Zdzisław Antolski – Józef Czapski – wielki świat i Ponidzie

0
484

Zdzisław Antolski


 

Józef Czapski – wielki świat i Ponidzie


Czapski i Anders      Józef Czapski, wybitny malarz, krytyk, publicysta, intelektualista, którego wszechstronna twórczość nie doczekała się jeszcze nie tylko docenienia, ale nawet ogólnego rozpoznania krytycznego, urodził się w dniu 3 kwietnia 1896 r w Pradze Czeskiej jako syn Jerzego Hutten Czapskiego i Józefy Leopoldyny, z domu Thun. Rodzona siostra Józefa Czapskiego, Leopoldyna z Hutten Czapskich była żoną Leona Łubieńskiego, właściciela dóbr ziemskich Kazimierza Wielka na Ponidziu.

      Sielskie dzieciństwo spędził Czapski w rodzinnym majątku Przyłuki pod Mińskiem Litewski. Tak opisywała rodzinne gniazdo Maria Czapska w książce „Europa w rodzinie”: „Dom nasz stał na wzniesieniu opadającym od południa czterema tarasami ku stawom: myśliwskiemu i parkowemu, połączonymi rzeką Ptycz. Od wschodu wzgórze opadało łagodnie ku zabudowaniom dworskim i trzeciemu stawowi, gdzie na wyspie zarosłej trzciną gnieździły się łabędzie”.

      Ukończył gimnazjum w Petersburgu i rozpoczął studia na Wydziale prawa Uniwersytetu Petersburskiego. Ukończył także kurs chorążych w carskim Korpusie Paziów. W październiku 1917 r. wstąpił do 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, ale po roku, ogarnięty nastrojami pacyfistycznymi, opuścił wojsko i wraz z rodzeństwem założył komunę religijno-pacyfistyczną. W wyniku rewolucji jego dom w Przyłukach wcielony został w granice Rosji sowieckiej, i przemianowano go na dom wypoczynkowy im. Róży Luksemburg dla komunistycznych dygnitarzy.

      W październiku 1918 r. Józef Czapski przyjechał do Warszawy, gdzie rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych u profesora Stanisława Lentza. Studia przerwał z powodu wojny polsko sowieckiej.

      W listopadzie 1918 r, poszukiwał wziętych do niewoli przez Sowietów, polskich ułanów z 1. Pułku Ułanów Krechowieckich ustalił, że zostali oni rozstrzelani. Było to wydarzenie, które nim wstrząsnęło do głębi. Brał udział w wojnie bolszewickiej w 1920 r. będąc w składzie pociągu pancernego „Śmiały”, a następnie znów w znanym sobie doskonale 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, z którym brał udział w wyprawie kijowskiej. W uznaniu jego zasług wojennych został odznaczony orderem Virturi Militari (za odwagę).

      Po wojnie wrócił do studiów malarskich. W 1923 r, był jednym z założycieli tzw. Komitetu Paryskiego, zwanego również ruchem kapistów, w skład którego wchodzili między innymi: Jan Cybis, Zygmunt Waliszewski, Tadeusz Potworowski, Artur Nacht-Samborski, Hanna Rudzka-Cybisowa.

      W latach dwudziestych Józef Czapski bywał w odwiedzinach u swojej siostry Leopoldyny Łubieńskiej w Kazimierzy Wielkiej na Ponidziu. Pozostały po nim wpisy w księdze gości, która szczęśliwie ocalała. Wiemy o tym dzięki książce Stanisława M. Przybyszewskiego „Józef Czapski i jego związki z Kazimierzą Wielką z Morskiem koło Koszyc” wydanej w Kazimierzy Wielkiej w 2009 r.

      Jak wyglądało Ponidzie pod zaborem rosyjskim możemy się dowiedzieć z książki Marii Czapskiej:  „Ojciec postanowił wyprawić nas całą gromadą wraz z Babuśką pod opieką panny Kempen do Austrii. Mieliśmy jechać przez Kazimierzę Wielką.

Sześć piekielnych mil z Miechowa do Kazimierzy drabiniastym wozem i fornalską czwórką wytrząsło nas porządnie. Zwłaszcza naszą pannę Kem­pen, która to zsuwała się z siedzenia z ubitej słomy, chwytając za kapelusz z piórami, to traciła kapelusz, uczepiona oburącz do wozu. Potworny stan dróg tego żyznego kraju, gdzie nawet latem nie wysychające po miasteczkach błoto pomnożone pomykami i wszelkimi odpadkami, cuchnące zgnilizną, miało stanowić naturalną obronę Imperium Rosyjskiego w razie ofensywy nieprzyjaciela. Był to istotnie wał obronny płynnego lub skamieniałego w grudę błota. O szosie nie mogło być mowy z braku kamienia, kolejkę wąskotorową zbudowano dopiero znacznie później – wszystko spełniały cierpliwe i do swojej katorgi wdrożone konie, przeskakujące bajora i jamy drogowe, po uszy w błocie unurzane. W Proszowicach, miasteczku leżącym po drodze do Kocmyrzowa, stacji granicznej, utopił się wówczas w bajorze ulicznym koń, nie mogąc wyciągnąć wozu, a działo się to w kraju zwanym Egiptem Polski, o wsiach zasobnych i licznych, gościnnych dworach.

Stary, modrzewiowy dwór w Kazimierzy, o charakterystycznym, łama­nym dachu, krytym gontem, ocieniały stare akacje, rozrosłe lipy i klony. Dom był parterowy, z dwoma tylko pokojami na piętrze, ale z obszernego strychu dało się zrobić kilka przyjemnych, gościnnych pokoi. Szwagier nasz, Leon Lubieński, rządny gospodarz, był pomysłowy w budownictwie i obie swoje siedziby pomnożył takimi ze strychu wykrojonymi pokojami.

Czapski i MiłoszKazimierza Wielka była od szeregu pokoleń w posiadaniu Łubieńskich i w starym dworze pełno było rodzinnych pamiątek. W salonie kilka du­żych akwarelowych obrazów Juliusza Kossaka przedstawiających sceny hi­storyczne, w stołowym dwie ozdobne szafy gdańskie i w takim samym sty­lu utrzymane rzeźbione krzesła o wysokim oparciu. Niebieskiej, herbowej porcelany było tak dużo, że przetrwała do II wojny św. i dopiero Niemcy wytłukli ją i rozkradli. W obszernej sieni – bilard, na ścianach rogi jeleni i kozłów. Na ganku, oplecionym dzikim winem, w bujającym fotelu, siady­wała nieraz nasza piękna siostra (Leopoldyna Łubieńska), zawsze zamyślo­na i zawsze zmartwiona. Przestronny dwór kazimierski dzieliła z nielubianą teściową (Anną Marią z Lubomirskich Franciszkową Łubieńską), miała już wtedy dwoje dzieci. Rózia z Babuśką zostały w Kazimierzy, a nasza starsza piątka (w tym Józef Czapski) z panną Kempen ruszyła przez owe bagniste Proszowice, Kocmyrzów, Kraków na Morawy…”.

A oto jak wyglądał pobyt Czapskiego na wsi ponidziańskiej, w opisie Cecylii z Tołłoczków Ciszewskiej, właścicielki majątku Mor­sko koło Koszyc. Tak pisała w swych wspomnieniach:

„Jednego lata w 1936 r. przyjechał do nas do Morska na sześć tygo­dni celem malowania Józef Czapski ze swoim przyjacielem Zygmuntem Waliszewskim, też malarzem. Miły to był okres. Czapski uroczy, szalenie inteligentny, malarz i pisarz w jednej osobie, prosty, bezpośredni, wesoły, dowcipny. Od rana ze sztalugami wędrował po okolicy lub ogrodzie, za­wierał znajomości z każdym napotkanym przechodniem, stał się ulubień­cem całej naszej służby. Wieczorami, dla odpoczynku oczów grywał ze mną w garybaldkę.

Przyjechała wtedy w odwiedziny do brata pani Poldzia Lubieńska.

Przypomina mi się tu fakt z życia tego rodzeństwa. Pani Poldzia miesz­kała wtedy w Krakowie dla studiów synów. Miał przyjechać do niej pan Józio, a tu nagle pani Poldzia taka zdrowa, silna, dostała zapalenia płuc. Zainterpelowana przeze mnie, gdy przyszłam ją w rekonwalescencji od­wiedzić, jak się to mogło stać, bo nigdy nie pamiętam jej chorej, ze swoją rozbrajającą naturalnością odpowiedziała:

– Miał przyjechać Józio, chciałam go godnie przyjąć, więc postanowiłam się wykąpać. W wannie zasnęłam, jak długo spałam, to już nie wiem, ale jak się obudziłam, to woda była lodowata. Jak Józio przyjechał nazajutrz, byłam bardzo ożywiona, a to po prostu była gorączka, z której sobie nie zdawałam sprawy, bo jej nigdy nie miałam.

Przyjaciel pana Józia – Zygmunt Waliszewski wyjechał wcześniej z Mor­ska, on jeszcze miał zostać tydzień. Deszcz padał, o malowaniu nie było tego dnia mowy. Siedziałam z nim po obiedzie w bibliotece i rozmawia­liśmy, nagle dał się słyszeć ogromny huk, pobiegliśmy na górę, skąd szedł ten hałas. Portret mój duży, pędzla Waliszewskiego leżał w górnym hallu na podłodze. Po prostu obraz sam zszedł ze ściany. Było to niesamowite. Na drugi dzień poczta nadała telefonem telegram, że Zygmunt Waliszew­ski umarł. Stało się to wtedy, gdy obraz spadł. Pan Józio zaraz wyjechał z Morska, ja też na drugi dzień pojechałam na pogrzeb.”

W 1926 r. Józef Czapski wyjechał do Londynu, do swego wuja Aleksandra Meyendorffa. W National Gallery, doznał malarskiego olśnienia przed obrazem Corota pt. „Horseman in a Wood”, „obrazem, który odkrył mi istotę malarstwa” – jak zapisał.

Natomiast od 18 sierpnia do 21 października 1927 r., Czapski wypoczywał u Łubieńskich w Kazimierzy Wielkiej. Z tego okresu pochodzi jego karykatura podpisana: „Całej Kazimierzy gorące podziękowania składam za najlepsze miesiące pod jej naj-najgościnniejszym dachem spędzone. Józio, wdzięczny i kochający”.

W1930 r. Czapski podczas pobytu w Madrycie i Toledo w Hiszpanii, studiował malarstwo Goi. W 1930 r mieszkał jakiś czas – w Mordach koło Siedlec. Pierwsza wystawa jego obrazów w Paryżu miała miejsce w 1931. Następnie odbyła się prezentacja twórczości kapistów w Genewie. W 1931 r. Czapski osiadł w Warszawie, później w Józefowie k. Warszawy. Skupiał wokół siebie grono artystów, byli wśród nich m.in. Adolf Rudnicki, Ludwik Hering, Dymitr Fiłosofow, Jerzy Giedroyć i Jarosław Iwaszkiewicz.

W 1932 r. w Galerie Vingnon w Paryżu miał indywidualną wy­stawę obrazów, która została pozytywnie oceniona przez krytyków francuskich. W okresie od 23 marca do 15 kwietnia 1934 r. w Instytucie Polskiej Sztuki w Warszawie trwa wystawa twórczości kapistów, na której Czapski wysta­wił 21 swoich obrazów. W 1935 r. wystawiał swoje obrazy w Belgradzie i w Poznaniu.

Do Kazimierzy Wielkiej Józef Czapski przyjeżdżał sam bądź ze swymi przyjaciółmi. Wiadomo, że spośród jego przyjaciół-malarzy w Kazimierzy Wielkiej bywali i tworzyli tu m.in. Zygmunt Waliszewski i Józef Czajkow­ski. Owoce tych bytności wymagają odrębnych badań i opracowań.

Czapski w mundurze armii rosyjskiejW 1935 r. Czapski oglądał obrazy ekspresjonistów nie­mieckich. „Widziałem – pisze – małą wystawę Beckmanna, gdzie chlusnął czystą czerń obok czystej żółci. Dla mnie Francja była szkołą. I przez długi czas nie uznawałem ekspresjonistów niemieckich. I to był mój błąd. Bo po obejrzeniu wystawy ekspresjonistów niemieckich uderzyło mnie, z jaką śmiałością grali kolorami. Na przykład, jeden obraz, nie pamiętam czyj, czarną farbą namazana głowa konia i kilka postaci naokoło niego. Świetne malarstwo. Wtedy właśnie otworzył mi się cały świat ekspresjonistycznego malarstwa.”

W Paryżu Józef Czapski przyjaźnił się z takimi sławnymi osobami jak: Andre Malraux, Francois Mauriac, Jacques Maritain, Paul Morand, Julien Green, Jean Cocteau, Igor Strawiń­ski, Maurice Ravel, Mikołaj Nabokov, Pablo Picasso, bywał w salonach Misi Godebskiej-Sert, Dolly Radziwiłł, Lily Pastre. W 1935 r. w Paryżu po raz pierwszy spotyka Czesława Miłosza.

W lecie 1935 r. Czapski przebywał w Kazimierzy Wielkiej. Z dworskiej księgi gości, zapis o jego bytności od 10 sierpnia do 28 września 1935 r.: „Wyjeżdżam po siedmiu tygodniach choroby, powrotu do zdrowia, otoczony opieką, sercem, troskliwością taka, jaką znaleźć można tylko w DOMU RODZINNYM. Wyjeżdżam świa­domy mego uprzywilejowania, że jeszcze w moim wieku dojrzałym i przej­rzałym mam to wielkie szczęście DOMU RODZINNEGO, do którego wciąż jeszcze mogę przyjeżdżać „na wakacje”, być zawsze pewnym, że spotkam tu ciepło i szczęśliwe bezpieczeństwo, które daje tylko serce naj­bliższych. Dziękuję z całego serca wszystkim za wszystko – Józio”.

Podczas swoich pobytów na Ponidziu Czapski wiele rysował i malował… W 1936 r. miał wystawy Warszawie i w Po­znaniu, oraz otrzymał medal brązowy na Międzynarodowej Wystawie w Paryżu, na wystawach w „Salonie 35″ w Poznaniu, w Salo­nie Wiosennym w Pałacu Sztuki we Lwowie i w Salonie Malarskim IPS w Warszawie.

W 1936 r. ukazała się jego sławna już dziś książka pt. „Józef Pankiewicz”.

We wrześniu 1939 r, Czapski został zmobilizowany i walczył w szeregach 8. Pułku Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego z Krakowa. Dostał się do niewoli sowieckiej i przebywał w kilku obozach, z czego najdłużej w Starobielsku. Na mocy amnestii z 1941 r. przedostał się do armii Andersa. W czasie poszukiwań w łagrach Polaków wpadł na trop zbrodni katyńskiej. Jako szef Wydziału propagandy i Informacji przy Sztabie Armii Polskiej na Wschodzie przeszedł cały szlak wojenny Armii polskiej generała Andersa.

W 1943 r. wraz z innymi artystami, żołnierzami Korpusu (Józef Jarema, Edward Matuszczak, Zygmunt Turkiewicz, Feliks Topolski, Zygmunt Haar, Vlastimil Hofman) brał udział w życiu artystycznym Bagdadu, kontaktując się z młodymi artystami irackimi. W Bagdadzie Czapski maluje obrazy i wystawia w Sali Instytutu Brytyjskiego w Bagdadzie. Publikuje także na łamach pism „Orzeł Biały” i „Kurier Polski” teksty artystyczne oraz polityczne.

W 1944 r. Czapski wziął udział w kampanii włoskiej.  Wykonał wówczas wiele akwarel i szkiców dokumentujących udział Polaków w wojnie, także sceny spod Monte Cassino.
W sierpniu 1944 r. opuścił szeregi II Korpusu w randze majora. W Rzymie nakładem Biblioteki Orła Białego ukazały się jego „Wspomnienia starobielskie”, które zyskały znaczny rozgłos na Zachodzie. Ogłosił też list otwarty protestujący przeciw kłamstwom na temat sprawy polskiej w powojennej Europie i zbrodni katyńskiej w propagandzie aliantów.

W 1946 r. zamieszkał w Maisons-Laffitte pod Paryżem, gdzie wraz z Jerzym Giedroyciem, Zofią i Zygmuntem Hertzami był współzałożycielem miesięcznika i Insty­tutu Wydawniczego „Kultura”. Towarzyszyła mu siostra Maria Czapska. Publikował na łamach „Kultury”, „Figaro Litteraire”, „Preuves”, „Gavroche”, „Nova et Vetera”, „Carrefour”, a także w „Wiadomościach” ukazujących się w Londynie.

Znał wielu wielkich artystów tamtego czasu: współpracował i przyjaźnił się z Jeanem Colinem, Konstantym A. Jeleńskim, Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, Jerzym Stempowskim, E. M. Cioranem, a od 1952 był w zażyłości z Czesławem Miłoszem, który po ucieczce z kraju zamieszkał w sławnym domu pod Paryżem, gdzie mieściła się redakcja „Kultury”.

Czapski z siostrą w Kazimierzy WielkiejW 1955 r. Czapski odbył podróż artystyczną po Ameryce Południowej (Brazylia, Urugwaj, Wenezuela, Argentyna – gdzie spotykał się z bratem Stanisławem Czapskim i z Witoldem Gombrowiczem), miał także in­dywidualne wystawy swych obrazów w Rio de Janeiro, a później w Brukseli, w 1956 r. w Londynie. W 1960 r. Józef Czapski otrzymał nagrodę malarską Fundacji Alfreda Jurzykowskiego. 10 czerwca 1981 zmarła jego siostra – Maria Czapska. Józef Czapski marł 12 stycznia 1993 r. w Maisons-Laffitte pod Paryżem. 15 stycznia pochowany został na cmentarzu w Mesnil-le-Roi obok swej siostry, Ma­rii Czapskiej.

Stanisław M. Przybyszewski pisze w swojej książce: „Opowiadały mi kuzynki Czapskiego, córki Ludwika Łubieńskiego, siostry Łubieńskie – Rula, Qaba i Anna, które uczestniczyły w uroczystościach pogrzebowych o ostatnim, pośmiertnym żarcie zmarłego: – Wuj Józio miał nie­spotykane poczucie humoru, kpił ze wszystkich i ze wszystkiego, pozwalał też na kpiny z siebie. Miał ponad dwa metry wzrostu, był chudy jak szczapa i to także dawało powody do uśmieszków na jego temat. Otóż grabarze wykopali na cmentarzu standardowy grób, a gdy przyszło do spuszczania trumny do dołu grobowego, okazało się, że trumna jest za długa i nie zmieści się. W tej sytuacji trumnę postawiono koło grobu, a grabarze przez dobrych kilka minut powiększali dół i dopiero wtedy uroczyście zakończono pogrzeb wuja. Zabrani żałobnicy szeptem przekazywali sobie informację: – to ostatni żart Józia…”.

Zdzisław Antolski


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko