meandrach słowno-znaczeniowych, na pewno trzeba jej poezję uznać za mocno hermetyczną. Jednak tym, co zwraca szczególną uwagę w tomie Liczby nieparzyste, jest niezwykła (nawet dla samej autorki – jeśli brać pod uwagę wcześniejszą twórczość) konsekwencja w budowaniu wizji rzeczywistości, pedantycznie utkanej z odłamków, skorup, spostrzeżeń i wspomnień. Ta wizja jest monolityczna i w tym aspekcie bardziej niż liczbą nieparzystą jest liczbą pierwszą, która nie tylko nie dzieli się przez dwa, ale jak samotny człowiek – dzieli się jedynie przez jeden i samą siebie.

 

PAWEŁ BRZEŻEK jest krytykiem literackim, absolwentem Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego na kierunku filologia polska, stypendystą Uniwersytetu Florenckiego (Facoltá di Lettere e Filosofia). Zajmuje się dziennikarstwem kulturalnym, krytyką literacką, a także prowadzeniem zajęć kreatywnego pisania.


http://pawelbrzezek.wordpress.com/


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko