Anna Maria Musz – Krzysztof Kamil Baczyński: poeta, powstaniec

0
476

Anna Maria Musz


Krzysztof Kamil Baczyński: poeta, powstaniec

 

 

Życie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, poety – powstańca, trwało zaledwie 23 lata. Kim mógłby być? Jak potoczyłaby się jego kariera? W tej historii brak dalszego ciągu, który próbowała dopisać Wisława Szymborska w wierszu „W biały dzień”:

 

(…) a kiedy to się stało, sam nie wiedziałby,

bo przecież nie gwałtownie, ale pomalutku

zwyżkuje cena za to, że się nie umarło wcześniej

i również on tę cenę płaciłby.

O chrząstce ucha, ledwie draśniętej pociskiem
– gdy głowa uchyliła się w ostatniej chwili –
„cholerne miałem szczęście”, mawiałby.


(…)


Czasami ktoś od progu wołałby:
„panie Baczyński, telefon do pana” –
I nic dziwnego w tym nie byłoby,
że to on, i że wstaje, obciągając sweter
i bez pośpiechu rusza w stronę drzwi.

 

Obiecująca kariera poetycka Baczyńskiego została przerwana tak nagle, że każdy rok zyskuje w niej szczególne znaczenie. Może dlatego wiele miejsca w biografiach poety poświęca się jego krewnym i atmosferze rodzinnego domu.

            Dziadek Krzysztofa Kamila uczestniczył w powstaniu styczniowym, ojciec – walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Wcześniej, jeszcze w latach szkolnych, Stanisław Baczyński należał do socjalistycznej, młodzieżowej organizacji „Promień” we Lwowie. O jego młodych latach pisze w swoim wspomnieniu Edmund Semil. Instruktorzy organizacji – rekrutowani głównie wśród studentów politechniki i uniwersytetu – wywodzili się z bardzo różnych środowisk, również ziemiańskich. Co więcej, biblioteka „Promienia”, której częstym bywalcem był Stanisław Baczyński, zawierała nie tylko najważniejsze dzieła socjalistyczne, ale także… demokratyczne, czytane przez wcześniejsze pokolenia lwowskiej młodzieży. Program „Promienia” przywodzi na myśl ideały wielu organizacji młodzieżowych. Jak pisze Semil: każdy „promienisty” miał być przykładem dla swoich kolegów; na zaufaniu i szacunku kolegów miał oprzeć swój autorytet.

            W latach studenckich (na polonistyce i filozofii) Stanisław Baczyński z upodobaniem oddawał się lekturze dzieł filozoficznych i dyskusjom z profesorami. Zdaniem Semila, nie uznawał jednak autorytetów i był dość ostry w wyrażaniu poglądów. Do pewnego momentu sprzeciwiał się walce zbrojnej, w I wojnie światowej walczył już jednak w Legionach Piłsudskiego, brał także udział – jak to zostało powiedziane – w walkach na froncie polsko – sowieckim, a później dowodził oddziałami w III powstaniu śląskim. Po wojnie nadal zajmował się działalnością patriotyczną, pracował jako literat i krytyk, pisał artykuły, wykładał w szkole dziennikarskiej.

            W jakim stopniu postawa ojca mogła wywierać wpływ na patriotyczną postawę syna? Przytoczmy za Semilem fragment wiersza „Rodzicom”, napisanego niemal rok przed śmiercią poety:

 

Ojcze, broń dźwigam pod kurtką,

po nocach ciemno – walczę, wiary więdną.

Ojcze – jak tobie – prócz wolności może i dzieło,

może i wszystko jedno.

 

            Ponad relacje z ojcem wielu biografów przedkłada jednak relacje poety z matką, Stefanią, z domu Zieleńczyk. To ona poświęcała synowi najwięcej uwagi, troszcząc się o chorowitego kilkulatka ze szczególnym poświęceniem. Rodzice Krzysztofa Kamila poznali się we Lwowie, rodzinnym mieście Stanisława, do którego jego przyszła żona przyjechała z Warszawy na studia polonistyczne. Wiesław Budzyński wspomina o dokumencie, potwierdzającym ukończenie przez nią także kursu pedagogicznego. Dysponując takim przygotowaniem, Stefania Baczyńska poświęciła się karierze nauczycielskiej i opracowała (wraz z Anną Oderfeld) niezwykle popularne podręczniki do nauki jęz. polskiego.

            Państwo Baczyńscy wzięli ślub w roku 1912. Krzysztof Kamil urodził się 22 stycznia 1921 roku, jako bardzo wyczekiwane dziecko. Starsza siostra poety, Kamila, zmarła wkrótce po narodzinach. Być może właśnie po niej otrzymał drugie imię. Jak pisze Wiesław Budzyński, imię „Krzysztof” wzbudzało natomiast w Stefanii Baczyńskiej pewien niepokój: czy były to szczegóły bizantyńskich legend o męczeńskich torturach, jakie [św.] Krzysztof przeżył, zanim został ścięty mieczem, czy też, jak inni opowiadają, został spalony na stosie? Czy może to wydawało jej się najcięższym brzemieniem, że jako <<kynokephalos>> (…) musiał za życia swoimi zasługami przebłagać Boga, by mu zesłał łaskę męczeńskiej śmierci i aby przez to został zaliczony do istot posiadających duszę? Matka poety otaczała syna troską także z bardziej prozaicznego powodu. Mały Krzysztof był chorowitym dzieckiem. Cierpiał na astmę, miewał duszności, chorował i gorączkował.

            Na zdjęciach z dzieciństwa, Krzysztof Kamil jest ładnym dzieckiem o zamyślonym spojrzeniu. Wiele osób, które go pamiętają, w opisach powołuje się właśnie na to spojrzenie. Krzyś był ładnym dzieckiem – pisze w swoim wspomnieniu Maria Turlejska. – Widzę go w aksamitnym granatowym ubranku z koronkowym kołnierzykiem i mankietami (…) miał piękne, szafirowe oczy w cieniu długich ciemnych rzęs i spojrzenie jak gdyby nieco senne.

            Pierwsze próby poetyckie Baczyńskiego przypadają na rok 1936. Edmund Semil podaje, że dopiero wtedy, gdy stały się one udaną poezją, młody poeta podzielił się nimi z ojcem. Wcześniej wtajemniczał w nie jedynie matkę. Stanisław Baczyński odnosił się do twórczości syna z właściwą sobie surowością, ale i obiektywizmem, który Krzysztofa nie zniechęcał ani nie wywoływał w nim lęku. Stanisław Baczyński śledził jednak poczynania syna zaledwie przez kilka lat – w 1939 roku zmarł na raka żołądka. Do końca zajmował się działalnością krytyczną i marzył o wydaniu swej ostatniej książki.

            Miesiąc przed śmiercią ojca Krzysztof Kamil zdał maturę w gimnazjum im. Stefana Batorego (dodajmy, że w tym samym roczniku znaleźli się także Jan Bytnar, Alek Dawidowski i Tadeusz Zawadzki). Dwuetapowy egzamin (rozmowa kwalifikacyjna w obecności rodzica, a potem konkurs) stanowił spore wyzwanie, ponieważ na jedno miejsce przypadało kilku kandydatów. Baczyński dostał się do szkoły w 1931 roku, ale w późniejszych latach nie należał do prymusów. Nauczyciele i koledzy doceniali jego talent malarski i ilustratorski, natomiast zdolności literackie pozostawały nieodkryte. Krzysztof Kamil nie był uzdolniony matematycznie, jak wspomina Andrzej Józef Kamiński, Nie znaczy to zresztą, że był wielkim polonistą, przynajmniej w rozumieniu nauczyciela polonisty, a wychowawcy klasy. Cenionymi uczniami byli u niego oczywiście autorzy wzorowych wypracowań, umiejący poprawnie „rozbierać” <<Pana Tadeusza>>, nie zaś ten urwipołeć, gryzmolący w czasie wykładu wiersze lub szukający ich wzrokiem po niebie za oknem. W szkole widziano zatem w Baczyńskim przyszłego malarza, koledzy wspominają także jego talent… komediowy. Ponoć genialnie parodiował nauczycieli, a do legendy przeszły żarty z młodego nauczyciela fizyki, pod którego każdy gest w klasie Baczyński „podkładał głos” przy pomocy przyniesionego ukradkiem saksofonu. Biedny profesor nie był w stanie zrozumieć, skąd brał się ten potężny dźwięk w czasie pisania kredą, podpalania palników i przesuwania skrzynek na stole laboratoryjnym.

            Lata szkolne – oprócz nauki i zabawy – wiązały się jednak z pewnym niepokojem. W liceum dochodziło do antysemickich wystąpień. Dotknęły one także Krzysztofa Kamila, którego matka pochodziła ze zasymilowanej rodziny żydowskiej. Dodajmy także, że od 1935 do 1939 roku Baczyński należał do Organizacji Młodzieży Socjalistycznej „Spartakus” – nielegalnej, ponieważ uczniom szkół średnich nie wolno było angażować się w działalność polityczną. Przyjął pseudonim „Emil”, pod takim też imieniem opublikował w „Strzałach” – piśmie wydawanym przez „Spartakusa” – swój debiutancki wiersz.

            Po maturze Krzysztof Kamil chciał studiować na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Studia – polonistyczne – podejmie jednak dopiero w latach 1942 i 1943, na tajnych kompletach. Wiesław Budzyński twierdzi, że w planach miał także wyjazd do Francji, który jednak w ostatniej chwili przekreśliła wojna. Przyniosła ona zresztą sporą zmianę w poglądach Krzysztofa Kamila, który w latach szkolnych trzymał się blisko socjalizmu, natomiast po maturze przyjął postawę antykomunistyczną, a jego teksty i wypowiedzi świadczyły także o tym, że stał się wierzący.

            Początek lat 40. przyniósł Baczyńskiemu miłość aż po grób. Przed tym etapem życia poety – – bodaj jednym z najsłynniejszych – Krzysztof Kamil miał już za sobą bardzo emocjonalną znajomość z Zuzanną Chuweń (z domu Progulską). Poznali się na wakacjach w Jugosławii, a po powrocie poeta zaczął intensywnie korespondować z nową znajomą. Listy, wysyłane z Warszawy do Lwowa, zawierały także wiersze. Jednym ze wspomnień pobytu nad Adriatykiem jest wiersz „Piosenka”, rozsławiony później przez Grzegorza Turnaua:

 

Znów wędrujemy ciepłym krajem,
malachitową łąką morza.
(Ptaki powrotne umierają
wśród pomarańczy na rozdrożach).


Na fioletowoszarych łąkach
niebo rozpina płynność arkad.
Pejzaż w powieki miękko wsiąka,
zakrzepła sól na nagich wargach.


A wieczorami w prądach zatok
noc liże morze słodką grzywą.
Jak miękkie gruszki brzmieje lato
wiatrem sparzone jak pokrzywą.


Przed fontannami perłowymi
noc winogrona gwiazd rozdaje.
Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
znów wędrujemy ciepłym krajem.

 

Wiesław Budzyński podaje, że Baczyński opatrzył cykl wierszy z 1938 roku podpisem Wszystkie są Twoje, bo pisane w smutku, który urodził się w naszym spotkaniu, żyje i rośnie… Z relacji obojga wiadomo, że spotkali się raz jeszcze – na przełomie 1938 i 1939 roku.

            Wspomniany pobyt Baczyńskiego w Dalmacji nie był pierwszym. Podczas jednego z wcześniejszych poznał rok młodszą od siebie Annę Morawską (z domu Żelazny). Wiesław Budzyński przytacza relację jej córki, Ewy Morawskiej: Nie wiem, kiedy się zaręczyli – tyle tylko, że już bodaj w 1939 roku zaręczyny zostały zerwane i zrozumiałam, że Matka moja nie chciała, czy też jej rodzice nie życzyli sobie przenosić się do Warszawy. To rozstanie poeta wspomina jeszcze w 1940 roku, pisząc wiersz „Pożegnanie”.

            Wkrótce Krzysztof Kamil poznał największą miłość swojego życia – Barbarę Drapczyńską. Jak relacjonuje Wiesław Budzyński – powołując się na brata Barbary, Zbigniewa Drapczyńskiego – siostra otrzymała najpierw wiersze Krzysztofa do przeczytania. Zakochali się w sobie niemal natychmiast, w grudniu 1941 roku, by już pół roku później wziąć ślub. Jarosław Iwaszkiewicz tak relacjonował tę ceremonię, odprawioną w warszawskim Kościele Świętej Trójcy na Solcu: Po ślubie powiedziałem do kogoś: właściwie wyglądało to nie na ślub, ale na pierwszą komunię. Oboje Baczyńscy wyglądali jeszcze młodziej, a ponieważ oboje byli niewielkiego wzrostu, rzeczywiście zdawało się, że to dwoje dzieci klęczy przed ołtarzem.

            Ślub Krzysztofa i Barbary nie do końca akceptowała matka poety, która miała dla syna inną kandydatkę na żonę. Wiadomo także, że życie teściowej i synowej nie układało się najlepiej, dlatego też Stefania Baczyńska po jakimś czasie wyprowadziła się ze wspólnego mieszkania, w którym krótko mieszkała.

            Wiesław Budzyński przytacza relację koleżanki Basi z lat szkolnych, Jadwigi Klarnerówny, która tak opisywała mieszkanie młodych Baczyńskich: Kiedy do nich przychodziłam do Hołówki, Krzysztof zwykle był czymś zajęty (…). Barbara witała mnie z palcem na ustach: <<Cicho! Krzyś pisze>>. Niedługo wchodził, czytał nowy wiersz, pytał, czy mi się podoba. Jeśli odpowiedź była twierdząca, wracał do swojego zajęcia i ten wiersz przepisywał na kartonikach, przyniesionych z drukarni teścia [ojciec Barbary był drukarzem – przyp. AM], szarych lub różowych, zależnie od wiersza… Poeta nadal rozwijał zresztą swój talent malarski. Rękopisy ozdabiał rysunkami, rysował także portrety i akty swojej żony.

            Podobno między małżonkami dochodziło do kłótni, podobno Barbara na jakiś czas przeprowadziła się nawet do rodziców. Uczucie do żony inspirowało jednak poetę do takich wierszy, jak słynna „Biała magia”, napisana jeszcze przed ślubem:

 

Stojąc przed lustrem ciszy

Barbara z rękami u włosów

nalewa w szklane ciało

srebrne kropelki głosu.

 

(…)

 

Aż napełniona mlecznie,

w sen się powoli zapadnie,

a czas melodyjnie osiądzie

kaskadą blasku na dnie.

 

Więc ma Barbara srebrne

ciało. W nim pręży się miękko

biała łasica milczenia

pod niewidzialną ręką.

 

Lesław M. Bartelski wspomina nawet, że imię jej wschodziło dobrą gwiazdą nad tą poezją. W tym samym czasie, latem 1942 roku, ukazuje się zbiór wierszy Krzysztofa Kamila (opatrzony pseudonimem Jan Bugaj) w jego własnym wyborze, niezbyt zresztą trafnym, jak twierdzi Bartelski, ponieważ zbyt naznaczonym sentymentami poety, a nie obiektywną oceną własnej poezji. Wcześniej, w 1940 roku, ukazały się dwa zbiorki wierszy, po siedem tekstów w każdym. Lesław Bartelski tak charakteryzuje twórczość poety z tego okresu: Wiersze Krzysztofa Baczyńskiego z tego pierwszego okresu twórczości – jeśli nie liczyć juweniliów, opatrzonych zastrzeżeniem co do publikacji – noszą różnorodny charakter, są wyraźnym poszukiwaniem właściwej dla siebie formy, jak i treści. Nie ma w nich relacjonowania rzeczywistości aż nadto dosłownego, natrętnego, natomiast poeta umiał doskonale odda klimat tamtego czasu, ów ciężar, który każdy z nas na sobie dźwigał.

            Jako ciekawostkę przytoczmy jeszcze opinię Tadeusza Gajcego, drugiego najsłynniejszego poety czasów powstania, cytowaną przez Bartelskiego: Kierunek, w jakim pójdzie poezja autora <<Wierszy wybranych>>, jest zdecydowany. Jest to poezja o nucie dostojnej. Trzeba wyrazić tu jednocześnie nadzieję i obawę. Nadzieję, że pogłębiony stosunek poety do rzeczywistości da poezję tego samego wymiaru, ale wyrosłą z podglebia uczuciowego i podniesioną o pewną skalę artystyczną – obawę, aby nie stała się to poezja jednego instrumentu, co może zubożyć źródło lub – wprowadzić manierę. Co ciekawe – o ile poeci starsi wiekiem i doświadczeniem szanowali poezję młodego Baczyńskiego (Stanisław Piętak wspomina na przykład o uznaniu ze strony Jerzego Andrzejewskiego i Kazimierza Wyki), o tyle krytyczne ataki spotykały go ze strony rówieśników, zwłaszcza skupionych wokół „Sztuki i Narodu”.

            W wierszach Krzysztofa Kamila można wyczuć wyraźną inspirację twórczością Norwida i Słowackiego, czasem także Czechowicza i Staffa. Przytoczmy za Lesławem Bartelskim opis wieczoru autorskiego poety, zorganizowanego przez Gajcego w mieszkaniu na ul. Wilczej, splądrowanym nieco wcześniej przez Niemców. To zaaranżowane w spartańskich warunkach spotkanie autorskie było dla Baczyńskiego ważnym wydarzeniem: Spoważniał jednak i odkaszlnąwszy wyciągnął z kieszeni oprawione na czarno bruliony. Czytał swoje utwory wolno i ze spokojem, ale jego głos drgał tłumioną afektacją. Pauzy czynił w miejscach, które rzeczywiście domagały się ciszy. Wydawał mi się o wiele bardziej dojrzały, jakby skupiony w sobie i poważny, chociaż widzieliśmy się zaledwie przed paroma miesiącami i dalej I my słuchaliśmy uważnie, nawet karbidówka przestała się niecierpliwić. Co pewien czas Baczyński pochylał głowę i wyszukiwał w brulionie nowy wiersz. Widać było, ze ma ich rzeczywiście sporo [informacja o tym, jak twórczym autorem był KKB powtarza się w wielu relacjach – przyp. AM]. Skończywszy, cofnął się do tyłu i zaciągnąwszy się papierosem ukrył w cieniu.

            Stanisław Piętak zwraca uwagę na pewną nierówność stylu Krzysztofa Kamila. Tłumaczy zresztą ten fakt gorączkową pracą i brakiem motywacji do późniejszej obróbki materiału. Dlatego tyle może w jego poezjach miejsc nieoczekiwanych, natchnionych pisanych jakby ręką snu.

            Poezja Baczyńskiego budzi wiele domysłów, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo, w jakim kierunku mogła się rozwinąć. Młody patriota, mimo słabego zdrowia (znajomi wspominają o jego widocznym zmęczeniu, sam poeta na zdjęciu z 1943 roku rzeczywiście ma mocno postarzałą, zmizerniałą twarz), wstąpił do podchorążówki, a później do Harcerskich Batalionów Szturmowych (należał do batalionu „Parasol”). Ostatni wiersz napisał 13 lipca 1944 roku. Już 4 sierpnia zginął na placu Teatralnym, kula ugodziła go w głowę, poważnie uszkadzając czaszkę. Ciężarna Barbara nie wiedziała o tym gdy szukała go w połowie sierpnia, zamieszczając ogłoszenie w powstańczej gazetce. 26 sierpnia została ranna, zmarła 1 września z – choć brzmi to, jak romantyczna legenda – tomem wierszy męża w dłoni. Zostali pochowani w tym samym grobie, na Powązkach.

            W ostatnim wierszu, „Gdy za powietrza zasłoną” poeta napisał:

 

(…) on, pochylony nad śmiercią, zaciska palce na broni,

wstaje i jeszcze czarny od pyłu bitwy – czuje,

że skrzypce grają w nim cicho, więc idzie ostrożnie powoli,

jakby po nici światła, przez morze szumiące zmroku

i coraz bliższa jest miękkość podobna do białych obłoków,

aż się dopełnia przestrzeń i czuje jej głosik miękki

stojący w ciszy olbrzymiej na wyciągnięcie ręki.

“Kochany” – szumi piosenka, więc wtedy obejmą ramiona

więcej, niż objąć można kochając jedno ciało.

Dłoń wielka kształty fałduje za nieba czarną zasłoną

i kreśli na niej zwierzęta linią drżącą i białą.

 

 

W pracach nad artykułem korzystałam z:
Krzysztof Kamil Baczyński “Liryki”. Wyd. Algo, Toruń 2004.
Krzysztof Kamil Baczyński “Gdy za powietrza zasłoną” [dostępne w Internecie: http://www.wpk.p.lodz.pl/~sebekmez/b/text0006.html][dostęp 24.03.2013]
W. Budzyński “Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila”. Wyd. Świat Książki, Warszawa 1999.
“Żołnierz, poeta, czasu kurz…” pod red. Zbigniewa Wasilewskiego. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979.
A. Zgrzywa “Poeta i baśń. Rzecz o Krzysztofie Kamilu Baczyńskim”. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2011.
W. Szymborska “Wiersze wybrane”. Wyd. a5, Kraków 2004.

Cytaty zamieszczone w tekście pochodzą z:
W. Budzyński “Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila”. Wyd. Świat Książki, Warszawa 1999.
“Żołnierz, poeta, czasu kurz…” pod red. Zbigniewa Wasilewskiego. Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1979. (wspomnienia: Edmunda Semila, Marii Turlejskiej, Andrzeja Józefa Kamińskiego, Lesława M. Bartelskiego, Stanisława Piętaka).

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko