Krystyna Habrat –Proszek do prania mózgu

0
171

Krystyna Habrat


Proszek do prania mózgu

 

René MagritteDzisiaj będzie opowieść nieco zawoalowana. A dlaczego? Sami zobaczycie. Wyjaśnię to na końcu.

Czy śledzą państwo różne dyskusje na modne ostatnio tematy. Nawet jeśli nie śledzi się ich z wypiekami na licach, a raczej z grymasem niesmaku, to wiemy o co chodzi.

Jakie to dyżurne tematy, które się namiętnie omawia w każdym niemal programie i jakie to programy na razie nie będę wyszczególniać. Powiem krótko: pojawia się jakiś temat i już bez przerwy, na okrągło, jesteśmy bombardowani argumentami… jakimi, ano takimi, jakie wynikają z aktualnej… no właśnie, tu też na razie pominę określenie, o które mi chodzi. Nie dlatego, że zawodzi mnie pamięć, ale nie chcę tak od początku wykładać kawa na ławę, bo za szybko wyczerpałabym zaciekawienie tematem i musiała zakończyć ten felieton. Ale wiemy, że każdy dzień opanowany jest przez aktualny temat i natrętnie wkładają nam do głowy, jak, dlaczego i co o tym powinniśmy sądzić. Właśnie…

Czasem bywa to sprawa dzieciobójstwa matki Madzi z Sosnowca i kilku innych, albo upadku wielkiego parabanku, a gdy takie „ciekawostki” się wyczerpią, bo już naprawdę nie ma czego tu dodać czy jeszcze n-ty raz powtórzyć jakiś szczegół, bo nasza odporność psychiczna już tego nie trawi, to wracają jak bumerang tematy stałe, odsuwane tylko na chwilę przez aktualne nowinki.

Wtedy niewyczerpanym tematem bywa obśmiewanie przeciwników politycznych. Oczywiście nie każdy może to robić bezkarnie, a raczej nie wobec wszystkich. Są stali chłopcy do bicia. I to nie w zastępstwie za innych, jak bywało na angielskich zamkach arystokratów, ale tacy zawsze bici. Oni tylko coś powiedzą, zaraz we wszystkich dziennikach, faktach, aktualnościach, dyskusjach, pojawiają się zawsze ci sami chłoptasie, żeby ich zbić z tropu, ośmieszyć, zniszczyć i w tym celu wysilają się na dowcipy, bon-moty, wierszyki, i wszelaką twórczość satyryczno-ustępową. W ten sposób urabia się mózgi odbiorcom tychże informacji. Jeden powie „A”, i natychmiast kilku dyżurnych satyryków go obśmiewa. Bo my musimy myśleć tak jak nam ci obśmiewacze wskazują, a nawet nakazują.

   Innym sposobem urabiania naszych mózgów jest używanie do tego pewnej substancji, no powiedzmy w przenośni proszku. Sadza się wtedy kilku rozmówców o różnych poglądach i urządza dyskusję. Już przy doborze tych osób wiadomo, kto będzie miał przewagę, bo wynika to z liczebności tych osób, ale i z decybeli ich głosów a także bezczelności. Wygra ten, kto potrafi mówić dłużej, szybciej, głośniej, kto przerwie każdą kwestię przeciwnika i wykrzyczy swoją, kto przynajmniej tamtego zagłuszy i obśmieje.

W takiej dyskusji bywają dopuszczalne różne rodzaje prawdy: półprawdy, niedomówienia, przemilczenia, niewłaściwe porównania… znamy to. Gdy jednak atakowany broni się skutecznie wbrew intencjom prowadzącego, ten przerywa mu, zagłusza, oddaje głos na dłużej tym, co po jego myśli. Bo wynik dyskusji musi być, wiadomo, tak jak w filmie „Sami swoi”, jak babka wręczając granat jadącym na proces, pouczała: „sądy sądami, ale prawda musi być po naszej stronie”. Prowadzący nigdy nie sprostuje, gdy myli się ten po jego stronie, ale przeciwnikowi wyciągnie najdrobniejsze   przesłowienie.

Niejasny dziś ten felieton. Jego ostrość jakby sprana. To już działanie owego proszku wspomnianego wyżej.

O jaki proszek tu chodzi? O ten wywołujący onieśmielenie w wyrażaniu wprost pewnych zdań, nawet obawy, o ten do prania naszych mózgów. A to określenie, jakie wyznacza kierunek naszego myślenia? Też nie powiem. Trochę się boję. Ale znamy to, znamy.

Kajetan Jakubowski

(a dane te też nieprawdziwe, choć redakcja wie, kto ja zacz)

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko