Władysław Panasiuk – Wieża Babel

0
96

Władysław Panasiuk

 

 

Wieża Babel

 

Marek WawroŻycie nie jest zbyt wymagające, wystarczy 200 czy 300 słów i tym sposobem można przeżyć kolejną dobę. Nie wiem czy należymy do narodu, który potrafi oszczędzać, ale jestem przekonany, iż nie wszystkie słowa należycie ważymy..

Jesteśmy narodem nie tylko gościnnym, ale też rozmownym, niekiedy nawet w nadmiarze. Nikt tak naprawdę nie wie ile słów wymawiamy dziennie. Małomównym wystarczą ilości wyżej wspomniane, lecz z reguły wypowiadamy ich znacznie więcej. Może w rozsądnych granicach mieści się liczba 2000, zważywszy na to, że dziecko zaczynające zerówkę ma ich tyle w swoim zasobie. Oczywiście mowa o dziecku, o którego edukację należycie dbają rodzice. Przyjęło się, że najwięcej rozgadane są kobiety w ciąży, te jedyne istoty o dwóch sercach przekraczają nawet liczbę 5000 słów dziennie. Gaduły co sekundę wymawiają jedno słowo. Żyjemy w czasach gdzie coraz więcej nowin głoszą politycy, ale obiecywany przez nich dobrobyt nigdy się nie spełnił.

Czyli rzucanie słów na wiatr, ma miejsce od lat.

Nie ważone słowa nic nie znaczą i znacznie lepsze jest od nich milczenie. Trudno się dogadać z urzędnikiem, z policjantem, dla którego niemal wszyscy są o coś podejrzani. Mówimy szybko i dużo. Szybko, bo ograniczono nasz czas, a dużo, bo chcemy, by każdy nas słuchał. Mamy tak wiele do powiedzenia, ciągle szukamy nowego słuchacza, bo poprzedni nie przejawiał zainteresowania naszą rozmową. Z nadzieją na lepsze jutro wciąż powtarzamy te same słowa. Każdy człowiek pragnie się wyżalić, podzielić swoimi sukcesami z drugą osobą. Uzupełnieniem dialogu bywają często dorzucane epitety nie zawsze należące do poprawnej polszczyzny. Nie można dusić wszystkiego w sobie. Jesteśmy zbyt słabymi istotami, by nosić wszystkie ciężary życiowe we własnym wnętrzu. Dlatego musimy mówić i mówić.

 Znacznie gorzej jest ze słuchaniem. Mowy uczymy się kilka lat, a słuchania całe życie. Wszyscy chcemy mówić, ale niewielu potrafi nas wysłuchać. Nawet rządzący nie słuchają już narodu, wszelkie referenda zepchnięto na boczne tory. Nikt nikogo o nic nie pyta, a w zamian uchwala zakazy i nakazy, które to jesteśmy zobowiązani posłusznie wykonać.

Zdążyłem zauważyć, iż negocjacje w wielu przypadkach zastępują siłowe rozwiązania. Coraz trudniej wysłuchać człowieka domagającego się swoich praw. Pozostawione w nim luki pozwalają na ich dowolną interpretację. Ostatnie wyroki sądów dokładnie pokazują  ich nieudolność.

 

 Jak mówi Stary Testament pierwotnie wszyscy ludzie mówili w jednym języku, nie było więc chaosu i trudności z porozumieniem się. Ale człowiek nie lubi rzeczy łatwych, zwykle zaplątuje się w dziwne sieci, z których niejednokrotnie wydostać się nie może. Kombinuje na rozmaite sposoby, by przechytrzyć samego Boga. Żywcem chce się dostać do nieba, zgłębić tajemnicę boską, gdyż samo bycie człowiekiem już mu nie wystarcza. Pierwsza niewiasta Ewa swoją kobiecą ciekawością przekroczyła zakazany próg i od tamtego czasu powielamy jej błąd, a zdarza się, że i więcej. Trudno nam rozróżnić, co ludzkie, a co boskie. Wzbijamy się do nieba na wymyślne sposoby. Budujemy statki kosmiczne, ale wszechświat jest tak olbrzymi, że nie sposób ogarnąć go nawet umysłem. Nikt nie wie gdzie jest niebo, gdyż rozum człowieka  tak daleko nie sięga. Na zdrowy ludzki rozsądek niebo powinno być w kosmosie, a więc nie niżej jak 100 km od naszej planety.

Technika pędzi jak szalona lecz jakość za nią najwyraźniej nie nadąża. Tania siła robocza nie może gwarantować niczego dobrego i to już widać na każdym kroku. Nowoczesne samoloty coraz częściej mają kłopoty z lataniem, co samo w sobie staje się bezsensowne. Awaria za awarią nie jest dobrą wróżbą na zwiększenie liczby pasażerów, co też wiąże się z utrzymaniem przez firmy przewozowe srebrnych rumaków i ich rentowności. Zatem nie ma szans ciekawski podróżnik dolecieć do upragnionego nieba, technologia jeszcze na to nie pozwala.

W dawnych czasach wymyślono inny sposób na dotarcie do nieba. Zaczęto budować wysoką więżę, ale Bóg pomieszał im szyki. Wtedy właśnie po raz pierwszy człowiek człowieka nie mógł zrozumieć. Nie można budować bez zrozumienia. Język jest najważniejszym czynnikiem i o tym wiedzą emigranci najlepiej.

Musimy jednak pamiętać o budowie Wieży Babel i nie sięgać zbyt wysoko, nawet myślami.

Bóg nikomu nie pozwoli zajść dalej i choć nam się inaczej wydaje, jakieś granice istnieją.

Dzisiaj mamy mnóstwo języków, mówi się o 6, a nawet 7 tysiącach, ale dokładnej liczby nie znamy ze względu na brak zgody językoznawców co do klasyfikacji niektórych etnolektów i dialektów. Większość języków świata nadal pozostaje w formie bezpiśmiennej. Prawdopodobnie wszystkie języki pochodzą od jednego prajęzyka. Zapędziłem się zbyt daleko i ktoś by zaraz pomyślał, że jestem poliglotą.

Ponoć jest taki francuz, który zna 39 języków. Znać, nie oznacza umieć, to bardzo złożone stwierdzenie. Nie koniecznie trzeba operować wieloma językami, by się móc porozumieć. Do pomocy w komunikacji najczęściej służą ręce, niekiedy pomaga im mimika, a słowa jedynie wzmacniają całą konwersację. Oj widziałem wielu takich mówców, co rzekomo znali języki, ich rozmowa przypominała sygnalistę okrętowego wymachującego chorągiewkami.

 

W Chicago mamy swoistą Wieżę Babel, tu mówią różnymi językami i co jest dziwne; wszyscy się rozumieją, no! może nie zupełnie. Czym więcej znamy języków, tym trudniej dogadujemy się, nawet w rodzinie.

Usiłujemy mieszać słowa używane w wielu krajach, ostatnio nad Wisłą modne stały się angielskie. Powstały w ten sposób „makaronizm” raczej nie wzbogaca naszego języka. Podobnie mówimy w Chicago; już po roku pobytu wrzucamy zasłyszane angielskie słówka do naszego pięknego języka.

Świat posługuje się zaledwie trzydziestoma językami. Występuje podział trudności językowej i niekoniecznie Chiński musi być najtrudniejszy do przyswojenia. Wszystko to zależy od zdolności umysłowej człowieka. Jedni mają z nauką języka trudności, drugim przychodzi to zupełnie łatwo. Każdy człowiek jest inny, nie wszyscy musimy być wspomnianymi poliglotami.

Codzienność jest najlepszym wskaźnikiem i z niej wynika jak świat się dogaduje. Nie rozumiemy się do końca, albo nie chcemy się zrozumieć, na co wskazują szerzące się konflikty i niepokoje. Ważne by mówić do rzeczy, a najważniejsze być wysłuchanym i zrozumianym.

Piękny jest nasz język, a więc nie wymaga dokładania żadnych obcych słów. Polski język nie należy do najłatwiejszych stąd nie wszyscy możemy pochwalić się jego dobrą znajomością.

Zagonieni gromadzeniem majątku nie znajdujemy czasu na dokształcanie się, na przypomnienie dobrych powieści klasycznej literatury. Daleko od kraju zapominamy tego, czego nauczyła nas szkoła (dobra szkoła). Ile zatem słów wystarcza emigrantowi na przeżycie ciężkiego dnia, który zdaje się być coraz dłuższy i tańszy. Ciężka nasza dola, ale na pocieszenie dodam, iż połowa Amerykanów boryka się też z trudnościami przeżycia każdego dnia. Szerzy się ubóstwo, padają miasta. Zarabiamy mniej niż przed laty, upadła średnia klasa, ale prezesi zarabiają trzy razy więcej niż przed kryzysem. Tylko jeden procent nie wie co oznacza bieda i nigdy nas ci ludzie nie zrozumieją choć mówimy tym samym językiem.

Istnieje niepisany dialekt grupowy; inny dla zamożnych, a inny dla biednych.

 

Władysław Panasiuk

 

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko