Andrzej Walter – Nosorożce

0
83

Andrzej Walter


Nosorożce

 


      Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga… Czy może sięgnij w nicość, którą nam dziś fundują różni wiedzący lepiej: jak żyć i kim być. Jeśli wydaje ci się, że jesteś Polakiem i żyjesz w Polsce – mylisz się. Usankcjonowano nas republiką unijną na peryferiach peryferii. Zachód sprzedał nas już wielokrotnie, a teraz zamierza nas wyssać do cna, odrobaczyć z tradycji i wartości, by finalnie nas pożreć bądź sprzedać na amen. Jeśli sobie tego nie uświadomimy i tego nie powstrzymamy, choćby na poziomie mentalnym resztek prawdziwych elit oraz na poziomie edukacyjnym, to już po nas. Nie. Ja nie jestem przeciwko tak nazwanym współczesną nowomową strukturom europejskim. Nie jestem piewcą fatalizmu. Jestem za prawdą umiejscowienia nas tam, gdzie aktualnie jesteśmy. Jestem za zaprzestaniem samooszukiwania się.

A prawda jest taka, że nadal myślimy Mickiewiczem i sięgając, gdzie wzrok nie sięga, widzimy schyłek czy, aby nazwać to dosadniej – upadek cywilizacji zachodniej. Ta swoista erozja rodziny, podlana filozofią egoizmu z jej naczelnym hasłem samorealizacji oraz świętego do niej prawa spowoduje wkrótce, że skurczymy się w niedalekiej przyszłości do rozmiaru skansenu świata. My, czyli już nie tylko Polska, ale cała Europa. To specyficzne uwielbienie ciała i wszystkiego co się z nim wiąże przy jednoczesnym zaniku głębi i duchowości prowadzi nas do rozleniwienia, zniewieścienia, sprzedajności i tchórzliwości. Słowem rosną nam współcześni troglodyci, dla których mickiewiczowskie wersy „Ody do młodości” brzmią bardziej niż obco. A brzmią one niesamowicie. Ukształtowały zastępy pokoleń. Spowodowały, że mieliśmy siłę : odrodzić się po zaborach, przetrwać wojny, okupacje. Przetrwać cały ten paskudny XX wiek i trwać nadal. Doczekać obecnej wolności. Tylko czy nadal ta wolność jest wolnością i czy wolnością pozostanie? Sięgam na półkę naszego domowego księgozbioru po tom wydany w stulecie urodzin Mickiewicza w roku 1898, który trzymało w rękach kilka pokoleń, a otrzymaliśmy go od dziadka mojej Żony, przedwojennego pułkownika Wojska Polskiego Wincentego Florka, który z kolei dostał go od swojego Ojca. Niesamowite trzymać dziś w dłoniach tę relikwię … Sięgam po coś czego już dziś nie ma, ale co chcemy i będziemy pielęgnować na przekór temu zdziczałemu światu … Czytam:

 

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;

Młodości! dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem

W rajską dziedzinę ułudy:

Kędy zapał tworzy cudy,

Nowości potrząsa kwiatem

I obleka w nadziei złote malowidła.



Bronisław “Buni” Tusk

 

   Widzę, że nie ma już dziś w nas tego buntu, który pozwalał wzlecieć nad światem w rajską dziedzinę ułudy. Zastąpiliśmy go pragmatycznym koniunkturalizmem i ciepłą wodą w kranie. Liberalny kapitalizm przyjął wielce spójny system wychowawczy. System ten wbija nam, i co gorsze – młodym pokoleniom, do głowy w sposób permanentny zasadę pierwszeństwa „mieć” nad „być”. Mając za wojowników głosicieli półprawdy: „a cóż w tym złego”. Nieważne jakim jesteś człowiekiem – ważne co posiadasz. A szczęście wiąże się w tym systemie z rzeczami, których jesteś właścicielem. To propaganda tezy, że wszystko można kupić. I wszystko musi być krótkotrwałe, aby kupić móc coraz nowsze. Nakręcanie tym obłędem jest podstawowym zadaniem wszelkich środków przekazu, które świadomie czy nieświadomie, realizują misję kapitału. Kapitału ukrytego podstępnie. Rozproszonego, acz zwartego, w tej promocji świata od nowa. Kapitału, który odsączył się od kilkusetletnich źródeł, na których powstał. Kapitału, nad którym przestaliśmy panować w sieci : giełd, doradców finansowych i wszelkiej innej plątaniny interesów. Tak zwany postęp, jako hasło od zawsze, prowadzi nas do katastrofy. I w sumie – jak pokazuje historia – zawsze do niej prowadził. Wydawało się jednak, że zapanowaliśmy nad tymi procesami. To jednak było tylko złudzenie nietypowym okresem pokoju wywołanym żelazną kurtyną. Dzisiejszy świat i jego oblicza przeczą tej sztucznej sielance. Człowiek, który został zredukowany do konsumenta jest tak łatwym przedmiotem manipulacji, że aż nie zdaje sobie z tego sprawy. Wypiera to ze świadomości, a ułatwia mu to wiele podsuwanych podstępnie mechanizmów, które takie wyparcie wspierają. Wspierają je też tak zwani „pożyteczni idioci”, którym wmówiono, że tak jest dobrze. Że kolej dziejów, że to najlepsza opcja. Oni propagują to dalej i wszyscy śpią spokojnie. Nie dziwi w tym kontekście, że człowiek współczesny nie powie frazą mickiewiczowską. Przemówi raczej frazą różewiczowską.

 

urodziłem się nosorożcem

z grubą skórą i rogiem na nosie

 

chciałem zostać motylem

ale powiedziano mi że

muszę być nosorożcem

 

potem chciałem być

skowronkiem bocianem

ale powiedziano mi że to niemożliwe

 

pytałem dlaczego – odpowiedziano

bo jesteś nosorożcem

 

chciałem być małpą

a nawet papugą

 

ale powiedziano… NIE

 

śniło mi się że mam

bardzo delikatną różową skórę

i nosek jak Kleopatra

 

ale mi powiedziano że

mam bardzo bardzo grubą skórę

i że mój róg to dowód tożsamości

 

byłeś jesteś i będziesz nosorożcem

do śmierci

 

Tadeusz Różewicz                    ***                 z tomu „Wyjście”

                                                                    Wrocław , 2004

 

 

Wychowany „Odą do młodości” ruszyłem zmieniać świat. Nie za bardzo to wychodzi, bo jak może wyjść na pustyni duchowo-intelektualnej…

Teraz okazuje się, że nie trzeba świata zmieniać, ale wystarczy się w nim urządzić. Tak postrzega świat ponad 90 procent tegorocznych maturzystów. Oni nie chcą być (już macham ręką na popularność niektórych kierunków wykształcenia) dla przykładu – prawnikami w sensie: bycia adwokatem spraw trudnych będącymi wyzwaniem, misją, obroną … chcą być … notariuszami. Słyszałem to osobiście. Słowem nie męcząc się za wiele spać na pieniądzach. Hedonizm młodego pokolenia przytłacza całą ideę młodości, jako najwspanialszego okresu w życiu, który determinuje dalszy los. Ludzki los przestaje być ludzki. Wynaturza się do losu trybika w maszynie. Nie wszyscy (na szczęście) ulegają temu pędowi. Niestety ci właśnie mogą powiedzieć:

 

„potem chciałem być

skowronkiem bocianem

ale powiedziano mi że to niemożliwe

 

pytałem dlaczego – odpowiedziano

bo jesteś nosorożcem”

 

Wiersz Różewicza kończy : „byłeś, jesteś i będziesz nosorożcem

do śmierci”.

  

   Wkoło mnie wielu poetów wykluczonych publicznie i społecznie tworzy stada nosorożców. Podzielone i skłócone. Zamknięto nas nawet do zoo. Świat zza krat kieruje się zasadą utylizacji wszelkich zasad. Tracą sens nasze noty biograficzne. Traci sens piękno obiektywne, gdyż siła mediów może wykreować każdy sprzedawalny rodzaj „piękna”. Po co poezja? Bez serc, bez ducha, lud szkieletów nie potrzebuje jej. Lud szkieletów zasiadł przed telewizorem i biernie oddaje się masowej rozrywce. W takim to państwie żyjemy.

 

   Leszek Żuliński na swoim blogu napisał: (mój boże … już słyszę ten szmer, że ja się znów Leszka „czepiam”… Nie, nie czepiam się. Po prostu cenię Go, ciekawi mnie co nowego napisał  i zaglądam do Jego … poglądów - publikowanych na blogu. To popularny blog i na wielu młodych ma wpływ… a mój komentarz ma tradycyjny zamiar polemiki – szkoda, że Leszek na nią nie „odpowiada” na łamach portalu …)

Wciąż czytam jakieś artykuły przekonujące, że to państwo powinno wychowywać poetów i czytelników. Nie! Państwo nie powinno przeszkadzać i powinno pomagać tam, gdzie może. Także filatelistom. Ale tego typu fascynacje z natury bywają naturalne i oddolne, indywidualne, a nawet „intymne”. Nie są one funkcją żadnych mecenatów, lecz „produktem” usposobienia, naturalnych skłonności i zainteresowań.

Szczerze mówiąc, nie chciałbym żyć w Państwie Poetów. To byłaby utopia i farsa. Wolę, żeby Poeci miewali się dobrze w Państwie Inżynierów, Ekonomistów i Przedsiębiorców.

A ja, drogi Leszku, wolałbym żyć w państwie (stanowionym małą literą) ludzi : porządnych, uczciwych. prawych, dobrych, przyjaznych i pełnych zasad z naczelną zasadą – „sami drugich brzemiona noście”. W naszym państwie – i to trzeba przyznać (i pochwalić) – takie zasady „dzieją się” w momentach traum czy katastrof, czy innych wydarzeń dziejowych.  Polacy wtedy wznoszą się na wyżyny swego człowieczeństwa. Krótko to trwa, ale zdarza się. Z reguły trochę zbyt późno, trochę „po czasie” … ale, może lepiej późno niż wcale. Wracając do Państwa Inżynierów i innych profesji. Tu jest właśnie ukryty ten błąd mentalny. Takie państwo – stechnicyzowane do cna – sprowadzone do wykonywanych ról, powielanych szablonów, rozwiązań i nasiąknięte tak zwanym profesjonalizmem odczłowieczy nas kompletnie. To będzie przedsionek orwellowskich wizji. Już zresztą jest. Młodych właśnie tak się dziś edukuje. Jesteś trybikiem w maszynie. Nosorożcem.

Ja też nie chciałbym żyć w Państwie Poetów. Przerabialiśmy już zresztą kilka tego typu utopii. Żyliśmy w państwie chłopów i robotników. Aż do jego bankructwa. Żyliśmy w państwie Przodujących Sił Postępu. Aż do jego przepoczwarzenia się w państwo obecne. Też postępowe. Postęp lansuje się tak, że aż głowa boli… Od rana do nocy – TV 24… Na różowo, kolorowo i tęczowo. Z uśmiechem z reklamy. Czasem te reklamy przerywa się filmem …

Co do Państwa Poetów. Znakomicie opisał je w ostatnim wydaniu pisarzy.pl Tomasz Sobieraj w „Szkicu jadowicie-dygresyjnym o poetach i krytykach”. To jeden z najlepszych tekstów opublikowanych na naszym portalu. Wnikliwa analiza „stanu posiadania” bądź stanu „zatracenia” współczesnej poezji duszami jej przedstawicieli Anno domini 2013. Właściwie lektura tego szkicu chodzi mi po głowie i sprowokowała ten tekst. Określa gdzie jesteśmy, jak jesteśmy,  jak To wygląda i jak się może zakończyć. Poeci poetom. Państwo w państwie. Śpiewać, rzecz jasna każdy może. Dziś jednak tego śpiewu nikt nie usłyszy. Dziś się tańczy z gwiazdami. To bardziej kręci. Im więcej gwiazd tym mniej nas. A niebo gwiaździste nade mną? Cóż, jak było tak jest. A we mnie już dziś tylko pustka … wyobcowanie. Współczesność ogrodzona domową świątynią dumania i mikroświatem książek, idei, sztuki … tych małych wielkich rzeczy, które się kocha i które pomagają przetrwać …

Nadchodzi świat totalny. Poezja w nim przetrwa na pewno – mając takich poetów jak wyżej przywołani. Czy przetrwamy w nim my?


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko