Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
48

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego


Niezdobycie Parnasu powieści


Niewielka objętościowo i niedokończona powieść Czesława Miłosza  z przełomu lat 60-tych i 70-tych, była jego próbą zmierzenia się z własnym „kompleksem powieści”. Jako poeta i eseista, miał poczucie własnej niepełnowartościowości pisarskiej, nie będąc autorem choć jednego, uznanego dzieła w tym gatunku.„Dolina Issy” była nostalgicznym esejem o „krainie lat dziecinnych”, a „Zdobycie władzy” raczej rozpisanym na głosy politycznym traktatem niż pełnokrwistą powieścią w tradycyjnym stylu. Imperatyw Miłosza, by napisać tradycyjną powieść przypadł wszakże na czasy jej pierwszego schyłku, na rozkwit powieści autotelicznej, zajmującej się raczej własną strukturą i możliwościami kreacyjnymi, aniżeli tworzeniem iluzyjnych, fikcyjnych fabuł i obrazem „realnego” świata oraz zdań w rodzaju: „Hrabina wyszła z domu o piątej”. Co prawda w tamtej epoce powstały co najmniej dwie wybitne powieści jakby rodem z „zaginionego świata” minionej epoki tego gatunku, „Lampart” Lampedusy (1957) i „Doktor Żywago” Borysa Pasternaka (1959), ale były one naówczas ekskluzywnym wyjątkiem, „wybrykami literatury”, a nie składnikiem szerszego zjawiska. Miłosz nie zdobył się wszakże na pójście tym tropem. Nie chciał, nie potrafił? Nie sposób dziś tego orzec, blisko dekadę po jego śmierci i co najmniej dwie dekady po zakończeniu najaktywniejszego okresu twórczości. Zaryzykowałbym hipotezę, że w Miłoszu, który miał w sobie wszystkie wielkie cechy „poety doctusa” nie było tego rodzaju sił i pożywek artystycznych, które są odpowiedzialne za tworzenie klasycznej epiki. Nie miał w sobie dyspozycji do tworzenia dzieł typu „Wojna i pokój”. Być może nawet, przy wielkim nakładzie sił i woli, Miłosz potrafiłby taką powieść napisać. Czy jednak, choćby podświadomie, nie czuł, że tego typu wysiłek byłby marnotrawstwem „sił i środków” wartych wykorzystania w pożyteczniejszym celu?


Mimo to w pewnym momencie „chętka”, by napisać powieść okazała się na tyle silna, że zaczął ją pisać i nawet napisał kilka rozdziałów. Zdecydował się na to profesjonalne ćwiczenie. Uznał przy tym, że najlepszą dla niego formułą będzie gatunek science fiction, powieści fantastyczno-naukowej, jako uwalniającej od żmudnego obowiązku bezpośredniego realizmu opisowego i pozwalającej na nieporównywalnie większą swobodę kreacyjną, dającej wyjątkową pojemność. Nie ulega wątpliwości, że na taką decyzję pisarza wpłynął fakt ówczesnego rozkwitu gatunku powieści fantastyczno-naukowej. Miłosz wybrał przy tym gatunek futurystycznej antyutopii, korelujący się z kanoniczną już wtedy postacią pesymizmu cywilizacyjnego, którego podstawowymi składnikami było poczucie jałowości cywilizacji, samotności jednostki, załamaniu się komunikacji międzyludzkiej,  bezsensownego konsumpcjonizmu, upadku wiar i wartości. Była w  tym wyborze jakaś paralela z Huxleyem, z jego wizją apokaliptycznej pustki ideowej cywilizacji. Miłosz dodawał do tego swoje własne pytanie o możliwość sensu w świecie odczarowanym przez  śmierć wyobraźni, religii i sztuki. Był w tym też kontynuatorem Witkacego w jego katastroficznej wizji cywilizacji, która po utracie „metafizycznej dziwności istnienia” wchodzi w stan duchowego „zbydlęcenia” i staje się zdezindywidualizowanym mrowiskiem biernych, zautomatyzowanych konsumentów.


A jednak Miłosz nie ukończył powieści. Przyznał otwarcie w jednym z zapisków, że „mu się nie chce” i dość precyzyjnie to uzasadnił. Stwierdził, że „nie dał rady tej łamigłówce” i nie „wytrzymał zażenowania” odczuwanego przy pisaniu tej formy, wymagającej zbyt daleko idącego ekshibicjonizmu Nie można więc nawet nazwać efektu jego pracy „nieudanym arcydziełem”.


Co zostało z „Gór Parnasu”? Kilka rozdziałów, segmentów konstrukcji bez początku i bez końca. Naznaczone są wyraźnie elementem autobiograficznym, choć w duchowym, a nie ścisle faktograficznym sensie. Opowieść Karela, to refleks jego młodości.  Testament kardynała Vallerga, to jego rozrachunek z życiem, a przy tym z religią, bo wyznania starego hierarchy naznaczone są sceptycyzmem i rozczarowaniem do świata, któremu poświęcił życie. Jedynie postać Efraima nosi w sobie jakiś słaby okruch nadziei, a może raczej jedynie marzenia o nadziei.


W jakim zatem trybie można zarekomendować tę edycję? Uczciwie trzeba uprzedzić zwykłych zjadaczy powieściowego, powszedniego chleba szeroko rozumianej powieści fantastycznej, namiętnych czytelników Dicka, Kinga, Le Carre, braci Strugackich czy choćby starego klasyka gatunku, Herberta G. Wellsa i pożeraczy nadobfitej w ostatnim dziesięcioleciu produkcji literatury fantasy. Nie znajdą w tym literackim ćwiczeniu Miłosza swojej ulubionej odżywki.


Przy całej embrionalności i niedopełnieniu przedsięwzięcia Miłosza, edycja „Gór Parnasu” zaciekawić może natomiast czytelnika, dla którego literatura nie jest – przynajmniej nie wyłącznie – zajmującym opowiadaniem, lecz tym, co określa się jako „ecriture”, analizę świadomości procesu tworzenia i wszystkim związanych z tym perypetii. Może też zaciekawić czytelnika jako ścieżka prowadząca do „kręgu podejrzeń”, do świata przemyśleń nad naturą naszego świata i miejscem, w którym się on obecnie znajduje. Tak się przy tym jakoś składa – co jest konstatacją głęboko pesymistyczną, by nie powiedzieć: rozpaczliwą – że futurystyczne antyutopie powstałe w XX wieku właśnie dziś, na naszych oczach, przeżywają swoje najbardziej jaskrawe ucieleśnienie. To, co mimo wszystkich zauważalnych wtedy oznak, było jednak w sporej części dopiero na horyzoncie, dziś jest już nawet nie „ante portas”, ale weszło przez bramę. Wyrazić przy tym należy uznanie Agnieszce Kosińskiej i Sławomirowi Sierakowskiemu, którzy przygotowali „Góry” do pierwodruku i opatrzyli je interesującymi tekstami – wstępem posłowiem i aneksem. Bez ich pracy intelektualnej, interpretacji, komentarzy i hipotez lektura nieudanej przygody Miłosza z SF byłaby słabo czytelna.


Czesław Milosz – „Góry Parnasu. Science fiction”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko