Jan Stanisław Smalewski – Minął marzec

0
47

Jan Stanisław Smalewski


Minął marzec

„Boże chroń Polskę…”

 

            „Putin, jak mnie zdenerwuje, to… to ja mu…” – nie potrafił dokończyć myśli prezydent Barack Obama, gdy prezydent Rosji zapowiedział referendum w sprawie Krymu.

Jak zapowiedział, tak i zrobił. I jak wszyscy na własne oczy widzieliśmy, dzień po swoim zimnowojennym zwycięstwie (18 marca) poczuł się z tego powodu świetnie, nie robiąc sobie nic z Obamy i zachodniego świata.

– „Referendum odbyło się zgodnie z prawem międzynarodowym!” – wyjaśnił wbrew powszechnej opinii, głoszącej że to prawo właśnie pogwałcił, i świat tej aneksji nie uznaje.

A prezydent USA? – jak zauważyli niektórzy komentatorzy – posiwiał z dnia na dzień. Posiwiał z troski. O Ukrainę i o Amerykę, o przyszłość świata.

 

A zaczęło się… dokładnie 1 marca, gdy wieczorem w Moskwie na posiedzeniu Rady Federacji Rosyjskiej przyjęto wniosek Putina o użyciu sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy. Jak wyjaśniono – w celu normalizacji sytuacji społeczno-politycznej w tym kraju.

Co to był za medialny show, i szok także, gdy w dramatycznie rozwijającej się z mocą pędzącej kuli sytuacji na Ukrainie, referendum przeprowadzone pod lufami karabinów zbirów Putina ściągniętych z najdalej oddalonych terenów Rosji, potwierdziło pełną wolę mieszkańców Półwyspu Krymskiego.

Dynamizm godny sprężystych muskułów wszechstronnie wysportowanego Putina (nie na darmo latał na lotni razem z dzikimi gęśmi, własnoręcznie pilotował myśliwiec, sprawdzał skuteczność jednego z najnowocześniejszych czołgów), dotąd mylnie kojarzony li tylko ze sportowymi upodobaniami byłego czekisty, bądź samczymi odruchami przewodnika stada, okazał się niczym innym, jak wodzowskimi przygotowaniami do wojny o hegemonię Rosji we współczesnym świecie.

 

Co to był za medialny show, i szok – świadomie podkreślam – gdy zaraz po niedzielnym referendum 18 marca, w samo południe (czyli po amerykańsku, i po papiesku także) Putin niczym wszechwładny car wielkiej Rosji wygłosił orędzie przed deputowanymi Dumy Państwowej, członkami Rady Federacji, szefami regionów Rosji i przedstawicielami społeczeństwa, w którym zwrócił się do Zgromadzenia Federalnego o zatwierdzenie Ustawy Konstytucyjnej przyjmującej w skład Federacji Rosyjskiej republikę Krymu i miasto Sewastopol. Zwrócił się w nim również o ratyfikowanie traktatu o przystąpieniu obu podmiotów do Federacji Rosyjskiej.

Jeśli ktoś do tej pory jeszcze miałby jakieś wątpliwości, po wysłuchaniu zimnowojennego, buńczucznego i perfidnie kpiącego z zachodniej demokracji Putina, które wielokroć przerywano brawami, trwającymi łącznie ponad 7 minut (w niespełna godzinnym wystąpieniu), na pewno po wysłuchaniu orędzia szczęka mu dostatecznie nisko opadła, by mógł jeszcze ją podnieść. – Krym i Sewastopol zostały dla Ukrainy przegrane.

 

Mam do czytelników pytanie: Jak nazywa się facetów, którzy wkraczają do banku, mając zasłonięte maskami twarze i broń w rękach? To są bandyci, prawda?

A jak nazwać żołnierzy rosyjskich, którzy tak przebrani wdarli się na Ukrainę? Putin ich nazwał samoobroną.

Przyznajmy, że ta samoobrona Putina zrobiła wrażenie na wszystkich. Na Obamie także. Zresztą nie mogła nie zrobić, gdy obok dwudziestu kilku tysięcy żołnierzy w kominiarkach, z karabinami maszynowymi, granatnikami na plecach, pojawiły się najnowocześniejsze armaty zdolne do wystrzeliwania pocisków jądrowych, i… rakiety SS 26 Stone. Niechby to nawet była tylko manifestacja siły, ale… wrażenie na znawcach sztuki wojskowej to zrobiło.

Wrażenie pozostało. Członkowie rządu Putina nie ukrywali swej dumy. – Słyszeliście o ręce trupa? – padło jedno z pytań.

Gdyby NATO zdobyło się na odwagę i uderzyło na Rosję swoimi siłami nuklearnymi, te ruskie „matrioszki” są nie do zestrzelenia, dolecą do celu nawet wtedy, gdy już wokół będzie tylko spalona ziemia. Rosji mogłoby się oberwać, ale z Ameryki też pozostałby tylko popiół.

Najnowocześniejsze rakiety, jakimi dysponuje Rosja, przewyższają technicznie amerykańskie. Mówi się, że do roku 2050 Rosja zdominowała nuklearnie świat. – Tak, tak, Obama ma powody, by posiwieć. Putin uzmysłowił nagle całej społeczności międzynarodowej, że Ameryka potęgą nuklearną nr 1 w świecie nie jest.

Ostatni szczyt światowych przywódców skupionych w G 8 (które już od aneksji Krymu przez Putina G 8 nie jest), obradujących nad sytuacją na Ukrainie (a mieli panowie we wcześniejszym zamiarze rozważać tylko sprawy rozbrojenia z broni nuklearnej) pokazał rzecz znamienną. Procesy rozbrajania się bogatych państw po nauczce otrzymanej przez Putina, muszą zostać zatrzymane. Ba, należy je nawet odwrócić na nowo. Świat zrozumiał bowiem, że bezpieczeństwo potęg gospodarczych jest współcześnie nieodłączne z potęgą militarną.

To źle dla świata, ale póki co takie nauki wyciągnięto z lekcji otrzymanej przez Putina.

Jak w tej sytuacji wyglądają siły zbrojne i możliwości obronne państw bałtyckich, które poczuły się zagrożone, słysząc 18 marca z Kremla ustami Putina, że żadne państwo sąsiedzkie, gdzie żyje mniejszość rosyjska, nie może się czuć pewnie, gdy interesy tej mniejszości zostaną naruszone?

A Polska, która po oderwaniu się od ZSRR i oddaniu pod opiekę NATO, uwierzyła, że już jej silna armia nie jest potrzebna?

Były prezydent Kwaśniewski określił to dość trafnie: Polska swą armią nie jest w stanie nawet nikogo przestraszyć.

 

Polski wkład polityczny i dyplomatyczny są w tej materii znaczące. I chociaż kilkanaście amerykańskich F 16 przed Putinem nas nie obroni, ważne są symbole. Że możemy liczyć na NATO, że potrzebna jest zmiana polityki w naszej obronności z przeniesieniem akcentów z pozycji udziału w konfliktach międzynarodowych (poza kontynentalnych) na nasz ojczysty teren. Że niezbędne jest umocnienie naszej gospodarki paliwowej w powiązaniu z Ameryką i Zachodem, że nie możemy lekceważyć jak dotychczas zasobów naszego węgla, i że w końcu nasze granice na wschodzie (wszak wg. Putina nie można pozwolić by ktoś się szarogęsił za naszym płotem) muszą być bardziej bezpieczne, czytaj militarnie chronione.

To wszystko spowodowały wydarzenia na Ukrainie i polityka Putina ujawniona w marcu, który minął.

 

A co dalej z Ukrainą? Co w takich warunkach może Ukraina zrobić? Państwo, które zostało oszukane przez Rosję poprzez zawarty układ po rozpadzie ZSRR, na mocy którego oddało Rosjanom swą broń jądrową za obiecankę gwarancji jej granic?

Myślę, że świat powinien studzić zapędy wojenne Ukraińców. A na Rosję, na Putina naciskać do końca, by się opamiętał, by nie prowokował wojny światowej.

Wydaje się, że w tym szaleństwie jedno jest bardzo ważne. Właśnie to, że w chwili obecnej Ukraińcy nie mają broni jądrowej.

Pisząc ten felieton jednym uchem słucham w telewizji tego, co rzekomo powiedziała Julia Tymoszenko przebywająca w Niemczech. Ona by tej broni użyła na Rosjan, a Putinowi po prostu strzeliłaby w łeb. – Krwawa baba… Takiej jej nie znałem.

Zresztą nie ona jedna desperacko wymachuje… rakietą. Mentalność ukraińskich władz wywodzących się z Majdanu i działaczy politycznych jest typowa dla tego narodu, w naturze którego tkwią głęboko zakodowane genetycznie m.in. takie cechy, jak mściwość, zadziorność, buta, zapalczywość, nieustająca wola walki.

Kilka dni temu zastrzelono w Równem na Wołyniu „Szaszkę Białego” – przywódcę prawego sektora, o którym wspominałem w lutowym felietonie. Nie wiem, kto go zastrzelił, ale wiem – zginął z powodu swego radykalizmu, którego bali się nawet Rosjanie.

 

Pamiętamy zasługi Jana Pawła II dla utrzymania pokoju na świecie, gdy rozpadał się wielki ZSRR. Zapewne teraz znów sytuacja dojrzała do tego, by taką rolę mógł spełnić obecny papież Franciszek. Tak odczytuję oczekiwane spotkanie Obamy z papieżem. Czy tym razem jednak Kościół będzie miał takie moce sprawcze jak za naszego papieża Polaka, nie wiem.

Kolejne doniesienia medialne w sprawach Rosji i Ukrainy nie uspakajają opinii światowej. W przeddzień spotkania z papieżem wywiad amerykański doniósł prezydentowi Obamie, że koncentracja sił rosyjskich przy wschodniej granicy z Ukrainą wskazuje na przygotowania Rosji do dalszych przeciwko niej działań ofensywnych. – Rzekomo w obronie ludności rosyjskiej zamieszkującej Ukrainę wschodnią.

To znak, że sankcje gospodarcze Putina nie powstrzymały. Nie powstrzymała go zła opinia o nim światowych organizacji i mediów. Znak też  że działa on nadal, jak obiecał 18 marca, dając wyraźnie znać światu, że jego głównym motorem działań jest wola narodu rosyjskiego.

Raz jeszcze podkreślę, na wrzawę Zachodu odpowiedział przecież, że „nikt nie będzie się szarogęsił za jego płotem”, za jego granicami.

Moja żona od czasu kremlowskiego wystąpienia Putina oraz równolegle odbytej w tym samym czasie w Warszawie wizyty wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, który swoje wystąpienie zakończył słowami: „Boże chroń Polskę… i jej siły zbrojne”, codziennie rano budzi mnie przed siódmą, włączając telewizor. – Zobaczymy, czy nie napadli na nas ruscy?

– Uspokój się, kobieto, najpierw Putin zrobi kolejne referendum, potem przyśle nam swoich zbirów w kominiarkach – powiedziałem kiedyś do niej, ale ona nie uwierzyła. Jako matka i babcia boi się o przyszłość dzieci.

Sąsiad Edek zadał mi zaskakujące pytanie – A jak byśmy tak posłuchali Żyrinowskiego i powiadomili Ukraińców, że chcemy odebrać swoje przedwojenne ziemie, sąsiedzie, to co? Oddaliby je nam bez wojny?

– Żyrinowski jest taki sam mądry jak… – chciałem powiedzieć Putin, ale ugryzłem się w język, bo zrozumiałem, że Rosjanie weszli w fazę paranoi, politycznej głupoty i zimnowojennego myślenia, które na fali narodowego szowinizmu próbuje się nam podrzucić.

Nie obwiniam narodu rosyjskiego za jego wolę wobec Krymu. Nie obwiniam też tej części Ukraińców, którzy się zagubili w poszukiwaniach: z kim byłoby im lepiej? Z Rosją czy z Zachodem?

Wszystkiemu winna jest polityka i politycy, którzy perfidnie grają na uczuciach narodu. Podważają jego tożsamość, burzą jego aspiracje, tumanią niespełnianymi obietnicami.

Skąd bowiem bierze się ideologia? Która jest jak religia, gdy przybierze postać wiary. Ideologia bierze się z biedy, karmi się nadziejami na lepszą przyszłość, obiecuje… bogactwo niczym życie w niebie.

Dążenia Ukraińców do poprawy swych warunków bytu spowodowały całą tę wirówkę, w którą wplątała się Ukraina. Zagroziły jej terytorialnej trwałości. A dążenia mniejszości rosyjskiej na ziemiach ukraińskich, które poprzez skażone ideologią komunizmu pokolenie pamiętające czasy II wojny światowej, ciągną naród ku wielkomocarstwowej Rosji, są ze sobą nie do pogodzenia.

Perfidnie wykorzystuje to obecnie Putin, stawiając świat na krawędzi nowej wojny.

 

Tak moi drodzy Czytelnicy. Przeprowadzenie przez Putina referendum na Krymie, a potem pokazowa aneksja Krymu i Sewastopola ujawniły światu dwa oblicza, dwie ideologie. Ideologie Putina i Obamy, odradzającego się imperium rosyjskiego opartego na głębokim nacjonalizmie sowieckim, i… skostniałej…(?) merkantylnej demokracji Zachodu i Ameryki.

I nie boję się tego napisać: 18 marca stał się dla świata dniem wyjątkowym, stał się dla Putina świętem odradzającej się wielkomocarstwowej ideologii, która niczym religia zawładnęła duchem wschodniego świata. A dla Baracka Obamy dniem wielkiej przegranej, w nowej rozpoczętej z Rosją zimnej wojnie.

 

Mam jednak nadzieję, że nie zawsze ten, co wygrywa pierwszą bitwę, wygrywa całą wojnę. Ale proces rozszerzania demokracji zachodniej zahamowany został ostro, a proces ideologizacji społeczeństwa rosyjskiego ruszył z kopyta, i trudno naprawdę przewidzieć, co czas najbliższy przyniesie.

Ostatnie tygodnie przyniosły nam wiele nowych doświadczeń. Dla Polski są to często doświadczenia bolesne.

Siadając do felietonu mógłbym też zatytułować go inaczej, na przykład „Minęła zima”. Że była wyjątkowo ciepła od stuleci, wiemy, bo to temat oklepany. Że włodarze naszych miast zaoszczędzili na pracach związanych z utrzymaniem dróg, odśnieżaniem itp., też nic nowego, chociaż jak mi powiedziano w zaprzyjaźnionym powiecie, lepiej tego tematu nie drążyć, bo… środki przepadły, a to znaczy, że wcale nie zostaną wydane tak, jak byśmy oczekiwali, na przykład na służbę zdrowia, czy kulturę, o nie!

Otóż zima, mimo swej wyjątkowo ciepłej pogody przyniosła nie tylko w Europie, ale i na całym świecie wyjątkowe ochłodzenie. Ochłodzenie w polityce, zmroziła gospodarki wielkich możnych tego świata, i skuła lodem stosunki pomiędzy mocarstwami USA i Rosją.

Ta zima, mimo wyjątkowej znów u nas w Polsce za oknami wiosny, może przymrozić na dłużej niż kiedykolwiek wcześniej. Zmusza byśmy sięgnęli pamięcią do lat powojennych i początków zimnej wojny, czyli czasów Stalina, a potem Chruszczowa w byłym już ZSRS. Państwa, którego tradycje obecnie postanowił kontynuować nowy „car Rosji” Włodimir Włodimirowicz Putin.


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko