Andrzej Walter – PAPULEON

0
257

Andrzej Walter

 

PAPULEON

Il n’y a que la vérité qui blesse

Rani jedynie prawda

Napoleon

 

 

   Jedną z ciekawszych postaci minionego wieku był austriacki filozof polityczny i historyk idei Erik Maria Ritter von Kuehnelt-Leddihn. Rozkoszowałem się ostatnimi czasy lekturą książki przywołanego filozofa pt. „Demokracja – opium dla ludu”, wydanej dwa lata temu przez Wydawnictwo Pawła Toboła-Pertkiewicza Prohibita. Żyjąc w czasach pozornej pewności ukształtowanego ładu społecznego warto zgłębić prawdy zawarte w tej pozycji. Choć można uwzględnić słowa Slavoja Żiżka, że „prawda z definicji jest jednostronna”. Jednak opis pewnych mechanizmów rządzących demokracją oraz światem w jakim aktualnie żyjemy jest wstrząsający.

 

   Ukuło się określenie, że dotarliśmy do końca historii, a ustrój demokratyczny jest szczytowym osiągnięciem współczesnego człowieka. Zatem nic nam już nie grozi. Przed nami tylko dolce Vita i wizje dobrobytu. Skąd jednak wkoło tyle sytuacji i spraw zakłócających te stany ogólnej szczęśliwości najlepszego z systemów? Skąd ludzki niepokój o przyszłość i stawiane pytania, czy rzeczywiście jest i będzie tak dobrze?

 

   Skąd tak gigantyczny brak wyobraźni? Odpowiem! Z niewiedzy. Z ignoranctwa. Z gnuśności i ociężałości intelektualnej. Z braku samodzielnych poszukiwań społeczeństwa, które zadowala się bierną telewizyjną bądź sieciową rozrywką. Społeczeństwo to wierzy w każdy rodzaj kłamstw i manipulacji, byle tylko atrakcyjnie podanych i fachowo dosolonych pseudonaukowymi odniesieniami. Tak dzieje się z bredniami: o ociepleniu klimatu, o jednolitości płci, o równości, o … . Tak moglibyśmy długo wyliczać i tworzyć całą listę spraw obecnie propagowanych masowo i medialnie. Do tego dochodzi jeszcze inny aspekt widzenia. Otóż (cytat ze słowa wstępnego) „nie ma takiej bzdury, w którą nie byłby gotowy uwierzyć współczesny człowiek, o ile dzięki temu uniknie wiary w Chrystusa”.

 

   Tak, szanowni Czytelnicy, tak właśnie jest, i tylko fundujemy sobie efekt łagodząco – znieczulający brnąc w teorie, w które chcemy samoistnie uwierzyć, gdyż tak nam wygodnie. Póki co – jest dobrze. Nic strasznego się jeszcze nie wydarzyło.

 

   Warto przybliżyć sylwetkę autora „Demokracji – opium dla ludu” – Erika Marię Ritter von Kuehnelt-Leddihn. O autorze ciekawie pisze Tomasz Gabiś w zakończeniu książki. To człowiek wielu wyjątkowych zdolności i ogromnej wiedzy. Mówił płynnie ośmioma językami, znał biernie i potrafił się porozumieć jeszcze w jedenastu innych (między innymi w: japońskim, węgierskim, hebrajskim i polskim). Jego książki, eseje i artykuły ukazały się w 26 krajach świata w 15 językach. Problem z autorem był jeden. Był zadeklarowanym – jak sam określał – „skrajnie prawicowym katolickim liberałem” w stylu A. de Tocqueuville’a czy lorda Actona. Jeśli jednak nałożymy jego wiedzę oraz erudycję na okres, w którym żył i pracował, a przede wszystkim: na to co widział, czego doświadczał i co przeżywał, to otrzymamy interesujący kadr spojrzenia na zagadnienia stojące przed nami właśnie dziś. Wydaje nam się, że demokracja jest najlepszym rozwiązaniem? Przeanalizujmy punkt widzenia autora. To wielce pouczająca lektura.

 

   Kuehnelt-Leddihn jako surowy krytyk wszelkich totalitaryzmów musiał do zakończenia wojny wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Nie przeszkodziło mu to w wizycie Hiszpanii podczas wojny domowej. Po II wojnie światowej osiadł na stałe w Austrii , był korespondentem w Moskwie, wykładał na uczelniach Wielkiej Brytanii i USA, a nawet odwiedził Wietnam w czasie trwania słynnej wojny z Ameryką. Człowiek nadaktywny, a jednocześnie bezkompromisowo antyegalitarny. W naszych czasach ujednolicania antropologicznego takie doświadczenia mogą stanowić źródło innej perspektywy spojrzenia. Słowem, autor to postać fascynująca.

 

   „Kuehnelt-Leddihn nie nazywał siebie „konserwatystą”, bo, jak twierdził, musiałby wówczas konserwować np. demokrację pochodzącą wszak ze starożytności, a tego jako krytyk demokracji i monarchista czynić nie mógł. Zwracał też uwagę na to, że Kościół katolicki nie jest konserwatywny, gdyż tak jak żywe drzewo ma trwałe korzenie, zawsze ten sam pień i stoi w tym samym miejscu, ale rośnie i zmienia koronę. Jako Miles Christianus i wierny Tradycji homo catholicus uważał, że potrzebna jest ofensywna obrona wartości chrześcijańskich, bowiem cywilizacja europejska jest niemożliwa bez Kościoła i chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo z jego koncepcją człowieka jako Imago Dei, człowieka-osoby i człowieka-twórcy stanowi wedle Kuehnelt-Leddihna podwalinę wolności i jedyny skuteczny środek dla jej zachowania.

(…)

Pisząc o sprawach Kościoła i religii nigdy nie omieszkał schłostać biczem drwiny „lewicowo-liberalnych” katolików, do których żywił szczególnie mocną niechęć i których uważał za typowych przedstawicieli dominującego w polityce i kulturze gatunku zwanego przezeń „papuleonem”, czyli krzyżówki papugi i kameleona. Kuehnelt-Leddihn uważał, że jakakolwiek „wyzwoleńcza teologia” nie znajduje żadnego oparcia w Nowym Testamencie, który jest raczej przesłaniem nierówności: słowo „isotes” (równość) nie występuje w Nowym Testamencie, natomiast słowo „eleutheria” (wolność) znajdziemy w nim wielokrotnie. Zwykł mawiać, że nie ma równości ani w Niebie, ani w Czyśćcu, a jedynie w Piekle, czyli tam, gdzie jest jej właściwe miejsce.”

 

   My natomiast, mamy dziś wszechobecną propagandę równości, której nie powstydziłyby się sprawdzone wzorce nazistowsko-komunistyczne, jeżeli wolno mi tak perwersyjnie zmieszać owe pozornie różne prądy. System, w który żyje nam się miło i spokojnie to nie demokracja. To liberalna demokracja, a to – zasadnicza różnica. Splot czynników i elementów liberalizmu oraz demokracji powoduje, że żaden z tych systemów nie jest prawdziwie sobą. Mamy przed oczami specyficzną efemerydę, a jeśli głębiej przeanalizujemy owe elementy i skonfrontujemy z tym co widzimy i tym, czego doświadczamy ukaże nam się przed oczami nasz świat w całej swojej jaskrawości. Ten świat nie jest w stanie poradzić sobie z problemami i wyzwaniami współczesności. Ziemia się kurczy, wiedza coraz bardziej komplikuje, a wielu ludzie coraz bardziej ciekawych poszukuje zamglonych prawd zadając coraz więcej pytań, na których po prostu brakuje odpowiedzi. Demokracja takich odpowiedzi nie zna. Przekaz społeczno-medialny też. Jest on tylko wycinkiem rzeczywistości. Podążamy za hasłami, nie za prawdą. Prawda rozmywa się we mgle …

 

„Najbardziej palącym problemem naszych czasów jest ratowanie wolności, byśmy nie doczekali chwili, gdy liberalną demokrację zastąpi totalna tyrania”

 

   „W demokracji liberalnej występuje nieuchronna sprzeczność między wolnością, a równością, które wykluczają się wzajemnie, bowiem możemy być albo wolni albo równi.”

 

   „Natura nie zna równości ani identyczności. Wszystko, co identyczne, jest także równe, ale nie odwrotnie. Chcąc zaprowadzić równość trzeba użyć siły. Gdyby wszyscy ludzie mieliby być równi pod względem intelektualnym, wszystkich głupich leniwych trzeba by zmusić do wysiłku umysłowego, a mądrych na siłę ogłupić.”

 

   Wnioski z przywołanych wyżej cytatów – podanych w sposób naprawdę prosty – nasuwają się same. Ludzie nie są identyczni. Nie byli i nie będą. Nawet bliźnięta jednojajowe są odmienne. Sprawiedliwość nie oznacza więc równości. W naszym świecie jednak coraz częściej szafuje się hasłem „dyskryminacji”. I tym sposobem popadamy w dziwne, nowe ideologie, nowe rozwiązania, w których nawet mniejszość narzuca większości swój punkt widzenia.

 

   „Franz Grillparzer (austriacki dramatopisarz 1791-1872) wyjaśnił, że w pewnych krajach wierzy się wprawdzie, że trzy osły wydają jednego mądrego człowieka, ale wiele osłów >in concreto< tworzy jednego osła >in abstracto< i jest to zwierzę straszliwe”

 

   Zostajemy zatem ujednolicani i sprowadzani do jednego, wspólnego, niby demokratycznego mianownika. Nasz świat skutecznie deformuje prawdziwie wolne i niezależne myślenie – zamyka usta niepokornym. Nie zamyka niepokornych, tylko ośmiesza ich poglądy, albo lepiej by zabrzmiało – wyśmiewa, gdyż ośmieszyć bez logicznego uzasadnienia nie jest w stanie. Efekt jest jednak taki sam. Pogląd niepopularny chowany jest pod dywan. A owo ośmieszanie-wyśmiewanie powielane jest powszechnie oraz polewane sosem karkołomnych pseudoargumentów. Istota działań zmierza w kierunku sterowania ludzkimi emocjami. Powierzchnia pokazana publicznie lśni czysto i pięknie. W głębi zieje pustka – intelektualna, moralna, humanitarna.

 

„Niewiedza wyborców nie jest wcale większa od niewiedzy wybranych. Sporządzenie rocznego budżetu Parlamentu Europejskiego owocuje tomiszczem obejmującym ponad 2000 stron. Pierwsze pytanie: Kto to w ogóle czyta? Drugie pytanie: Kto mógłby fachowo ocenić ów budżet? Odpowiedzi nie ma, ale przecież zawsze się nad nimi głosuje! Czy demokracja w ogóle jest jeszcze aktualna? A może jest czymś, co najprościej nazwać komedią?”

 

   Wydaje nam się, że nie wiemy dokąd zmierzamy. Rozważania autora nie pozostawiają wątpliwości. Będzie to tyrania. To się już zaczęło w pewnych narzuconych prawnie elementach. Proces ten potrwa jeszcze jakiś czas, ale na własne oczy widzimy jak element po elemencie demontuje się stary świat zastępując go nowym. Pomysły są coraz bardziej dziwne, wyrafinowane, szokujące. Tyrania pojawi się usankcjonowana prawnie – w drodze demokratycznego wyboru. Sami na nią zagłosujemy uprzednio przekonani (nie samodzielnie, lecz wewnętrznie pewni) , że tak będzie najlepiej. Taka to perspektywa. Mało pociągająca.

 

   W latach trzydziestych minionego wieku do władzy doszedł Adolf Hitler. Został wybrany w pełni demokratycznie. Był czas, że Komitet Noblowski rozważał poważnie kandydaturę Kanclerza Rzeszy do pokojowej Nagrody Nobla. Gdyby taka „pomyłka” nastąpiła, a naprawdę niewiele brakowało , nie mielibyśmy dziś Nagrody Nobla. Ale spokojnie. Fundusze pewnie przeszły by pod inne auspicje i nazwy, a świat kręciłby się dalej. Demokratycznie. Hitler – nota bene – głosił wszem i wobec, i uważał się za arcydemokratę. Korea Północna nadal jest republiką ludowo-demokratyczną, a większość partii politycznych, w nazwie bądź w programie, szafuje tym hasłem na prawo i lewo. Cieszmy się zatem demokratycznie i nieświadomie chwilami w jakich przyszło nam żyć, ale – śmiem prosić – nie porzucajmy myślenia i poszukiwań. Nie porzucajmy analiz: historii, tradycji oraz idei. Kiedy zneutralizuje się ostatniego wątpiącego możemy obudzić się w Nowym Wspaniałym Świecie.

   W świecie bez klamek i drzwi. Opis ewolucji demokracji do tyranii, który możemy znaleźć u Platona w jego Państwie (księga 8 i 9), czyta się jak historię Niemiec u schyłku Republiki Weimarskiej.

 

   Niezależne myślenie nie boli. Otwiera nowe horyzonty. Struktury, które znamy, nigdy nie są i nie muszą być idealne. Świat, w którym żyjemy ciągle usiłuje nam coś sprzedać. Idąc tym tropem wyczytałem gdzieś, iż : przedstawiciele ubezpieczeń – sprzedają ubezpieczenia; przedstawiciele branży samochodowej – sprzedają samochody, przedstawiciele ludu – sprzedają … lud.

 

   Lud jednak zawsze może przemówić własnym głosem.

Jeśli tylko będzie miał jeszcze cos do powiedzenia … w oczekiwaniu na Wodza Przyszłości …

 

Andrzej Walter

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko