Bohdan Urbankowski-Wiersze w kolorach pięknej, dojrzałej jesieni

0
28

Bohdan Urbankowski

 

Wiersze w kolorach pięknej, dojrzałej jesieni


Poezja miłosna została sterroryzowana przez młodość. Normy wyznacza Julia i niedojrzały Romeo. Julia ma lat 14, Romeo niewiele więcej. Dla Balzaca dziewczyna po 30 – ce była już … kobietą w wieku balzakowskim.

I tak jest do dzisiaj.

Starsi panowie wybierający się na podboje miłosne ubierają się w dżinsy. Panie udają, że wierzą, iż kołacze się tam jakaś młodość. W poezji zamiast uczuć obowiązuje obłuda. Keep smiling.

Kalina Izabela Zioła, poetka z Poznania, postanowiła zerwać z tą manierą. Przełamuje obowiązujące tabu i pisze o miłości ludzi dojrzałych. O niej jest cały zbiór wierszy Piszę do Ciebie nocą.

Zanim powiem coś więcej o ich treści – najpierw parę słów na temat formy. Jest to rodzaj poetyckiego dziennika pisanego niemal na bieżąco. I jak w dzienniku odnotowujemy dni bardziej kolorowe i te szare, tak i w tym zbiorku znajdziemy wiersze o wydarzeniach barwnych i wiersze o zdarzeniach banalnych.

 

Niektórzy poeci nie chcą pogodzić się z tym, że wiersz powstaje dopiero na papierze, a może dopiero na ekranie komputera – podobnie jak film powstaje dopiero na stole montażowym. Montowanie, przykrawanie i upiększanie scen wydaje im się odchodzeniem od prawdy. Inni uważają, że celem jest nie prawda a piękno; montują, upiększają, mnożą metafory i efekty. Zbytnie zbliżenie do piękna oznacza odejście od prawdy, wierność prawdzie – rezygnację z piękna. Jak ten problem rozwiązać, jak pisać, by i prawda i piękno znalazły się w wierszu – od tysięcy lat nie ma recept. Możemy odnotować tylko, że poeci są tacy i tacy i że Kalina wybrała drogę bliższą prawdy. Jej wiersze bliskie są mowie zwierzenia, mowie listu. Są w pewien sposób oczywiste, wręcz konieczne. Pisze normalnie, pisze tak, jak oddycha. Jej wiersze chyba w ogóle nie potrafią kłamać.

Przyjęcie takiej postawy pociąga pewne konsekwencje, mówiąc jednym słowem – kosztuje.

Więc najpierw: zgoda na to, że zbiór wierszy jest taki jak życie: raz bardziej urozmaicony, raz banalny, raz Morze Egejskie raz komputer, raz Wilno a raz Zelów – miasto, o którego istnieniu zapomniał i Bóg, i diabeł i minister kultury , pamiętają tylko poeci.

Również ludzie, którzy zjawiają się w tych wierszach są prawdziwi, to znaczy tacy i siacy. Poeta – mędrzec, który zaszył się na prowincji i estradowy szpaner i drugorzędny krytyk podrywający na słowa, których sam nie rozumie. Będzie też paru mężczyzn – zamiast tego jednego…

 

        Otwierające zbiór Nocne listy to elegancki wiersz- list. Ozdobiony delikatną melancholią i równie delikatnym humorem utwór o samotnej kobiecie spędzającej noc z komputerem. Tę samotność wyjaśnia, lecz i potwierdza krótki wiersz – dramacik pt. Gdybyś. (gdybyś tylko mógł / zasypiać przy mnie). Dopełnieniem tego z kolei utworu jest wiersz – prośba * * * dotykaj mnie:

 

dotykaj ciepłem palców

spojrzeniem /…/

przywróć bliskość

mrokiem nocy

i światłem poranka

dotykaj

Cały wiersz to elegancki w formie ale przecież i gorzki zarzut: gdybyś mógł… gdybyś chciał… Przywróć bliskość – bo właśnie jej nam brakuje, nie mamy czasu, albo nie mamy chęci, albo wreszcie brak nam troskliwości, by stać się sobie bliscy.

Ten wiersz jest także próbą innego zdefiniowania miłości. I tutaj dochodzimy do rzeczy w tym zbiorku najważniejszej. Wiemy, że miłość utrwalona w tym poetyckim dzienniku jest sprzeczna z konwenansami. Zakazana, nawet podwójnie zakazana. Nie wiem czy takim związkom błogosławi Bóg, pewnie tak, jeśli do dziś istnieją. Na pewno nie błogosławią im sąsiedzi, na pewno jest sprzeczna i z mieszczańskimi normami i z powszechnie obowiązującym nakazem młodości.

A jednak: :

lubię

kiedy całujesz moje stopy

gdy muskasz dłonią skórę

językiem obrysowujesz

owal pięty

ogrzewasz

obłoczkiem oddechu

teraz wiem

dlaczego anioły chodzą boso

po śniegu

Poetka odważnie, niemal prowokacyjnie oświadcza, że ludzie dojrzali mają prawo do miłości fizycznej i że może ona być piękna. Może nie jako pokaz gimnastyczny, ale jako najgłębsze, najpełniejsze przeżycie. Miłość to nie tylko estetyka; nie jest pełna, gdy brak w niej prawdy i dobra, gdy nie jest sztuką życia, to znaczy gdy nie jest życiem, które osiąga doskonałość sztuki.

 

Wróćmy na koniec do tytułowej metafory. Barwy drzew najpiękniejsze są jesienią. Jest w nich i – nie zawsze dojrzała – radość wiosny, i pamięć upalnego, czasem nawet za upalnego lata, ale jest też coś więcej, są kolory nieoczekiwane, wręcz nieprawdopodobne, ma najwięcej kolorów. Miłość jesienna także.

 

Nie są jej obce lęki:

boję się

 / …/

nocy które wypełniasz

zapachem innej,

 

nie obca jest jej złość:

nienawidzę tego wszystkiego

o czym nie wiem,

 

nie jest jej obca zazdrość:

z daleka oglądam film

– melodramat w odcinkach

w którym nie ma dla mnie

żadnej ważnej roli

 

Bez tych smutniejszych kolorów byłaby po prostu mniej prawdziwa. Ta miłość daje rozkosz nie mniejszą niż wiosenne igraszki, ale bogatszą o wszystko, czego młodość nie zdążyła przeżyć. Czasem smaku dodaje jej gorycz tęsknoty, czasem słona kropelka, która bierze się nie wiadomo skąd. I dopiero ta miłość jest synonimem bliskości, oznaką przekroczenia własnego egoizmu, własnej skóry – –

Bliskość łączy nawet na największą odległość. Gdy jej brak, nawet leżąc obok siebie –

 

stajemy się tylko

głosem w telefonie

czarnymi literami

w pospiesznym mailu

 

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko