Andrzej Walter-Nosiciele piękna czy inżynierowie dusz?

0
120

Andrzej Walter


Nosiciele piękna czy inżynierowie dusz?


 

BRONISŁAW GRZEGORZ BUNI TUSK   Zbierając się do polemiki z tekstem Leszka Żulińskiego „Inżynierowie dusz”  doznałem dziwnego uczucia rozdwojenia jaźni. Spowodował to komentarz Leszka będący odpowiedzią na nasze z Markiem Jastrzębiem „zdania na gorąco” zamieszczone pod tekstem bezpośrednio po publikacji. Leszek podziękował i korzystając z okazji określił swój stosunek do forum portalowego oraz swoją postawę, którą nazwał „oustsidingiem”. Przy całym szacunku, który żywię do Leszka, jak i żywym emocjonowaniem się tym o czym rozmawiamy, odczułem pewną specyficzną wyższość z jaką potraktował nas Leszek. Wyższość: nad nami i naszymi polemikami, podnoszonymi współczesnymi problemami, jak również wyższość na pyskówkami, które niestety (jak wszędzie w sieci) i tu się pojawiają. Leszek określił, że jest „ponad tym” i w pewnym sensie rozumiem jego postawę, choć sprawia mi to przykrość o tyle, że ktoś taki jak On – mający za sobą 40 lat uczestnictwa w życiu literackim i bagaż melanżu wiedzy z doświadczeniem powinien jednak zajmować stanowisko, w tych przecież ważnych dla Literatury problemach. Rzecz jasna Leszek wyłożył precyzyjnie dlaczego. Owo „dlaczego” bardzo mnie zastanowiło.

 

 

     Otóż nie mam już sił na polemiki i ustalania „kto ma rację”. W ogóle forum na pisarzach.pl uważam za niedobre – jest ono często pełne nazbyt obsesyjnego, emocjonalnego, autorytarnego, agresywnego, a nawet niegrzecznego języka. Robi się ono także w swoich najgorętszych dyskusjach monotematyczne i powtarzalne. Pozwólcie więc, że przyjmując z pokorą i zrozumieniem Wasze i innych zdania, nie będę się do nich odnosił. Nie chcę kruszyć kopii o to, gdzie jest prawda, bo nie czuję się uprawniony do jej przesądzania. Piszę, co myślę – tak jak większość z nas. I to mi zupełnie wystarcza. Czytam wszystko, co tu się ukazuje – i to mi wystarcza. A mój outsiding jest mi po prostu potrzebny dla mojej własnej atmosfery, bo w innej źle się czuję… Serdecznie pozdrawiam

 

   Nikt racji nie ma. I mieć nie powinien biorąc pod uwagę skalę problemów dzisiejszego pisarstwa i całokształtu z tym związanego. Tu zatem nie o rację idzie. Chodzi o pewną walkę ku Przyszłości. O reakcję obronną na … no właśnie, na – nie bójmy się tego powiedzieć i dobitnie wyartykułować – reakcję na barbarzyństwo i barbarzyńców stojących u bram. Jakich barbarzyńców? I jakich bram? To już: i my i Leszek doskonale wiemy. Państwo też wiecie. Tylko dzielimy się na tych, którzy sądzą,  że trzeba i warto o tym mówić, pisać i w ogóle podnosić To z ziemi, na którą To padło wraz z czytelnictwem, kulturą i tak dalej.

   Leszek nie chce „kruszyć kopii o prawdę”. Sugerując, że my o nią kopie kruszymy. A co to jest Prawda?

Jak twierdzi Arystoteles – „zgodność twierdzenia z rzeczą”. Nie jestem od rozstrzygania tu, w tym krótkim tekście czy filozof miał słuszność, lecz można przyjąć lapidarium tej definicji za logiczne. A zatem nieistotnym jest dla Leszka czy zgodność ta w naszych lamentacjach funkcjonuje czy też nie. Jednak istotnym było dla Niego zabranie głosu w sprawie współczesności obecnego inżynierowania duszami, które ponoć nie istnieją. Istotnym było, gdyż tak naprawdę Leszkowi tak jak i nam zależy na tym, co się z tą Literaturą dziś wyrabia. A wyrabia się bardzo wiele.

   Dalej Leszek przypisuje nam : obsesyjność, emocjonalność, autorytarność i agresywność, a nawet niegrzeczność. Pisząc nam – mam na myśli rzecz jasna szerszy kontekst nas. Niestety takie dziś czasy. Wszystkie wymienione wyżej przymioty bądź … epitety … a może lepiej cechy czy określenia to wypisz wymaluj adekwatny opis współczesnego świata – świata mediów, reklamy i właśnie owych hord barbarzyńców u bram. A my? My po prostu – przyjmując niezbędną konwencję – się na to dictum nie zgadzamy. Leszek sugeruje, że kopiemy się z koniem. Koń jest: obsesyjny, emocjonalny, autorytarny, agresywny, a nawet niegrzeczny. Obsesyjny jak odwieczni piewcy postępu, emocjonalny niczym kaznodzieja nowego świata lansowanego powszechnie, autorytarny jak rozmywający wszystko w relatywizmie duchowo-egzystencjalnym złotuści celebransi, którzy robią to – faktycznie – agresywnie, a nawet niegrzecznie. My – ciemnogród chcący spokojnie żyć, pracować, a nawet tworzyć – mamy stulić uszy po sobie, zwinąć ogonki i skryć się w kąt, swój kąt widzenia i trwania. Tak. Tak uczynić najlepiej, najłatwiej i  … (!) nie najprzyjemniej. Choć podobno wyjścia nie mamy. Mamy być grzeczni

   I dlatego widzę bardzo wiele zgodności w tezach Leszka z naszymi kopniakami w konia. Koń rży, a my przyjęliśmy, chyba dziś oczywistą rolę robotników słowa (ba, nawet darmowych – z perwersyjnej skłonności) i nie chcemy być inżynierami – nawet dusz, których nie ma. A mój sarkazm nie jest agresywny. Przebija się w nim raczej rezygnacja oraz realizacja potrzeby, na przekór temu światu – tak właśnie poukładanego. I choć nasza darmowość zakrawa o prostytucję, to puszczamy się lubieżnie, gdyż pewne postawy animatorów kultury tego kraju nie zezwalają nam puszczać się inaczej. Dostrajamy się do perwersji czasów, nie myśląc jak cenę za to przyjdzie zapłacić. I zawsze możemy – wraz z Tobą Leszku – zapytać: ile w tym jest hipokryzji (w zarzucie mogącym paść) o chęć tak popularnej dziś popularności w opozycji do tego, że może jednak nam (naprawdę) o jakąś Prawdę idzie. I wiem też, że wielu nie wierzy, że o tę Prawdę faktycznie nam idzie, a chodzi bardziej niż o jakiekolwiek sukcesy czy oryginalność. To jasno wynika z tonu tych anonimowych – jakże często głupich i zjadliwych – komentarzy. To my jesteśmy prowokatorami owych komentarzy z reguły kończących zalążki merytorycznych dyskusji na ważne tematy. Na to trudno mieć wpływ, gdyż sieciowy śmietnik wdziera się wszędzie i wdzierać się musi, gdyż tak to działa. Jednak podniesiona niegrzeczność jest z reguły po stronie tej anonimowej zjadliwości ludzi, którzy muszą wtrącić chochlikowe trzy grosze nie mając tak naprawdę nic do powiedzenia. Jest to może i smutne, ale nie zmienia istotności i rangi podnoszonych tematów i problemów. Inżynierowie dusz, po pozbyciu się dusz mogą co najwyżej opisać rzeczywistość korzystając z uczuć i emocji, które jeszcze pozwolono nam pozostawić. Póki co.

 

   Wiele jest w tekście Leszka cech zacierających obraz rzeczywistości. Choćby ujęcie pojęcia „wolności”, które – jak pisze Leszek – przeszło ewolucję. W moim mniemaniu nie tylko od zbiorowości do indywidualności, z tym się zgadzam, ale wolność zrewolucjonizowano (!) aż do samowoli. Właśnie ta samowola wraz z przekraczaniem granic tworzy glebę, na której wyrasta zacieranie pojęć. I działa prosty mechanizm przejścia do „dzielenia się odbiorcami”. Zrównania literatury z jazzem, beatem, rapem, happeningiem, performansem, eventem … brrrr. Słowem totalne pomieszanie. Chaos miar i wag. Pandemonium skal i wartości. Leszek straszy wizją „tetryków lamentujących nad młodzieżą (czytaj: nad zmianami)”. A mnie to lękiem nie napawa, gdyż przywołana młodzież również jak my z Markiem buntuje się przeciw tej ohydnej dziś współczesności. Dowodem na to, że są tacy poeci jak publikowany właśnie na pisarzach.pl Pan Adrian Szary – rocznik 1983. Wczytajmy się w jego wiersze. Wejdźmy w ten świat, który stał się dziś: numerologią, powierzchownością, a nawet Golgotą. Jeśli nie chcemy wierzyć rocznikowi 1983 sięgnijmy po ostatniego Różewicza. Rocznik 1921. Brzmi jakoś podobnie. Zatem, może ta nasza lamentacja ma jakieś podstawy, jakąś rację bytu… Nie wyssaliśmy jej z próżni. Piszemy o tym co widać gołym okiem, a okiem ubranym widać jeszcze dosadniej. Tylko aby odnaleźć czas na oka ubranie trzeba wyłączyć telewizor. Aby ktoś go wyłączył, ktoś musi napisać, że świat zaludniają dziś teleidioci. Wykształceni, wychuchani, zdrowi i mentalnie elitarni. Czy to agresja ? Czy może brutalne, mocne i dosadne stwierdzenie faktu. Z korzyścią dla nieuleczalnie uzależnionych. Warto się nad tym zastanowić.

Pisze Leszek, że tego nie powstrzymamy. Przemian. Rozwoju. Słowem – nowego. To prawda. Nie chcę tego powstrzymywać. Chcę to jednak nazwać. Określić, umiejscowić. Ostrzec. Nie stać z założonymi rękami, kiedy umiera rozum. Gdyż rozum umiera: kiedy umiera książka, kiedy tomik dobrego poety kupuję za 2,90 przeceniony z 4,90, kiedy „dzielimy się odbiorcami” … I kończąc, to nieprawda Leszku, że mit książki upada. On nie upadnie nigdy. Tak jak mit malarstwa czy mit muzyki. Takie są podstawy bytu ludzkości. Poza materią – duch … przez artystów wyrażany klasyką: słowem, obrazem i muzyką. Nie zrównywałbym jednak taniej rozrywki, nawet podniesionej do rangi sztuki już prawie wysokiej z wymienionymi wcześniej klasykami. Zachowajmy hierarchię i gradację. Zatem finalnie – nie o inżynierstwo dusz tu idzie, lecz bardziej o zarażanie pięknem w opozycji do zarażania gadżeciarstwem i pustosłowiem tak niezbędnym homo oeconomicus do życia i śmieciowego trwania. Tak dziś wszechobecnie nachalnie propagowanego.

I nie rozgrzeszajmy tych, którzy temu ulegają.

Stójmy na straży – po prostu – zachowania złotego środka i zdrowego rozsądku. Nie da się tego osiągnąć – milcząc.

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko