Dariusz Pawlicki – Dwaj pisarze

0
89

DARIUSZ PAWLICKI


 

DWAJ PISARZE


 

      Do Sag Harbor, położonego na wschodnim krańcu Long Island, urokliwego miasteczka liczącego niewiele pod dwa tysiące mieszkańców, trafiliśmy, moja żona i ja, przypadkowo. Wtedy, a miało to miejsce kilkanaście lat temu, wierzyłem jeszcze w coś takiego, jak przypadek.

      Była jesień. A ta pora na Długiej Wyspie jest wyjątkowo piękna. Nawet tamtejszy listopad nie wywołuje uczucia melancholii, smutku. Dzieje się tak niewątpliwie za sprawą błękitnego nieba, obfitości, długo nie opadających, czerwonych liści dębów

i klonów.

 

      Po ugaszeniu pragnienia w pubie, przez którego okna widać było fragment Zatoki Sag Harbor, zajrzeliśmy na na drewniane molo. Potem przeszliśmy kilkoma uliczkami, wzdłuż których stały, otoczone ogrodami, stupięćdziesięcio-, dwustuletnie drewniane domy i równie wiekowe, okazałe drzewa. Były więc pamiątkami z czasów świetności Sag Harbor, które przypadły na pierwszą połowę XIX w. Był to wówczas jeden z największych na świecie ośrodków wielorybnictwa. Innego rodzaju pamiątki dokumentujące ten okres zgromadzono w Muzeum Wielorybnictwa. Ale akurat tej niedzieli było ono zamknięte. Musieliśmy więc zadowolić się obejrzeniem, zgromadzonych wokół budynku, łodzi, kotwic i ogromnych kotłów używanych do wytapiania tłuszczu z ciał zabitych wielorybów.

      Nasz pobyt w tym pięknym miasteczku sprowadził się jeszcze do zrobienia kilku zdjęć. A gdy minęły dwie godziny, ruszyliśmy w dalszą drogę.

 

*

 

      Kilka tygodni później, już po powrocie do kraju, zacząłem żałować, i to bardzo, żeSag Harbor przyjrzałem się tak pobieżnie. Z filmu dokumentalnego poświęconego Johnowi Steinbeckowi dowiedziałem się bowiem, że przez przeszło dwadzieścia lat dzielił on swój czas między molochowaty Nowy Jork, a Sag Harbor, zaznaczony wyłącznie na bardzo dokładnych mapach i planach. I o ile na Manhattanie jego siedzibą było okazałe mieszkanie na, bliskim już nieba, piętrze drapacza chmur, to w małym miasteczku – niewielki dom letniskowy. Dom ten zresztą własnoręcznie przerobił na nadający się do zamieszkiwania przez cały rok.

      Steinbecka ceniłem i cenię. Ale od wielu już lat jest to związane z jego charakterem, podejściem do życia, a nie z dziełami, które wystukał pracowicie na maszynie do pisania.

Jedyną książką jego autorstwa, do której powracam są Podróże z Charleyem. 

 

      Znacznie później, po kilku latach, czytając Dziennik Jana Lechonia zetknąłem się powtórnie z nazwą: Sag Harbor. I to w związku z kolejnym piszącym mieszkańcem tego miasteczka. Tym razem pisarzem i poetom polskim – Kazimierzem Wierzyńskim. Podążając tym tropem natrafiłem na dwutomowe wydanie wybranych utworów tego autora, zatytułowane Poezja i proza. Tom drugi zawierał m. in. cykl krótkich szkiców opatrzonych wspólnym tytułem Moja prywatna Ameryka. Kilka spośród nich, bezpośrednio bądź pośrednio, opowiada o Sag Harbor: Wenecja dla ubogich, Wędrówki po ludziach, Steinbeck pije kawę, Święto duchów.

 

      Nie jest mi znana przyczyna przeniesienia się Johna Steinbecka, w latach 40. ubiegłego wieku, z Kalifornii do Nowego Jorku. Natomiast jest, jak sądzę, jak najbardziej zrozumiałe, że będąc mieszkańcem ogromnego miasta, w odległości około 140 kilometrów na wschód od niego, stworzył sobie azyl. Jako twórca i jako człowiek nie przepadający za tłumami, potrzebował bowiem takiego miejsca. A ponieważ posiadał nieduży jacht, ważne dla niego było i to, aby ów azyl był także portem. Spośród dziesiątków miasteczek położonych w pobliżu Nowego Jorku, i usytuowanych nad oceanem, Steinbeck wybrał Sag Harbor pewnie dlatego, że liczni pracownicy nowojorskich wydawnictw mieli tam, i w pobliżu, domy, w których spędzali weekendy. Z racji swego zawodu znał bardzo wielu spośród nich. Prawdopodobnie więc, od któregoś z nich usłyszał o małym domu stojącym na osobności, i wystawionym na sprzedaż.

 

               

Dom Steinbecka w Sag Harbor.

 

      Nad tym zaś, że Kazimierz Wierzyński został sagharborczykiem zaważyła informacja, że w miasteczku, które znał od 1945 r., znajduje się siedmiopokojowy domdo wynajęcia za niewielki czynsz. A za miejscem do zamieszkania rozglądał się od czasu, gdy po napisaniu biografii Fryderyka Chopina wyjechał z farmy położonej w okolicach Stockbridge w stanie Massachusetts. W Sag Harbor Wierzyński zamieszkał we wrześniu 1949 r. i przebywał w nim do czerwca 1959 r. Jedną z osób, która go tam odwiedzała, był Jan Lechoń. Wzmianki na ten temat można napotkać w Lechoniowym Dzienniku.

                                

Wierzyński w ogrodzie swojego domu w Sag Harbor.

 

*

 

      John Steinbeck i Kazimierz Wierzyński znali się. Na przykład, prawie codziennie, około godziny siódmej rano, spotykali się w „centrum” Sag Harbor, w sklepie, który był połączeniem baru. Ten pierwszy wstępował tam na kawę (był to często pretekst do przysłuchiwania się rozmowom tzw. zwykłych ludzi), a ten drugi po gazety.

 

 _______________

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko