Zofia Korzeńska – Głos w dyskusji o sonetach

0
141

Zofia Korzeńska


Głos w dyskusji o sonetach


 


Ewa Kiryło-WoynarskaDyskusja nad sonetami Anny Błachuckiej rozpoczęła się już prawie dwa lata temu, kiedy to, jeszcze przed wydaniem swojej książki „Piać do podświadomości”, zaprezentowała ona na spotkaniu w Klubie „Civitas”  serię kolaży Jerzego Świątkowskiego. Dość burzliwy spór zaczął się właściwie po spotkaniu, kuluarowo i telefonicznie[1]. A obecnie wywiad red. dr. Ryszarda Kozieja z Błachucką w Radio Kielce w dn. 19.11.2013 odświeżył i ożywił tę dyskusję w środowisku literackim Kielecczyzny. Tym razem jednak jej głównym przedmiotem stały się  sonety Anny Błachuckiej, a także współczesny odbiór sonetów.

Cała ta dyskusja odbywa się teraz też kuluarowo, na zasadzie lubię – nie lubię. No, i tym sposobem każdy ma prawo mieć własne zdanie.

A ja chciałabym na to spojrzeć trochę inaczej, szerzej.  

Ktoś z dyskutujących powołał się na redaktora dra R. Kozieja, że w wywiadzie z Błachucką nazwał sonety formą archaiczną. Z tego powodu niektórzy słuchacze wywiadu, a moi rozmówcy, uznali, że sonety trzeba w czambuł potępić. Ale przecież dr Koziej z całą pewnością nie odrzuca dawnej sztuki, wręcz przeciwnie, dał wyraz temu, że ją ceni, w swojej pracy pt. Modlitwa, zachwyt, pokora. Franciszkanizm w poezji Młodej Polski („Apostolicum” 2013). Wprost stwierdza we wstępie: „Analiza młodopolskiego poetyckiego franciszkanizmu jest swego rodzaju spojrzeniem na «dziś» poprzez przypomnienie «wczoraj»” (s. 18). No, właśnie. Jakże słuszne podejście: spojrzenie na „dziś” poprzez przypomnienie „wczoraj”.

Nie ma w sztuce, w żadnej jej dziedzinie, rzeczy przestarzałych. Sztuka jest jednym ciągiem w kulturowym skarbcu tradycji, w którym pewne tendencje się przewijają w łańcuchu dziejów wkoło i wkoło. A mamy do czego wracać w kulturowej tradycji śródziemnomorskiej. Na jakiś czas te tendencje przycichają, ale potem kolejne pokolenia twórców je wygrzebują z tego skarbca i ożywiają. Wanda Skalska, redaktorka z portalu „Latarnia Morska”, określiła, że formę „zaprzeszłą” się nieustannie odnawia. Tak właśnie jest z sonetami. Bogata jest ich tradycja także w polskiej literaturze: Mikołaj Sęp-Szarzyński, Jan Andrzej Morsztyn, Mickiewicz, Słowacki, Kasprowicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Leopold Staff. To tylko najwybitniejsi twórcy sonetów. A obecnie wydaje się, że ten gatunek przeżywa renesans. Neoklasycyzm w poezji z całą świadomością przywrócił sonet do łask.Spośród głośniejszych poetów naszych czasów sonety pisali (czy piszą) J. M. Rymkiewicz, Bohdan Zadura (zwłaszcza ten ostatni dużo uwagi im poświęcił), z młodszych:  Wojciech Wencel (ur. 1972), poeta i publicysta, laureat licznych prestiżowych nagród literackich, np. Fundacji im. Kościelskich, ale i wielu innych. Ostatnio w formie sonetów wypowiada się: Artur Fryz, „Miasto nad Bitwą. 24 sonety municypialne” (2001).    

Wanda Skalska w związku z innym twórcą sonetów współczesnych pisze w „Latarni Morskiej” (Tuesday, 16 February 2010 21:05):

 „Jeśli ktoś skazał sonet – jako formę literacką – na śmierć, pomylił się. Żywym dowodem współczesnego twórcy sonetów jest poeta i filozof z Kalwarii Zebrzydowskiej: Stanisław Chyczyński. Właśnie wyszła jego książka […] Sonety kalwaryjskie […], 50 utworów, przeplatanych barwnymi ilustracjami samego autora. Tom wydano z czułością edytorską –
w twardej oprawie i na kredowym papierze. We wstępie Janusz Drzewucki napisał między innymi:

Wydawać by się mogło, że dzisiaj – na początku XXI wieku – sonet wyszedł z mody, został skazany na zapomnienie jako forma klasyczna i tradycyjna (…). O paradoksie, że «Sonety kalwaryjskie» Stanisława Chyczyńskiego świadczą o czymś przeciwnym, mianowicie o tym, że jest sonet formą żywą, żywotną, że nie jest li tylko gatunkiem historycznym, ale jak najbardziej nowoczesnym, że – wreszcie – w formie sonetu da się zawrzeć prawdę o współczesnym świecie (s.  6)”.

Wanda Skalska twierdzi dalej w swojej recenzji, że:

W uprawianiu sonetu S. Chyczyński nie jest osamotniony. Literatura powojenna zna dosyć sporo twórców uprawiających tę tradycyjną formę. Przywołajmy choćby Stanisława Grochowiaka, Mirona Białoszewskiego, Jarosława Marka Rymkiewicza, Bohdana Zadurę czy choćby pilskiego poetę Jerzego Utkina – o którego sonetach „Latarnia Morska” swego czasu wspominała.

Na przełomie wieków XX–XXI sonet zaczął coraz powszechniej wchodzić na karty poezji młodszych twórców. Z potężnymi zbiorami sonetów wystąpił Sławomir Rudnicki, który w latach 2004–2007 wydał cztery pokaźne tomy sonetów[2].

Także w środowisku kieleckim są obecnie poeci, których forma sonetów w jakiś sposób fascynuje. Oprócz Błachuckiej sonety uprawia Grzegorz Stachura, młody, utalentowany oryginalny poeta. Pozwolę tu sobie powtórzyć fragmencik z mojego szkicu o Błachuckiej pt. Anka Ponidzianka, w: Tradycje literackie Ponidzia” (Starachowice, 2011) na temat twórcy współczesnych sonetów:

Młody poeta ks. Grzegorz Stachura w tomie pt. błękit zzieleniały spory cykl swoich wierszy nazwał „swonetami”. Ks. Stefan Radziszewski[3] twierdzi, że sonet jest typowym gatunkiem poezji ks. Grzegorza Stachuryi że te swonety oznaczają sonety swarliwe[4]. Tak czy  owak są to sonety swoiste i choćby nawet były antysonetami, to na pewno dowodzą, że młodych poetów nadal ta forma interesuje. Jest jakaś nieśmiertelna i zawsze będzie niepokoić. Waga tematów u ks. G. Stachury na pewno odpowiada randze tematycznej sonetów w pełni klasycznych: ludzki los, samotność i pragnienie Boga.

A więc sonet jest obecnie nie tylko dość często stosowany w poezji, ale stał się pewnego rodzaju wyzwaniem dla współczesnych poetów – tak co do formy, jak i treści w nim zawieranych.

Nie znaczy to, że wszyscy musimy lubić formę sonetów, że wszyscy poeci winni pisać sonety. Ja osobiście też jej nie uprawiam i nie przepadam za nią u innych, bo ta forma skupia moją uwagę na samej sobie (rymy, rygory wersowe, inwersje itp.), tym samym przeszkadza w percepcji treści utworu. Myśli zawarte w sonecie (na ogół myśli ważkie) często mi w pierwszym czytaniu/słuchaniu umykają. To jest naturalne. Im kunsztowniejsza forma, tym bardziej skupia na sobie uwagę odbiorcy. Nie każdy ma napoleońską podzielność uwagi. Nawet w życiu codziennym możemy to spostrzec. Jeśli np. prezenterka prognozy pogody w telewizji pokaże się na ekranie w ekstra kreacji, to łapię się często na tym, iż tak jestem zaabsorbowana szczegółami jej ubioru, że umykają mi detale pogody. Przeszkadza mi więc zbyt ciekawy strój osoby. A przecież lubię patrzeć na dobrze ubrane panie, cenię sobie szczególnie „malarskość” ich ubioru, szyk kroju, smak, pomysłowość, ale przy tym i umiar. Sprzeczności.

Podobnie jest z bogatą formą w literaturze. Może się nam podobać, może nie podobać, a może czasem podobać, ale przeszkadzać. No, i właśnie taki mam skomplikowany stosunek do sonetów. To się odnosi na ogół do pierwszego ich czytania/słyszenia. Zawsze mamy jednak jakąś możliwość drugiego czytania, analizowania, wnikania. 

Jako autorka mogę sobie wybierać formę utworu, preferować taką czy inną, ale jako czytelniczka lub krytyk literacki nie mogę za wiele grymasić: lubię-nie lubię, bo tym sposobem wiele bym straciła. Oczywiście jedne mi się podobają mniej, drugie bardziej, ale ja muszę zaakceptować wszystkie wartościowe utwory – takie, jakie są.

Bo główne kryterium to: dobre – niedobre. Albo coś wnoszą do mojego wnętrza, albo nic. Co nam dają? Jakie jest ich przesłanie? A gorzej, jeśli wnoszą zło: rozbicie, złość, egoistyczne nastawienie itp. Albo dają dobre przeżycie – niekoniecznie radosne, czasem może to być słuszne oburzenie – albo nie; albo są banalne pod względem treści, jałowe, oklepane, bezmyślnie snobistyczne itp. Naturalnie forma, język – w ogóle styl – są ogromnie ważne. To one często decydują, że my się utworem zachwycamy, że nam dają radość. Satysfakcję przynosi nam też rozwiązywanie trudności zrozumienia wiersza. Obecnie, niestety, mamy zalew wierszy schematycznych. One bywają „poprawne” i modne pod względem formy, napisane według utartych wzorów-schematów, ale co niektóre z nich nam dają? Jakie głębsze przeżycie? Jakie pokłady w nas poruszają? Jakie myślenie wyzwalają? Są powszechnie akceptowane, bo „tak się teraz pisze”. Szablonowi poeci. Takich są szeregi.

A ja cenię sobie to „inaczej”, niekoniecznie modne. Anna Błachucka ma odwagę pisać po swojemu. Mówiłam to moim współdyskutantom.

Po formę sonetu sięgnęła w tomie Niepodzielna jak łza. Sonety (2009). W sonetach prezentuje ona właściwie wszystkie treści: obyczajowe, moralne, społeczno-socjologiczne, polityczne, psychologiczne, filozoficzne, religijne, a przede wszystkim fascynuje ją i autentycznie wzrusza bogactwo i piękno przyrody, także jej trwanie, ekologia.Osią tematyczną całego tomu jest człowiek, jego natura, jego dążenia, jego skrzywienie moralne, liczne wady, także jego ból i cierpienie. I podobnie jest w następnych zbiorach jej sonetów.

A kolejne tomy sonetów Błachuckiej to Piać do podświadomości oraz Listy do wyobraźni. Powstały z inspiracji obrazami Jerzego Świątkowskiego i Tomasza Olbińskiego. Jest to rodzaj dialogu poetyckiego z malarstwem, a często nawet – polemika. Na tle kolaży czy obrazów snuje ona niekiedy dość swobodnie swoje własne myśli. Porusza problemy dotyczące naszego świata, naszego życia. Bardzo ciekawie je ujmuje, ma bogaty język, wartki i obrazowy, lecz zwarty, często wyrażony za pomocą trafnych metafor, np. tytuł książki – Piać do podświadomości

Otaczającą rzeczywistość widzi nie tylko oczami Świątkowskiego czy Olbińskiego, ale przez swoje doświadczenie, postrzeganie, przeżycia itp. Błachucka często pokazuje świat chory, krzyczący o ratunek. Ale w tych sonetach Autorka wyraża też nadzieję na opamiętanie się człowieka. Po to pisze, by uświadomić ludziom autodestrukcję na wielu płaszczyznach, głównie obyczajowo-moralnej. Zwracają uwagę takie cechy twórczości poetki, jak wrażliwość i empatyczna spostrzegawczość, dociekliwe obserwowanie zjawisk. M. Fryckowska tak krótko oceniła w mailu te sonety: „Wiersze są niezwykłe – głębokie, mądre, wyrafinowane stylistycznie. […] są takimi maleńkimi opowieściami. Rzeczywiście nieprzeciętna wyobraźnia, mądrość i warsztat poetycki”.

Ta ocena wartości merytorycznej sonetów Błachuckiej odnosi się także do Listów do wyobraźni, o którym jest mowa w wywiadzie red. Kozieja.

Podsumowując, stwierdzamy, że choć sonety Błachuckiej to ogromnie ciężki kaliber treściowy, o powadze miejscami dosłownie śmiertelnej (ale przecież wartościowa literatura na tym polega), to nie pozbawione są nadziei, a także humoru wplatanego czasem niespodziewanie. Bo takie jest życie: tragizm, komizm, sielanka, radości, nieszczęścia.  Wymowa tych sonetów jest nader ważka. Porusza niemal wszystkie radości i bolączki, zwłaszcza właśnie bolączki, świata. 

Co do formy sonetu –  to widzę u niej jakieś pośrednie, ale wyraźne nawiązywanie do tak wysoko dziś stawianego Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, po którego sonety współcześni poeci chętnie sięgają i którego się nazywa patronem poezji egzystencjalnej, także dzisiejszej. Okazuje się, że podstawowe problemy egzystencjalne poety dzisiejszego są w zasadzie te same, co i poety barokowego. Obraz świata w szczegółach technicznych może i jest inny, ale w szczegółach istotowych, duchowych – taki sam. A do ukazania tego klasyczna forma sonetu, czy trochę zmodyfikowana, całkiem dobrze się nadaje, co wyczuwają tak liczni współcześni poeci. 

Trzeba tu jeszcze podkreślić to, co w wywiadzie Ryszarda Kozieja z Błachucką zostało zaakcentowane, że pięknie wydane tomiki jej sonetów, opartych na obrazach malarzy, z zaprezentowaną galerią tych obrazów, przybliżają do siebie te dwie dziedziny sztuki. Autorka sonetów i twórczyni tych tomików wnosi do naszej kultury duże bogactwo: budzi zainteresowanie u grona czytelników trudnym współczesnym malarstwem, ułatwia jego zrozumienie, poszerzając tym samym nasze horyzonty intelektualne. Przybliża także tradycję kulturalną, na co taki nacisk kładł Jan Paweł II: tradycja kulturowa to tożsamość narodowa, to tożsamość ludzka, egzystencjalna. 

 



[1] Na temat sensu takich spotkań i takich dyskusji pisałam w felietonie pt. A może by tak inaczej? („Radostowa” 2012, nr 3-4, s. 53). Nie chcę tu powtarzać mojego stanowiska, ale nadal uważam, że nasze spotkania literackie należy poszerzać o tematykę teoretyczno-kulturalno-filozoficzną, o teorię nurtów artystycznych ostatnich dziesiątków lat, jak to próbuje robić Błachucka.

[2] S. Rudnicki, Sonety, t. 1, Puławy 2004, s. 210; t. 2, Puławy 2005, s. 217; t. 3, Puławy 2006, s. 230; t. 4, Puławy 2007, s. 249.

[3] Znakomity eseista literacki i literaturoznawca.

[4]  Ks. S. Radziszewski, Kot czarny, 2011, s. 66. 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko