Roman Soroczyński – Poeci piosenki w teatrze

0
223

Roman Soroczyński

 

Poeci piosenki w teatrze


 

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana, który w 2013 roku obchodzi stulecie istnienia, często sięga po utwory różnych autorów.

Teraz nie będę pisał o repertuarze klasycznym i jego nowych, uwspółcześnionych, interpretacjach. Chciałbym natomiast skupić się na poetach… piosenki. Tak się bowiem złożyło, że we wrześniu tegoż roku miałem możliwość obejrzenia trzech wydarzeń związanych z poezją.

Nie jestem zwolennikiem czytania cudzych listów. Dlatego konsekwentnie nie kupuję  i nie czytam książek, które zawierają takie listy – nawet, jeśli są one świadectwem historycznych wydarzeń czy epok, w których powstawały. Nie kupiłem też książki „Listy na wyczerpanym papierze”, która zawiera nie publikowaną wcześniej korespondencję między Agnieszką Osiecką a Jeremim Przyborą. Kiedy jednak warszawski Teatr Polski wystawił, reżyserowany przez Lenę Frankiewicz, spektakl o takim samym tytule, nie mogłem oprzeć się. Co zadecydowało? Przede wszystkim wielki format obojga autorów oraz fakt, że wcześniej miałem szczęście spotykać obydwoje.

Pani Agnieszka i Pan Jeremi nie ograniczyli się do pisania do siebie tajemnych listów. Okazuje się, że w ich twórczości było  wiele tekstów, które były publicznymi wyznaniami tego, co ich łączy i … dzieli. Ot, choćby słynne „Podła” czy „Moja dziewuszka nie ma serduszka”, wykonywane w Kabarecie Starszych Panów przez Wiesława Gołasa. Albo „Byle nie o miłości” w wykonaniu Skaldów czy śpiewana przez Teresę Tutinas piosenka „Na całych jeziorach – ty”.

Podczas spektaklu aktorzy opowiadali między innymi o czasach STS-u, śpiewali piosenki z tamtego okresu. Wspinali się wysoko na rampę, wchodzili między rzędy widowni, dzięki czemu teatromani mieli wrażenie bliskości zarówno z aktorami, jak i autorami. Równie ciekawym zabiegiem była podwójna obsada damska i męska. W roli Pani Agnieszki, a zarazem Narratorki, występowały Lidia Sadowa i Agnieszka Wilczyńska. Jako Pan Jeremi/Narrator, pojawili się Paweł Ciołkosz i Rafał Królikowski. Niektórzy widzowie mieli pretensje, że w przedstawieniu było za mało listów. Jednak, moim zdaniem, listy – to jedno, a tło ich powstania – to co innego. Dzięki spektaklowi można było dowiedzieć się, w jakich okolicznościach powstawały te i inne teksty, przypomniano widzom różne wydarzenia tamtych lat – zarówno te polityczne, jak i mające miejsce w szarej, codziennej rzeczywistości.

Piękną klamrą, spinającą wspomnienia o Agnieszce Osieckiej był Salon Poezji „Osiecka/Młynarski”, który zorganizowano tydzień po premierze „Listów…”. Do niedawna sądziłem, że poetyckie salony odbywają się w niewielkich, intymnych pomieszczeniach. Tymczasem w niedzielne południe, 29 września 2013 roku, przed Dużą Sceną Teatru Polskiego pojawił się duży tłum słuchaczy. Magia autorów? Magia miejsca? Urok wykonawcy? Chyba wszystko razem. Artur Barciś, powitany przez Zastępcę Dyrektora Teatru, Jarosława Gajewskiego, przypomniał, że większość z nas kojarzy Agnieszkę Osiecką i Wojciecha Młynarskiego jako autorów świetnych piosenek. Zapowiedział jednak, że nie będzie śpiewał, gdyż chciałby, aby słuchacze zwrócili baczniejszą uwagę na  t r e ś ć  tworzonych przez nich wierszy. Wiele osób zwraca uwagę na słowa piosenek, jednak muzyka sprawia, że odbieramy je inaczej: lżej, bez większego zastanawiania się nad ich istotą. Dopiero słowo „mówione” (może z lekką muzyką w tle; w tym przypadku wspaniale, na pianinie akompaniował Adam Rossa) dociera do większości spośród nas. Artur Barciś nie tylko recytował. Opowiadał, jak powstawały poszczególne utwory; łączył je tematycznie. Zakończył wspomnieniem Wojciecha Młynarskiego, napisanym tuż po śmierci Poetessy. Prawdopodobnie były to fragmenty cytowanego poniżej wiersza:

Poetka znikła w oddali,
Bardzo Dalekiej Oddali,
wszyscy Ją świetnie znali,
wszyscy Ją strasznie kochali.

Lecz skoro tak ją kochali,
tak bezgranicznie, tak mocno,
czemu w co drugim Jej wierszu
taka straszliwa samotność?

Jeśli aż tylu Przyjaciół
wciąż przy niej, za nią się snuło,
czemu w co drugiej piosence
takie błaganie o czułość?

Oto Boże Igrzysko:
poetka dowcipna, psotna,
a w środku tak straszliwie
zziębnięta i samotna.

Wynagródź jej to, Panie,
w tę przedwiosenną porę,
kiedy Poetka stanie
nad Niebieskim Jeziorem,

Najczulej wśród błękitu
Ty jeden przytul Ją
i ręczę, że Ci przy tym
okular zajdzie mgłą…

Niestety, nie jestem do końca pewien, czy to był ów wiersz. Niestety, nie zapamiętałem tego tekstu. Dlatego pozwolę sobie – za stroną www.polskieradio.pl – zacytować kilka Jego refleksji, wypowiedzianych podczas rozmowy wyemitowanej w mojej ulubionej „Trójce” w dwa dni po śmierci Pani Agnieszki:

„… była kimś niesłychanie cennym, jeżeli chodzi o rozładowywanie kłopotliwych sytuacji. Kiedy się ludzie zaczynali kłócić ona potrafiła zażartować, ona potrafiła zmienić kompletnie optykę, kąt widzenia danej sprawy. Była, w najlepszym tego słowa rozumieniu, inteligentnym facetem (…).

Z jednej strony panienka z dobrego domu, a z drugiej strony czuło się taki błysk        w oku albo takie skrzywienie ust, które świadczyło, że jest to osoba ekscentryczna, dziwna, wariatka w najlepszym tego słowa znaczeniu. Po prostu artystka.

Agnieszka była śmiertelnym wrogiem nudy. Kiedy zaczynało być nudno, jej oczy bielały i w sekundę jej nie było”.

Czy można piękniej wspominać Wspaniałą Artystkę?

 

Doskonale z poetyckim nastrojem, którego opisania nieudolną próbę podjąłem powyżej, komponuje się spektakl muzyczny „Natalia Sikora śpiewa Norwida”. Ze względu na pobyt poza Warszawą nie zdążyłem obejrzeć pierwszych wykonań tego spektaklu /premiera odbyła się 16.11.2012 r./. Jednak młoda solistka już jakiś czas temu zwróciła moją uwagę, a jej „czarny” głos zafascynował mnie. Słyszałem jej śpiew w radiowej „Trójce”, w jednym         z warszawskich teatrów oglądałem teledysk ze śpiewaną przez nią piosenką. Z wielką przyjemnością słuchałem jej w innym spektaklu Teatru Polskiego, zatytułowanym „Wszędzie jest wyspa Tu”. Ze sporym trudem udało mi się znaleźć i kupić płytę z jej piosenkami. W tak zwanym międzyczasie wygrała jeden z telewizyjnych programów muzycznych. Podczas spektaklu zauważyłem, że Natalia Sikora zdecydowanie woli śpiewać, niż mówić. Kiedy jednak opowiada, robi to z dużą swadą. Wiele uśmiechów na widowni wywołała jej uwaga, że Cyprian Kamil Norwid był wesołym poetą. Wszak większość spośród nas jest zdania, iż był to poeta tworzący smutne utwory. Nie bez kozery mówi się, że „Norwid jawi się jako duchowy patron poetów wyklętych, bitników, autorów mrocznej poezji muzycznej, której światowymi ikonami są dziś Tom Waits czy Nick Cave” (cytat za www.teatrpolski.waw.pl). Występująca boso Natalia Sikora zachowywała wielką estymę wobec twórczości poety; wykorzystała między innymi muzykę Czesława Niemena, który również był zafascynowany poezją Norwida (któż z nas nie pamięta rewelacyjnego „Bema pamięci rapsodu żałosnego”?).

Jak tak dalej pójdzie, już wkrótce Natalia Sikora będzie znana na całym świecie, pojawi się więcej jej płyt, a ich zakup nie będzie stanowić większego problemu. Życzę Pani tego z całego serca, zaś Teatrowi Polskiemu życzę jeszcze więcej takich wspaniałych odkryć.

 

 

 

Roman Soroczyński

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko