Kalina Izabela Zioła – Oczami dziecka

0
248

Kalina Izabela Zioła

 

Oczami dziecka

 

 

            Wincenty Bolesław Różański, znany jako „Witek” Różański, zmarł 3 stycznia 2009 roku, lecz jego postać nie odeszła z literackiego środowiska Poznania. We wspomnieniach wielu ludzi wciąż żyje jego niesmiały uśmiech, dziecięca szczerość granicząca prawie z naiwnością, wielka religijność,  niezaradność, życiowe zagubienie, a przede wszystkim jego twórczość. Był autorem wielu książek poetyckich, pisanie i publikowanie nowych wierszy było dla niego najważniejszą rzeczą. Czytałm list, który wysłał do swojego przyjaciela skarżąc się, że nie wydał ostatnio żadnych nowych książek, i że nie może tak żyć. Nowe wiersze i nowe książki były mu potrzebne jak powietrze.

Pisał bardzo dużo. Zmęczony życiem, które go przerastało, w poezji szukał azylu. Była jego ucieczką od problemów, choroby, niezrozumienia przez otoczenie. Miał kilku dobrych przyjaciół, lecz to nie wystarczało, by świat stał się dla niego przyjazny i zrozumiały. W dodatku przyjaciele odchodzili, umierali zbyt młodo… Wielką tragedią była dla Różańskiego śmierć „Steda” – Edwarda Stachury.

Stąd pewnie w wierszach poety tyle przygnębienia, czerni, lęku przed śmiercią i tęsknoty za nią… Jako człowiek głęboko religijny wierzył, że po śmierci spotka się nareszcie z tymi wszystkimi, którzy go opuścili.

 

            Ostatnio przeczytałam wydaną w 1998 roku przez wydawnictwo WERS (Tom 3 biblioteczki Okolicy Poetów) książkę Witka Różańskiego „Została pusta karta dań tego świata”. Dziwny to może tytuł, lecz obrazujący uczucia autora – życie nie ma mu już nic do zaoferowania, poprzednicy zagarnęli dla siebie to, co było do wzięcia, zostawiając wielkie nic, pustą kartę.

W książce tej poeta dokonuje jakby rozliczeń ze swym życiem, ze światem.

W prostych, pozbawionych prawie metafor wierszach, językiem jasnym i zrozumiałym opowiada swój świat od wczesnego dzieciństwa do rychło oczekiwanej śmierci. Wspomina miejsca, gdzie się wychowywał i do do których zawsze tęsknił: „ Leniwo kołysze się wiek/ pójdę do miasteczka/ gdzie się urodziłem/ …/ chwała tobie miasteczko/ chędogie i dumne”,  „za wsią za przyczółkiem/ stoi biała szkoła/ tam uczyłem się/ cyfr i liter na pamięć”, „letnie wakacje w miasteczku M./ wycieczki i nocleg z psami/ światło prowadzi do celu i nadziei”. Wiersze w tym tomiku nie mają tytułów, przechodzą jedne w drugie płynnie, prowadzone myślą autora.

Ukazują kraj dzieciństwa, ludzi, którzy byli dla Różańskiego ważni, jak na przykład babcia:  „Na tym pagórku grób partyzancki/ tu babcia zrywa szalej i pokrzywę/ konie spłoszone wiatrem grzywę stroszą/ tam gałęzie sosen skrzypią przeraźliwie”, przywołują twarz matki nakładająca się na obraz młodej dziewczyny: „koło tej studni są ślady dziewczyny/ która szła w śniegu po wodę/ idę za las po nagrodę/ …/ położyłem się  widzę u szczytu/ drzew twarz mojej matki/ co trwa do ostatka”. Urodzony w Mosinie, dorosłe życie spędził w Poznaniu, pisał nawet o nim wiersze, lecz zawsze tęsknił do swobody, przestrzeni, dusiło go miasto i jego obojętność, okrucieństwo: „lustra/ poznańskie lustra/ gładkie i przezroczyste/ tu się wtulić na zawsze/ i patrzeć jak czas mija/ mało mi trzeba ciepła/ by ogrzać ludzkie sumienie/ – rozbij lustro człowieku/ odpryski zranią marzenia”. Miasto i żyjący w nim ludzie często zadawali ból wrażliwemu poecie. Wracał więc w obrazy bardziej sielskie, do ludzi prostych i nieskomplikowanych, wyraziście kreśląc ich sylwetki kilkoma wersami, jak w jedynym posiadającym tytuł wierszu „Dwaj chłopi w młynie gadają”, dedykowanym Jerzemu Szatkowskiemu: „Marcin:/ jak było tak było ale było/ Antoni:/ jak jest tak jest ale jest/ Marcin:/ będzie jak w Księdze/ Antoni:/ nic nie ubędzie/ epoki przemijają/ króle umierają/ a chłopi mają rację”.

Niby zwykłe, leniwe pogadywanie na przyzbie, a ile w tym mądrości!

 

            Pośród tych opisów i wspomnień niejednokrotnie pojawia się śmierć, ukazywana w bardzo różnorodny sposób. Czasem jest mieczem sprawiedliwości: „gdy wiara ustanie/ śmierć w siebie uwierzy/ będzie wysprzątane/ z wszystkich marnych wierszy”, oczekiwanym po ciężkim życiu spokojem: „wypić raz do dna i zasnąć na zawsze/ przed zmurszałym od starości progiem”, „prowadź mnie do kresu/ a potem do bezkresu/…/ ja tu się nie liczę/ skończyłem robotę” lub nadzieją na spotkanie z bliskimi: „i tam spocznę wreszcie/ jest nadzieja/ że na mnie czekają/ – trumna się zwęgli/ na pamięć”, „jest jeszcze bezkres/ w którym się zatracę/ co mi powiesz matko/ gdy cię w niebie zobaczę”. Wreszcie jako nadchodzące nieuniknione, które bezlitośnie przerwie nić życia i uniemożliwi dokończeńczenie wszelkich rozpoczętych spraw: „tak mało mam czasu/ zanim obejrzę się wstecz/ już mi szykują grób zawczasu/ nim przyjdzie śmiertelny miecz”.

 

            W wierszach Witka Różańskiego spotkać można również miłość. Opisana bez górnolotnych zwrotów czy skomplikowanych metafor, zajmuje dużo miejsca w życiu poety. Nie zawsze jest to miłość spełniona, wzajemna, często boleśnie rani i kaleczy: „całowałem twoje okno/ stół suknię i pryszczyk na twarzy/ potem trzasnęły drzwi/ i zrozumiałem/ że każdy jest sam/ i amor jest nieszczęśliwy/ bo zabrakło mu strzał”, często jest bardziej poszukiwaniem miłości niż samą miłością: „tej nocy biała kalina się śmiała/ gdy młody szukał ochłody/ w tej gorączce zgubił na łące/ ślady kochania nie do odzyskania”. Pisał o uczuciach, choć zdawał sobie sprawę, że to temat trudny do zdefiniowania: „kto potrafi opisać miłość/ ten bohaterem”. Chyba najjaśniej, najwyraźniej można odczytać miłość i tęsknotę w wierszu: „abyś była bliżej mnie/ napisałem do pilnej prasowej/ prośbę/ o przeniesienie skrzynki pocztowej/ bliżej mojego domu/ a ty nie piszesz/ drogi budują/ a ja nie mam dokąd pójść”.

 

            Pisał też Różański o poezji, tej największej swojej miłości, bez której nie mógł żyć: „już nie wiem ile to lat/ w przymierzu z poezją idę/ obok przepływa piękny świat/ a rzeczy same rosną jak kwiat”, „tam czeka na mnie/ córeczka poezja/ którą wymyśliłem”, „kiedy wszystko spełni się/ chciałbym żeby poezja/ poruszyła ciebie do żywego/ i żebyś zamyślony nad życiem/ nie stracił kierunku drogi/ …/ zostanie ślad paru słów/ które powiedziałeś/ nie napisawszy ani słowa/ ten który widzi jasno/ i jest wdzięczny człowiekowi/ jest poetą”.

 

            Jest w książce „Została pusta karta dań tego świata” rozdział „Świetemu Augustynowi”, w którym autor umiescił wiersze religijne. To przeważnie utwory krótkie, rymowane, bardzo uproszczone, na kształt pacierza. Zwraca się w nich poeta do Boga: „Piszę wiersz/ palcem na piasku/ Boże daj mi dożyć/ jasnego brzasku”, „w Twoje ręce oddaję siebie Panie/ u Ciebie znajdę przytułek cichy/ Tyś mi opoką Tyś mi opieką/ jam tylko grzeszny jam tylko winny” i do Marii Panny: „Panno przeczysta/ co otulasz dziatki/ do Ciebie się modlę/ w zimowe ostatki”. Te wiersze porażają wprost swoją prostotą, są jak czysty, orzeźwiający zdrój. I chyba właśnie w tej prostocie kryje się geniusz Różańskiego, w tym  całkowitym braku zagmatwań i wydumanych słów, w bezpośrednim przelaniu myśli na papier.

 

            Nadwrażliwy, o kruchej psychice, nie mógł się przystosować do świata, ludzi, do otaczającej go rzeczywistości. Czuł się wyobcowany, wypalony, niepotrzebny: „coraz mniej mogę pisać/ w skurczu serdecznym serca/ co tu dużo mówić/ nie ma na tym świecie/ dla mnie już miejsca”, „zabierzcie mi pióro weźcie ubiór tani/ ja już nie poeta ja wygnaniec”, „śmiej się pajacu/ ja nawet śmiać się nie umiem/ wszystko co pozostało/ to blizna na rozumie/ wszystko przemija/ wszystko zawodzi”. Jednak z dołów depresji podnosił się poeta i znów pisał, pisał szybko, dużo…  Jak najwięcej… Nie zawsze były to utwory dobre, bardzo często wymagały wielu poprawek, cyzelowania, skreślania… Wiele trafiało do kosza. Jak pisał sam Różański: „przyszedł Jurek Szatkowski/ i –  jak zwykle -/ na pobojowisku metafor/ wśród literackich śmieci/ (ty nas gołąbko uchroń/ od słów kalekich!)/ przepisywaliśmy wiersze/ na czysto”. Czyścił więc te wiersze, poprawiał i wydawał.

Czasami brzmią one jak wierszyki z dziecięcej laurki czy wyliczanki: „rośnijże mi fiołku/ w pobliskiej kawiarni/ ja się z tobą przyjaźnię/ wezmę cię do domu/ i wsadzę w wazonik/ aż po jasny dzionek/ będziesz kraśniał fiołku/ aż po ciemny koniec”, przeważnie  jednak niosą w sobie wielkie przesłanie. Pokazują świat takim, jakim jest on naprawdę, odarty z pozłoty. Wiersze Witka Różańskiego są prostą, nieskomplikowaną relacją z jego życia i uczuć. Bez zbędnych ozdobników, trudnych słów, których znaczenia trzeba by szukać w encyklopedii, pisane językiem potocznym, zrozumiałym, a przecież czystym i pięknym.

I w tym właśnie tkwi cała tajemnica ponadczasowości jego poezji.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko