Andrzej Walter – Ponad zwierciadłem Morza

0
128

Andrzej Walter

 

Ponad zwierciadłem Morza

 

 

„Zapowiada się piękny dzień. Ponad zwierciadłem Morza.”  

 

   Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się … odległym brzegiem na horyzoncie nadziei. A miłość … Ta konkretna, szalona, nierealna miłość, o której zaraz opowiem – była może trochę niecierpliwa, choć musiała być cierpliwą. Wydawała się nierealną, zamkniętą w pułapce losu, stanęła gdzieś w kącie i czekała na pomyślne wiatry. Nadeszły.

 

„Spójrz: w śniegu zakwitły czereśnie”

 

Cierpliwa była, łaskawa, wszystko zniosła … a jednak Święty Paweł nie przewidział historii Grażyny i Andrzeja Gnarowskich. Historii odzwierciedlającej „Hymn o miłości”, lecz wplatający weń nową wartość, inny wymiar, nowy wyraz ludzkiej duszy – w relacjach: muzy do poety oraz poety szukającego odwiecznego i jedynego spełnienia. „Ich morze zaczaiło się pod powieką nieba”. Po czym stwierdzili – „Zbudujemy sobie świat z kilku dźwięków” …

   „W żadnym spojrzeniu w geście ręki (nie ma mnie bez ciebie)”.

To nie jest tylko wzniosła deklaracja. TO wydarzyło się naprawdę. Jest namacalne i jest wyjątkowym dowodem na Miłość, dla której

„pozostała jeszcze cała nieskończoność”.

   Trzymam w rękach najnowszy tom wierszy warszawskiego poety, filozofa i krytyka literackiego – Andrzeja Gnarowskiego. Tom wybitny i wyjątkowy. Tom o miłości trudnej i spełnionej. Tom skupiający w sobie jak w soczewce uczuć – całe nasze ludzkie doświadczenie – w plastyce (malarskich wręcz) wizji. Kim jest ów poeta, który przekroczył granice filozofii, poezji, literatury oraz malarstwa? Bardzo skromnym człowiekiem. Myślącym, czującym, cierpiącym i kochającym … jak ty i ja. Jak my wszyscy. A jednak weszła weń poezja. Wielka, srebrna i wyjątkowa Poezja, która nie zna granic, kresów i śmierci. Poezja pełna natury, barw, dźwięków i smaków. Pełna szalonej wyobraźni, dojrzała, a zarazem czuła, jak miłość nastolatka. To wyjątkowe i niepowtarzalne. I właściwie można by wpisać tę miłość w słowa Pustelnika z IV części „Dziadów” Adama Mickiewicza:

 

„Grzechy? … i proszę, jakież moje grzechy?

Czyliż niewinna miłość wiecznej godna męki?

Ten sam Bóg stworzył miłość, który stworzył wdzięki!

On dusze obie łańcuchem uroku

Powiązał na wieki ze sobą!

Wprzód nim je wyjął ze światłości stoku,

Nim je stworzył i okrył cielesną żałobą,

Wprzódy je powiązał ze sobą!”

 

   Myślę, że tym tomem Andrzej Gnarowski przekroczył Rubikon nieśmiertelności.

Te sześćdziesiąt wierszy unosi się nad ziemią lekkością zakochania oraz radością doznania. Powtórzę, że sam śmiało deklaruje: „Pozostała jeszcze cała nieskończoność”. Jednocześnie wiersze są trudne w odbiorze, wyrafinowane, szukają filozoficznego podparcia i zrozumienia „jak TO się mogło stać”? Przecież tak długo czekali na „TĘ” (urzeczywistnioną i spełnioną) miłość, ba, nie zakładali nawet takiego rozwiązania swojej skomplikowanej życiowo sytuacji. A jednak. Stało się. Dokonało się. Wiara, nadzieja i miłość zwyciężyły. Nie sposób oderwać tego tomu od realnych wydarzeń, które wielu bliskich poecie ludzi ze środowiska literackiego, i nie tylko, zna i rozważa, ale również, jako ludzką postawę – szczerze i niekłamanie podziwia. Grażyna i Andrzej – ludzie (akurat tutaj nie poeta i nie Jego Muza) – zdali egzamin z człowieczeństwa. Znalazło to niepowtarzalny, wręcz wyjątkowy, wyraz w tomie „Ty…”

 

„Razem gasimy ognisko mówisz: nareszcie pojaśniały

Dla nas horyzonty. Nietoperz zmienił skórę”

 

   Głębia metafor prowadzi w niesamowicie różnorodne zakamarki poetyckich oglądów oraz wizji. Bywa Gnarowski poezji impresjonistą. Nieostry, rozmyty, pod powłoką swoich wyobrażeń. Wnika w kunszt Renoira, w świat jego pracowni, jego „szkarłatem kreślonej” Jeanne. Czuły na światło i blaski oraz pastelowe kontrasty cienistych przestrzeni. Bywa też surrealistą. Burzy logiczny porządek rzeczywistości, na pograniczy jawy i snu dzieli się z nami krainą, do której dotarł, zdawałoby się przypadkiem. Bywa wreszcie symbolistą, dla którego poszukiwany, idealny świat nie jest poznawalny zmysłami i rozumem. To tylko pozornie nieprzystające do siebie źródła artystycznego wyrazu. Tygiel stanów, które Gnarowski łączy naturą, niebem, gwiazdami, lasem i jeziorem, słowem – prywatnym kosmosem, który jakimś dziwnym trafem znalazł się na progu nowego stulecia; ów tygiel jest wciąż otwarty. Poezja może przecież istnieć wszędzie. Ukazują to przywołane cytaty: Platona, Brodskiego, Baczyńskiego i wielu innych. Poetów: czeskich, argentyńskich, polskich, biblijnych i antycznych. Poezja rodzi się jako uniwersum. Jak filozofia, jak generalnie wszelka sztuka. Rodzi się z uczuć, ze stanów uniesień, bólu … a w zasadzie nie wiadomo z czego się rodzi, może Bóg ją zsyła – i to też nie wiadomo jak… bodajże to – w Niej najpiękniejszym jest…

   „Ty…” jest wreszcie wyjątkową kompilacją strof poety mędrca, doświadczonego przez życie oraz wersów poety niemal nastolatka, kochającego pozornie miłością naiwną i świeżą. Ta pozorność jest akurat zamierzona i w zestawieniu z poetycką wytrawnością pozwala nam wejść w unikalność takiego spojrzenia na miłość i jej odcienie.

 

„Będzie jesień miłości z długim pocałunkiem

I konie będą miały z wiatru lejce –

Uwierzysz w spiralną górę (zwykłego dnia)”

 

   Któż z młodych tak napisze? A któż z dojrzałych? … Kto TO pojmie, że …

 

„Dwie krople z deszczu wyżęte – piją z rzeki wino

A ty masz zamknięte mocno usta

(może jest w tobie jakaś wielka siła)

Że fala moich oczu napływa

Z bardzo dalekich mórz”

 

   „Dalekie morza” przebył Andrzej Gnarowski. Ponad czterdzieści lat twórczości. Wiele tomów, recenzji. Zawsze życzliwy, ciepły ludziom, pomocny, lojalny, skromny. Nie znam w środowisku nikogo, kto miałby mu coś do zarzucenia. Ta postawa w dzisiejszym świecie również „uświęca” tę poezję. Otóż czuje się w niej jakąś wyjątkową łagodność, delikatność, płynność. Czuje się melancholię, ale nie taką destruktywną, burząca spokój, lecz melancholię dystansu do zła, oddalenia od brudu świata, melancholię twórczą. Stan namysłu do nierealności tego, co nas spotyka i terapeutyczności chwili, którą należy zamieniać w poezję.

 

„Poeta słyszy puls Ziemi –

„Kalendarz zapisany, przyszłość nieznana”

Nocne niebo przepływa przez pokój. Poeta

Z okna widzi jak kwiaty wiszą nad świerkami złote”

 

Poeta widzi też swoje ograniczenia, lęki i nieuchronną (przecież dla każdego z nas) śmierć.

 

„Marzeniem stwarzam świat w oku cyklopa

Serce podpalam rozchodnikiem światła

W niebie poetów rozpoczęło się odliczanie –„

 

   Nie psuje mu to jednak nastroju. Nie stanowi dekonstrukcji życia. „Czas staje się być nietykalny jak umarli”. „Kochamy się, czekając na świat, który ma przyjść –

nieznane kształty, dzikie formy, odbicia spragnionych wnętrz.” „Rozpal kochana ogień dla wszystkich miłości”. „Twój sen spływa żyłami w moje sny”. To wyłuskane cytaty z różnych wierszy. Jest w nich porażające piękno postawy człowieka do świata. Bez żądań, wymagań, zachcianek – tak typowych dla współczesności. Bez narzekań, utyskiwań, jęków słusznego wieku. Jest w nich za to nieskrępowana subtelność wyrazu. Pełnia pełni. Jest smak życia i jego najgłębszy winny sens.

 

„Czas krążył i nie mijał

Jądro świata było twarde i zamknięte –

A my – i świata los. Małe planety – ich miłości

(bez końca tak lecimy w głębię samych siebie)

 

   W jednym z wierszy poeta konstatuje: „Miłość do świata zaczyna się od miłości do kobiety”. Ta prosta, acz nie taka znowu powszechna prawda zawiera w sobie cały początek prawd, które możemy rozplątać poczynając od tego stwierdzenia. Możemy – jeśli chcemy. Jeśli tylko potrafimy dostrzec swój los z innej perspektywy. Jako potok niepewnych kroków, z których wiele jest nauką spełnienia człowieczeństwa na drodze w nieznane. Miłości musimy się uczyć. Musimy chcieć. Nie wolno uciekać. Często doznajemy takich krzywd, że betonujemy się w kryjówce, gdzie wegetujemy chcąc przetrwać z dnia na dzień. Wtedy jest w nas zawiść, agresja i zło. Andrzej Gnarowski w tomie „Ty…” ukazuje nam inną rzeczywistość. Inne recepty, mikstury wręcz, alchemicznie zagmatwane z tym ciągłym wiernym spojrzeniem w niebo, z niestannym poszukiwaniem gwiazd. Bo kto patrzy w gwiazdy – i wzrusza się w nie patrząc – jest jakby zjednoczony z Wszechświatem, który wnika w niego tą odwiecznie poszukiwaną Całością i Harmonią. Przecież widząc światło słońca widzimy to, co słońce „wyrzuciło z siebie” w postaci światła osiem minut temu. Gwiazdy posłały nam swe światła przed tysiącami lat. A Kto zesłał nam … Miłość? …

 

„Moje oczy oglądały ziemię obiecaną:

Błądzą po twoim ciele (sen osacza spojrzenia)

Po to są oczy i po to jest ciało

Po to są wiersze jak wędrowny znak

Teraz wszystko jest jasne kiedy spływa kropla rosy

Gasną słupy powietrza (także gwieździsta noc)”

 

   Wiem, że wielu uzna wiersze Andrzeja Gnarowskiego za erotyki. (Jak konotuje w jednym z utworów „zdałem egzamin z geografii ciała”). Faktycznie nimi są. Jednak jakie to erotyki ! … Erotyzm jest w nich bardziej dyskretny niż delikatny pył, który stanowimy wobec nieskończoności. Jest zarazem wyraźny, czytelny i pełny tak, jak może być pełny erotyzm dojrzałego i prawdziwego mężczyzny. Jest w tym erotyzmie coś tak czystego, czego nawet nie da się opisać, można jedynie powtórzyć za poetą: „ A w moim pokoju zapach twoich włosów” ; „Krople rosy czekają na nas i nie śpią” ; „Zamknięta miłość moja/ A jak jest moja to jest całowana” ; „A okna miały podkrążone oczy”. Z drugiej jednak strony to erotyki o smaku erotyzmu wnikające jednak w inne płaszczyzny poznania. W bardziej niejednoznaczne i bogate treści. Właściwie można uznać, że wiersze te są antytezą wszelkiej banalności klasycznego erotyku i całą związaną z nim historią. Dla mnie są to erotyki wybitne, których wielowarstwowość mentalna po prostu zachwyca. Warto te wiersze czytać po kilka razy, smakować, delektować się. Przy delikatnej muzyce, lampce wina … być może z kobietą…

Czy poezja jest Kobietą?

 

„Nadejdzie czas wyznania prawdy wobec ciebie

Ptak dach zbuduje. Świerk gałęzie wyostrzy

Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy.”

 

   Siła nas, ludzi, jest w tym, że jesteśmy mężczyzną i kobietą, dopełniając się wzajemnie i szanując. Takie prawdy i takie refleksje płyną z lektury tego tomu. Między innymi. A innych jest bardzo, bardzo wiele. Kończąc wątek erotyzmu wraz z całym bagażem refleksji, które pozwoliłem sobie wyłożyć powtórzę za poetą:

 

„Ziemia nadal krążyła wokół swojej osi

Nie zostało odrobiny niedosytu w twoich i moich ustach”.

 

I chyba to wspaniale, że jutro ziemia nadal zakręci się wokół swojej osi. A my wejrzymy w te swoje ludzkie sprawy z poezją Andrzeja Gnarowskiego jakby lżejsi, szlachetniejsi, pełniejsi nadziei… Autor nie zapomina o kolegach poetach. Jest z nimi związany „na śmierć i życie”. Daje temu wyraz przywołując motta czy cytując, wręcz osnuwając wiersz na nie dającym spokoju wersie czy refleksji innego poety. Autor wielbi swoich mistrzów, jest im wdzięczny, rozmawia z nimi własną metaforyką i prywatną opowieścią. Grochowiak, Miłosz, Szymborska, Sejfert, Brodski, Baczyński, Rilke, Śpiewak, Gąsiorowski, Szekspir – bez granic i narodowości – a wiem, że jest wielu, wielu innych, w tomie nieprzywołanych. Możemy „między wersami” rozpoznać i żywych , aktywnych (wrocławskich w tym akurat przypadku) kolegów:

 

Andrzej B. zwęgloną łuskę wiatru strącił laseczką

Wiśniową. Na niebo spoglądał jak na wielkie morze

Wzrokiem zamkniętym – tylko słońce przez swą dłoń

Przepuszczał. Patrzył na patos dni i śmiertelne

Dusze diabłom sprzedane. Na drżące dusze nasze.

 

Na drżące dusze nasze jest jedna recepta.

 

„Dwie proste równoległe stworzone z materii –

(świat składa się z nagości i ze zmarszczek skóry)

 

Tak ujął to poeta za Josifem Brodskim. Przywołany noblista słynął mądrymi sentencjami. Powiedział między innymi, że „człowiek jest sumą swoich uczynków a nie przekonań”. Przekonaniami obrastamy żyjąc na tym świecie, zmuszeni przyjąć takie czy inne postawy. Prawda jest z reguły gdzie indziej. Jest wolna i jest ponad postawami. Zatem przekonanie jest dziś, jutro może go nie być. Czynu nie wymażemy. Zły czy dobry zawsze gdzieś nas prowadzi. Czegoś uczy. Człowiek jest sumą czynów. Może być też sumą swoich miłości. Brodski powiedział coś jeszcze: „Nieczytanie wierszy sprawia, że społeczeństwo osuwa się na taki poziom wysławiania, na którym staje się łatwym łupem demagoga lub tyrana. Jest to odpowiednik zapomnienia w skali społeczeństwa”. Wielkiego mędrca przywołał Autor i warto rozważyć te stwierdzenia w otaczającej nas rzeczywistości i w innym kontekście.

   Udał się Andrzejowi Gnarowskiemu ten jego wysmakowany, czuły traktat poetycko-filozoficzny o miłości. Traktat pełen obrazów, zapachów i dźwięków. Mozaika metafor i głębia snujących się wizji. Ta emanująca i dojmująca dotykalność oraz odczuwalność tej poezji. Udała mu się i miłość. Sześćdziesiąt wierszy „bez tytułu” odkryło nowy wymiar dojrzałej miłości na planecie, na której podobno:

„wszystko już było”…

   Otóż nie wszystko. Nie było tomu poezji „Ty…”, który wtargnął w jądro ciemności

i wypłynął zeń wyjątkowo szlachetny.

„Ponad zwierciadłem Morza. Zapowiada się piękny dzień” – „Wczoraj zapytałaś: Dlaczego mam się bać morza, żywiołu twojego”. Nie. Nie musisz się bać.

„Ty…” i ja – „dwie proste równoległe stworzone z materii”. I z tajemnicy miłości …

 

 

Andrzej Walter

 

___________________________________________________________________

Andrzej Gnarowski,          „Ty…”. Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń, 2012, s.78

 

                                                        &

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko