Stanisław Dłuski – Karasek polifoniczny

0
343

Stanisław Dłuski


Karasek polifoniczny

 

 

 

Twórczość poetycka i eseistyczna Krzysztofa Karaska od dawna zasługiwała na szerszy ogląd, wnikliwe oświetlenie, hermeutyczną interpretację, w której ważne jest usytuowanie jej na tle epoki, czy też międzyepoki, bo przecież autor „Czerwonego jabłuszka” wciąż pozostaje aktywny, dynamiczny, niespokojny. Książka Grzegorza Kociuby te oczekiwania spełnia, ale ważne, że skupia się na późniejszym okresie, głównie od 2000 roku, bo przecież początki Nowej Fali zostały dość dobrze opisane.

Już dawno Juliana Kornhausera denerwowało nieustanne kojarzenie go z tym istotnym dla powojennej poezji pokoleniem. Niesłusznie też poeta z Warszawy funkcjonował długo w cieniu Adama Zagajewskiego czy Stanisława Barańczaka, od początku, od fascynacji cywilizacją i miastem był twórcą „poszukującym”, nie zatrzymywał się w oswojonych przez siebie formach, korzystając z doświadczeń awangardy, pozostawał poetą o „mocnej podstawie klasycznej” (formuła Adama Ważyka, jednego z mistrzów poety), sam zwraca uwagę na trzy kluczowe dla siebie pojęcia: „wizyjność”, „doświadczenie”, „nieprzewidywalność”. Dodałbym, co przecież tak ważne w porządku egzystencjalnym, że Karaskowi bliskie było zawsze „trwanie wśród zwątpień i tajemnic”. Takiego myślenia należy szukać w zachodnim i polskim romantyzmie, jakże ważnym dla lirycznych peregrynacji poety.

Najważniejsza diagnoza Kociuby dotyczy koncepcji poezji i modelu wiersza, który zostaje tu nazwany w i e r s z e m  p o l i f o n i c z n y m, co prowadzi do kolejnych metamorfoz, wielowymiarowości, wieloznaczności; „ja” liryczne zostaje zwielokrotnione i  człowiek, świat, „bycie” (byt) są niejako oglądane z różnych punktów widzenia. Najpierw więc wizyjność, ekspresywność, bunt moralny i metafizyczny, które ustępują realizmowi, rzeczowości, prostocie wyrazu, by dojść do etapu szamańskiego, metafizycznego, eschatologicznego, może nawet mistycznego (motyw „światła”) i apofatycznego (teologia negatywna). „Poezja doświadczenia” (termin Ważyka) zostaje wzbogacona o szeroki kontekst kulturowy, chodzi nie tylko o praktykę przekładową autora „Świętego związku”, ale – co warto dopowiedzieć – oczytanie w filozofii, historii sztuki czy muzyki, znajomość antropologii kulturowej, kultury antycznej (Apollo, Dionizos, Orfeusz), psychologii, biologii, botaniki. Długo by można   wymieniać ogromny zakres lektur poety.

Poemat „Uroczystości” Kociuba widzi jako syntezę poznania, wyobraźni i mitu. W ogóle tom „Święty związek” to przypomnienie o tym, co jest istotą religijnej wrażliwości, czyli odwiecznej w i ę z i   między wszelkimi istotami, więź, które przenika i wiąże tajemniczymi nićmi cały kosmos. Zresztą, kosmologia Karaska, to temat na osobny esej, zaryzykowałbym tezę,  że dla wyobraźni poety najważniejszy jest żywioł powietrza, związany z marzeniem, motywem lotu, ornitologią poetycką (Gaston Bachelard). Szaman to „ktoś wtajemniczony i nawiedzany”, w jednym z wierszy czytamy:

 

Byłem jak rybak moknący na deszczu

Ale złowiłem najpiękniejszą rybę

Jestem strumieniem a ona płynie we mnie

 

Byłem ciemny i złorzeczyłem istnieniu

A teraz wypełnia mnie jasność

 

Widzę niemo, w zachwyceniu

Żyję

 

Poeta wchodzi w okres orficki, jak zauważa Kociuba, słowo ma tutaj moc sprawczą, kreacyjną, „może powodować zmiany w strukturze bytu”. Można dodać, że tradycja orficka, związana z widzeniem eschatologicznym, łączy się z tradycją biblijną. Kultura chrześcijańska wiele zawdzięcza kulturze antycznej, orfickiej.

Najważniejszy bohater liryczny tej poezji to  r o z b i t e k, określa to sytuację egzystencjalną, duchową, mentalną poety, ale to również – jak zauważa Kociuba – figura ludzkiego losu (Homer, Joyce etc.), nie prowadzi to jednak do bezwyjściowego pesymizmu, raczej do akceptacji, afirmacji jasnych i ciemnych stron życia. Trafnie te postawę i sytuację rozbitka opisuje Cioran, jakże bliski Karaskowi, może ostatni wielki filozof XX wieku:

„Rozbitek, chłostany przez wszystkie fale, rzucany o każdą skałę, pochłaniany przez wszystkie ciemności, który wciąż trzyma słońce w swych ramionach. Straceniec tułający się ze źródłem życia w sercu…”.

Poeta poddany wielu zwątpieniu i zagrożony relatywizmem, który zdominował czasy ponowoczesne, jednak stoi na straży Nadziei, mającej oparcie w uczuciowości religijnej, bo potrafi – żyjąc w ciemności – widzieć światełko latarni na horyzoncie. O tym poharatanym świecie poeta mówi językiem pełnym aluzji, cytatów, kryptocytatów, polemik, pastiszy, dlatego tak trudno poddaje się interpretacji. Ważny pozostaje wymiar poznawczy i etyczny poezji (patronat Herberta, z którym autor „Godziny jastrzębi” był do końca zaprzyjaźniony). Poetę – rozbitka interesują losy artystów tragicznych „opętanych pięknem” (Mozart, Rimbaud, Baudelaire). To brzmi banalnie, wielka sztuka i poezja zawsze jest związana z wielkim cierpieniem, czy cielesnym, czy duchowym; los jest tu zawsze wyzwaniem i artysta musi z nim się zmierzyć. Inni bohaterowie Karaska to Byron, Georg Trakl, Gottfried Benn, Johannes Mayrhoffer i Karol Levittoux – naznaczeni historią i „szaleńcy ojczyzny”.  Przez doświadczenie tragizmu i cierpienie prześwieca „tamten brzeg”, pogoń za Rzeczywistością (jak u Czesława Miłosza) odsłania głębokie prawdy istnienia, w upadku można odkryć sens bytu.

Poezja – twierdzi Kociuba – wobec egzystencji, w twórczości Karaska pełni co najmniej trojaką funkcję;  „uwzniośla istnienie, umożliwia pogłębione poznanie siebie i świata, godzi nas z rzeczami ostatecznymi”. Wzniosłość jako kategoria estetyczna, poznanie głębokich sensów oraz trudna afirmacja istnienia, oto żywioł omawianej poezji, który jest źródłem wizyjnych i polifonicznych wierszy. Dionizyjsko-orfickie pojmowanie poety oznacza nie tylko „wtajemniczenie przez upojenie”, ale oznacza elementarną pasję człowieka twórczego, czyli  p o s z u k i w a n i e  i pogoń za formą, bo dopiero wtedy można odnaleźć odpowiedź w sensie artystycznym i filozoficznym.  Dalej, to widzenie świata nie tylko w wymiarze horyzontalnym, ale przede wszystkim wertykalnym, wrażliwość na ontyczny wymiar piękna, widać to w mikroobrazach, dostrzeganie w najmniejszym bycie cudu istnienia. To oznacza właśnie poszukiwanie Całości. Historia odchodzi na dalszy plan, poeta wchodzi w wymiar eschatologiczny, sprawy ostateczne stają się najważniejsze.

Trafnie autor „Twarzy rozbitka” podkreśla intensywność przeżycia, różnorodność doświadczeń, dialog z tradycją bliską i daleką, wrażliwość na muzykę języka (asonanse, konsonanse), ale też język potoczny, codzienny. Autor nie pomija też znaczenia poety z Warszawy dla rozwoju nowej poezji polskiej (seria poetycka „Przedświtu”, np. książki Jarosława Mikołajewskiego, Andrzeja Sosnowskiego, Karola Maliszewskiego). Czesław Miłosz taką postawę nazywał dbaniem o „całe gospodarstwo polskiej poezji” (cytuję z pamięci). Karasek zawsze pamiętał o swoich Mistrzach, bo pisał o nich, to były ważne przyjaźnie, z Adamem Ważykiem, Zbigniewem Herbertem i Zbigniewem Bieńkowskim. To tak ważne w czasach, kiedy ginie kultura dialogu i mistrzowie są na wagę „złota” (młodzi już nie potrzebują mistrzów?). Ale problem przemian cywilizacyjnych i kulturowych po 1989 roku w Polsce to osobny temat.

***

Czy Gry weneckie (2007), trochę niedocenione przez Kociubę, to tylko przypisy do jakże bogatej, wieloznacznej i polifonicznej poezji Krzysztofa Karaska? A może tym tomem poeta otwiera nowe wymiary i odmienne światy, w których próbuje zamieszkać, które próbuje oswoić? Odpowiedź nie będzie prosta i jednoznaczna, bo metafory czy obrazy poetyckie nie zawsze dają się przełożyć na racjonalny dyskurs, jedno można orzec z pewnością: warszawski poeta,  nieustannie podejmuje nowe wyzwania, określając się jako „rozbitek” nie rezygnuje z poszukiwania sensu i harmonii w codziennym chaosie.

Jednym ze słów-kluczy tego poetyckiego świata jest pojęcie „gry”, którą autor Godziny jastrzębi prowadzi z samym sobą, ze światem widzialnym i niewidzialnym, poszukując prawdy o sobie i przeznaczeniu  człowieka przedmiotem kontemplacji czyni malarstwo i muzykę, bo dopiero uruchamiając wszystkie zmysły możemy dostrzec choć na chwilę tę najważniejszą prawdę, że bez nadziei nas wieczność jesteśmy tylko skazani na przyziemną konsumpcję. Wenecja to miasto-symbol, miasto-metafora, w nim bowiem zbiegają się wszystkie marzenia o syntezie piękna i prawdy, a bez nich nie da się normalnie żyć , nie da się zbudować świata niepodległego nicości.

Przywołuję tu Karaska jako autora Godziny jastrzębi, bo pomimo wieku wciąż pociągają go rewolucje i wybory między skrajnościami, światłem a ciemnością, między być albo nie być: „Wiersz pisze się w pełnym słońcu/ młodości/ albo śmierci” (Zamęt). W tym samym wierszu do młodego poety, który odnalazł swój styl kieruje on słowa: „bierz wszystko/ lub zaśnij w nim, przelicz czasoprzestrzeń/ i utoń w niej”. Pobrzmiewa tu biblijna prawda, która mówi o tym, że mamy być gorący lub zimni, nigdy letni, obojętni.

W tym kontekście Karasek jest maksymalistą, w sensie poznawczym i artystycznym, w jego stylu poetyckim łączy się konkret i sensualna rzeczywistość z metafizycznym pragnieniem pełni, liryczny, filozoficzny dyskurs z wyrafinowanym, plastycznym obrazem. Wszystkie zabiegi mają na celu dotarcie do Całości, do jednej, doskonałej metafory: „Wiersz przywołuje smutek, strach,/ nienawiść, nadzieję. Śmierć/ i prawdziwe życie, które zawsze jest gdzie indziej.// Stanąć przed i ponad,/ wyłonić z mgły interpretacji tę jedną,/ najdoskonalszą i najczystszą metaforę” (Car je est un autre).

Poeta jednak niczego jednak nie rozstrzyga, waha się i poszukuje, te wiersze pulsują autentycznymi emocjami, pulsuje w nich życie pełne ryzyka i wyzwań, w wierszu Dobrze jest wyznaje, że najlepiej urodzić się w skórze tygrysa, albo „obudzić się w potrzasku,/ nad przepaścią,/ całkiem nagi”.  Z tą ontologiczną niepewnością i ryzykiem, które są wpisane w naszą podniebną wędrówką łączy się tu świadomość niewystarczalności słowa, bo

 

„prawdziwym głosem

mówi On, głos-dzwon,

który ufa swojej wymowie.

 

Nawet gdy się waha.”

 

W gorzkim i dramatycznym wierszu Liturgia niewymowna odnajdujemy obraz „żelaznej pokuty”, która zderzona z codziennością cierpienia, ale też zobaczona w perspektywie krzyża, skłania do poetyckiej refleksji: „i na co mi tytuł/ mistrza sztuki najwymowniejszej/ atrament z piórem konwersuje/ cnota zdeformowanej elokwencji”. Czy ta liturgia ciała, liturgia, która nie potrzebuje słów, nie określa w dość wymowny sposób odniesienia dla Karaskowej metafizyki. Ciało też „mówi” i w bolesny sposób odsłania ciemne i jasne strony istnienia. , Trudno  byłoby się jednak zgodzić z tym, że autor Lekcji biologii jest tylko poetą konfesyjnym, bo w tym samym tomie odnajdujemy znaczącą, ironiczną Księgę dowcipów dla Pana Boga. Zgoda na świat ma swe ograniczenia, bo nieustannie gubimy siebie w zamęcie życia, wątpimy w możliwości poznawcze człowieka i pytamy o inne wymiary istnienia.

 

*

Książka Kociuby jest ważna z wielu powodów, nie tylko dla tych którzy chcą lepiej poznać erudycyjną i niełatwą poezję Karaska, ale to potrzebny głos w dyskusji na temat kondycji współczesnej poezji polskiej, napisanych „czytelnym”, klarownym językiem, jest zaproszeniem do dialogu. Autor, jak rasowy krytyk, nie boi się wartościowania, wydobywa esencje, buduje ciekawe konteksty, potrzeba dzisiaj takiej eseistyki.

 

Stanisław Dłuski

__________________

Grzegorz Kociuba, Twarze rozbitka. Poezja i eseistyka Krzysztofa Karaska, Instytut Mikołowski, Mikołów 2013.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko