Władysław Panasiuk – Dar życia Matka

0
335

Władysław Panasiuk


Dar życia  Matka

 

Bogumiła Wrocławska„Tylko Tobie, mogłem oddać wszystko i z twego spojrzenia tyle lat, czytałem życia prawdę”

 

Jest takie piękno, jedyne na świecie nie wymyślone przez ludzi.

 Jest takie serce pełne miłości, pod którym życie się budzi. Twierdza nie do zdobycia i dar ponad wszystkie dary. Matka, to nowe życie i kolebka wiary, bez której człowiek niczym się staje. We wszystkich zakątkach gdzie nieznane kraje jest matka, choć nie Polka, lecz taka sama jak twoja i moja – mama.

Matka – najlepsze, co się zdarzyć może, to dar prosto z niebios, to natchnienie boże. Jej zawdzięczasz wszystko, do niej się tulisz gdy przychodzi trwoga, ona zawsze blisko.

 Matka cudowna postać, dar samego Boga, a gdy jej braknie wiele zrozumiesz i pojmiesz, co życie znaczy, bo nie wszystko można łatwo wytłumaczyć. Czas potrafi rozwiązywać najważniejsze sprawy.

 

„Tylko tobie, mogłem wyznać wszystko. O pierwszej miłości wszystkich snach wiedziałaś ty, nikt inny”…

 

Matka, do której uciekasz z pytań tysiącem, to ktoś najważniejszy pod słońcem, ktoś co wszystko rozumie. Potrafi wskazać drogę i z życia czytać umie. Jej miłość trwa nieskończenie, choć życie zdaje się być krótkie.

Wciąż czuję na skórze tę poranną rosę, gdy po łąki dywanie małe stopy bose biegały bez końca, a Ty stałaś w cieniu naszych polskich drzew. Łagodna twarz uśmiechem pokryta utkwiła na zawsze w mojej pamięci. Twej mowy śpiew słyszę każdego ranka, okrywasz swym płaszczem mój tułaczy los. Pomagasz w przetrwaniu, bo czasy są trudne, dobrze, że nie zanikło we mnie, co drogie i cudne. Miłość, której mnie uczyłaś pozostała we mnie i nią się dzielę, najbliższym rozdaję. Ciągle czekam i czekam daremnie, a ty nie wracasz.

 

„Dziś jeszcze widzę twoje mądre oczy i słyszę twój głos, zawsze czuły. Byłaś dla mnie najwierniejszym przyjacielem, teraz już nic nie zostało. Gdzieś w sercu głęboko czuję ból, straciłem ciebie matko.”

 

Mało jest serca, tak mało w narodzie, miłość zabłąkana zaginęła w mroku i łza coraz częściej pojawia się w oku, mnożą się tęsknoty, i nadzieja ginie.

 Nie wracamy do przeszłości, do starych pomników, do tradycji rodu, coraz mniej do Boga. Świat się zapędził w nieznanym kierunku, nie zważa na świętości ani inne znaki. Przejeżdża na czerwonym drogi i przecznice, aż się boję o przyszłość mych dzieci i wnuków, bo świat może trafić na ślepą ulicę. Tak się kończą gonitwy, tak się kończy pycha.

 

To matki dźwigają ciężar tego świata, to one nad wszystkim co ludzkie czuwają. Nakarmić dzieci nie łatwa to sprawa, ktoś powie wariat, to są inne czasy. Nie dla każdego życie, to zabawa i w wielu domach kuchnia pustką świeci. Nie każde państwo kocha swoje dzieci, mnoży sieroty i głód rozsiewa. Cóż posłowi zależy, który w ławie ziewa, znudzony życiem i nadmiarem kasy. Nie wszyscy należą do tej samej klasy, niektórym tylko woda w garnku się przelewa. A matka myśli, co do garnka włożyć, jak posłać dzieci do nietaniej szkoły.

Biedni się rodzą jak grzyby po deszczu, a w tym samym czasie bogaczy przybywa i myślą komu jeszcze domy zabrać da się. Nieludzkie rządy tworzą bezrobocie i wyrzucają wojenne zapasy na dachy domów gdzie panował ład. Taki to mamy nasz brutalny świat i to cierpienie, co się za nim wlecze. Już łez nie wystarcza i braknie współczucia, a tuż za rogiem „okrągłe miseczki” suszą implanty wstawione o zmroku. Ich uśmiech szyderczy, a serce z kamienia, którego żadne ciepło nie ogrzeje. Ci właśnie ludzie, których wciąż przybywa odbierają tym biednym ostatnią nadzieję, a czasami życie. Cóż dla nich znaczy cierpienie i trwoga, oni się nie liczą nawet z wolą Boga. Światem rządzi pieniądz, a nie jakieś władze, teraz się kupuje, a nie wybiera. Kiedyś przemycano teczuszki zza Buga, dzisiaj nie trzeba forsować tej rzeki, szlak do Brukseli nie taki daleki, a i do Stanów ułatwiona droga.

Z ziemi egipskiej poszli dyktatorzy, druga wiosna ludów wygnała tyranów, ale policji jest coraz więcej, broniącej „szlachetnych panów”.

Gdzieś w Bangladeszu wali się hala i giną kobiety, więc także matki. Tysiące istnień za parę groszy oddaje życie tylko dlatego, że ktoś odłożył więcej pieniędzy. Ludzie pracują w podłych warunkach, a przedsiębiorca na jachcie leży. Ale to tania siła robocza, czyli niewolnik nowego świata, takim się cały przemysł zamiata. Potem wyrzuca się go do śmieci, skoro umowa była śmieciowa!.

 

A matka nadal myśli o świcie jak tu rozpocząć każdy dzień nowy, jak doskonalić to marne życie gdy sakwa pusta, co włożyć dzieciom w spragnione usta. Jak gniew powstrzymać i jak przebaczyć tym, co wysłali syna na wojnę. I łzy ociera i patrzy w okno, wciąż wypatruje czy syn nie wraca. Łzy omywają paciorki w dłoni, a świat do przodu jak wariat goni i nie ociera matczynych łez, i nie ukoi zbolałej rany.

A matka dźwiga na swoich barkach świata ciężary i nieudolność rządzących ludzi. Ona jak anioł tkwi w normalności, na uśmiech zmienia łzy piołunowe i nadal kocha i nadal broni.

Ledwo nadąża, lecz nie ulega i nadal za tym wariackim światem podąża, goni – pełna nadziei i pełna wiary. Dzieli się z każdym dobrą nowiną, piękno pamięta, zło zapomina, kwitnie jak latem nasza kalina i kocha, kocha aż do ostatka – taka jest każda na świecie matka.

Nie ma złych matek jeno niektórym puszczają nerwy, nawet anioła ten świat zniewoli i wydrze serce z piersi jak hiena. Każdego w życiu coś raz zaboli, coś drgnie jak struna, którą napręża niedobry człowiek. I łzę ostatnią wyrwie spod powiek i na kształt węża człowieka zdusi, a ten ulegnie chociaż nie musi, albo się przerwie jako ta struna. I dobry człowiek zmienia się w złego. Nasza odporność też ma granice, ciągle szarpani, ciągle straszeni pragniemy ładu, spokoju, ciszy.

Matki odchodzą, a my w żałobie zapominamy często o sobie i o tych słowach, które przez lata mogą prowadzić na koniec świata. O słowach, które aż od kołyski wiodły nas drogą przez wszystkie lata. Nie traćmy wspomnień, bo tylko one są drogowskazem i cennym darem.

Miłość podarowana przez każdą matkę przetrwa do końca, bo tak w niej dużo mądrości, blasku jak w odrobinie wielkiego słońca, które jest życiem. A ta nadzieja wyssana z mlekiem nie może oprzeć się żadnej burzy. Świat gna do przodu, czy ktoś powstrzyma tęgie mustangi, czy zauważy dobra potęgę? Łatwiej dziś grubą napisać księgę niż to uczynić – powie nasz wieszcz. Trudno zatrzymać pędzące koło, gdy para w kotle ciśnie na tłok. Trudno z człowieka oderwać wzrok gdy mądrość bije z jego wymowy. Są jeszcze tęgie i mądre głowy, by zmienić bieg, ale nie mądrość dzisiaj na topie jeno fortuna.

A matki nadal będą dźwigały ciężary świata, bo takie właśnie stworzył je Bóg, i taką rolę wyznaczył im.

Aż do ostatnich matczynych łez, wojny pochłoną synów tej ziemi, tylko majowy nasz polski bez i nasze maki na włoskim wzgórzu będą śpiewały psalmy rozpaczy.

Matki wpatrzone w okienną dal będą natchnieniem młodych artystów i tylko miłość z matczynych serc olśni narody, władze oświeci. A twarde serca zmienią się w pył gdy każdy znajdzie swe powołanie. Niech wszystkie Matki żyją najdłużej – tak im dopomóż Panie.

 

 

Władysław Panasiuk

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko