Z lotu Marka Jastrzębia – Obłuda pustaków

0
191

Z lotu Marka Jastrzębia


Obłuda pustaków


Filip WrocławskiPo co malować, pisać lub komponować? Picasso był, Rafael do spóły z Bachem także, podobnie Norwid, Chopin czy inne Mozarty do kupy z pozostałymi Van Goghami, wobec tego jaka idea w twórczym przetwarzaniu ich dzieł? W inspirowaniu się nimi? Byli, ale się zmyli. I koniec tematu.

No, a poza tym wykorzystywali w swojej twórczości wciąż te same  marudne zestawy, aparaty, narzędzia do produkcji dzieł: pisali za pomocą kombinacji liter alfabetu posługując się stereotypowymi znakami przestankowymi i niemodną ortografią, pacykowali banalnym końskim włosiem, bębnili po szablonowym klawicymbale, słowem – nie robili niczego odkrywczego, bo wszystko już było jak łupież. A więc dajmy sobie spokój z nudną przeszłością, zamknijmy  ten rozdział i idźmy do przodu.

 

Po cóż być kulturalnym w przestarzałym stylu, chorobliwie  ciekawym różnorodności świata, jego umiejscowienia na mapie naszych pragnień, dążeń, aspiracji? Na jaką cholerę mamy ślęczeć nad poznawaniem historycznych korzeni, wiedzieć cokolwiek więcej od Neandertalczyka, mieć apetyt na świadome życie skoro mamy Internet, komputery i telewizję talerzową? Po co szkoła, studia, codzienna mordęga z ponurą rzeczywistością i czy nie lepiej imprezować, plotkować bądź uprawiać sybarytyzm? Czy nie wystarczy nam, że nie musimy myśleć i duchowo rozwijać się,  bo myślą za nas i dbają o nasz mentalny rozwój ci, których nazywamy swoimi przywódcami, elitą, wybrańcami narodu?

 

Rekrutuję się z wyśmiewanych czasów, gdy słowo wolność oznaczało wolność, a nikt na serio nie ośmielał się interpretować wolności jako DOWOLNOŚCI. Nikt też – bez narażania się na kpiny – nie dokonywał definicyjnej woltyżerki tego słowa. Tak samo jak nikomu rozsądnemu nie zdarzało się mylić człowieka honoru z szubrawcem, kija z marchewką i plucia z deszczem.  Dzisiaj jest to na porządku dziennym i mało kogo dziwi ciemnota.

*

Lubię sobie dotrzymywać słowa. Niedawno obiecałem, że nadal będę jak przysłowiowy rzep czepiał się tematu niszczenia kultury i, ogólnie mówiąc, celowego rozcieńczania dyskusji o niej lub ugodowego zagłaskiwania buraczanych poczynań.

Nie musiałem długo czekać by  okazało się, iż bez pisania o wszechogarniającej nas degrengoladzie społecznej nie wyjdziemy z nor. I to bez mówienia otwartym tekstem, nazywania rzeczy po imieniu, bez ogródek czy zabawy w prawienie uprzejmościowych duserów.

Ostatni przykład z likwidacją czasopism polonijnych świadczy, że zawzięcie milcząc o ich finansowej kastracji, pośrednio, wspólnie i w porozumieniu zgadzamy się na jawne bezprawie. Innymi słowy: sankcjonujemy budowę kulturalnych szubienic argumentując ten fakt przy pomocy płaczliwego stwierdzenia, że owe szubienice są przecież bezbolesne, humanitarne, stosowane przez wszystkie światłe państwa Wspólnoty Europejskiej. W rezultacie stosowania podobnych argumentów dochodzi do tego, że  sami, dobrowolnie, z pieśnią na radosnych ustach pchamy się pod topór.  

Przypomnieć też trzeba o wstrząsającym apelu Radia Lwów https://pisarze.pl/publicystyka/2704-dramatyczny-apel-polakow-z-radia-lwow.html   Także o zbieraniu podpisów pod protestem odnośnie „Migotań”. Jak też zwrócić uwagę na demolkę wydawnictw i czasopism krajowych (np. „Ossolineum”, o sprawie którego informowaliśmy).

Apele jednak trafiają jak kulką w płot:  niczego nie zmienią, gdyż ludzie do których są adresowane nie przejawiają ochoty, by się z nimi zapoznać. A co dopiero sensownie odpowiedzieć; w trosce o rozwój kultury, niszczy się jej najlepsze przejawy.

Ta surrealistyczna polityka traktowania Polski jako własności władzy, kojarzy mi się ze schizofrenią rządowych apeli o trzeźwość narodu. Z jednej strony promuje się model społeczeństwa abstynenckiego i gromko popiera kluby AA. Z drugiej zaś wyobraźmy sobie, że pewnego dnia całe społeczeństwo postanowiło zrezygnować z picia i umówiło się, by grzecznie, zwartymi szeregami, przerzucić się na kumys. Toż to by była gospodarcza tragedia! Tyle litrów i bezużytecznych flaszek do wyrzucenia!

Po pierwsze razem z budżetem upadają wszystkie gabinety cieni i cieniasów i w podskokach przechodzą na zasiłek dla prominentów, a prasa buraczana donosi, że  przy dźwiękach marsza żałobnego plajtuje biedny przemysł kieliszkowy. Po drugie rozwija się bezrobocie wśród barmanów i psychoterapeutów od kaca. Po trzecie, reprezentacyjne Komnaty i Salony Izby Wytrzeźwień zasilają grono instytucji nieopłacalnych, a minister finansów razem z ministrem spraw polonijnych biegają z uniżonymi apelami po wszystkich osiedlach, domach i dworcach, by społeczeństwo raczyło wrócić do nałogu, bo w przeciwnym razie nie będzie już na nic pieniędzy i kraj się wykopyrtnie.   

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko