Kalina Izabela Zioła – Śpij dobrze dziecko

0
86

Kalina Izabela Zioła


Śpij dobrze dziecko

 

Gorzki sen dziecka


twarde kamienne wiersze

jak mur fortecy

z której strzelnic

kartacze słów

 

i nagle

wśród ciosanych kamieni

przejmujący krzyk

 

nakreślony delikatną kursywą

bolesny lęk przemijania

bezbronny jak brzuszek jeża

 

tak łatwo można zranić

jaskrawo malowanym paznokciem

                              (Kalina Izabela Zioła „Gorzki sen dziecka”)

 

 

                 Wiersz ten napisałam po przeczytaniu tomiku Tadeusza Stirmera „Śpij dobrze, dziecko”.  Można go nazwać najkrótszą recenzją książki, zawiera bowiem wszystkie najważniejsze treści, jakie chciałabym przekazać na jej temat.

                 Tadeusz Stirmer posiada wykształcenie techniczne, na co dzień pracuje jako kierownik budowy. Swoją przygodę z poezją rozpoczął w 1998 roku, gdy aktywnie uczestniczył w spotkaniach Klubu Literackiego CK „Zamek”, później „Dąbrówka”, prowadzonego przez Jerzego Grupińskiego. Jest także członkiem wrocławskiej Grupy Literackiej „Dysonans”. W 2009 roku przyjęty został do Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu.

Dotychczas wydał pięć książek poetyckich: „Dla nikogo mnie nie ma”, „Na ścierwisku”, „Łamana polszczyzna”, „Bwana Polanda” i „Śpij dobrze, dziecko”.

Drukował wiersze w wielu czasopismach literackich np. Topos, Akant, Protokół Kulturalny, Gazeta Kulturalna, Brek Art., Obrzeża oraz w licznych almanachach i antologiach. Jest też laureatem wielu ogólnopolskich konkursów literackich.

         Ostatnio wydana książka poetycka różni się znacznie od poprzednich, poruszających sprawy drażliwe, bolesne, przyziemne, w których utwory są twarde  jak beton i jak on szorstkie, bardzo często cyniczne. Polityka miesza się w nich z problemami braku tolerancji, z codziennym dniem szarego człowieka. To mocne wiersze mocnego mężczyzny. W najnowszym tomiku poeta pokazuje czytelnikowi zupełnie inną twarz. Tam można zobaczyć, że jest zmęczony, niemłody już i osaczony przez liczne uwarunkowania. Wiersze nadal mają charakterystyczną dla tego autora twardość, są mało wygładzone, ale tematyka jest zupełnie inna. Stirmer próbuje zmierzyć się ze swoim wiekiem i targającymi nim obawami, wątpliwościami i bólem. Oczywiście zauważa również otaczający go świat, ale wszystko widzi jakby przez pryzmat przeżywanych osobistych wzruszeń i ciągłego niepokoju:

 

Pies był dość stary

żył tylko

z poczucia obowiązku

ona go nakarmiła

pił z ręki

mleczne światło skóry

. . . 

zdarza się że warczy

w głąb siebie”

            („Portret”).

We wszystkich utworach, nawet tych pozornie bardzo prozaicznych, zauważyć można ciągle obecną kobietę, upragnioną, nieosiągalną, dającą jednak impuls do życia i tworzenia: „ wiem – zawrócę wiatr / zepchnie śniegi z łąk / i odsłoni barwy / oszalałych traw / z których skręcę powróz / mocno splotę nas / … / tylko czasem stań / tylko czasem bądź” („Piosenka”). To ta kobieta sieje w nim niepokój, nie pozwala spokojnie myśleć, zmusza do zastanowienia nad sobą. To dla niej chce znów być młody, wolny…   Z nią chce zasypiać i budzić się u jej boku… Stąd pewnie tytuł „Śpij dobrze, dziecko” i oryginalny pomysł, by w tomiku pomieścić dwa bardzo piękne, liryczne wiersze Edyty Kulczak. Pierwszy z nich, poprzedzający utwory Tadeusza Stirmera, jest o zasypianiu, a drugi, kończący książkę, o przebudzeniu. Ta cudowna kobieca klamra, spinająca całość, nadaje zawartym pomiędzy nią utworom trochę magiczny, nierzeczywisty charakter, jakby były one zawieszone na krawędzi jawy i snu. To wrażenie nierzeczywistości spotęgowane jest jeszcze zastosowaniem przez autora dwóch wątków tematycznych. Pierwszy z nich to wspomniane poprzednio mocne, chropawe wiersze, pisane na parzystych stronach, po lewej stronie. Na stronach nieparzystych, po prawej, pisane są utwory tak ulotne i delikatne, że trudno wprost uwierzyć, że wyszły spod pióra tego samego autora. Czasem są to wiersze, czasem krótka poetycka proza, ale zawsze jest to jakby zapis snu, marzenia, wspomnienia… I te subtelne, czułe słowa zapisywane są zawsze kursywą. Po obu stronach książki czai się jednak lęk przemijania, strach przed utratą, przed starością i samotnością, przed utratą godności. I odzywa się ból zranionego serca:

 

przełknę gorycz jak kość

inaczej nie wypada

pójdę się napić

przez cieknącą przestrzeń

i będę czekał na znak

cień gestu

. . .

pełen złości na brudny świt

walę głową w pustkę ekranu

                       („Kwarantanna”)

czy też: „Pulsuje w dłoniach / telefon nabiera ciepła- / ona jest tam w środku / . . . / jak rosyjski mag skupia się / by ocalić resztki godności / i czeka – czeka na znak / gotów zabić kopertę / rozedrzeć brzuch posłańca” („Siła skupienia”). I jeszcze: „on będzie dalej snuł / wizje tętnic świeżej krwi / ale to paroksyzmy / stygnący proch losu” („Krótka historia”). Autor nie bardzo wierzy, że może jeszcze być spełniony i szczęśliwy, ucieka więc przed śmiesznością i poniżeniem: „zapach złudzeń został / po tej stronie światła / mój wilczy nos ostrzegał / że śmieszy skrzep soli / łzawe oko / szelest piasku w żyłach / odchodzę by nie parzyć / żelazem języka / bez krwi z kroplą żółci…” (Jeszcze życie”) czy : „odarty ze skóry / żebranego słowa / przeglądam się w sobie / z pogardą” („Kiedy milczysz”), szarpie się wśród tych ucieczek i powrotów: „wczoraj przeżyłem zawał / utraty prawdziwej / jestem w tym słaby / zbiera się nade mną / bliska nieuchronność / godzina duchów minęła / nadszedł czas ostrza / dotykalnej ciszy…” („Monolog”) wiedząc, że jego czas minął, że niewiele może już osiągnąć: „po co się miotasz / nie przyjmuj czasu / jak przekleństwa – / to dzienny dar losu / spójrz w szybę / minął twój wiek / kolejna dekada / odchodzi właśnie dzisiaj” („Koniec sezonu”), że pozostaje tylko czekać na… Na co? Na koniec miłości ? Koniec życia?: ”wreszcie uległem: cholesterol / morfologia o.k / cukier gorzki / jak czekolada lakulus / zapowiada się / długie nudne / pełzanie do mety” („Opad”). Jednak nawet gdy poeta poddaje się tym czarnym nastrojom, w tle towarzyszy mu zawsze obraz kobiety: „oddycham popiołem / już wiem że za długo / teraz przewrócony / będą po mnie chodzić / porastać drzewami / zasypia mózgu orzech / przerośnięte serce – / tak piszę śmierć w milczeniu / . . . / zanim padłem / widziałem twój smutek” („Pustynia”). Tak pisze autor o swoich rozterkach po lewej stronie książki. Zupełnie odmienne są, jak wspomniałam wcześniej, rozmowy z samym sobą po prawej, pisanej kursywą stronie. Chociaż też mówią o tęsknocie, przemijaniu, rozterkach związanych z wiekiem i niespełnioną miłością, ich forma jest zupełnie inna. To subtelna pajęczyna słów, delikatna koronka uczuć. Bezbronność i ból. Nie mają one tytułów, gdyż trudno byłoby je nazwać, osadzić w rzeczywistości: coraz więcej znaków -/ ten rodzaj bliskości / kiedy dłoń przy dłoni / jest nie tylko gestem / kiedy dawno – wczoraj / nie jest częścią doby…  To tylko zawieszone pomiędzy jawą a snem przemyślenia: w wigilię narodzenia pańskiego / próbuję oderwać się / od własnego krzyża / . . . / patrzysz z uwagą / jak spadam w stado / wygłodzonych kotów / jeszcze ujrzeć anioła / w krwistej sukni; / nemezis krąży / w moim chorym niebie, to zżerająca poetę tęsknota za dotykalną obecnością kobiety: odwiedzaj miejsca i ludzi / aż trafisz złoty promień / powróci do ciebie w formacie 3d / oplącze wygłodniałe serce / albo po ludzku wpełznie / w twoje stopy i będzie wędrował / wyżej i wyżej do miejsca / gdzie zadomowi się na dłużej. Autor zdaje sobie sprawę, że w tych wierszach jest zbyt czuły, próbuje zachować właściwą sobie twardość i szorstkość, lecz próby te jeszcze podkreślają bezbronność wobec uczucia:

jesteś już dobrze posklejany

pogodny jak wypchany szczygieł

twarda łza co nie wypada

z oka

 

Wiersze pisane kursywą są przejmujące i piękne. Uzupełniają chropawą część książki i jednocześnie pozwalają czytelnikowi poznać drugą, tę subtelniejszą stronę Tadeusza Stirmera:

 

to się dzieje wbrew

bez dotyku słowa

z głodu wyobraźni:

portret kobiety

z otwartą źrenicą

przywołuje muszlę

jeszcze niedomkniętą

z tajemnicą sprawcy

w wyrazie jej oczu

 

I tę delikatność, na co dzień głęboko skrywaną, pokazuje poeta tylko poprzez senne zwidy, tak by nikt nie posądził go o liryzm. Przecież tylko we śnie nie odpowiadamy za swoje słowa, tylko we śnie wszystko jest możliwe. Więc śni poeta swój słodko – gorzki sen o miłości:

 

żeby chociaż zapach

cień włosa

albo fantom spinki

to sen

 

„Śpij dobrze, dziecko” jest doskonałą książką, interesującą zarówno w treści, jak i oryginalnej formie. Z pewnością warto ją przeczytać.

 

 

Tadeusz Stirmer „Śpij dobrze, dziecko”, Wydawnictwo Kontekst, Poznań 2011, s. 58

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko