Krystyna Habrat – Gwiazdy i kałuże

0
210

Krystyna Habrat 



GWIAZDY I KAŁUŻE



Za najpiękniejsze motto dla drogi życiowej uważałam od  dawna to,  które nakazywało zaprząc swój pług do jakiejś gwiazdy.

Piękne, prawda? Znaczy ono bardzo  wiele.

Żeby zawsze wybierać zaszczytne cele życiowe, wzniosłe ideały i  szlachetne sposoby ich osiągania. Dążyć do czegoś wielkiego. Nie poprzestawać na małym. Zawsze wybierać drogę uczciwą i postępować elegancko.

Prawie już nie słyszy się zwrotu o elegancji zachowania, choć znam wielu ludzi kierujących się tą zasadą. Tacy nie uchybią małostkowym egoizmem, nie zajmą w tramwaju ostatniego krzesła, bo może ktoś inny bardziej zmęczony. Zwykle więc stoją. Korzystają czasem młodsi, zdrowsi, gdy to wolne miejsce zajmą. Ale ludzie o większej estetyce moralnej, czyli tej elegancji bycia, nie mają im tego za złe, bo sami są zadowoleni, że postępują zgodnie ze wzniosłymi ideami. Tak w sprawach małych, jak to miejsce siedzące w tramwaju, jak i w wielkich. Ich wybory życiowe są zawsze szlachetne. Na kompromisy nie idą.

Przykładów z życia podawać nie będę, ale odwołam się do  opowiadania, jakie kiedyś napisałam, a ukazało się w miesięczniku Opole, a później w książce „Sprzedawca karykatur”. Bohaterką była młoda kobieta, Marta, która ze wszystkich sił przymuszała się zawsze do bezkompromisowych wyborów i… nie wychodziło jej to na dobre. Znałam taką. I   nie darzyłam jej sympatią. Dlaczego? Przecież była szlachetna. Tylko w swej szlachetności posuwała się tak daleko, że zamęczała wszystkich swymi wielkimi wymaganiami i nigdy nie była zadowolona. Bezkompromisowa, pracowita, rzetelna, uczciwa, ale samotna. Ludzie od niej uciekali.

Znamy chyba niejedną podobną osobę.

Opowiadanie tamto, o oczywiście zmienionych  szczegółach, zatytułowałam: „Pstra szata błazna”. Zwrot ten, tak mnie jeszcze na studiach inspirujący,  zaczerpnęłam ze starej książki naukowej, pisanej dość kwiecistym stylem. Tam autor, Michał Sobeski,  tak pisze o Ibsenie, co przytaczam z pamięci: Niejeden cichy obywatel, którego życie łatane  kompromisami, niczym pstra szata błazna, staje się na nowo mocarzem, zdolnym do wielkich czynów, gdy przeczyta Brandta Ibsena.

 Owa pstra szata błazna, szyta z łat kompromisów,  mogła być dla mojej bohaterki, Marty, czymś straszliwie odstręczającym.  I jej życiowym mottem, jako symbol czegoś, czym się brzydziła, wybierając trudniejszą drogę bez żadnych kompromisów. I przegrywała.

Po kilku latach Marta stała się bohaterką mojej powieści „Podręcznik czarownicy” i jest terapeutką, z wielkim zapałem niosącą ludziom pomoc. Aż do przesady. I tu dopiero rozwinęłam to rozmijanie się jej ideałów, jej pedagogicznych zapędów, z efektami, bo ludzie się jej boją.

Znamy takich wielu?

Oczywiście. Potrafimy wskazać palcem tych, którzy pomimo szlachetności swych poczynań wciąż ponoszą klęski i mają wielu wrogów. To ci, którzy próbują przeciwstawiać się nieuczciwości, korupcji, kolesiostwu, przekrętom, itd., itd.

Nie zauważamy natomiast takich szlachetnie postępujących, co swe klęski chowają w swoim sercu. Cierpią po cichu. Czasem tylko takiemu serce pęknie. Mówimy na to: zawał.

  Ilu jednak wskażemy osobników cwanych, nieuczciwych, egoistów, obłudników, którym wszystko się udaje. Zdobywają majątki. Okpiwają innych. I kara na takich nie spada. Mają się świetnie. Mają nawet lepsze zdrowie, bo więcej pieniędzy na dobre jedzenie, wyrafinowane sposoby relaksu, rozrywki i sporty  na także na prywatne leczenie. Może mają nawet więcej szczęścia w miłości, bo wiele kobiet na takich leci, gdyż imponują im władzą, forsą i pewnością siebie.

  Ale znamy też biednych cwaniaków, którzy wolą nie pracować, a żyć z łaski innych.

  Kiedyś w tym samym czasie poznałam dwa kontrastowe przypadki. Pewien absolwent renomowanej uczelni, który ukończył ją chlubnie nagrodzony,  długo nie mógł dorobić się mieszkania, ale nikt mu nie pomógł. W końcu musiał zrezygnować z ukochanej pracy naukowej i wybrać taką, gdzie zarobi na siebie i rodzinę. Jaka szkoda!

 Równocześnie w innym wielkim mieście nastoletnia dziewczyna po szkole podstawowej, którą trochę dłużej utrwalała, chwaliła się, że wkrótce dostanie własne mieszkanie, oczywiście za darmo, bo to lokal socjalny. Wtedy weźmie do siebie siostrę, stanowiąc dla niej rodzinę zastępczą i z uzyskiwanych za to pieniędzy od Pomocy Społecznej obie wyżyją. Po co miałaby się uczyć dalej? Po co zrywać co rano do pracy? Wtedy w tej dzielnicy rozmnożyły się przypadki skarg na złe matki i molestujących ojców. Babcie chciały się poświęcać i zabierać swym córkom dzieci jako rodzina zastępcza i brać forsę. Czasem te dzieci były zabierane tylko na papierze. Po przyjrzeniu się nagłej epidemii  zboczonych, ojców okazywało się, że sprawy te były  szyte grubymi nićmi, bo nadgorliwe babcie oblatywał nagle strach na wieść, że muszą w tej sprawie zeznawać przed sądem rodzinnym i musiały obejść się smakiem, nawet, gdy w planie było dzielenie się łupem z córką. Tylko w świat poszła już fama o wyrodnych ojcach.

  I ci bogaci – zaradni i przedsiębiorczy – i ci – cwani „bezrobotni”, zdani na pomoc społeczną – dobrze sobie w życiu radzą.

Tylko szlachetny nieudacznik męczy się zawsze na stojąco w tramwaju i nawet nie śmie pisnąć, że nogi go bolą. Jest przecież ponad taką małostkowość. Jemu nie wypada narzekać, kombinować, naginać fakty, kłamać, donosić, intrygować, i dużo innych rzeczy, którymi się brzydzi. Naiwny,  tak w tramwaju, jak i w życiu, nigdy nie użyje łokci żeby zająć lepsze miejsce. Nie zapisze się do organizacji, gdzie miałby szansę na karierę. Nie przyklaśnie karierowiczowi, który pnie się wyżej na skróty, a może by coś i jemu ułatwił. Tylko ten, który zajął to ostatnie krzesło w tramwaju, albo ten, któremu szlachetny wysupła z kieszeni ostatnie grosze na wyżebraną „bułkę w butelce”, jeszcze mu portfel podiwani. 

  Dlaczego tak jest: tu odpowiedź daje inny myśliciel: Kto patrzy w gwiazdy, zdany jest na  łaskę kałuż.

To nie patrzeć w gwiazdy??

Odpowiedź na to pytanie, jak i  jak i nazwiska myślicieli,  autorów przytaczanych powyżej, a niezbyt dokładnie, cytatów, pozostawiam czytelnikom.

 Kto się   pierwszy wykaże znajomością słów znanych filozofów, w nagrodę otrzyma mój uśmiech* oraz pochwałę Naczelnego. Dobrze?

Krystyna Habrat 

 * Uśmiech ze zdjęcia w archiwum Pisarze.pl.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko