Filip Wrocławski – Bruno, który wypuścił krokodyle na Stryjską

0
231

Filip Wrocławski


Bruno, który wypuścił krokodyle na Stryjską

 

Jego życie rozpoczęło się i zamknęło pośród urokliwych ulic, położonego w pobliżu Lwowa Drohobycza. Najmłodszy syn Jakuba Schulza, Brunon, przyszedł na świat latem 1892r.

Spalona przez Rosjan w 1915r. kamienica numer dziesięć przy rynku głównym, była nie tylko miejscem wychowywania się artysty, ale też źródłem jego pierwszych inspiracji. Przez wiele lat znajdował się tu rodzinny sklep tekstylny, jedno z miejsc, o których czytamy w Sklepach Cynamonowych.

Najlepszy uczeń szkoły w 1910r. zdał maturę z wyróżnieniem, by wybrać się na architekturę Politechniki Lwowskiej. Niestety, poważna choroba serca i płuc nie pozwoliła mu ukończyć wydziału, na który znów nieskutecznie powrócił w 1913r.

Istotnym wydarzeniem, które głęboko odbiło się najpóźniejszej twórczości Bruna były zamieszki z 1911r. związane z fałszowaniem wyników lokalnych wyborów. Rozstrzelanie 26 osób przy kamienicy numer 10, spowodowało ogromny szok młodego artysty.

W 1914r. sklep został zamknięty z powodu postępującej choroby ojca, a zubożała rodzina przeniosła się najpierw do starszej siostry Brunona, a później do Wiednia w obawie przed rosyjską ofensywą. Tu przez kilka miesięcy młody Schulz uczęszczał na zajęcia do politechniki wiedeńskiej. Wielokrotnie pojawiał się też w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych.

Rodzina powróciła do Dohobycza rok później, gdzie krótko po powrocie zmarł Jakub Schulz. Stratę tę można odnotować w wielu opowiadaniach Bruna.

Niedoszły architekt udzielał się aktywnie w działaniach lokalnej grupy Kalleia skupiającej żydowską inteligencję. Był zapalonym czytelnikiem literatury pięknej, ale też nauk ścisłych. W tym okresie podjął pierwszą – mało skuteczną – próbę zarabiania na swojej sztuce, głównie na portretach. Wśród pierwszych, znaczących prac znalazła się też ukończona w 1922r. “Xięga bałwochwalcza”.

Dzieła sprzedawały się słabo, co nie pomogło na podreperowanie rodzinnego budżetu. Na całe szczęście zostały docenione przez warszawską Zachętę, gdzie pojawiły się jako obszerna wystawa. Niedługo później pokazano je w gmachu Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie.

Pierwszą stałą pracę Brunon podjął w 1924r. zostając nauczycielem w swojej dawnej szkole. Najpierw nauczał rysunku, później również prac ręcznych czy matematyki. Po krótkim czasie znalazł dodatkowe miejsca pracy w kilku innych szkołach i tak właściwie wyglądało jego całe życie zawodowe; trudów nauczania zaprzestał dopiero na rok przed śmiercią.

Był to trudny okres – drobny, chudy i wiecznie schorowany, raczej artysta niż pedagog: nie zawsze potrafił dotrzeć do trudnej młodzieży. Wielokrotnie zwalniany, z przyczyny braku wyższego wykształcenia często musiał zdawać dodatkowe egzaminy.

Pod koniec lat ‘20 przedstawił swój dorobek w Truskawcu wywołując lokalny skandal, gdy Klub Chrześcijańskiej Demokracji Maksymiliana Thullie oskarżył prace z “Xięgi bałwochwalczej” o szerzenie pornografii. Mimo to wystawa nie została zamknięta.

Początek lat ‘30 był dla Brunona bardzo płodnym okresem: debiutował słowem w 1933r. na łamach Wiadomości Literackich, stworzył też rękopis Sklepów Cynamonowych. Gościł na rozlicznych wystawach we Lwowie i w Krakowie.

Przebywając w Polsce poznał Stefana Szumana, który jako pierwszy (bezskutecznie) poszukiwał wydawcy dla rękopisu Sklepów. Dużo skuteczniejsza okazała się Zofia Nałkowska, pomagając Schulzowi nawiązać współpracę z wydawnictwem “Rój”.

Pojawienie się na rynku debiutanckiej książki, doprowadziło do przełomu w twórczości literackiej Drohobyczanina przysparzając mu różnorakich opinii: od bardzo ciepłego przyjęcia przez znakomitą większość krytyków, po niechętne opinie pochodzące głównie ze środowiska antysemickiego. W ciągu kilku dni mało rozpoznawany artysta stał się popularnym w Polsce pisarzem. Pomogło mu to w utrzymaniu rodziny, której stał się jedynym żywicielem.

Krążąc pomiędzy Lwowem, Warszawą i Zakopanem poznał m.in. Gombrowicza, Sandauera (który również pochodził z Drohobycza) oraz Witkacego. O twórczości Schulza w tych latach wiele dobrego napisali Berent, Staff czy Tuwim (który zaproponował Sklepy Cynamonowe do nagrody Wiadomości Literackich). Protektorką Sklepów na drodze do nagrody została Nałkowska, którą w 1934r. łączył z Brunonem romans. Był to także okres powstawania opowiadań: “Drugiej jesieni”, “Nocy listopadowej” i “Genialnej epoki”.

Kilka miesięcy później Brunon zaręczył się z Józefiną Szelińską. We dwoje pracowali nad przekładem “Procesu” Kafki, który ujrzał światło dzienne również na łamach wydawnictwa “Rój”.

W 1936r. Schulz otrzymał tytuł profesora, co pozwoliło na pierwszy w życiu płatny urlop, podczas którego spłodził “Wiosnę”, “Jesień” i “Republikę marzeń”. W tym samym roku wystąpił też z drohobyckiej gminy żydowskiej, by poślubić narzeczoną – katoliczkę. Ślub nie doszedł do skutku z różnych względów. Przez całe życie niezwiązał się już z nikim formalnie, a narzeczeństwo wkrótce zostało zerwane.

Druga połowa lat ‘30 to również liczne próby przeprowadzki do Warszawy. Niestety nieskuteczne. Nie przeszkodziło to w poszerzeniu współpracy z Wiadomościami Literackimi, gdzie otrzymał stanowisko recenzenta nowości literackich. Tam też opublikował kolejne utwory: “Ostatnią ucieczkę ojca” i “Martwy sezon”. Schulz przedstawiał swoje opowiadania również w “Studiu” – trafiły one później do zbioru Sanatorium pod Klepsydrą w 1937r. Przysporzyło to artyście liczne nagrody literackie, wśród nich Złoty Wawrzyn. W tym samym czasie dużo korespondował z modelką Witkacego, Romaną Halpern.

Pod koniec lat ‘30 odwiedził Paryż w nadziei na zorganizowanie wystawy. Niedoszło do niej, bo stolica Francji w wakacje pustoszała. Było to szczególnie bolesne dla Schulza, który bardzo liczył na spotkanie z Tadeuszem Makowskim przez wiele lat inspirując się jego formalizmem.

Po powrocie opublikował ostatnie opowiadania: “Kometa” i “Ojczyzna”. Napisał też esej o “Ferdydurke” i artykuł poświęcony nowej twórczości Nałkowskiej.

Nadciągająca wojna jeszcze przed wybuchem wpędziła Brunona w poważną depresję. Z początkiem kampanii wrześniowej Niemcy doprowadzili do wielu aktów przemocy na terenie Drohobycza. Niewiele później miasto przejęli Rosjanie.

W tym okresie Schulz nie przerywał nauczania w szkole, choć jego sytuacja materialna była bardzo trudna. Wielokrotnie wiązało się to z pracą artystyczną dla komunistycznej władzy.

Do końca życia usiłował odnaleźć się w nowej sytuacji; bezskutecznie. Sowiecka prasa literacka odrzucała jego dzieła jako nienadające się do indoktrynacji.

Z początkiem drugiej połowy 1941 roku do Drohobycza wrócili Niemcy, rozpoczynając poważne represje wobec społeczności żydowskiej. Jesienią powstało getto, w którym zamknięto rodzinę Bruna. Tymczasem pisarz stracił posadę profesorską w wyniku likwidacji szkół.

Przez ostatnie miesiące życia był pod obserwacją Feliksa Landaua, niemieckiego gestapowca, współuczestnika wielu rzezi na Żydach. Bandyta wielokrotnie wykorzystywał talent Schulza do prac malarskich, takich, jak ozdabianie ścian pokoju dziecięcego własnej willi, zdobienia wnętrz gestapowskich kasyn i budynku szkoły jazdy konnej. Nie spowodowało to jednak, że artysta mógł czuć się bezpieczny, a z rąk Niemców co i rusz ginęli jego kolejni przyjaciele.

Ostatnim dniem Brunona był “czarny czwartek”, 19 listopada 1942r. Koło południa został zamordowany dwoma strzałami w tył głowy. Do dziś możemy tylko przypuszczać, że było to zabójstwo zaplanowane przeciwko artyście, bo inna wersja wydarzeń opowiada o śmierci w tzw. dzikiej akcji.

Domniemanym zabójcą jest Karl Günther. Historia głosi, że zastrzelił on Bruno Schulza w akcie zemsty na Laudau za swojego dentystę, Löwa.

Ciało artysty padło na ziemię około 100 metrów od domu numer dziesięć na Drohobyckim rynku. Leżało tam długo. Nie pozwolono go pochować.







Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko