DARIUSZ PAWLICKI-JANUSOWE OBLICZE PEWNEGO POETY

0
383

DARIUSZ PAWLICKI


JANUSOWE OBLICZE PEWNEGO POETY



                                                                                   „Poeta nie powinien mówić rzeczy oczywistych,

                                                                                           lecz to, co powie, musi być jasne”.

                                                                                                                    Robert Frost

 

                                   

Przystając pod lasem w śnieżny wieczór


Wiem, czyj to las: znam właścicieli.

Ich dom jest we wsi; gdzieżby mieli

Dojrzeć mnie, gdy spoglądam w mroku

W ich las, po brzegi pełen bieli.

 

Koń nie wie, czemu go w pół kroku

Wstrzymałem: żadnych zagród wokół;

Las, lód, jeziora – tylko tyle

W ten najciemniejszy wieczór roku.

 

Dzwonkiem uprzęży koń co chwilę

Pyta, czy aby się nie mylę.

Tylko ten brzęk – i świt zawiei

W sypiącym gęsto białym pyle.

 

Ciągnie mnie w mroczną głębię tej kniei,

Lecz woła trzeźwy świat nadziei

I wiele mil od snu mnie dzieli,

I wiele mil od snu mnie dzieli.

 

                  (tł. St. Barańczak)


      Autor powyższego wiersza przez kilka ostatnich dziesięcioleci swego życia uważany był za najwybitniejszego żyjącego poetę amerykańskiego. A jeżeli nawet odzywały się głosy, nieliczne wprawdzie, podważające tę opinię, to niewątpliwie był poetą najpopularniejszym. Świadczyły o tym wysokie nakłady jego książek poetyckich, liczne artykuły w czasopismach, programy radiowe i telewizyjne jemu poświęcone, obecność jego twarzy na okładkach prestiżowych czasopism. Dowodem uznania była też specjalna uchwała jaką podjął Senat Stanów Zjednoczonych w związku z siedemdziesiątymi piątymi urodzinami tego autora. Jak też to, że został zaproszony na inaugurację prezydentury Johna F. Kennedy’ego w 1961 r. Podczas tej uroczystości wyrecytował swój wiersz Dar bez reszty, wzbudzając zachwyt licznie zgromadzonej publiczności. Reprezentował także kilkakrotnie USA na forum międzynarodowym. Na przykład w 1962 r., na prośbę prezydenta USA, złożył wizytę Nikicie S. Chruszczowowi, ówczesnemu I sekretarzowi KC KPZR. Odnośnie tego spotkania, w Świecie poety (…), książce* będącej rozmową Sołomona Wołkowa z Josifem Brodskim, ten pierwszy powiedział coś bardzo interesującego – że idea bohatera niniejszego szkicu „zasadzała się na tym, że poeta może rozmawiać z tyranem, nie może zaś – z demokracją. Gdyż tyrana można czasem przekonać. A w obliczu systemu demokratycznego poeta jest bezsilny”. Na co ten drugi odpowiedział równie ciekawie:

      „(…) Istotnie poeta i tyran mają wiele wspólnego. Począwszy od tego, że obaj chcą być władcami: jeden – marzeń, drugi – ciał. Poeta i tyran są przykuci do siebie”.

      Autor utworu Przystając pod lasem w śnieżny wieczór otrzymał też przeszło trzydzieści tytułów doktora honoris causa. Przyznały mu je rozmaite wyższe uczelnie amerykańskie, w tym Harvard University. Czterokrotnie (1924, 1931, 1937, 1943) obdarzono go też Nagrodą Pulitzera w dziedzinie poezji. Nosił również tytuł Poety Laureata. A jego śmierć stała się sprawa ogólnonarodową. Aby uczcić pamięć poety, między innymi, jego imieniem nazwano szczyt w stanie Vermont.

*

      Robert Frost, tak, to on będzie bohaterem niniejszego szkicu, najzupełniej słusznie uważany jest za piewcę Nowej Anglii. A mówiąc dokładnie – wiejskiej Nowej Anglii; jej farm, pól i łąk, lasów. Tak jak i farmerskiego, pracowitego życia, na które wpływ mają pory roku. W tym surowa nowoangielska zima, którą poeta tak lubił, z mrozem, obfitym śniegiem, wieczorami przy ogniu na kominku. Świat który stwarzał swą poezją, był bowiem odbiciem także jego własnych upodobań. Chociażby tego, że pociągały go miejsca znajdujące się na uboczu, rzadko odwiedzane przez ludzi – lasy i bagna. I właśnie taką Nową Anglię przedstawiał w swych wierszach. Ale opisy tego świata łączą się z przemyśleniami na temat sensu dziejących się dookoła spraw. Jego poezji nie jest obcy specyficzny humor mieszkańców tego zakątka USA, tak jak i wyrażenia typowe dla ich języka.

      Wspominając o twórczość Frosta należy zwrócić uwagę na, podkreślaną powszechnie, kunsztowność jego wierszy. A także na to, że jest ona uważana za łącznik między amerykańską poezją dziewiętnastowieczną, a dwudziestowieczną, charakteryzującą się „poszukiwaniami w dziedzinie poezji narracyjnej jak i – przede wszystkim – refleksyjno-metafizycznej”.

      Ale Robert Frost, tak bardzo związany z Nową Anglią, urodził się na przeciwległym  końcu Stanów Zjednoczonych – w San Francisco w 1874 r. Jego rodzice przenieśli się tam z Massachusetts. Ale wkrótce po śmierci w 1885 r. Frosta seniora, zdolnego dziennikarza, ale alkoholika i hazardzisty, Robert wraz z matką i siostrami wyjechał do Nowej Anglii.

      Tylko jeden semestr uczęszczał do sławnego Dartmouth College. Ale pobyt w tej szkole średniej był ważny z dwóch powodów: poznał tam Elinor White, swą wielką miłość i przyszłą żon; napisał też pierwszy wiersz.

      Po ślubie w 1895 r. z Elinor, pracował jako dziennikarz i nauczyciel. W tym też okresie, na specjalnych warunkach, przez osiemnaście miesięcy, studiował na Harvard University filologię klasyczną.

      Wiersze Roberta Frosta były drukowane, ale tylko przez niskonakładowe, prowincjonalne czasopisma. Mimo wielu prób, żadne wydawnictwo nie zaryzykowało jednak opublikowania zbioru jego utworów. W miarę upływu lat i braku sukcesów literackich, rosła we Froście frustracja tym spowodowana. Aż zdecydował, że w innym kraju spróbuje odnieść sukces literacki (nie miał to być jednak wyjazd na stałe). Chciał wyjechać z rodziną do Kanady. Ale jego żona, anglofilka, przekonała go, aby udać się do Wielkiej Brytanii. Frost sprzedał więc niewielką farmę i w 1912 r., z Elinor i czwórką dzieci, opuścił ojczyznę.

      Pobyt po drugiej stronie Atlantyku okazał się być przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Przebywający tam wówczas, ceniony i wpływowy, poeta amerykański Ezra Pound napisał pierwszą recenzję poświęconą twórczości Roberta Frosta. I była to recenzja pozytywna. A w 1913 r. został wydany w Anglii pierwszy tomik wierszy Frosta A Boy’s Will. Zaś w roku następnym kolejny – North of Boston.

      Gdy dwa lata później Frost powrócił (z rodziną) do ojczyzny, był już znanym autorem. Poważane czasopisma i wydawnictwa zaczęły zabiegać o możliwość publikowania jego wierszy. Pojawiły się również propozycje ze strony szkół, a także uczelni, dotyczące podjęcia przez poetę obowiązków wykładowcy. I tak, dla przykładu, w latach 1916-1938 Frost uczył języka angielskiego w szacownym Amherst College.


      Jeśli natomiast chodzi o wydania książkowe jego wierszy, to w USA opublikowano oba zbiorki, wcześniej wydrukowane w Wielkiej Brytanii, a później m.in. New Hempshire (1923), West-Running Brook (1928), Collected Poems (1930), From Snow to Snow (1936), A Further Range (1936), A Witness Tree (1942), Steeple Bush (1947), Hard Not to be King (1951), In the Clearing (1962).

      Robert Frost jest także autorem dwóch dramatów poetyckich A Masque of Reason

(1945) i A Masque of Mercy (1947).

*

      Sukcesom Roberta Frosta jako poety, towarzyszyły jednak porażki w życiu osobistym. I to te najdotkliwsze. Jego małżeństwo dosyć szybko okazało się być nieudanym. Problemy ze zdrowiem psychicznym Elinor Frost, zakończyły się jej śmiercia w 1938 r.; spośród sześciorga dzieci, poetę przeżyło tylko jedno.

*

      Robert Frost dbał o swój wizerunek, zarówno jako człowieka i jako poety; wręcz go

kształtował. Pragnął być bowiem postrzegany jako człowiek pracujący fizycznie, a równocześnie piszący wiersze. Stąd wiele zdjęć przedstawia poetę, gdy w roboczym ubiorze, rąbie drwa na opał, albo dokonuje napraw w domu i budynkach gospodarczych. Wskazywał w ten sposób na swój (rzekomy) antyintelektualizm i związek z prostym, realnym życiem. Pomniejszał także rolę, jaką w jego życiu odgrywało bycie nauczycielem (również jeśli chodzi o źródło dochodów). Niewątpliwie w tej swoistej grze prowadzonej z wielbicielami swojej twórczości, dawał wyraz marzeniom o tym, jak chciałby żyć. Pragnął, chociażby, wieść życie osiadłe, wiejskie. Gdy tymczasem, w związku z obowiązkami nauczyciela akademickiego, mieszkał w miastach, a tych nie lubił. Do tego stosunkowo często zmieniał miejsca zamieszkania. A były one położone w różnych stanach: Massachusetts, New Hempshire, Vermont, Floryda.

      Życia farmera, które było jego ideałem, po roku 1912, nie miał, tak naprawdę, kiedy wieść. Choć w swym życiu był właścicielem kilku farm. Kiedy w 1949 r. zapytano poetę, w którym z  miejsc, gdzie mieszkał, był szczęśliwy, odpowiedział:

      – Och, przypuszczam, że to było w Derry, New Hempshire. To było jedyne miejsce, które było naprawdę moje.

      We wsi Derry, w latach 1900-1912, Frost posiadał trzydziestoakrową farmę, na której hodował kurczaki, krowy i konia. Choć faktem jest, że aby utrzymać rodzinę, musiał  dorabiać – pracował wówczas na niepełnym etacie w pobliskiej szkole.

      Na kształtowany przez Frosta wizerunek samego siebie (takie odnoszę wrażenie), wpływ miał ideał poety nakreślony w eseju Natura przez Ralpha Waldo Emersona, tak ważnego dla życia umysłowego Stanów Zjednoczonych. Zdaniem tego XIX-wiecznego filozofa i eseisty, poeta winien funkcjonować na styku ducha i materii. To znaczy pisać wiersze, jako wręcz prorok, ale równocześnie zarabiać na życie pracą własnych rąk. Tak, aby nie stracić kontaktu z realnym życiem. Przy czym pracę tę winien wysławiać w swoich utworach.  

      Frost prorokiem nie był. I pod tym względem nie wpisywał się w Emersonowski wzorzec poety idealnego (w przeciwieństwie do Walta Whitmana). Ale do ideału tego, jak wspomniałem, nawiązywał.

*

      Śmierć Roberta Frosta w styczniu 1963 r., poruszyła Amerykanów. Zgon żadnego innego człowieka pióra, nie wstrząsnął nimi tak bardzo. Frost był bowiem dla nich kimś naprawdę ważnym. Pisał o Ameryce wsi i miasteczek, w których wiodło się wprawdzie życie proste, ale szczęśliwe. W przeciwieństwie do życia jakie prowadzi się  w wielkich miastach-molochach. A ów Frostowski świat, szybko odchodzący w przeszłość,  doskonale wpisał się w wyobrażenia Amerykanów o czasach niewinności Ameryki. Ważne było też to, że Robert Frost podkreślał wielokrotnie, że jest jednym z nich. A od ogromnej większości rodaków różni go tylko to, że jest poetą.

      Poetę pochowano, obok żony, przy Old First Church w Bennington w stanie Vermont.

*

  

      Wkrótce po zgonie autora North of Boston zaczęto inaczej niż dotąd, patrzeć na niego i na wiersze, które napisał. Tę zmianę zapoczątkowało opublikowanie obszernej korespondencji między Robertem Frostem a Louisem Untermeyerem, wpływowym krytykiem literackim i autorem licznych antologii wierszy. Lekturą owych listów miłośnicy Frosta byli niezwykle poruszeni. Okazało się bowiem jak bardzo interesowną i zapobiegliwą osobą był autor utworów poetyckich, które miliony Amerykanów znały na pamięć. Jak zwracał uwagę na to, żeby w kolejnej antologii być reprezentowanym przez większą liczbę utworów niż inni, współcześni mu poeci amerykańscy. Przy tym na temat twórczości każdego z nich, wypowiadał się krytycznie; często bardzo krytycznie.

      Natomiast krytycy zaczęli zwracać uwagę na „ciemności” występujące w poezji Frosta. Ich uosobieniem był, na przykład, mrok obecny w wielu Frostowskich utworach. Jak chociażby w wierszu Przystając pod lasem w śnieżny wieczór. Ów mrok poczęto odczytywać jako nicość, grozę życia. A była to interpretacja stojąca w zdecydowanej opozycji do dotąd obowiązującej. Do tej pory dostrzegano bowiem w twórczości piewcy Nowej Anglii, a może chciano dostrzegać, jedynie pogodne widzenie świata, rzeczywistości, pochwałę drobnych przyjemności, pracy, życia rodzinnego, solidarności, nadających życiu ludzkiemu sens.

 

 

 

* Sołomon Wołkow, Świat poety, rozmowy z Josifem Brodskim; Państwowy Instytut Wydawniczy,

Warszawa 2001.

________________

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko