Krzysztof Boczkowski – Wargi księżyca i chmur zamieć

0
107
Labirynt pustych brudnych ulic
noc jak pomyje na dnie miski,
do bramy klonu cień się wtulił
– sperma księżyca, i po wszystkim

Idę jak dawniej w zimnym mroku
pustki – co ze mnie na ulicę
chce wybiec, biegnąc w moim kroku
kijem tłuc w dziewic okiennice

I nagle wzwód księżyca w pełnię –
w błękitne oczy i rzęs zamieć,
łamiesz jak hostię w białej wełnie
wargi – na miłość i rozstanie

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko