Andrzej Wołosewicz-Notatki na marginesie: interpretacja wiersza-czym jest, czym być powinna

0
133

Andrzej Wołosewicz



Notatki na marginesie: interpretacja wiersza – czym jest, czym być powinna



Salvador Dalí            Zawsze mi doskwierało (i doskwiera) przekładanie czytanej poezji na język dyskursywny, chociaż robiłem to i robię nadal. Ale robienie nie wyklucza dyskomfortu. I cały czas dręczy mnie ten problem, bo z jednej strony można by go rozwiązać w prosty sposób – nie pisząc, a z drugiej, jak funkcjonować na rynku literackim nie pisząc? A pisać chcę z dwóch powodów. Najpierw dlatego, że czasami zdarza się tak, iż tylko ja piszę o niektórych autorach, gdybym więc nie pisał, nie byłoby ich w krytyczno-literackim obiegu. A po drugie niektóre teksty o autorach, których znam i na promowaniu pisania których mi zależy, są wielce niezadowalające, są słabym rozpoznaniem tych poetów. Nie mogę więc tego tak zostawiać. Zatem mamy chyba do czynienia z literacką wersją kwadratury koła. Cóż począć, wybieram pisanie! Rezerwuję sobie jednak prawo, o jakie walczył Camus („Zaślubiny. Lato”) wobec krajobrazu wołając: zostawcie mnie z tym krajobrazem, chcę być z nim sam na sam. Ale o tym już nie przeczytacie.

            Pocieszam się, że mój kłopot nie jest tylko moim. Herbert w „Martwej naturze z wędzidłem” rozwodził się o kłopotach między postrzeganiem o mówieniem o postrzeżonym. Możemy mówić o niewypowiedzianej a jednak trwającej „wojnie” między wizualnością a dyskursywnością. Prowadząc przez lata zajęcia z estetyki dręczyłem moich studentów następującymi dociekaniami. Weźmy dwa obrazy. Estetyka dąży do uogólnień. „Dwa” jest najmniejszym zestawem podlegającym takiemu uogólnieniu. Jednak jeśli coś mówimy o obrazie A i B, to nie o samym A (jego odrębności) i nie o samym B, tylko o takim dziwnym tworze A/B. Jeśli zaś zechcemy ocalić samoistność A (lub B) – co zawsze wydawało mi się najciekawsze – to musimy mówiąc o A mówić nie-B (lub mówiąc o B, mówić nie-A).

            Przekładając to na wiersze. Jeśli chcę słuchać wiersza jako jednostki rozrachunkowej w rozmowie poety ze światem (a sformułowałem ten przydługi termin, by walczyć o takie właśnie postrzeganie wiersza), to jako ciekawego w jednostkowości, osobności, wyjątkowości i oryginalności jego głosu. Gdybym chciał słuchać lub gdy wyłapuję jego wspólny, wspólnotowy głos z wierszem B (C i tak dalej) , to równie dobrze mógłbym słuchać tych innych (B, C itd.),  Inaczej mówiąc: każda estetyka będąc uogólnieniem jest lizaniem lodów przez szybę (to moje ulubione sformułowanie dotyczy większości  tzw. liryki erotycznej). A ja jednak jestem zbyt dużym łasuchem, by dać się zwieść.

             Pytanie jest, mimo swej perwersyjnej banalności, znacznie poważniejsze i brzmi: po co piszemy (o wierszach)? Ja oczywiście wolę swoimi wierszami komentować rzeczywistość (wszelaką, tę co jest i nie jest, niewyobrażalną, wyobrażalną i tę, która tylko się zdaje) i sądzę, że tak robię, niż komentować wiersze (co też robię w roli krytyka, recenzenta). Dlatego wiersze innych czytam jako  n i e r e d u k o w a l n e  odniesienie (komentarz) do tych różnych rzeczywistości. Jeżeli wiersz jest redukowalny, to właściwie mogłoby go nie być. Bo po co jest? By powiedzieć coś, co inaczej też powiedzieć da się? Wiersz musi zostawiać w nas ten osad nieredukowalności. Jesteśmy sitem: jeśli czerpanie wierszy nie zostawia w nas tego osadu, to jest zwykłym czerpaniem wody sitem, czyli czymś bezsensownym.

Gdyby jednak ktoś chciał wyciągnąć z powyższego przyjemną lekcji w wersji lektura-dla-leniwych, to mam złą wiadomość: komunikacja (od wiersza do Ciebie) jest procesem, którego skuteczność i treść (te terminy musisz już sam sobie wyjaśnić) określa odbiorca (Ty!).Inaczej mówiąc: literatura nie zna litości; nie masz za kogo się schować w razie komunikacyjnego niepowodzenia! Powodzenia.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko