Andrzej Tchórzewski – Rybackie opowieści o kobietach, Medea i Kolchis

0
196

Andrzej Tchórzewski


RYBACKIE OPOWIEŚCI O KOBIETACH, MEDEA I KOLCHIS

 

Ireneusz Krzysztof Szmidt (ur. 1935 w Zgierzu ) poeta, prozaik, dramatopisarz, reżyser, jeden  ze współtwórców  teatrzyków  i kabaretów studenckich. Zgodnie z przyjętymi kryteriami około literackimi powinien należeć do  pokolenia Współczesności,  gdyż debiutował w roku 1954 i jest  rówieśnikiem Ernesta Brylla. Jednak swoją pierwszą książkę poetycką wydał dopiero w roku 1961, kiedy  w prasie i księgarniach zaczynają się pojawiać utwory  autorów, których we wspomnianym dwutygodniku literackim określono mianem  już  młodszych od nas, czyli(  (dez)orientacji poetyckiej Hybrydy.Trzeba jednak wziąć  pod  uwagę fakt, że młodzi pisarze debiutujący poza Warszawą i Krakowem, czyli – jak wtedy mawiano – na  tzw.  prowincji, mieli bardzo utrudniony start, więc  kilkuletnie, a nawet kilkunastoletnie różnice w obrębie tych samych roczników były  zjawiskiem powszechnym. A Szczecin lat pięćdziesiątych z jedyną (niehumanistyczną) uczelnią i dziennikiem  organem KW był w gorszej sytuacji niż Wrocław, Poznań, Lublin, czy nawet Gdańsk i Katowice. To w Szczecinie zaczynał swoją literacką karierę Ireneusz K. Szmidt, przez kilkanaście lat pełniąc  funkcję prezesa miejscowego oddziały ZLP. Działalność  organizacyjna i reżyserska wydatnie zmniejszyła ilościowy dorobek  autora  Czerwonych  korali*.  Dziś, gdy debiutanci z lat dziewięćdziesiątych  czy początków naszego stulecia, mają na swoich kontach po kilkanaście książek, siedem tytułów Szmidta zasygnalizowanych  na czwartej stronie okładki recenzowanego, a dość  niezwykłego,  tomu krótkich opowiada. Dlaczego niezwykłego? Bo oprócz  opowiadań książka zawiera scenopis dwuaktowej sztuki o  tematyce… archetypicznej. Amfitriony, elektry, kasandry, edypy, fedry, medee i wielu innych bohaterów/bohaterek antycznego dramatopisarstwa pojawia  się często w  wielu  dramaturgiach dwudziestowiecznych, bądź w kontekście polemiczno-ideowym, bądź jako  dalszy ciąg losów powszechnie znanych postaci literackich. Zjawisko to należałoby powiązać z pojawieniem się psychoanalizy oraz pozostającej  pod wpływem Junga koncepcji mitu jako prafilozofii. Do tego typu sztuk należy również  Medea Ireneusza Krzysztofa  Szmidta kameralna tragedia rodzinna niewiernie przepisana z Eurypidesa. wystawiona w teatrze gorzowskim im. J. Osterwy w listopadzie 2000 roku, tj. dokładnie 2431 listopadów po ateńskiej premierze tragedii Eurypidesa. Od kilkunastu lat I.K.Szmidt  żyje i pracuje w Gorzewie Wlkp. gdzie założył i doprowadził do rozkwitu miejscowy Oddział  ZLP oraz dwa pisma literacko-kulturalne, z których jedno tzn. miesięcznik Pegaz Lubuski  wychodzi do dziś  w wersji papierowej oraz internetowej.

 

Naturalnie, sztuka teatralna istnieje wyłącznie na  scenie. Nie widziałem tej inscenizacji, więc nie mogę się wypowiadać na jej temat, chociaż wnosząc z wielu miejsc dobrze napisanego tekstu, dającego aktorom znakomite pole  do popisu, był to utwór ciekawy. Kusiłoby porównanie ze stosowną częścią tetralogii Eurypidesa czy mitami o argonautach i Jazonie-mężu nieszczęsnej dzieciobójczyni. Ale to temat do obszernego eseju prowadzącego do zupełnie nieoczekiwanych konkluzji. Czy jest sens umieszczania tekstu sztuki pomiędzy opowiadaniami? Burzy to przecież koncepcję książki. Naturalnie, autorowi potrzebne to  jest  do propagowania własnego utworu dramatycznego. Jednak, gdy zastanowimy się po lekturze tych opowiadań, bez trudu zauważymy, że ich dominującym  tematem  jest  leitmotiv  wszelkich opowieści o  księżniczce z Kolchidy czyli zdrada. Zarówno  w  mitologii, jak i w antycznej tragedii  jest to zdrada popełniona przez mężczyznę, u szczecińsko-gorzowskiego pisarza – przez kobietę. I nie chodzi tu o symetrię obyczajową czy modyfikację starych opowieści, ale o pewną, dość realistyczną koncepcję cywilizacyjną. Żyjemy u progu nowego matriarchatu – zda się mówić Ireneusz K. Szmidt więc czyny pań  są ważniejsze niż dotychczasowa, patriarchalna obyczajowość. Zważywszy, że tylko dwa opowiadania (Dobry kumpel Feliks  oraz Podróże z ojcem) nie  traktują o relacjach męsko-damskich, te trzy w których przyczyną tragedii jest niewierność kobiet, stanowią dokładnie połowę opowiadań o tematyce erotycznej. Jeśli do tego dodać opowiadanie Ślepy, w którym niestabilność emocjonalna  i skłonność bohaterki  do flirtów  jest przyczyną 2 bójek zakończonych trwałym kalectwem mężczyzny, dominująca  tendencja  książki  staje się oczywista.

 

Opowiadania Szmidta   to proza  ambitna, bardzo  dobrze napisana,  śmiało operująca skrótem, gdzie dwa-trzy słowa wyjaśniają sytuację lub służą do precyzyjnej  charakterystyki   bohaterów. Nic dziwnego, gdy  I.K.S rozpoczynał swoją przygodę z literaturą, w modzie był Ernest Hemingway – mistrz zwięzłości  ceniony zwłaszcza przez Hłaskę i tzw. hłaskoidów. .Oczywiście, autor Czerwonych korali nie należy do tego nurtu prozy, ze względu na swoją fascynację teatrem   i poszukiwaniami elementów poetyckich, zarówno w prozie jak i w  utworach    przeznaczonych  dla sceny. Pomijając już fakt, że jest to odrębna koncepcja estetyczna, widać różnice w samym potraktowaniu tematów . Lapidarność pozostaje megarematem.

Sposób  ujęcia zrównoważonej relacji między  akcją fabułą, jak  to  często bywa w tradycyjnej  prozie o większych ambicjach artystycznych, ciąży bardziej  ku  metaforze niż opisywaniu. Przykładem może być króciutkie opowiadanie o tytule pasującym  raczej do cyklu opowieści niż do migawki wspomnieniowej z czasów okupacji. W Podróżach z moim ojcem, utworze niewątpliwie powstałym  z inspiracji autobiograficznych, podobnie jak opowiadanie Agata, czyli zwykła proza, mamy odnotowany przejazd tramwajem przez  bałuckie  getto-królestwo  prezesa Chaima   Rumkowskiego (1877-1944), słynnego  kupca łódzkiego … I scena   swoistego  protest-streakingu…

 

W  odruchu buntu  jakiś przymusowy  mieszkaniec   Litzmannstadt  zrzuca z siebie ubranie  z   Magen Dawid   i nago rzuca  się pod  tramwaj. Tej tragedii towarzyszy „wulgarny śmiech” pasażerów z wagonu  Nur fuer Deutsche. Tak wygląda akcja tej miniaturki  prozatorskiej. A fabuła? Trudno przypuszczać, aby  Autor  stosujący po latach konwencję retrospektywną  (wspomnieniową?) i pierwszoosobową narrację, nie znał  losów łódzkiego getta i dziejów samego Przewodniczącego, postaci niewątpliwie tragicznej, chociaż w inny sposób  niż inż. Adam Czerniakow. Wspomniana scenka może, więc, uchodzić za polemikę z przemówieniem  Rumkowskiego  wygłoszonym 4 września 1942 na początku tzw. Wielkiej Szpery. Tu nie ma właściwie ani przymusu, ani  szantażu, jest  akt  publicznie popełnionego samobójstwa. Protest, przypominający  późniejsze samo podpalania  się  mnichów buddyjskich. Można snuć  różne dywagacje o tragizmie, który stwarza inny tragizm, ale nie sposób  odmówić gorzowskiemu pisarzowi  konsekwencji  w drążeniu zjawiska tragiczności. Medea  przecież to klasyczna  tragedia. Na sposób potoczny, stawiający znak  równości między wypadkiem a tragedią (tragiczny wypadek, tragiczna śmierć), tragizm stanowi osnowę  opowiadania  Dobry kumpel Feliks, którego bohater-kominiarz pragnący zademonstrować kolegom swój legendarny  profesjonalizm ginie spadając  z dachu.

 

Ze   względów  obyczajowych warto wspomnieć  opowiadanie  Zielone oczy Ludwiki. Jeśli  się nie mylę jest to jeden  z nielicznych przypadków w polskiej prozie artystycznej   opisania, a właściwie zasugerowania, coitus necrophiliosus. Jak powszechnie wiadomo nekrofilia jest zboczeniem, ale sam czyn karze się za zbezczeszczenie  zwłok.  W opowieści  Szmidta role sądu spełniają koledzy, którzy wyłowili topielicę,  Opowiadanie to, podobnie jak większość innych napisane jest w konwencji wszystkowiedzącego narratora. Nieliczne utwory jak już zasygnalizowane króciutkie opowiadanie o bałuckim getcie są w narracji pierwszoosobowej.   Dzisiaj to  również  proza  tradycyjna. Nie chodzi jednak  o eksperymenty lub uleganie modom, ale o to, aby wypowiedzieć się sprawnie i zasugerować więcej niż może to wyrazić   przeciętny tekst. Tak dzieje się w przypadku tych krótkich opowieści ześrodkowanych na zjawisku tragiczności, bądź zdrady. W niewielkiej książeczce Ireneusz Krzysztof Szmidt zademonstrował dobry warsztat prozatorski, znakomite opanowania  dialogu i mowy pozornie niezależnej. 

 

Andrzej Tchórzewski

 

 

*Ireneusz Krzysztof Szmidt:  Czerwone korale  Wyd. Związek Literatów Polskich Oddział w Gorzowie Wlkp., Gorzów Wlkp. 2013,str.92

                                                                                                     

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko