Andrzej Walter – Kilka słów o prawdzie

0
68

Andrzej Walter


Kilka słów o prawdzie

 

   Tegoroczny urlop spędziliśmy z Żoną w Grecji. Ponieważ unikam wyjazdów stadnych i zorganizowanych całą eskapadę zaplanowałem, a później  zrealizowałem – sam. Odwiedziliśmy już po raz trzeci grecką wyspę z Archipelagu Cyklad zwaną Thirą, a popularniejsza jej nazwa to Santorini. Perła Morza Egejskiego jak zwykle – nie rozczarowała. Generalnie Grecję znam na wylot, gdyż kocham ten kraj, tę kulturę oraz niepowtarzalny sposób życia. Odwiedzam go prawie stale od wczesnych lat osiemdziesiątych minionego stulecia. Ta bliskość sercu oraz namacalne dotykanie tematu wyczula mnie na wyjątkowo specyficzny przekaz medialny dotyczący tego kraju w związku z „tak zwanym” kryzysem oraz wieszczonym wszędzie tego kraju  bankructwem. Grecja ma dziś wyjątkowo „złą prasę”, a wrażenie klaustrofobii potęgują telewizyjne relacje. W świadomości ludzi, zwłaszcza w Polsce, kształtuje się przez to obraz fałszywy i wypaczony. Rzecz jasna nie idzie w tym felietonie tylko o Helladę i nasze wakacje. Sprawa „greckiego kryzysu” i jego obrazowania jest idealnym przykładem medialnej manipulacji naszym światem, o którym tak często piszę, przed którym przestrzegam i przez który fakt zajmowania się tym problemem jestem poczytywany jako zafiksowany na tym punkcie szaleniec.

 

   Niestety (jak chcą niektórzy) nim nie jestem. Nie będę się wdawał w niuanse ekonomiczne, gdyż problemy finansowe Grecji nie podlegają dyskusji. Liczby są faktami i nie można się z nimi kłócić. Interpretacja tych faktów… Aaa, to już inna sprawa. Przytoczę a propos tego tylko jedną dygresję, iż w sprawie złego zadłużenia z reguły winne są dwie strony – biorący i dający. Do wielu ludzi już dziś chyba dotarło, że Niemcy nie potrzebują, po prawie osiemdziesięciu latach, wysyłać nigdzie swojej armii. Wystarczy im skomplikowany gąszcz współczesnej ekonomii oraz walka kapitałów i siła pieniądza. Jak też i siła ekonomicznego nacisku. Dlatego palą tam kukły Pani Kanclerz, a o dziwo Niemców w Grecji spotykałem jak na lekarstwo, gdzie z reguły były ich tam całe stada. Takie czasy. Gorsze jest jednak co innego. Ostatni dzień naszego greckiego pobytu – jak to w podróży – spędziliśmy w Atenach. Z Polski docierały do mnie alarmujące wieści, że mamy tam zamieszki. Co z nami będzie. I tak dalej. Zapewniam Państwa, że w tym czasie delektowałem się grecką kawą na Placu Syntagma pod Parlamentem oraz z rozkoszą robiliśmy z Żoną zakupy. Pełny spokój, pełny relaks. Policja kilka razy wskazała nam z uśmiechem na ustach drogę. Słowem sielanka. Nie wiem co pokazywali w polskiej telewizji. Co wywoływało takie przerażenie w głosie mojej Mamy i najbliższych. A w zasadzie wiem. To przekaz. Powtarzane zamieszki sprzed kilku zapewne dni (tygodni?)… Przekaz jasny i konkretny. Sensacyjny. Jeśli brak pod ręką sensacji to trzeba ją powielić. Tylko taki obraz jest atrakcyjny.

(No i jeśli fakty są przeciwko nam – tym gorzej dla faktów. Któż to powiedział …?…)

 

   Wnioski są straszne. Kiedy człowiek trochę „żyje”, porusza się po świecie bliższym i dalszym siłą rzeczy ma możliwość konfrontacji przekazu medialnego z zastaną rzeczywistością. Najgorzej jak : raz, drugi, trzeci, zestawi fakty naoczne z pokazanymi i przekona się o ich ewidentnym przekłamaniu i celowym kształtowaniu. Wtedy człowiek przestaje wierzyć w jakikolwiek przekaz. Poddaje w wątpliwość wiadomości wszelakie. Większość ludzi jednak w ten przekaz wierzy. Ulega mu zaspokajając naturalną potrzebę wiedzy o świecie tu i teraz. Miarą wolności dziś jest dystans do tego przekazu. Smutne to, ale wieści trzeba sprawdzać. Dziennikarstwo stało się dziś „zlecone” i przestało być misją. Dziennikarz stracił wolność, a ten który chce być wolnym naraża się tylko na kłopoty. Ta mentalna prostytucja zawodu powoli stała się normą i kształtuje dziś postrzeganie świata przez masy. Tylko my – pisarze, intelektualiści, możemy temu zapobiec głośno wyrażając jak jest naprawdę. Jeśli zamilkniemy kto uratuje Prawdę Obiektywną? (A nawet subiektywną, ale nadal Prawdę…?)

 

   Ten przekaz fałszu rodzi jednak owoce. Od czasu powrotu z Grecji spotkałem wielu ludzi. Nie zliczę już ile razy zadano mi pytanie: – a nie baliście się tam jechać? ; – czy jest tam bezpiecznie? Nie będę tu lansował tak zwanej „teorii spiskowej”, gdyż zapewne jej nie ma. Ona nie istnieje w konkretnym, osobowym wymiarze. Istnieje jednak pewna samonakręcająca się atmosfera, która w zestawieniu z tak zwaną grą sił rynkowych powoduje, że pewna bliżej nieokreślona (przykładowo) grupa bankierów i ludzi „zza kurtyny” ma za cel kreację pewnych dysproporcji postrzegania całych państw i narodów. Zresztą słowo naród dla tych ludzi nie istnieje, bądź nie pojmują jego sensu. Kim są ci ludzie? Nikim. Ich nie ma. Są nienazwani , nie identyfikowalni, nie działają w zmowie czy porozumieniu. Łączy ich po prostu ta sama, wyzuta z wszelkich wartości i cech chciwość i obojętność. Jednocześnie zlepia ich działania tak zwany postęp i nowoczesność. Słowem, to samo, co zlepiło faszyzm i komunizm razem wzięte. Tylko zarówno faszyzm i komunizm to pojęcia z lamusa. Dziś tożsame grupkom ekstremistów. Natomiast obojętność, chciwość i … głupota wywołana właśnie przekazem medialnym – to cechy i pojęcia po prostu na porządku dziennym.

 

   Pod koniec ubiegłego roku miałem okazję odwiedzić fantastyczne Muzeum Komunikacji, Poczty i Łączności w Berlinie. Ilość i metoda prezentacji eksponatów zaparła dech w piersiach. Tam właśnie znakomicie nazwano to co usiłuję Państwu przekazać. Brzmi to tak:

 

„ MASS MEDIA, MASSES OF MEDIA – Television determines our view of the world and our picture of the world. News concerning what happens, where, when and how is supplied by ever more television stations and delivered to our living rooms, and on top of that the whole world of goods, as well. “

 

   Sądzę, że nie wymaga to komentarza. Szkopuł w tym, że widziałem w tym muzeum całe wycieczki przedszkolne i szkolne. Można domniemywać, że młode warstwy intelektualne Zachodnich społeczeństw są tak kształtowane, żeby nasiąkać zdrowym dystansem do telewizji i całego „bagażu” reklamowo-medialnego, które ta za sobą niesie. Inaczej sprawy niestety mają się u nas – w Polsce. My się dopiero tego uczymy. Po okresie pięćdziesięcioletniej hibernacji możemy pojąć i rozważyć słowa Wojtyły, że „brak wartości powoduje przekształcenie demokracji w jawny bądź zakamuflowany totalitaryzm”. Taki stan grozi nam obecnie. Zakamuflowany totalitaryzm, który narzucamy sobie sami, wierząc w brednie podane nam na kolorowej i pachnącej tacy. Alternatywę też odrzucamy, odrzucając literaturę czy nawet prasę.

 

   Można to widzieć, można nie widzieć. Można też udawać, że się nie widzi. Udawać w imię „sprawy” czy „wyższej konieczności”, bądź udawać dla „świętego spokoju”. Każde jednak formy ślepoty czy udawania zaowocują utratą wolności. Wolności, która powinna być wartością nadrzędną, acz rozumianą mądrze i rozsądnie z jasno określonymi granicami. Wolności, która nie jest samowolą, ani fałszem czy pogonią za sensacją. Wolości danej nam od Natury, która również potrafi połknąć samą siebie.

   Na koniec przychodzą mi na myśl słowa, które napisał kiedyś Edgar Allan Poe, które w wolnym przekładzie brzmią tak – „czy to co widzimy, bądź nam się wydaje, że widzimy, jest tylko snem we śnie?”

 

 

Andrzej Walter


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko