Andrzej Walter – Ciepła woda w kranie

0
63

Andrzej Walter


Ciepła woda w kranie

 

 


Salvador Dalí    Miał nastąpić koniec historii, społeczeństwo postnowoczesne i Nowy Wspaniały Świat. W meandrach higienicznej sterylności, postępowo ukształtowany człowiek doby informatycznej, niemal na pewno zrozumiał … absurdalność wojen. Pewni siebie piewcy nowego ładu, wychowani na oświeceniowych ideach, negujący religie jako zabobon, deklarowali, że „już nigdy więcej w Europie”… że jesteśmy już tak ucywilizowani, iż teraz, to powinniśmy się tylko skupić na: gender, związkach płciowych i bezpłciowych, względnie na umocowaniach prawnych w kwestii eutanazji i tym podobnych – epokowych problemów człowieka doby XXI wieku. Taki właśnie przekaz płynął do nas z Europy Zachodniej, a nasze (pożal się boże) „autorytety”, łykały bezrefleksyjnie te brednie, redukując jednocześnie polską kulturę, tradycję, historię i rację stanu.

 

   Kto się temu sprzeciwiał obrywało mu się „od”: oszołomów, moherów czy ekstremalnych prawicowców bądź innych ciemnogrodzkich wywrotowców. Epitety te ciskali tak zwani „pożyteczni idioci”. W świetle wiedzy o odwiecznej naturze człowieka oraz wyrachowaniu tych, którzy zawsze – tylko chcieli nam coś sprzedać – można było śmiało ich tak nazwać. W efekcie deprecjonowano potrzebę historycznego myślenia, które rozważając, jak to ongiś w dziejach bywało, było w stanie snuć wizję, że być analogicznie jeszcze może i nie jest to wcale absolutnie nierealna rzeczywistość. „Pożyteczni” się obruszali nazywając jakiekolwiek wizje mową nienawiści i złym myśleniem…

 

   Właściwie nie lubię satysfakcji w stylu – a nie mówiłem. Jednak sytuacja zmusza i obliguje do takiej konkluzji. Oto widzimy jak Historia nagle, niczym feniks z popiołów, wznosi się do swego krwawego lotu. Oto widzimy, że … jakbyśmy to już kiedyś widzieli, o tym słyszeli, czy się w szkołach uczyli. Spirala roszczeń, lista ustępstw, walka o pokój. Gwarancje bezpieczeństwa i refleksja, a jednak…. A jednak może jeszcze, w tym niby takim cudownym świecie, nastąpić katastrofa. Przecieramy oczy ze zdziwienia. Tak. To możliwe.

 

   W jakim świetle stają teraz ci, którzy uspakajali wszystkich wkoło, jednocześnie obrażając garstkę ludzi z wyobraźnią. Jak się wyśmiewano ze Ś.P. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego kiedy brawurowo lądował w Gruzji. Kto tu komu serwował przemysł pogardy? Jeśli nadal nie wierzą w to, co się właśnie dzieje, to bardzo ich proszę – Obudźcie się!

Nie mamy żadnej armii. Nasze siły zbrojne w porównaniu z tymi, którymi dysponowaliśmy w 1939 roku to żałosna parodia. Nie mamy, tak naprawdę, żadnych procedur, koncepcji i pomysłu na podobieństwo do 1939. Naszym jedynym „gwarantem” jest trochę „sił specjalnych”, fakt uczestnictwa w Unii (która debatuje o tak poważnych sprawach, ja „wróci z weekendu”), czy też faktu (już bardziej pokrzepiającego) bytności w NATO. Gwarancjami naiwności są zatem słowa otuchy, które padają z ust polityków, że nic nam nie grozi. Może i dziś faktycznie jakoś przetrwamy ten konflikt. Mamy jednak namacalny dowód, że wystąpił. Wcześniej w Kijowie polała się już krew. Teraz też może. Ameryka uzbrojona po zęby, Chiny w trakcie zbrojeń, a Rosja coraz silniejsza z imperialnymi zapędami. Czego nam jeszcze potrzeba (gdyż o Smoleńsku już nie wspomnę … to chyba jasne), żeby uwierzyć, że Polska nie jest bezpieczna. To wszystko stan przejściowy i jeżeli chcemy się (w miarę) czuć bezpiecznie, to musimy choć uruchomić ten złom, który „okazyjnie” nabyliśmy do latania, pływania czy strzelania. Tak „na wszelki wypadek”.

  

   Si vis pacem para bellum nabrało od kilku dni innego wymiaru i może w końcu to przekona naszych zachwyconych – polskimi osiągnięciami, najdroższymi, żmudnie budowanymi autostradami i stadionami czy innymi mitycznymi sukcesami na czele z zadłużeniem na lata naszych wnuków. Może to ich przekona, że ten świat wcale nie wygląda tak, jak myślą i nam – rozsądnym – wmawiają, że myśleć winniśmy. Może te wydarzenia w Ukrainie, Rosji, na Krymie rozświetli im w końcu, aby nie likwidowali historii w programach edukacyjnych, aby nie zrywali z tradycją, polskością i patriotycznym stanem ducha. Może warto chociażby się nad tym zastanowić?

 

   Trzeba zatem skończyć z propagandą sukcesu, amerykańskim spoko i ciepłą wodą w kranie. Trzeba skończyć z idiotyzmami i spojrzeć na świat na poważnie. Bo świat to nie tylko zblazowana, zniewieściała i infantylna Europa, która duchowość oddała do lamusa i krzyczy sobie carpe diem. Świat to skomplikowana układanka sił, ambicji, idei i powtarzalnych procesów. Świat to więcej niż wydaje się technicznym eurokratom obligującym śledzia do rozmiaru nie większego niż 19 centymetrów czy mierzącym kąt nachylenia banana. A mawiają, że narząd nieużywany zanika. Czas więc ruszyć szarymi komórkami, a co najmniej doradzić to złotoustym, o których pisałem już wiele razy dorabiając się inwektyw bycia: lamentującym frustratem, kasandrycznym dziwolągiem a nawet wierzgającym kucykiem.

 

   Kto nigdy niczego nie rozumiał z procesów tego świata, to i tak nawet tego nie zrozumie. Może jednak nadszedł czas przebudzenia dla kilku osób. Obserwuję to w rozmowach i zachowaniu. Niemożliwe stało się możliwe. Wyobrażenia skonfrontowały się z życiem i dziejącą się „na żywo” historią. Chyba warto jednak spojrzeć trochę inaczej na nasze najnowsze dzieje, ostatnie dwadzieścia pięć lat i w końcu zacząć coś budować. Inaczej utoniemy w tej ciepłej wodzie z kranu…

 

   Oczywiście chcę – jak chyba wszyscy – aby cała ta awantura zakończyła się pokojowo, aby nic się nikomu nie stało, aby … zatriumfowały: życie i zdrowy rozsądek. Co się wydarzy – nie wiemy. Pozytywnie nastraja mnie fakt, że polscy politycy potrafili przemówić jednym głosem w sytuacji bardzo poważnej. To dobrze. Tak była kilka chwil w dniu 4 kwietnia 2005 czy 10 kwietnia 2010. Reszta spraw toczy się do dziś. I tak widać musi być, ale to, co właśnie widzimy na wschodzie, to – nawet jak sprawa zakończy się jakoś tam pozytywnie – ostrzeżenie na jutro. Czerwona lampka alarmu dla nas, Polaków, którzy chyba chcą mieć Polskę na trochę dłużej niż kilka lat. Chyba warto o tym wszystkim „przy tak poważnej” okazji – poważnie …  pomyśleć.

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko