Ewa Jędryk –Czarnota

0
52

Marta Fox

 

Rezydentki, czyli o obrazach Ewy Jędryk –Czarnoty

 

Motto:

 

Patrząca

 

Niemieję wpatrzona w usta tej kobiety

i w jej szyję długą łabędzią

jak powiedziałby romantyczny poeta

i w pierś wypukłą falującą

i perłę zwisającą z lewego ucha

I oczu się domyślam

choć zakryte rondem ażurowego kapelusza

 

Niemieję podziwiając spadającą linię

jej ramion domyślając się subtelności

z jaką podnosi suknię by postawić

małą stopę na schodach do pałacu

koniecznie do pałacu

 

I niemieję bo czuję że zachowując

dystynkcję zmierza wprost do piekieł

w ramiona niekochanego męża

które na pewno są jej klatką złotą

Odsuwa rondo kapelusza i patrzy

na niego oczami w których

smutne jaskółki uwiły swe gniazda

 

Niemieję wpatrzona w kobietę

z obrazu Ewy Jędryk-Czarnoty

 

 

       Kiedy chcesz kupić obraz, najpierw zastanów się, czy powiesiłabyś go w swojej sypialni, a potem podejmij decyzję – uczył mnie Jerzy Duda-Gracz. Kiedy myślę o obrazach Ewy Jędryk-Czarnoty, nie mam wątpliwości, że chciałabym budzić się i patrzeć na którąś z jej kobiet.

 

         Wystawa „Rezydentki” jest z wielu stron prowokująca.

Słowo “rezydent” ma kilka znaczeń. Interesuje mnie to przestarzałe, dotyczące osoby niezamożnej, mieszkającej na stałe u bogatszego krewnego, przyjaciela lub u pracodawcy i będącej na jego utrzymaniu. Wydawać by się mogło, że dziś nie ma rezydentów w tym znaczeniu. Także rezydentek. Kobiety zrozumiały, że gwarantem ich wolności jest swoiście pojęta „samoswojość”, niezależność, przede wszystkim finansowa, bo ta daje niezależność także w innych dziedzinach życia.

Tym niemniej – czyż nie zdarza nam się tęsknić do beztroski i skupiania się na własnej kobiecości, zamiast do walki o codzienność? Czyż nie mamy ochoty w chwilach zmęczenia pomarzyć o szezlongu, czajniczku z herbatą, niekoniecznie zieloną, i świętym spokoju? Albo konkretniej – o zabezpieczeniu materialnym, pozwalającym rozwijać własne pasje, miewać kaprysy?

Bynajmniej nie musi to być marzeniem leniwych kobiet, niepchających się do stanowisk i polityki. To może być marzenie także kobiet twórczych.

 

       W sztandarowym już eseju z 1929 roku Virginia Woolf zauważała, że kobietom do pisania są potrzebne dwie rzeczy – trochę swoich pieniędzy, które oderwą ich wyobraźnię od trosk materialnych i uniezależnią je od mężczyzn, a także tytułowy „własny pokój”. Rzecz dotyczy nie tylko kobiet piszących, ale i twórczyń w szerszym aspekcie.

Tak więc bycie rezydentką niesie różnorakie konotacje. Mamy ten symboliczny “pokój”, także utrzymanie. To rodzaj wolności, ale i zniewolenia. Może dlatego niektóre kobiety na obrazach Ewy Jędryk-Czarnoty trzymają w ręku klatkę z ptaszkiem. Skojarzenia z wierszem Ignacego Krasickiego też podsuwają linię interpretacji. Do tego, by poczuć się “wolną rezydentką” potrzebne jest nam twórcze szaleństwo, wyłuskanie z siebie wartościowej pestki, oprawienie jej w odpowiednie ramy. Potrzebna nam jest pracowitość, cierpliwość, także wiara w swoje siły i nadzieja, że nasza “pestka” uwiedzie inne “pestki”. Taki jest los twórczych kobiet, choćby i rezydentek.

 

Kim są owe „rezydentki” z obrazów Ewy Jędryk-Czarnoty?

Dlaczego przykuwają nasze oczy? Jakie cudne manowce obiecują?

 

To kobiety ziemskie i niebiańskie.

Bezwstydne i  święte.

Kobiety silne i wiotkie.

Zawstydzone i pewne swego uroku.

Okrutne i słodkie.

Epatujące erotyzmem i ciepłem domowego ogniska.

Nagie i ukrywające się za woalką, koronką, kapeluszem.

Kocice i łabędzice.

Uwodzące i uwiedzione.

Leżące i pachnące.

Onieśmielone.

Zadumane.

Piękne jak noc gwiaździsta i samotne jak listopadowa.

Otulone koronką, woalką, rondem kapelusza, płatkami róż i maków.

Pełne poezji  i obłędu.

Winne grzechu i miłości.

Winne jak Egri Bikaver.

Krwiste.

Namiętne.

Uparte.

Rywalizujące.

Gorące jak lato i zimne jak Królowa Śniegu.

Zasznurowane.

Bezwzględne jak Kleopatra.

Marzące.

Śniące.

Długowłose.

Białogłowe.

Płonące.

Tajemnicze.

Z klatką i w klatce.

Czarodziejki.

Kuszące.

Powabne jak wiersze Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej.

Tańczące  i fruwające.

Marzące.

Delikatne.

Wdzięczne.

Ezoteryczne.

Cierpiące.

Ulotne.

Malownicze damy.

Oniemiałe.

Kolorowe.

Myślące. Myślące. Myślące.

 

 

      Ekspozycja „Rezydentki”  to 37 obrazów, głównie najnowszych. “Rezydentki” goszczą ponownie w pałacu Mieroszewskich, bo spodobały się odwiedzającym poprzednią wystawę o tym samym tytule ( Będzin, do końca czerwca 2013).

Jest to duża wystawa, zajmująca obszerny muzealny hol, półpiętro i dwie sale na piętrze.

 

       Ewa Jędryk-Czarnota tworzy obrazy o rozpoznawalnym, charakterystycznym klimacie i kunsztownym warsztacie. To malarstwo na pewno zostawi w nas ślad, uruchamiając odpowiednie skojarzenia. Bo przecież o te pozostawione ślady najbardziej chodzi odwiedzającym wystawę, niekoniecznie o umiejętność zakwalifikowania malarza do odpowiedniego nurtu. Czesław Miłosz ujął to w kilku wersach: “Oceniając obraz kierować się będę/ jedynie sumą idei i dumań,/ które pozostawi w moim umyśle”.

 

 

      Tym razem na obrazach jest dużo romantycznych pań bez kapeluszy, za to z włosami pięknie ozdobionymi kwiatami, woalkami, koronkami czy piórami. Wszystkie mają pełne i kształtne usta, apetyczne piersi i przymknięte lub zamknięte oczy. Jakby nie chciały pokazać zbyt wiele smutku. Ale też emanują energią, pewnością siebie, ochotą, by przenosić góry i skakać po nich, omijając pagórki (obraz “Diablica”).

 

       To dzięki ulubionemu kolorowi malarki, czerwieni we wszystkich odcieniach. Czerwień to kolor, który znaczy. Symbolika miłości i czerwieni wywodzi się z fizjologii człowieka. Czerwień jest cechą krwi, krew podstawą życia, życie rodzi kobieta. W dawnych kulturach kolor czerwony przysparzał siły, mocy i skuteczności także martwym przedmiotom. Barwić na czerwono oznaczało czarować.

        W obrazach malarki nie brakuje także połączenia koloru zielonego i niebieskiego. Goethe-romantyk uwielbiał te dwa wymieszane kolory. Nie zawsze symbolika błękitu była związana z wiernością i opiekuńczością chrześcijańskich bóstw. W czasach przedchrześcijańskich “czarownice” posiadały niebieskie płaszcze i rekwizyty. Niebieski kolor był także w średniowieczu symbolem niewiernych i oszukanych.

 

       Wśród prezentowanych obrazów jest jeden inny, przedstawiający konkretną kobietę,  Marię Krystynę Habsburg, księżnę von Altenburg, która ostatnie lata życia spędziła w mieszkaniu w Nowym Zamku, urządzonym w dawnej kręgielni, w Żywcu, w przeszłości była to własność rodziny. Księżna Krystyna Habsburg patrzy swoim spokojnym, ciepłym, ale i dostojnym wzrokiem na kobiety na obrazach, jakby chciała im matkować, mówiąc: Marzenia się spełniają, tylko trzeba je mieć, spójrzcie na mnie, wróciłam do ukochanego Żywca, jestem w domu.

 

       Kolejny wernisaż Ewy Jedryk-Czarnoty i jej męża, Andrzeja Czarnoty, także świetnego malarza i rzeźbiarza – 3 sierpnia, w sobotę, na Zamku w Żywcu.

 

Ewa Jędryk-Czarnota urodziła się w 1962 roku w Sosnowcu. Studiowała na katowickim Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom uzyskała w 1987 roku.

Po studiach zajmowała się projektowaniem graficznym, aranżacją wnętrz i scenografią telewizyjną. Tworzyła tkaninę artystyczną i przez wiele lat była związana z grupą artystyczną ,,Przekaz”. Prowadziła również działalność dydaktyczną z dziećmi i młodzieżą w zakresie malarstwa i rysunku. Od dziesięciu lat zajmuje się wyłącznie malarstwem. Mieszka i tworzy w malowniczej beskidzkiej wiosce, a w Zagłębiu (Sosnowcu) bywa. Piękno natury, ukochany ogród, owoce i kwiaty, to dopełnienie głównego tematu twórczości Ewy Jędryk – Czarnoty, którym są Kobiety.

Miała kilkadziesiąt wystaw indywidualnych i zbiorowych.



Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko