Krystyna Habrat – RADOŚĆ ISTNIENIA LATEM

0
228

Krystyna Habrat


RADOŚĆ ISTNIENIA LATEM


 Rozalia NowakStrasznie w ostatnich tygodniach gorąco. Nic się nie chce. Całe szczęście, że to wakacje i nic – no, prawie nic – nie muszę robić. Przynajmniej nic ważnego.

Chyba tylko latem życie wydaje się tak łatwe. Mało co trzeba wrzucić na siebie, żeby kręcić się po domu, a nawet wyjść. Mało co można jeść, bo się nie chce. Co za radość. Do tego słońce, gdy nie przesadza, wprawia w dobry nastrój. Radują najbardziej banalne widoki: zieleń, kwiatki, ptaki na niebie, motyle. Jeśli można posiedzieć w cieniu na leżaku z dobrą książką, to czegóż chcieć więcej? Toż to sama radość istnienia. Błogo i spokojnie.

Leżeć i nic nie robić! Chronić się od skwaru słońca w cieniu drzew. Albo patrzeć godzinami w morskie fale z grzywą białej piany i rozkoszować się orzeźwiająca bryzą. To już wystarczy do szczęścia.

W pewnej jednak chwili z odrętwiającego rozmarzenia budzi niepokojąca refleksja: czy wolno marnować tyle czasu na nicnierobienie? Tylko na beztroski odpoczynek. Całkiem bierny. Z którego nic nie wynika?

Nie pamiętam, kiedy sobie na to mogłam pozwolić. Odpoczynek, dla kogoś, kto zawsze miał dużo obowiązków, zainteresowań i trochę ambicji, to strata czasu. Nawet plażowanie było dozwolone, gdy równocześnie czytało się wartościową książkę. Nie jakąś lekką, dla relaksu, ale taką, co prezentuje wysokie walory artystyczne, jest arcydziełem, jakiego nie można nie przeczytać.

Kiedyś, podczas letniej sesji egzaminacyjnej na tarasach akademika UJ na ulicy Reymonta w Krakowie rozkładałyśmy koce i leżąc na brzuchu, a opalając plecy i nogi, uczyłyśmy się do egzaminów. Jak było więcej czasu szło się uczyć do pobliskiego parku Jordana, gdzie można było rozłożyć koc w wysokiej trawie. Należało tylko wybierać się w grupie, żeby nie narażać się na zaczepki.

A ostatnimi czasy czytana książka leży obok, a czytać jakoś się nie chce. Można pozwalać sobie na takie marnotrawstwo czasu?

Cóż, kanikuła, upały, więc można sobie odpuścić zwykłą obowiązkowość. Szczególnie, że trudniej teraz o książkę, która naprawdę zachwyci. Więcej takich dla rozrywki, nawet do rozerwania się w emocji, czyli w złości i ciśnięcia lektury w kąt, niż takiej, która naprawdę wciągnie, jak te czytywane kiedyś.

Czy aż tak zmieniły się moje wymagania? Nie, to zmieniły się książki i czasy. Książka ma teraz bawić albo szokować, czy zadziwiać, ale rzadziej już bywa wyrafinowaną pożywką artystyczno-umysłową. Nawet moje dzieci już nie podchodzą do czytania z takim nabożeństwem jak ja kiedyś. Może nawet i czytają więcej i mają większą wiedze o swiecie, ale trochę to jednak inne. Świat się zmienił.

   Co gorsza, mnie umknął jeszcze cel, dla którego to wszystko czyniłam. Czytałam, zdobywałam wiedzę. Kiedyś wiedziałam, po co to wszystko robię. Teraz już nie muszę, bo nie mam po co. Co było w moim przypadku możliwe do osiągnięcia, osiągnęłam. Warunki zewnętrzne na więcej nie pozwolą. Nie wydam więcej książek, nie napiszę, bo po co to komu? Miałażby to być tylko moja prywatna sprawa, bo za moje twórcze wysiłki każą mi jeszcze zapłacić wydawnictwu? Zupełnie nieważne, czy mam coś istotnego do przekazania czytelnikom. O życiu i naturze człowieka. Już nijak nie spożytkuję zadziwionych obserwacji ludzkich poczynań. Ani wrażeń z lektury stert zakurzonych ksiąg.

No więc latem można zupełnie nic nie robić, tylko do woli cieszyć się widokiem nieba, drzew. Słuchać szumu morza i krzyku mew. Albo ciszy, gdy tylko pojedyncze liście szeleszczą, drżąc niczym sygnaturki, w porywach wietrzyku. Można już nawet nic nie czytać. Tylko patrzeć w błękit nieba.

I to jest radość istnienia latem, kiedy nic nie boli, nie martwi. A czy cieszy? Na pewno daje błogie poczucie zadowolenia i spokoju. Może tyle do życia wystarczy?

To dziwne. Nie wiedziałam o tym wcześniej. Chyba za dużo czytałam. A tu świat taki piękny… Najbardziej chyba właśnie latem.

Krystyna Habrat

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko