Stanisław Dłuski-Twórczy pesymizm Ćwiklińskiego

0
49

Stanisław Dłuski


Twórczy pesymizm Ćwiklińskiego


fragment z Memlinga


1.

Są poeci pełni pychy, zadufani w sobie, którym się wydaje, że dysponują na tyle „giętkim językiem”, że potrafią wyrazić wszystko, co pomyśli głowa, więc mnożą wielkie słowa i snują wizje własnej wielkości. Z pewnością Krzysztof Ćwikliński do nich nie należy; trzyma się z boku wszelkich pokoleniowych dyskusji, ma świadomość kruchości i ułomności słowa, wie, że nie mówi „językiem aniołów”, lecz chropowatym i chromym językiem ludzi. Szuka ukojenia w codziennym rytmie życia: „Najprostsze zaspokajać. Higiena. Głód. Żeby/ Jeszcze nie ulec myślom” (Książę poetów żegna ukochane miasto). No właśnie, jak nie ulec myślom, czarnym, depresyjnym, jak nie ulec codziennemu spadaniu głową w dół? Najnowsza książka tego osobnego i oryginalnego poety jest właśnie zmaganiem, walką, w sensie egzystencjalnym, ze znużeniem, zwątpieniem, poczuciem wygnania ze wszystkich miejsc, z niemożnością zadomowienia się w żadnej ludzkiej przestrzeni. Ma świadomość, że nie da się nic wyrazić i nazwać tego głodu metafizycznego, który dręczy człowieka, można się jedynie przybliżyć, zasugerować, przeczuwać to Niewyrażalne, które nie pozwala spać spokojnie. „I niech sczeźnie sztuka”, która – drodzy esteci – nie daje ukojenia; wiedział o tym dobrze Tadeusz Kantor.

2.

Jeśli odwołać się do modnych po 1989 roku podziałów dychotomicznych, to Ćwiklińskiego można wpisywać ze względu na formę wiersza w nurt neoklasycyzmu, bo z pewnością obce mu będzie wszelkie „barbarzyństwo” i barbaryzacja języka, choć rzecz nie wydaje się tak prosta… Podstawę filozoficzną klasycyzmu stanowił racjonalizm. Zasadą tworzenia w literaturze było osiągnięcie doskonałości w łączeniu piękna i dobra jako powszechnej wartości, kanonem stało się naśladowanie wzorów starożytnych. Tak było w XVI i XVII wieku. Z pewnością autorowi omawianej książki bliskie będą piękno i prawda, jak też mówienie prawdy, choć opatrzone sceptycyzmem współczesnego człowieka. Wolałbym jednak mówić, że jest on poetą o „mocnej podstawie klasycznej”; takich najwyżej cenił Adam Ważyk.

Klasycyzm jest dążeniem do umiary, ładu, harmonii, jest po stronie jasnego i optymistycznego Południa; u autora Królewca dyscyplina formalna pozwala jednak zapanować nad napierającą z podświadomości ciemną wizją życia, łączy się ona z poczuciem tragizmu, przemijania, niszczącą siłą czasu, bliżej więc poecie do ciemnej Północy. Za formą wiersza metrycznego czai się rozpacz, choć stłumiona pragnieniem życia w świetle miłości.

Estetyka wzniosłości łączy się tutaj z ostrą świadomością niebezpieczeństw duchowych, które dotykają współczesnego człowieka; poczucie osamotnienia nie daje spokoju w poszukiwaniu drogi do Edenu.

3

Odpowiedzią poety na zgiełk i wrzask epoki jest cisza, „smutny łopot sumień” (ZLieberta), ciało i jego „suche łzy”, „kropelka krwi”, które więcej mówią o naszych wielkich dramatach niż filozoficzne traktaty. W ciszy poeta prowadzi dialog z samym sobą i Niewyrażalnym, wątpi w siłę wiersza i w wierszu szuka pociechy, „wstydliwość uczuć” jest tutaj świadectwem pokory wobec tajemnicy istnienia. Dni nasze są znikome, poddane niszczącej sile czasu, poddane troskom i trwogom, przenika je bojaźń, lęk przed tym, co nieuchronne, śmiercią (?); „szelest listu znikąd”, „poranny kaszel”, „tęsknota za czymś Nieokreślonym” (Dni nasze), ale te egzystencjalne i metafizyczne refleksje są osadzone w konkrecie, ważny jest szczegół, na nim poeta buduje swoje refleksje ontologiczne, nie daje się uwieść wielkim pojęciom i przemądrzałym postmodernistom.

Nie ma tuzgody na sztuczne, intelektualne spekulacje, na fałszywe miłości i pustkę szaleństwa; jest natomiast obrona pojedynczego istnienia, małego bytu, tego wszystkiego, co trwa „mimo wszystko”, kiedy tracą siłę nasze zmysły, pozostaje najważniejsze: „krok w nieskończoność” (Tak i nie). Czy nie jest wyraźna aluzja do Kołatki Herberta, „suchy poemat moralisty”, kiedy trzeba wyraźnie się opowiedzieć po stronie wartości uniwersalnych, które trwają ponad czasem; wierność sobie jest bezcenna, kiedy trzeba być „zimnym” albo „gorącym”?

4.

„Barbarzyńcy” powiedzą, że Ćwikliński jest poetą zbyt kulturalnym…, mnie jednak przekonuje twórczym dialogiem, który prowadzi z tradycją, przekonuje mnie twórczym pesymizmem, który – jak go pojmował Marian Zdziechowski – jest realizmem, przenikliwą świadomością kruchości każdego bytu i wartości każdej chwili, nawet tej ciemnej, kiedy nie wiemy, czy jutro rano znowu wstaniemy, by podziwiać kruche piękno istnienia? Nie uczucia stanowią o wartości tej poezji, ale doświadczenie, autentyczność głosu, w którym nie ma ani odrobiny fałszu. „Głębiej niż dno” jest to, co chroni przed kłamstwem i upokorzeniem, poeta nie ośmiela się tego nazwać, pozostaje sugestia, aluzja, niedopowiedzenie, brakuje słów, by to nazwać, bo świat wciąż jest pełen tajemnic, których się nie da określić. Ale pozostaje szukanie, twórcze, niespokojne, otwarte na głosy „dobrze ukryte” (Dno).

Są też w tej książce wiersze dyskursywne, ale Ćwikliński skutecznie broni się przed pustą retoryką dzięki wspomnianej już dyscyplinie, regularności wiersza i zasadzie „najmniej słów”, którą tak cenił w poezji Julian Przyboś. Przez ten dyskurs zawsze prześwieca jednak prawda o tym, co przeżyte, sprawdzone sobą.Jest w tych wierszach moment niespodzianki, ale też pewnej powtarzalności, rytmu, który prowadzi autora do zasadniczych pytań: kim jest człowiek w kosmosie życia?, jaki jest sens naszego istnienia?, czy da się ocalić miłość w zakłamanym świecie? Pozostaje (aż?) błaganie o  znak, bo sens nieustannie ucieka, pozostaje język paradoksów, którym przybliżyć się można do Niewyrażalnego („wszystko jest nigdzie i wszędzie”), pozostają „Oczy pełne popiołu, usta pełne piasku” (Znak). Wypatrywanie, czekanie, błaganie – to gorzka modlitwa poety. Niewątpliwie dla mnie tej poezji patronuje Jan Lechoń jako autor jednego z najważniejszych i najciemniejszych tomików w poezji polskiej – Srebrne i czarne.

5

Całą książkę zamyka niezwykły wiersz W ogrodzie, liryczna opowieść o ogrodzie babki. Poeta patrzy na siebie sprzed lat czterdziestu i czeka na cień Matki, niczym bohater wierszy Leśmiana pragnie złączyć się z naturą, „pełen winy”, żegna się ze światem. Do Matki kieruje błaganie: „Czekam, byś mnie zabrała. Zabierz mnie już, proszę…”. Elegijność, liryczny tragizm, dialog z tradycją i samym sobą w ciszy, twórczy pesymizm, antysentymentalizm – oto znaki rozpoznawcze tej oryginalnej poezji. Głosu Ćwiklińskiego nie da się pomylić z innymi głosami w poezji mojego pokolenia.

 

K. Ćwikliński, Książe poetów żegna ukochane miasto, posłowie P. Michałowski, Szczecin–Bezrzecze 2009.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko