Stefan Jurkowski – Kroki tych wierszy słyszę nieustannie…

0
117

Stefan Jurkowski

 

Kroki tych wierszy słyszę nieustannie…

 

Bruno SchulzSą takie wiersze, które rzeczywiście nas nie odstępują. Pojawiają się tuż obok, przypominają, znamy je na pamięć, choć nigdy się ich nie uczyliśmy. Przychodzą nie wiadomo skąd. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Za mną chodzą trzy wiersze trzech poetów. Doganiają mnie w różnych sytuacjach, i nigdy nie wiadomo, z jakiego powodu. Czasem pojedynczo, a niekiedy trzy naraz.

Kiedy zaczynałem pisać, byłem pod przemożnym wpływem i urokiem poezji Stanisława Grochowiaka. To była tak recytatywna poezja, tak klarowna, że sama “się zapamiętywała”. Rzeczywiście, znam kilka wierszy Staszka na pamięć od początku do końca, a – o paradoksie! – tego, który za mną chodzi, i o którym zaraz powiem, całego bym nie powtórzył. Ale dwa wersy “Głodu” doganiają mnie stale:

Płaczemy śmierć c u d z ą, tak, na zawsze c u d z ą, / Przygodę i n n y c h, legendę n i e o n a s.

Wiersz jest dłuższy, ale te dwie frazy powtarzałem sobie i powtarzam po wielokroć. Może dlatego, że są tak boleśnie prawdziwe. Im bardziej nas uwiera życie, tym bardziej chcemy się znieczulić, uwierzyć w ową legendę…

 

A jednak jest w nas ten głód życia. Ten, co nas rozdziela,

Ten, co nam każe w żałobną muzykę

Wnosić wasze uszy martwe, jak woskowe lichtarze,

Na oczy ślepych wchodzić garścią bzu wilgotną.

 

Płaczemy śmierć c u d z ą, tak, na zawsze c u d z ą.

Przygodę i n n y c h, legendę n i e o n a s:

Garsteczką gliny nabrzmiałą od słońca,

Krzykiem wtulonym w pachnące chusteczki.

 

A jednak jest w nas ten głód życia. Ten ogród, gdzie taniec

Wiedziemy jak dzieci, odginając głowy,

Oślepieni stadem motyli tańczących nad nami,

Zabijających

Nalotami skrzydeł.

 

Cały utwór, najrozmaitsze jego fragmenty powracają do mnie. O głodzie życia, oślepieniu przez stado motyli. Ale uporczywie te frazy o przygodzie innych. Urzeka mnie melodyka całego utworu, i owa psychologiczna prawda. Jest to w gruncie rzeczy pasowanie się ze śmiercią. A więc to nie tylko “wina” owej melodyki. Przesłanie utworu stało mi się bardzo bliskie już wtedy, kiedy w 1969 roku kupiłem tom wierszy Stanisława Grochowiaka “Nie było lata”. “A imię jego czterdzieści i cztery…” Czterdzieści i cztery lata ten wiersz w różnych fragmentach bez przerwy za mną chodzi. Inna rzecz, że cała poezja Staszka jest moją ulubioną. W końcu to on był jednym z moich mistrzów.

 

Ale to nie tylko ten wiersz przychodzi w różnych sytuacjach. W roku bodajże 1967 na łamach “Kultury” pojawił się wiersz “Noc” Zbigniewa Jerzyny; pojawił się i pozostał bardzo blisko mnie, wciąż słyszę jego kroki od momentu, kiedy go przeczytałem. Pamiętam go dobrze, więc przytoczę go z pamięci:

 

Choć wiem, że bywasz nocy nieskończona,

głucha tym głosem co woła od siebie,

co nie zna oczu drugich – czy są w niebie?

Gest czynię jasny. To moja obrona.

 

Podnoszę rękę i cień długi pada

w szpital księżyca. Cień jest mdły jak rana

którą potrafię tylko sobie zadać.

Wiem, nie istnieje pomoc nie wezwana

 

Ten drugi człowiek jest pod ręką, blisko,

minie mnie pewnie gdy się zbyt zapatrzę.

Pytać za dużo to utracić wszystko.

 

Nie patrz tak w niebo. Obłok twarz ci zatrze.

 

Kiedy w 1968 roku zdawałem na polonistykę, egzaminator spytał mnie, czy znam jakiś współczesny wiersz na pamięć. Bez wahania powiedziałem zbyszkową “Noc”. Na to egzaminator: “Czy gra pan na fortepianie?” “Nie, a dlaczego?” – z kolei ja zapytałem zdziwiony. “Bo pan powiedział ten wiersz, jakby grał…”

I coś w tym zapewne było. Zresztą na pewno, skoro do dziś ten wiersz w różnych sytuacjach mnie dopada, wręcz osacza swoją obecnością. Świetna jest pointa “nie patrz tak w niebo, obłok twarz ci zatrze”. To zatarcie twarzy przez obłok. Jakże zazdrościłem Zbyszkowi Jerzynie, że w tak obrazowy, odkrywczy sposób potrafił oddać zawarte w wierszu emocje. A jakże trafne jest stwierdzenie, że “pytać za dużo, to utracić wszystko”. Bardzo mi się to w życiu przydało i przydaje nadal, zwłaszcza w sferze osobistej. Uporczywe pytania potrafią wszystko zniszczyć, wskazują bowiem na brak zaufania. Właśnie dyskrecja, owo zaufanie, poznawanie “po owocach” jest ważniejsze niż “przesłuchania”.

Zapamiętałem ten wiersz w całości, często go w myślach powtarzam. Ten wiersz także będzie za mną wszędzie wędrował do końca mojego życia. Ten jeden, jedyny z całej twórczości Zbyszka, którą w całości bardzo lubię i cenię, którą chłonąłem od literackiej młodości.

 

Trójcę wierszy, które idą wraz ze mną, zamyka utwór “Halinko” Krzysztofa Gąsiorowskiego. Zanim ukazał się ten wiersz w tomie “Wyspa oczywistości” (1972) usłyszałem go wcześniej w wykonaniu autora, a było to na sesji literackiej organizowanej przez Korespondencyjny Klub Młodych Pisarzy, działający podówczas przy Związku Młodzieży Wiejskiej. Nie będę w całości cytował tego wiersza, bo jest zbyt długi. Może tylko niewielki fragment;

 

Przyniosłem dni kilka temu

Do domu gałąź kasztanią,

Jakie dzielne to dziecko, przyznaj

Halinko – tak długo się nie poddaje.

Czy ono przegra, Halinko, powiedz,

Czy zwiędnie, Halinko, czy nas samych

Zostawi?

 

Wzruszył mnie wtedy ten wiersz, zachwycił refernicznością, rytmem… Wzrusza do dzisiaj. Pamiętam go, i nieważne czy powtarzając ten refren myślę “Halinko”, “Anno”, czy może jeszcze inaczej – jak bywało to niegdyś…

I ostatnia zwrotka “Halinki”:

 

Kasztan, gałąź kasztana,

Świerszcz, motyl, pył oceanu…

Co my wspólnego z tym mamy, powiedz,

Halinko, przecież to one zostaną.

Tylko nie mów, Halinko, nie myśl nawet,

Halinko, że – nie

kochamy

 

Teraz, przepisując fragmenty tego utworu czuję dojmujące wzruszenie. Prawie łzy w oczach. Bo jaki to przejmujący obraz uczuć, napięć emocjonalnych, pewności…, niepewności… Nie mów Halinko, nie mów Anno albo Mario, “że – nie kochamy…” Tu Krzysztof okazał się bardzo subtelnym lirykiem. Ten wiersz, najpierw wysłuchany w momencie, kiedy czytał go poeta, potem odnaleziony w tomiku, stał się tym trzecim szczególnym wierszem, który przywołuję, którym w myślach przemawiam do Kogoś…

 

Muszą to być utwory wyjątkowe, skoro chodzą za mną od ponad czterdziestu lat. Tylko te trzy. Inne teksty, autorstwa wielu poetów, lubię, cenię, niektóre mam nawet w pamięci, ale żaden z nich nie towarzyszy mi na co dzień. Słyszę nieustannie kroki tych wierszy – w sobie, za sobą, bardzo blisko. Nie ucieknę od nich. Nawet nie chcę!

 

                                                                  Stefan Jurkowski

 

 

 

 

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko