Andrzej Walter – Skok w ciemność

0
52

Andrzej Walter

 

Skok w ciemność

O poezji Jarosława Zielińskiego 

 

 

   Jak się rodzi poezja? Skąd się ona bierze? Gdzie tryska to wyjątkowe źródło źródeł? Dlaczego kiedy umiera poeta – umiera cały świat … Nie wiem. I nie dowiem się. Ani Ty się tego nie dowiesz – drogi Czytelniku.  Ta, najwspanialsza z możliwych odpowiedzi, poezję pozostawia poezją. Pytania pozostawia pytaniom, dla samego smaku ich zadawania, a życie pozostawia życiu. Fatalnie, kiedy młody, zdolny poeta przekracza barierę śmierci. Kiedy tak niecierpliwie czekamy na Jego nowy wiersz i już wiemy, że go nie znajdziemy. Są jednak ludzie na tym świecie, którzy intuicyjnie czują, że poza barierą śmierci też można napisać wiersz. Tylko jak go przeczytać?

 

   Życie jest … jak słowa i linie. Słowa ułożone w linie z wiersza „Zadanie”. Oto zadanie na dzisiejszy wieczór: / zamień na słowa ulotne cienie / daj im nieskończone życie / pośród wąskich rzędów liter / zaklętych w nich lat (…) Poeto – władco z narzędziem słów zdolnych zabijać i stawiać pomniki / Podaj mi na tacy swój nowy wiersz / słowa ułożone w linie – (…) – przecież tylko / wypełniasz swoje zadanie

Warszawa, grudzień 1988

 

   Jarosławowi Zielińskiemu śmierć w okrutny sposób przerwała wypełnianie Jego zadania w środku gorącego i upalnego lata 2012 roku – czytamy w posłowiu do tomu poezji Jarka pod tytułem „Słowa i linie”, a poczynionym przez mojego przyjaciela Stanisława Grabowskiego. „Wcześniej jednak, bo już w szkole podstawowej, zaczął pisać wiersze. To przypadłość, jak twierdził Iredyński, która przytrafia się wielu uczniom. Ci, którzy z niej nie wyrastają, zostają poetami. Należał do nich Jarosław Zieliński. Należymy i my. Nie wyrośliśmy z tej… Przypadłości.  I już zawsze będziemy stawiać to jedno przykre i zasadnicze pytanie, o ten okrutny czas przeszły – i nieodwracalnie dokonany. W dłoniach trzymamy tomik wyjątkowy, jego wyjątkowość potwierdza jego ostatniość. To „Słowa i linie” Jarka Zielińskiego – pamiątka pamiątek – jak pięknie ujął to Piotr Matywiecki we wstępie – „a jeśli Ten Pożegnany pozostawił po sobie poezję, to jej emocjonalna treść staje się znakiem wzmożonym” …

 

   I w wymiarze tych słów czuję ogromny żal, jakąś wielką tęsknotę i potężną pustkę, że więcej tych nigdy  nie napisanych wierszy Jarka nie poznamy, a poznaję i czytam, i przeżywam jedynie te  – bardzo ciekawe, które znalazły się w ograniczonej i zamkniętej przestrzeni tego właśnie tomu. Poeci bowiem są niczym winny szczep. Dojrzewają na południowych stokach Arkadii, aby jesienią zebrać obfity plon mądrości. Winobranie musi nastąpić jak najpóźniej, a szlachetność trunku was zadziwi. Tak się działo i dzieje zawsze. Musimy zatem do poezji Jarka przyłożyć inną miarę. On dopiero wzrastał. I do tego wzrastał pięknie. Można tu przywołać wiersz Piotra Matywieckiego z tomu Widownia, pod którym i my byśmy się z Jarkiem podpisali. Piszę to tak pewnie, gdyż Jarek był prawie moim rówieśnikiem. Byśmy, byśmy … gdzieś, kiedyś, pod gwiazdami …

 

   A wiersz pana Piotra jest bez tytułu i zamyka tom Widownia z 2012 roku

 

* * *

 

wiersze pisałem prosto i otwarcie –

zanim coś powiedziały wysłuchały się same

 

dlatego nie słyszano ich

uważano za zbędne

 

dzisiaj je sprawdzam –

przykładam ucho do słowa

 

abstrakcji nie słychać głoski są bez znaczenia

samotne oddechy chodzą linijkami

 

odwracam wiersze milczeniem do ludzi –

wszystko słychać

 

   Przykładam zatem ucho do słów Jarka. W nich również Wszystko słychać. Życie i miłość, i tęsknotę, która rodzi poezję, tę odwieczną melancholię niespełnienia, ten gnieżdżący się pod skórą żal, to pragnienie dotknięcia niedotykalnego … Wszystko słychać. Samotne oddechy Jarka, outsidera, informatyka, politologa, polonisty, redaktora, wykładowcy … poety.

 

   Czy wiesz, że pewnie się już nigdy

nie spotkamy, nie będziemy znać (…)

Petra, 5 listopada 2003.

 

   Skąd to wiedziałeś Jarku? Skąd ta pewność … A jednak się spotkaliśmy. Wypełniłeś swoje zadanie i słowa ułożyły się w linie …

 

A ja mogę ci tylko dać pustą kartkę

papieru – na której zapiszesz wszystkie pytania

do twojego Boga, te wielkie i te zwykłe

 

Po co mi ta kartka, pytasz, jeśli nie mam

adresu, nie mam znaczka, ani nawet dość siły, by

odnieść ją do skrzynki

 

Cóż, ja też nie potrafię jej wysłać stąd

trzeba udać się w podróż

Mielno, 5 sierpnia 2005

 

   Nasza podróż – ta podróż – jest niejako wspólna. Wnikam w Twoją poezję i czuję twój żal, okruch niepokoju, marzenia o szczęściu i radość piękna. Rankiem … zwykle czuję, / że muszę zrobić / coś by Bóg we mnie uwierzył … Czuję też ogród smutku, nasz trud w otrzymywaniu przepustki do świata, nasze burze oraz tańczące błazny. Jest jakaś jednia naszego pokolenia. Zbieżność odczuwania przy całej różnorodności form i wyrażaniu w odmienny sposób tych samych lęków i pragnień. Tych samych marzeń i oczekiwań. Jednia podobieństwa, komplementarność odczuwania naszych miłości i naszych nadziei. Dylematów wiary i zaułków niepewności.

 

Ukrywaj się …

Kochaj w milczeniu

w cieniu przydrożnych wierzb

(…)

Żyj tak

aby nikt nie poznał twych tajemnic

A gdy nie potrafisz już

utrzymać ciężaru świata

Jest jedno wyjście

skok w ciemność …

lot do gwiazd?

 

   Ileż już było tych skoków w ciemność? Ile lotów do gwiazd. Przy czym po lotach do gwiazd postawiłeś pytajnik. Tylko poeci bowiem patrzą w gwiazdy, nawet ci, którzy wierszy nie piszą. Bo bycie poetą to stan ducha, ekstaza świadomości, a nie poza jakże często i manierycznie przybierana przez wielu piszących. To skazanie się na inny wymiar. Na wieczną odyseję w pewnym rodzaju cierpienia i na przekór życiu czy bólowi, którego nam dostarcza. Bycie poetą to odwieczna potrzeba pochylenia się nad drugim człowiekiem, walka siebie z samym sobą, z własnym egocentryzmem, odczuciem pustki i przypływem pełni. To walka na śmierć i życie oraz o życie poza śmiercią – w do niej zmierzaniu. To jaskrawe obnażanie ran i lizanie ropiejących śladów świata pod prąd własnego istnienia.

 

   Poeta to ja, ja, i ja, ale również świat, który jest zbyt mały, a jednocześnie zbyt ogromny i nazbyt fascynujący. To stan pomieszania spełnianej misji z innym sposobem widzenia rzeczy najmniejszych, najprostszych i najbardziej kruchych. To ciągła podróż w głębinę świadomości oraz poza tę świadomość. Niewiara w czas oraz prawa fizyki. Niewiara w brutalność, siłę i przemoc. Ciągłe szukanie … linii i słów. Rebus. Układanka. Projekcja własnego przemijania oraz intensywne przeżywanie kruszenia się tego świata. Mistyka sensu mieszana z bezsensem oraz podążanie za światłem, aby częstokroć pogrążać się w ciemności. Ten skok w ciemność zawsze jest skokiem ostatnim, ale i nieodrodnie pierwszym. Paradoks pisania zakaził cię Jarosławie mocno. Nieuleczalnie wręcz. Głęboko. Czytam to w tych wierszach i wręcz odczuwam. Namacalnie. Dotykalnie. I bardzo blisko.

 

   Nawet zazdroszczę ci – Jarosławie Zieliński, że mając siedemnaście lat napisałeś taki oto wiersz:

 

Ja

 

A może jestem tylko samotnym wędrowcem

ciemną sylwetką w świetle latarń

I nikt nie ujrzy mnie płaczącego

nad grobem przyjaciela

Nie mam przyjaciół – i nie umiem płakać

 

Jestem głosem waszego świata

waszych myśli …

małym chłopcem zastygłym w biegu

niedorosłym, choć widzącym tak wiele

by bieg stał się wiecznością

 

Wy, którzy chcecie mnie wysłuchać

chcecie mnie odnaleźć

Usłyszeć mnie

ale odnajdziecie tylko siebie

Warszawa. Kwiecień 1987

 

 

   Wydaje mi się, że kiedy maiłem siedemnaście lat nie byłem aż taki mądry. Taki przenikliwy. Nie tworzyłem słów w tak wytrawne linie. Tak teraz odczuwam, a jednocześnie wiem, że dostałem od Boga Poetów więcej szans. Po prostu – wciąż żyję. Moje linie były wówczas bardziej liryczne, naiwne, ogarnięte samotnością i oddaleniem. Może głupsze, albo inaczej skakałem w tą ciemność. Może też to inna ciemność była. Ciemność moich doświadczeń, mojego dzieciństwa… Ty wniknąłeś w świat mocniej. I to się, niestety, potwierdziło. Nadeszło. I jest. Świat zdehumanizowany, który detronizuje człowieka.

 

Wy, którzy władacie młodością: oddajemy wam

duszę i ciało (…)

 

Zgodzę się jednak ze Stanisławem Grabowskim. Nie ma w tych wierszach rozpaczy. Jest tylko smutek. To nawet nie jest ten dzisiejszy smutek, owa żałość nad konającym Bogiem. To smutek niewyjaśniany , odwieczny, przewlekły smutek poety:

 

Smutek

 

Jest smutek wielkiej miłości

i gorzki smutek rozstania

smutek psa węszącego

daleki trop pana

Ale najbardziej boję się

smutku spełnionych marzeń

Tamte – przejdą, zaginą

tyle czasu przede mną

Na cóż jednak życie

gdy smutek spełnionych marzeń

wciśnie się w serce

Złote Piaski, 3 sierpnia 1988

 

 

   To głęboka filozoficzna myśl, potężna refleksja, iż sensem naszego życia nie jest spełnianie marzeń tylko ich posiadanie. Nie jest doznawanie, tylko łaknienie, nie jest doganianie tylko sam bieg… To wielkie i ważne słowa. Mocna prawda o szczęściu, możliwości jego znalezienia oraz całej gamie barw jakie owo szczęście posiada. Takich wierszy w tomie „Słowa i linie” znajdziemy więcej. Trudno ogarnąć i wnikać w całą poezję Jarosława Zielińskiego. Zostawmy część doznań Czytelnikom. W tym miejscu powrócę do zdania, które napisałem na wstępie. Otóż są jednak ludzie na tym świecie, którzy intuicyjnie czują, że poza barierą śmierci też można napisać wiersz. Tylko jak go przeczytać? Otóż można – jeśli się chce – go przeczytać …

 

   Rodzice Jarosława Zielińskiego znaleźli sposób na to czytanie Jego wierszy spoza granicy Życia i Śmierci. Powołali Fundację, która obejmuje patronat nad konkursem poezji. Ma w planie i wiele innych działań. Rzesza ludzi została przez nich zmobilizowana do działań społecznych na rzecz pamięci o Jarosławie, ale i jednocześnie działań dla poetów i Poezji. Słowem – dla nas wszystkich. To po prostu piękne. Muszę ci zatem przekazać – drogi Jarosławie, że księga twoich wierszy nie zamknie się głucho. Twoich słów, które ułożyły się w linie, nie pokryje kurz niebytu. Wesprzesz nowe pokolenia poetów, dodasz im otuchy, uleczysz z osamotnienia. Było warto to wszystko przeżyć. Żyć, aby pisać, i pisać aby żyć. Jest jak w Twoim wierszu Rzeźbiarz … Nie powiem ci nic o początku / ginie w mrokach pamięci – zapisz to, ładnie brzmi …

(…)

Krzywisz się

wiesz, ja może myślę tak jak wtedy

chciałeś to usłyszeć – czyż nie tak …

  

   Nasze pokolenie jest pokoleniem przełomu. Byliśmy tam – a teraz jesteśmy tu. Powoli i tu zaczyna być jak tam. A ja najbardziej boję się … spełnianych marzeń. Boję się ich karlenia, kurczenia, ich degradacji. Dziś coraz trudniej pisać, coraz trudniej publikować, wydawać i nawet żyć, w naszym zagmatwanym literackim świecie. Może właśnie Tobie miało to zostać oszczędzone. My zmagamy się dalej z narastającym absurdem tego Istnienia. Słowa wciąż układają się w linie.

   Pozostało nam jedno. Skok w ciemność, a potem może i lot do gwiazd.

Tym razem już bez – mocno postawionego – znaku zapytania.

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko