Rekomendacje książkowe z Biesiady Literackiej SPP

0
75


 



Wacław Holewiński


Ewa Szawul zmieściła w swojej „Burzy w mózgu” prawie pięć lat śmiertelnej choroby swego męża, Wojciecha Szawula, krakowskiego aktora znanego jednak głównie z Kabaretu pod Wydrwigroszem. Ta ksiązka to emocje, huśtawka nastrojów, strachu, lęku, euforii, zwątpienia, nadziei, podejmowanych raz po raz prób aktywności zawodowej, intelektualnej, a wreszcie i fizycznej. To zapis osuwania się w bezmiar choroby, własnych neuroz – bo to książka jednak nie o chorobie samej, a o jej przeżywaniu przez osobę najbliższą. O wtapianiu się w cudze cierpienie, oswajanie z coraz częstsza i większą niewydolnością, o reakcjach na wyłączanie kolejnych organów i zmysłów. Pięć lat w przypadku nowotworu zwanego glejakiem to nie jest mało ale czas – poza zwykłym, fizycznym i psychicznym zmęczeniem – nie ma znaczenia. Tak jak nie mają sensu wszystkie poradniki namawiające do oswajania śmierci. Bo jej – mimo starań – nie da się oswoić, omamić, udobruchać. Wojciech Szawul umarł dziewięć lat temu i najwyraźniej ani miesiąc, ani rok, ani pięć lat temu nie można było, nie dało się wykrzyczeć bólu. Ale być może dopiero ta książka dała jego żonie szansę na zmierzenie się z metafizycznym i egzystencjalnym wymiarem śmierci.

 

Wacław Holewiński


Ewa Szawul „Burza w mózgu”, W.A.B, Warszawa 2014, str. 250, ISBN: 978-83-280-0900-4


— 


Przeczytałem zadziwiającą, małą, 70 stron, książeczkę Michała Cichego „Zawsze jest dzisiaj”. To opis wędrówek autora po Warszawie. Inny od wszystkiego, co do tej pory czytałem. Bo Cichy nie szuka zabytków, znanych ludzi, atrakcji miasta. Chodzi i wdycha zapachy, dostrzega drogę trzmiela, łapie uśmiechy zatrudnionych w jakimś straganie Ukrainek, dotyka łopianów rosnących na gruntowej drodze, której nazwy nikt prócz jej mieszkańców nie zna, przechodzi obok zardzewiałych bram zamkniętych łańcuchem i kłódką, której klucza nikt nie ma, a i brama niczego nie ogranicza, niczego nie broni, łapie refleks światła na pobudowanym dwadzieścia lat temu wieżowcu i deszcz widoczny jedynie w światłach samochodów. Pory roku mają swoje smaki, kolory, swoje depresje i oddechy. Z podziwem i zazdrością czytałem tę prozę – bo to proza na pewno – świadczącą niewątpliwie o smakowaniu swojego miasta, o dotykaniu go, łapaniu jego oddechu, rytmu, życia wreszcie. Warto poświęcić godzinę i poczuć ten rytm odmierzany krokami, przechadzki z psem, głos świerszcza przy placu Starynkiewicza, niesione wiatrem liście, kasztany leżące na trawniku, zabitego ptaka, dostrzec szyldy, z których zostały trzy z pięciu liter. Tak, to miasto ma też taki wymiar…


Wacław Holewiński


Michał Cichy, „Zawsze jest dzisiaj”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014, str. 72, ISBN 978-83-7536-699-0


  

Marek Ławrynowicz 

Najlepsza dentystka w Londynie

 

Dziś chciałbym polecić zbiór opowiadań Wojciecha Chmielewskiego „Najlepsza dentystka w Londynie”. Wojciech Chmielewski to autor może nie okrzyczany, ale na pewno wytrawny. Był wyróżnionych w VI edycji Nagrody Literackiej Mediów Publicznych Cogito, oraz nominowanej do Nagrody Angelus za powieść  „Kawa u Doroty”. Jest też autorem słuchowisk radiowych, esejów, recenzji, w „Rzeczpospolitej” publikuje cotygodniowy felieton poświecony literaturze. „Najlepsza dentystka w Londynie” to opowiadania współczesne, dalekiego od wychwalania „naszego wspaniałego świata. Ich bohaterowie to często ludzie osobni, nie znajdujący kontaktu z otoczeniem, wypełniający swój osobisty świat, pragnieniami, marzeniami, nierealnymi projektami. Powtarzającym się motywem jest wędrówka samotnego bohatera przez Warszawę – to miasto odgrywa w opowiadaniach Chmielewskiego ważną rolę – wypełniona podpatrywaniem ludzi, zwłaszcza młodych i pięknych kobiet, o których bohater nawet nie ośmiela się marzyć, toteż traktuje je na przemian z miłością i nienawiścią. Ubóstwo życia zewnętrznego pozostaje w kontraście z bogactwem wewnętrznym tych postaci, opisanych przez Chmielewskiego pieczołowicie z zegarmistrzowską skrupulatnością. To literatura na pozór skromna i prosta, a w istocie bardzo wysokiego lotu.

 

Marek Ławrynowicz

 

Wojciech Chmielewski, Najlepsza dentystka w Londynie, Acana, Kraków 2014, s.174, ISBN: 978-83-60940-59-4

Piotr Müldner-Nieckowski

Tym razem – wyjątkowo – o dwóch książkach, które reprezentują konsekwentną serię przekładów (ponad trzydzieści tomów!), projektowaną i wydawaną przez Grzegorza Łatuszyńskiego w wydawnictwie Agawa. Łatuszyński jest poetą i tłumaczem literatury z języków serbskiego, chorwackiego, czarnogórskiego, czeskiego, ale i w drugą stronę: poetów polskich na języki obce, dzięki czemu ma zasługi dla kilku literatur jednocześnie. Niestety doceniają go głównie w dawnej Jugosławii. W Polsce – jak to u nas – z rażącymi opóźnieniami.

 

Nikola Vujčić (ur. 1956), chorwacki poeta, którego nazwisko jest przysłaniane przez identyczne lecz należące do znanego mediom koszykarza (1978). Powinno być odwrotnie, bo twórczość poetycka tego pierwszego jest ponadczasowa, w przeciwieństwie do najlepszego nawet kozłowania piłką przez drugiego. Po przeczytaniu tomu czytelnik przeżywa pokorne wyciszenie. Rzadko spotyka się poezję tak oryginalną. Wszystkie te wiersze, każda ich linijka i niejedna metafora mają na celu wciąż jedno (i za każdym razem odmiennie):  wnikliwe badanie wzajemnego przenikania się człowieka (czasem zwierzęcia) i materii nieożywionej we wszystkich jej postaciach i konfiguracjach. Tak, jakby jednak gleba, po której chodzimy, jednak żyła. Są to nieustanne próby ustalania prawdziwych a nieznanych relacji między światami bytu i niebytu, nieżycia i pozażycia, próby szczegółowe, ogólne, filozoficzne, biologiczne, lingwistyczne, metafizyczne i takie zwyczajne, kiedy autor budzi się rano, żeby dopaść stołu z kartką i zdać jawie relację ze snów. Przeciąganie liny między niepojętym umysłem (duszą?) a wciąż nierozpoznaną rzeczywistością (istniejącą?).

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Nikola Vujčić, „Cisza w kamieniu”, wybór, przekład i posłowie Grzegorz Łatuszyński, Wydawnictwo Agawa, Warszawa 2013, s.158, ISBN 978-83-85571-83-5

 

 

Desanka Maksimović (1898-1993). Jedna z najważniejszych poetek serbskich. Pomniki stawiano jej już za życia, choć się na to nie zgadzała. Ma chyba taką pozycję w literaturze swojej ojczyzny jak Kazimiera Iłłakowiczówna w naszej. Przekładała ją już m.in. Łucja Danielewska, ale jakby inaczej. A może był to po prostu inny wybór wierszy? Dorobek Maksimović jest tak ogromny, że dokonanie wyboru spójnego tematycznie czy formalnie wydaje się niemożliwe. To, co łączy te wiersze, nawet w zestawieniu – jak w tym wypadku – przekrojowym (ponad sześćdziesiąt lat!), to oryginalność obserwacji i analizy psychologicznej lub moralnej ujęta w ramy poezji właściwej modernizmowi. Można się upierać, że w tej wyraźnie kobiecej, delikatnej twórczości pobrzmiewa Reiner Maria Rilke, kiedy indziej wiecznie żywy Walt Whitman, i że chwilami jest ona dość bliska poetyce Młodej Polski, a może raczej Skamandra, ale jest to twórczość całkowicie własna, osobista i niewymuszona. Piękna, wzruszająca i mądra.

Piotr Müldner-Nieckowski

 

Desanka Maksimović, „Poezje”, wybór, przekład i posłowie Grzegorz Łatuszyński, Wydawnictwo Agawa, Warszawa 2013, s. 158, ISBN 978-83-85571-74-2

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko