Andrzej Walter – W stepie szerokim …

0
280

Andrzej Walter


W stepie szerokim …

 

   Poeci nie potrzebują map. Granice przekraczają nawet o nich nie wiedząc. Wędrują, dryfują, płyną … szukając w garści przemijania niepowtarzalnych ziaren sensu. Mówią setkami języków, ale w zasadzie mówią jednym, jedynym językiem: wolności, piękna i niedotykalnej  ulotności chwil. Żadne uniwersum nie ma dla nich początku ani końca. W taką właśnie próbę definicji wpisuję moją opowieść o Przyjacielu, którego poznałem dzięki Ryszardowi Rodzikowi kilka lat temu. Jest nim Kazimierz Burnat. To tytan aktywności społecznej, a w korelacji ze znakomitą poezją, którą pisze, warto podążyć jej szlakiem, aby pojąć dzieło tworzone przez tego Autora.Nie da się właściwie oderwać meandrów myśli zawartych w wierszach od działania Kazimierza, którym można by obdzielić niejedno ludzkie życie. I w zasadzie nie wiem co u Niego ważniejsze: czy przywołana aktywność, czy Twórczość. Sądzę jednak, że to źle postawione pytanie, gdyż jedno przenika drugie, a nigdy nie dowiemy się co było pierwsze, a co będzie ostatnie. Ta niewiedza niech pozostanie tajemnicą. Jej geneza i źródło to cecha każdego artysty, a w przypadku artystów wybitnych źródło takie nigdy nie wysycha. Nawet kiedy ci artyści odchodzą, co się przydarza każdemu, choć jednak wierzę, że Kazika to nigdy nie spotka, ponieważ będzie wielu, którzy poniosą dalej żar zmierzchu w podniebienie niebios. Bowiem artyści nie umierają. Żyją wiecznie a Dzieło trwa, wytwarza magiczne przenikanie naszego losu i będzie już zawsze najprostszą nieśmiertelnością.

   Nie inaczej postrzega się Kazimierza Burnata. Prócz ogromnej liczby tomów poezji, jej tłumaczeń, swoich wierszy oraz wyborów innych autorów – Kazimierz ma zdolność przekraczania wszelkich barier międzyludzkich, co jest w dzisiejszym świecie nadzwyczaj ważne. Jedną z takich barier, uwarunkowaną niełatwą historią oraz smutnymi wydarzeniami z przeszłości jest pojednanie polsko-ukraińskie. Wielu może nie zdaje sobie sprawy z wagi tego wyzwania. Stanowiska współczesnych nam rodaków są bardzo różne – od bagatelizowania po stosunek wręcz emocjonalny. Nie wolno niczego zapomnieć. To prawda. Jednak nie da się budować Przyszłości bez wybaczenia oraz bez zamknięcia pewnych tematów na bazie porozumienia, spotkań, rozmów… To właśnie rozpoczęło robić dwóch wyjątkowych Poetów z Polski i z Ukrainy: Jurij Zawgorodnyj i Kazimierz Burnat. I jak napisał Burnat we wstępie do wyboru wierszy Jurija „Przecieka piasek między palcami” wydanego we Wrocławiu w 2012 roku : „Nie mówimy o krzywdach, lecz budujemy wzajemne zaufanie i zapisanym słowem staramy się dotrzeć do świadomości coraz szerszej rzeszy Ukraińców i Polaków. To już cztery lata, czas płynie szybko, choć Jurij uważa, że tylko przecieka…”. To już pięć lat. Jurija z nami już nie ma. Choć przecież Jurij tak bardzo Jest. Dzieło – bezcenne w swoim przesłaniu –  dojrzało i zmaterializowało się. Rozpoczęły się wzajemne wizyty i przyjaźnie, wspólne wieczory autorskie, spotkania z publicznością, która potrzebuje takich wyzwań duchowych i intelektualnych. Właśnie owa publiczność jest wyrazem potrzeby naprawy relacji polsko-ukraińskich oraz gwarantem powodzenia tej misji. Widać to wyraźnie po obu stronach granicy, że wszyscy tego chcemy i jest to wyzwanie czasu. Konieczność dziejowa. I smucić może jedynie to, że tak mało się w Polsce o tym mówi i pisze. Dlatego sięgam po ten temat, gdyż skala działania Kazimierza Burnata jest ogromna i stanowi szansę dla realizacji wielkiego celu. Wielkiej Sprawy. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, ze taka działalność na niwie poetyckiej daje lepsze i głębsze efekty w świadomości obydwu narodów, niż działania ministerialnych służb czy innych specjalistów od spraw międzynarodowych. Zwykli ludzie i ich niezwykła twórczość dają efekty bez porównania i nie do przeceniania. To efekt jedynej w swoim rodzaju więzi budowanej na poezji – sztuce najwyższej, a zarazem niwelującej wszelkie granice i obcości czy zaszłości. Może zatem warto w tej optyce przybliżyć sylwetkę Kazimierza Burnata. Nie chciałbym jednak przytaczać suchej biografii – fakt faktem – dynamicznej i wyjątkowej, choć pewnie wielu zna już burnatową nadaktywność. Działalność biznesowa, misje handlowe, praca z trudną młodzieżą, spadochroniarstwo i wiele, wiele innej wszędobylskości – to wszystko ulepiło poetę wyjątkowego. Poetę o wielu twarzach, acz ukrywającego się w lękach i obawach, które towarzyszą nam wszystkim. Znamienny jest świetny wiersz –

 

Przyszłość

                              żyjącym

 

Zaprzyjaźniam się z ciszą

i bezruchem

świadomość uśmierzam

okładami z rodzinnej ziemi

 

wkrótce przerośnięty korzeniami

uczczony głazem

o nasyconej treścią strukturze

oczekiwał będę cieni

żywych postaci

(nawet nieludzkich)

 

czy ktoś mi odpowie –

 

na strunach wierzchołków

wiatr

wygrywać będzie żałosną melodię

a miazga drzew

scalać prochy

w bursztynowy amulet

 

Burnatowy amulet świeci jasno i mocno. Ponieważ jednak nikt nie bywa prorokiem we własnym kraju pozwolę sobie przytoczyć opinię dwóch wybitnych twórców czeskiej literatury o naszym bohaterze:

 

Kazimierz Burnat ma bogaty dorobek twórczy. Należy do najlepszego nurtu polskiej powojennej poezji, poczynając od Jerzego Harasymowicza i Mirona Białoszewskiego, przypominając choćby niektórych. Jego poezja, zawarta w książce Za obzor (Broumov 2008) w tłumaczeniu Very Kopeckiej, jest nam bliska umiarkowaną melancholią, ewokacją atmosfery mglistych jesieni i mądrych rozrachunków życiowych. W harmonii z wierszem za wcześnie na wrastanie / w korę brzozy, wrósł do kontekstu wielowarstwowej poezji polskiej. Kiedy zbliża się jego obcy horyzont, odczuwamy, że idzie także o nasz horyzont, że jego poezja przemawia do nas prosto z duszy…

                                                           František Uher

 

 

Za obzor, Kazimierza Burnata, to książka mężczyzny o wielu profesjach – dojrzałego i doświadczonego. Poetycka liryka wypowiedzi obejmuje dzieciństwo, miłość, codzienność. Znajdziemy wiersze poświęcone rodzicom, odsłaniające pejzaż pachnący mlekiem dzieciństwa. Autor nie ulega jałowym iluzjom, wie o co w życiu chodzi… znicze / jak własne życie / dopalamy. Rozkuł się z przeszłością, uwięził czas i może balansować. Z Burnatowych wierszy unosi się jakaś cudowna intymność. Autor nie narzeka, że egzystuje na skomplikowanych bezdrożach, lecz w każdej sytuacji zachowuje dostojność, nadspodziewanie skutecznie przysłania krzywdy czy bolesne miejsca… Ale czytelnik wychwyci wzruszenia, gdyż te wiersze są także o nas. Za obzor jest osobliwą, robiącą wrażenie, książką poetycką, która bez wątpienia przemówi do wielu odbiorców. I uwaga, wiersze, Burnata nie możecie wykrzyczeć, to by je spłoszyło. Raczej wyśpiewujcie je w ciszy, wtedy same wyciągną do was dłoń…

                                                                                           Jaroslav Schnerch

 

Oto właśnie. Idzie również o nasz horyzont, nasz los. Ascetyczne strofy burnatowe są blisko, gdyż i nasza refleksja jest bliska naszemu wyobrażeniu o Losie. Nasza intymność ma podobne barwy: proste, mocne, często ascetyczne, a często namiętne – ujęte bez znieczulenia.

Bardzo ciekawym i znamiennym dla całej prawdy o Autorze jest też fragment recenzji Andrzeja Zaniewskiego zatytułowanej „Noty o przeznaczeniu”:

   „Uznanie Przeznaczenia za siłę wiodącą w poezji, a więc i w literaturze, i w życiu,
i w historii, i sięgając najdalej w rozwoju cywilizacji, i w niedługiej przecież człowieczej obecności na Ziemi, wymagało od poety szczególnej determinacji psychicznej, a jednocześnie pomogło mu nie tyle w tworzeniu / wyraźnego zresztą / dystansu do rzeczywistości, co w uzyskaniu względnego moralnego spokoju. Konsekwencją tej decyzji jest więc kształt poezji zawartej w tomie, Wiew przeznaczenia, niezwykle syntetycznej, zwartej, w formach nawiązujących do Juliana Przybosia i Zbigniewa Herberta, a równocześnie bardzo własnej, osobistej, oryginalnej, bo nie tyle opisującej, co definiującej nasz świat w zdaniach często o charakterze aforyzmów. Są to notatki z głębokiego zamyślenia, raczej wnioski niż fragmenty ze strumienia świadomości, przy czym każdy wiersz stanowi osobną, zamkniętą kompozycję, jak oszlifowany diament, czy stalowy klucz do różnych drzwi, wobec których ogarnia nas niepewność lub wahanie. Z dna odmętu / wydobywasz bezgłos i jest to przekładaniec słów i milczenia, który jakże powoli dojrzewa
w snach / do wiersza, lecz już po napisaniu i tak jesteś skazany na czerń – biel, i nie masz praktycznie innych możliwości. Z perfidną świadomością krytyka literackiego rozbiłem tu znakomity i spójny wiersz Kazimierza Burnata, wprowadzając własne wyjaśniające komentarze, i sądzę, że autor wybaczy mi te brutalne zabiegi, ponieważ w tej jakże uproszczonej formie przybliżam jego twórczość tym czytelnikom, którzy spotkali się z nią po raz pierwszy.

Czytam wiersze Kazimierza Burnata na przemian z „Owocobraniem” Rabindranatha Tagore, i zastanawiam się jak wiele łączy wybitnego polskiego poetę z wielkim poetą Indii, wywodzącym się ze starożytnego, bramińskiego rodu… Rabindranath zmarł 7 sierpnia 1941 roku w Kalkucie. Kazimierz Burnat urodził się 1 lipca 1943 w Szczepanowicach nad Dunajcem … Dzieli ich więc czas i przestrzeń, chyba, że uwierzyłbym w reinkarnację. Bowiem wiersze z tomu Wiew przeznaczenia jak i z tomów poprzednich, są jakby syntetycznym odbiciem, tych szlachetnych idei, które głosił twórca „Zbłąkanych ptaków”: apoteozy miłości, humanitaryzmu, tolerancji i zrozumienia, a także „entuzjastycznego optymizmu” wobec naszej niedoskonałej cywilizacji. I chociaż właściwie więcej powinno ich dzielić, również w sferze tradycji i formy, to przecież łączą ich właśnie idee-wartości ogólnoludzkie i dostrzeganie świata z perspektywy wewnętrznego spokoju. A jest to spokój mędrca!

 

   Przywołane fragmenty o twórczości Kazimierza Burnata nie wymagają komentarza. Wiew przeznaczenia zaprowadził mnie na spotkanie z Burnatem kilka lat temu w urzekającym ogrodzie poetyckim w Limanowej. Siedzieliśmy tam tak bardzo razem – Kazimierz, profesor Bolesław Faron, Rysiek Rodzik, Staszek Pawłowicz, Marek Stępień, Antoni Mamak (właściciel ogrodów), Tadek Basiaga, moja Żona Jadwiga i ja. Rozmawialiśmy o poezji ponad podziałami: na związki twórcze, na koterie, enklawy i cały ten zbędny zgiełk czy balast tworzenia – jak kto woli. Rozmawialiśmy o poezji czystej, uwolnionej, a zarazem zamkniętej w naszych własnych losach. Spieraliśmy się nawet o jej szaty, rzucając kośćmi o rolę jaką ma pełnić dla nas i dla naszych  czytelników. To było wyjątkowe spotkanie. Ryszarda też już z nami nie ma – kolejnego człowieka, któremu poezja dziękuje za całe rzesze adeptów, którzy poszli jej drogami na przekór wszystkiemu i wszystkim. To było jedno z tych spotkań, które są solą życia poety, które sprawiają, że to życie ma sens, a tworzenie jest tylko konsekwencją życiowych wyborów, decyzji – w dzisiejszym świecie mających chociażby wymierny skutek finansowy. To była demonstracja być nad mieć, apogeum trwania nad przemijaniem oraz wyraz czerpania ze źródeł dialogu. Przecież każdy z nas widzi inaczej, czuje inaczej i pisze inaczej. Różnice te mogą się jednak ułożyć w jednorodność. To przenikanie znaczeń ubogaca własne przemyślenia i znajduje wyraz w twórczości. Czytałem później wiersze i słyszałem echa tych rozmów. To niesamowite.

   Opowieść o przyjacielu pozwala mi ogarnąć los poety w dzisiejszym świecie, który jest pomimo przeciwności losem ważnym i mogącym zebrać na swoje barki misję. Niekoniecznie trzeba rozmywać się w nicości i nihilizmie. Można zarówno pisać o czymś ważnym, a jednocześnie dynamicznie działać. To przykład. Dzieło polsko-ukraińskie jest wymowną kwintesencją całej opisanej powyżej misji poety. Owego roku – jesienią poznałem też Jurija Zawgorodnego i koło się domknęło. Usłyszałem pogwar dalekiego stepu, a że wychowałem się w duchu naszego romantyzmu dziejowego dziś rozumiem ile znaczy akt zacieśniania tej więzi.

   Dzieło to może się jednak zakończyć powodzeniem tylko będąc nagłaśnianym. Będąc tematem podjętym wraz z całą jego istotnością i doniosłością. Nie wolno nam przemilczać szansy, które to dzieło stwarza. Bezpieczeństwo naszego kraju wymaga takich misji. Podejmowali je zarówno Aleksander Kwaśniewski jak i Lech Kaczyński. Sam ten fakt – tak różnych osobowości politycznych w tej samej misji – świadczy jak potrzebna nam taka współpraca. To szlachetna droga. Droga do przyszłości.

 

stańcie do służby

z ledwo ociosanym drewnem

i drzazgą w plecach

krew niech drąży

ciemne korytarze serc

a wiara

uskrzydla dusze

 

fragm. z wiersza Apel – „Podniebienie niebios”, Wrocław 2012

 

   Ta jesień przyniesie kontynuację: spotkań, wieczorów autorskich, koncertów i tworzenia nowych kontaktów i przyjaźni. Przetarty szlak pozwoli wciąż nowym poetom spojrzeć na siebie z bliska. Zaprezentować publiczności naszych krajów strofy o rzeczach ważnych, ważniejszych niż ty i ja. Nie chcę tu nachalnie reklamować planowanych wydarzeń, gdyż nie o konkretne wydarzenia tu idzie. Choć wagę tych wydarzeń należy podkreślić – dwa duże międzynarodowe festiwale poezji to rzecz wielka…

   Rzecz w czymś nieuchwytnym.  W spotkaniu człowieka z człowiekiem. Bez map, granic i całego tego balastu tożsamości. Tożsamość jest ważna. Jest elementem, z którego wzrośliśmy, ale niechaj tu będzie tylko drogowskazem. Tak właśnie może rodzić się poezja … I można by było zakończyć ten tekst, że nigdy nie wiemy jaki owoc przyniesie to zasiewane ziarno pojednania, lecz spróbujmy poszukać go w wierszu Czesława Miłosza –  Miłość

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko