Andrzej Tchórzewski – Widziane z Krakowa

0
297

Andrzej Tchórzewski


 

Widziane z Krakowa


 

Paul DelvauxWojciech Kawiński  (ur.1939, Dębica) jest  uważany  za jednego z lepszych żyjących poetów polskich. Od lat uznaję  tę opinie za całkowicie zasadną. Jej parametry to; dobry  warsztat i funkcjonowanie  na uboczu, nie tylko środowiska krakowskiego, ale również  życia literackiego, które dziś, po odejściu Szymborskiej Miłosza, znów  jest ciekawsze niż same teksty. Jak to orzekł, jeszcze  w 1955 r. świetny krytyk Ludwik Flaszen  (ur.1930):  „Generacyjnie” Kawinski, podobno, należy do pokolenia Orientacji, ale od zawsze, był poetą osobnym lekceważącym sobie te podziały, które   narzucono, aby „przykryć” brak prądów  artystycznych i błędy polityki kulturalnej. Orientacja, przez   przeciwników nazywana socparnasizmem to czysta liryka, stadne lektury na ogół zachodnioeuropejskie bądź amerykańskie i wzorce stylistyczne, od których bardziej  utalentowani, jak np. Zbigniew Jerzyna czy właśnie KAWIŃSKI    odchodzili,  dopracowując  się własnego stylu. Warto wspomnieć jeszcze o   działalności organizacyjnej  i fatalnych wyborach politycznych, jakie zahamowały rozwój wielu talentów  i pozwoliły ich następcom  na (zasadne)  oskarżanie swoich  poprzedników  o … koniunkturalizm.

 

Wojciech Kawiński nie bawił się jednak ani w organizowanie efemerycznych pism,  ani sympozjonów bądź dyskusji o poezji. Do dziś wydal ponad 20 tomów  wierszy,  z których kilka było wydarzeniami poetyckimi. Przeto, gdyby nie  dezintegracja środowiska literackiego i brak fachowej  krytyki, byłby dzisiaj augurem smaku  i niekwestionowalnym autorytetem.. Uchodzi za  poetę kultury, ale jest  to półprawda lub  grube  uproszczenie. Topika i liczne  odwołania do Uniwersum Znaków to zaledwie zewnętrzna szata tych (1) wierszy. Dominuje REFLEKSJA, a słowa wypowiadane we właściwym porządku, wyrażające liniowy charakter semantyki, które znaczą ze względu na bliskość lub  oddalenie od kontekstu muszą tej refleksji towarzyszyć. A oto  stosowny fragment zwerbalizowanej sekwencji; „(…) w nierozpoznanej materii/ poznania/ nasze miasto surowe mięso/ dni które wyłażą/ z własnych cieni/północny merydjan/ pojedyncza meskolancja niezmienna metabola słów/ wyjętych z zamkniętych/ metonimii (…)” (1.10). Właśnie często metonimia, a nie metafora, tak gloryfikowana przez młodych poetów, że podnoszona do rangi fundamentu wszelkiej poezji, stanowi osnowę wierszy krakowskiego poety. Zacytowanemu  fragmentowi wiersza towarzyszy motto z  Samuela Becketta – mistrza gestu i… milczenia. Takie właśnie  cytaty, aluzje  literackie nazwy kojarzone  ze sztuką, sprawiły, że Kawiński, jest uważany za  poetę  kultury. Jak widać nie o to chodzi. Wymienienie  nazwiska np. Kanta nie oznacza, że  jest  się kantystą. Już prędzej kanciarzem…  Intelektualne etykietki nie zapewniają właściwego użycia wiedzy czy intelektu. Najczęściej zdarza  się jednak tak, że krakowianin pisząc o innych poetach lub malarzach trafia w sedno ich dokonań, a to wymaga przemyśleń i znajomości rzeczy. Niekiedy nawet  życiorysów. Tak jest np. w wierszach Kazimierz Hoffman (1,33) i Babiński. Niepieśń (1,56). Ale nie w pisanym warsztatem  Grochowiaku, tekście  sprowadzającym się do realistycznego opisu wyglądu autora Lęków Porannych oraz dygresji; „podpisywał/ rzeczy na wersety i głosy// by zniknąć/ z mej pamięci// na dwa lata przed/ własnym zniknieniem”(1,63).  Inaczej  jest w wierszu  Karpowicz, w którym Autor nie tylko daje dowody znajomości poezji twórcy neolingwizmu,  lecz  również prezentuje swój dość ironiczny stosunek do powierzchownych zabaw słowem. Tak charakterystyczny dla  tekstów wrocławianina topos lasu jako nieodczytanego  systemu znakowego rzecz niewątpliwie wywodząca się z alighierowskiej Commedii [wers 2 i 5 Inferno, canto primo: selva oscura, selva selvaggia, (2,13)] zyskuje u Kawińskiego naturalny, a jednak przedziwny kontrapunkt; pojawia  się  topos  siekiery; „siekiera milczy/ jej sen  jednak wilczy// wysławia bezsłownie/ ognia przyszłe  głownie…”(1,67). Pomijając  już konwersyjne  syntagmy typu „wysławia bezsłownie” oraz rymowane dystychy tak charakterystyczne dla Słowa po słowie  osobliwością tych wierszy jest częste zacieranie granicy między podmiotem lirycznym (resp. bohaterem lirycznym) i  autorem. Wiadomo, kiedy i po co została wprowadzona do rozważań o poezji kategoria podmiotu lirycznego (peela). W praktyce jednak  nie zawsze może mieć ona  zastosowanie. Wynika  to nie tylko stąd, że  chociażby ze względu na odniesienia kulturowe Kawiński pasowałby do określenia poeta dla poetów (the  poets’  poet), lecz również  ze względu na remat czyli swoiste potraktowanie tematu. Pamiętając, że PLa na ogół nie wolno utożsamiać z autorem, powinniśmy brać pod  uwagę specyfikę wypowiedzi. Bohater liryczny może być miłośnikiem lub przeciwnikiem jakiejś konkretnej sztuki czy utworu, ku któremu coś  go kieruje. Bardziej wysublimowane relacje, merytoryczny osąd  lub dążenie do jakiegoś zdecydowanego, skomplikowanego i wyważonego stanowiska należałoby już do Autora. Wracając  do przytoczonych przykładów; o Grochowiaku wypowiada się podmiot liryczny, o Karpowiczu – Kawiński. Naturalnie, ocena tego zjawiska jest subiektywna. Zależy od wiedzy odbiorcy/czytelnika. Ciekawego materiały do takich rozważań,  na wzbogaconych jeszcze  uwagami na temat liryki roli dostarcza wiersz  Lektury przypomniane. Nie wymieniając nazwiska  bohatera, cytując tytuły  utworów, które on napisał, dodając kilka ważnych szczegółów z CV tego  poety, Kawiński stworzył ciekawy wiersz o konkretnej postaci pewnego  znakomitego poety i eseisty  minionego stulecia. Najważniejsza zaleta tego tekstu to jego wielowymiarowość (otwartość?) i cywilizacyjna  puenta. Otóż anonimowy dla większości czytelników bohater liryczny (?) został scharakteryzowany dość pobieżnie i fragmentarycznie, co jeszcze bardziej utrudnia  jego  rozszyfrowanie. I tu  krakowski poeta przezornie zastrzega się; „moi koledzy z  hybryd… więcej o nim wiedzieli” (1,64). Też nie bardzo. Byłem przeciwnikiem (dez)orientacji  poetyckiej  Hybrydy  i nigdy nie zadowoliłbym  się taką wiedzą, jaką zaserwował Kawiński. Po  prostu dlatego, że wielokrotnie rozmawiałem o literaturze z autorem Dziwnej historii Awangardy  w warszawskim  SPATiF-ie… Mieszkał w  pobliżu i często wpadał do Klubu  Aktora na kolację. Fascynująca osobowość. Bardzo spójna i wcale  nie tak rozbiegana, jak to przedstawia Kawiński, który wyliczając fascynacje peela ani słówkiem nie wspomniał o (nieukończonych) studiach matematycznych, nabytej tam kulturze ścisłego i modelowego rozumowania, a także o świetnym przekładzie  Eugeniusza Oniegina na j. polski. Inspiracją do niestandardowego spojrzenia na problemy wersologiczne był niewątpliwie genialny sowiecki matematyk (bezpartyjny, właściwie
rozsądny opozycjonista) Kołmogorow – prezes  Akademii Nauk, autor dość niezwykłej  rozprawy o średniówce w wierszach Puszkina.

 

Informacyjne fragmenty CV Adama Ważyka służą autorowi Słowa po słowie  do konstrukcji przesłania wyrażającego niezgodę na nieracjonalność bliżej nieokreślonych zjawisk cywilizacyjnych. Nieważne  kto mówi; krakowianin czy jego porte-parol (bohater liryczny?); „ten…./ znawca surrealizmu/ zapewne za surrealne uznaje/ z głębokości/to nasze  dzisiaj/ istnienie…” (1,65). Dziwaczne, osobliwe czy sprzeczne? A może   wymodlone  u  techniki?  „Zanim w  długi sen  wpadniesz/ przenicuj milczącą wyobraźnię//// …Czworobok pieśni/ I my, nie-rówieśni/ Między młotem a świtem/ Gdzie  wszystko jest skryte/ A pozór, jak to pozór/ Zamienia się w mozół/ I przechodzi z jasnej góry/ W dół, nieco ponury” (1,70).  Można tu podziwiać kunszt męskich rymów następujący po rymie bogatym, ale warto też przypomnieć, że Ważyk początkowo  przypisywał  wierszowi wolnemu  (2, 7)  niewielki stopień organizacji i znaczną redundancję, z czym dzisiejsi akolici tekstów poetyckich  bez rymu, rytmu i sensu  raczej by  się nie zgodzili powołując się na zakończenie wężykowej rozprawy, w której  po wielu rozważaniach na tematy modelowości/ antymodelowości/ niemodelowości, w kontekście opozycji binarnej kadencyjność/antykadencyjność wersów i syntagm, autor Poematu dla dorosłych przywołując doświadczenia Pierwszej  Awangardy, twierdził, że ,,w wolnym wierszu awangardowym swobodna gra akcentów nie była związana z orientacją toniczną ale z organizowaniem przebiegów składniowo intonacyjnych…”(2,127). Jeszcze  bardziej ciekawa jest  druga część cytowanego akapitu a także sam zakończenie książki, ale… bez dygresji rozsadzających ramy tego mini–szkicu (4).                                       

 

Wróćmy do publikacji Kawińskiego, który  z dużym wyczuciem posługuje  się zarówno rymem, jak i wierszem tradycyjnym, a jeśli chce włączyć luz, przekazać treści  powszechnie odczuwalne lub  ze wszech miar dyskusyjne, powściągliwie  wybiera formę redundantną. Nie gardzi  przy tym sprzecznościami, zazwyczaj sygnalizując  je antonimamiZagubiony jesteś/w tej dziko ucywilizowanej  przestrzeni (…)”.  Ironiczny konkret, wolność zza krat, zagmatwana prostota bytu…
to tylko niektóre syntagmy z dalszych linijek  wiersza  Rachunek zapomnienia  (1,71).   Nie sposób   przy takiej okazji oprzeć się  refleksji na temat aktualnej kariery  użytkowej serii synonimicznej ;zapomnienie, zapominanie, niepamięć… Coś musi wisieć w powietrzu, bo u poetki Aldony Borowicz znajdziemy wiersz  Wieczór  zapomnień (3,32).  O zapożyczeniach czy jakichś wpływach trudno mówić. Grillowanie  bergsonizmu czy niewiara w informacje  gromadzone na nośnikach  cyfrowych. Obszerny tom wierszy (111 stron)  Wojciecha Kawińskiego  cechuje nie tylko dobry warsztat i cywilizacyjno-egzystencjalna doniosłość  lecz  również  świetna kompozycja. Każda z 3 części kończy się iście  lirycznym akcentem–dystychem, niekiedy „przełamanym”  na średniówce. Pod względem  treściowym niepozbawionym akcentów aktualnych, a nawet profetycznych Pierwsza („Słuch odwrócony”); Wyjdź zanim zdążysz./ Biało na czarnym./ Ustawa jest błędna./ Byt dosyć marny”. Druga („ Ekologia?”);  „(…) Odkąd style wyrosły ponad./Suche  krzewy niskich dokonań”. Trzecia ironiczno-sarkastyczna „Pogodynka” zapowiada;  „wiatr widmowy/ z tła gujany/ ruch odnowy/ po wsze stany”.

 

Natomiast i mnie,  i Czytelnikom trudno zapowiedzieć, jaki będzie następny tom wierszy znakomitego krakowskiego poety. Tzw.  linia wznosząca  nie  daje  gwarancji na przyszłość.

 

 Andrzej Tchórzewski


 

Przypisy:

 

1) Wojciech Kawiński: Słowo po słowie,  Wydawnictwo Towarzystwa Słowaków w Polsce, Kraków 2013, s. 111, ISBN 978-83-7490-483-4  

2) Adam Ważyk:  Esej o wierszu, Czytelnik, wyd. I  1964, s.128,wymóg podawania numeru IBSN- wówczas  jeszcze  w Polsce  nie  istniał

3) Aldona Borowicz:  Cienie  na  rozwietrze Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2014, s.80, ISBN 978-83-7780-927-3

4) O ile mi wiadomo, esej Ważyka nie doczekał  się poważnych omówień ale tak  bywa często
z pracami prekursorskimi. Ówczesnych polonistów zniechęcała doń terminologia matematyczna 
i empiryczne ale szerokie podejście do  problemów polskiego wiersza, niehumanistów,   zaś sam temat. Przytoczone przez W.K. określenie Henryka Berezy filozof wiersza było w  gruncie rzeczy skwitowaniem    problemu. A oto dalszy ciąg wspomnianego akapitu, prezentujący skalę problemu;
”Ta sytuacja, która powtarza się dość często, rzuca nowe światło na dawne doświadczenie  wiersza, na ostatnie dramaty Słowackiego, wiersze sylabiczne lub izochroniczne Norwida, gdzie po zniesieniu średniówki przebiegi intonacyjne eksponują  swobodną grę akcentów.” (2 ibd). Naturalnie,  każda pliszka  swój ogon chwali, więc (toniczny) wiersz wolny z okresu pierwszej awangardy, ma swoich historycznych poprzedników  w wieszczach. Kwestią jest jednak różnica między  wolnym wierszem tonicznym trzecio systemowym a wolnym wierszem czwarto systemowym (niekiedy zwanym  rózewiczowskim). Tu jednak wkraczamy na teren  nieprzebadany..

                                                        

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko