Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

0
148

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego


Władysław, syn Adama

Z rożnych powodów tę rekomendację zdecydowałem się uznać za rekomendację roku 2012. Nie z racji doskonałości dzieła, obarczonego, o czym będzie niżej, licznymi słabościami, ale z uwagi na skalę obrazu, który przedstawia oraz na wagę opisanych zdarzeń i osób w historii Polski i Francji. A także z racji uznania dla Wiesława Uchańskiego i „Iskier”, które należą do niewielu wydawnictw potrafiących opierać się Molochowi wszechogarniającej komercji i bez szansy na duży zysk dostarczają czytelnikom dzieła wybitne i ważne z rozmaitych powodów.


Rekomendowany tom ma blisko tysiąc stron druku, więc będę się streszczał. Niemal dokładnie 80 lat po ukazaniu się trzeciego tomu „Pamiętników” Władysława Mickiewicza (kolejne edycje w latach 1926, 1927 i 1933) niezawodne Wydawnictwo „Iskry” ponownie stworzyło polskim czytelnikom możliwość poznania tego dzieła. Ponownie – z formalnego punktu widzenia, wszakże biorąc pod uwagę skalę upływu czasu – de facto po raz pierwszy. Przyjmując do wiadomości bardzo liczne niedostatki tekstu, które skrupulatnie przedstawił twórca opracowania, wstępu i noty edytorskiej Marek Troszyński, słowo „dzieło” można uznać za użyte mocno na wyrost. Podobnie nie można też nie odnotować znanego faktu, że Władysław (1838-1926) nie był postacią formatu duchowego czy intelektualnego bliskiego formatowi swego ojca, krzewieniu kultu którego poświęcił wiele sił w ciągu prawie całego świadomego życia. Nie odznaczał się też szczególnym talentem pióra, osiągając na tym polu co najwyżej poprawny poziom. Jego pamiętnikarską narrację charakteryzuje mocno pedantyczne szczególarstwo, nie kumulujące się w ciekawe syntezy i słaby oddech językowej frazy. Jednakże najsurowsza nawet krytyka pracy wykonanej przez syna Wielkiego Adama nie zmieni faktu, że jest ona bardzo ważnym dokumentem historii Polski i Europy w wieku XIX, w tym w szczególności ówczesnych związków polsko-francuskich. „Pamiętniki” są jednocześnie, niejako równolegle, obrazem XIX-wiecznej demokratycznej, liberalnej, wolnościowej Francji Micheleta, Quineta, Lamartine’a czy Hugo i polskiej emigracji, głównie polistopadowej oraz postyczniowej. Ogrom zawartych w „Pamiętnikach” zagadnień, szczegółów, sylwetek personalnych, barwnych anegdot, dokumentów etc., słowem, istny bigos polsko-francuski, sprawia, że nawet niedostatki merytoryczne i literackie całości nie pozwalają jej zlekceważyć. Obok postaci tak znanych jak wyżej wspomniane, czy takich jak Józef Ignacy Kraszewski czy Sadyk Pasza – Michał Czajkowski, pojawiają się też niezliczone postacie drugorzędne, które zginęły w pomroce dziejów, ale ożywają na kartach pamiętników Władysława Mickiewicza. Niewątpliwie najciekawszy jest tom pierwszy, najbarwniejszy narracyjnie, relatywnie najbliższy gatunkowi pamiętnikarskiemu. Tomy następne charakteryzuje wyraźny spadek pamiętnikarskiej weny autora i przesunięcie w stronę gromadzenia rozmaitych dokumentów i zasobów piśmienniczych. „Pamiętniki” Władysława Mickiewicza, ów gigantyczny silva rerum, mają w swojej nieogarnionej różnorodności coś także z literacko-historycznego „bigosu polskiego”. Najgoręcej polecam machnięcie ręką na wspomniane na wstępie rozliczne niedostatki tego obszernego tekstu i zanurzenie się w pasjonującej, mimo wszystko, panoramie epoki, którą zostawił nam syn twórcy „Pana Tadeusza”.


Władysław Mickiewicz – „Pamiętniki”, opracowanie, wstęp, przypisy i nota Marek Troszyński, Wyd. Iskry, Warszawa 2012

 


Przygody pana Andrzeja


Przychylnie przyjmuję każdą książkę poświęconą wybitnej polskiej aktorce lub aktorowi. Nie mam na myśli najmłodszego pokolenia. Ono na ogół samo promuje się skwapliwie. Nazywa się to „lansem”. Mam na myśli aktorów z generacji urodzonych (z grubsza i bardzo umownie biorąc) w latach 1920-1950, a zatem w okresie największego i doprawdy niezwykłego „urodzaju” talentów aktorskich w Polsce. Oczywiście i przed pierwszą z dat i po drugiej urodziło się sporo wybitnych talentów aktorskich, ale niezwykłym trafem owe trzy dekady wydały ich najwięcej. Aby to uzmysłowić, przytoczę tylko po trzy przykłady urodzonych w każdej z tych dekad: lata dwudzieste – Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki, Andrzej Łapicki; lata trzydzieste – Ignacy Gogolewski, Zbigniew Zapasiewicz, Marek Walczewski; lata czterdzieste – Piotr Fronczewski, Zdzisław Wardejn, Jerzy Stuhr. Wystarczy? Wystarczy, choć można by mnożyć wybitne nazwiska całymi stronami. Oczywiście, prze tymi datami urodziło się wielu wybitnych, których zdążyliśmy zapamiętać, bo byli czynni, także w Teatrze Telewizji, za życia wielu z nas, że wspomnę tylko wymienionego wyżej Woszczerowicza, Tadeusza Fijewskiego czy urodzonego w 1890 (tak!) roku Kazimierza Opalińskiego.


Wbrew pozorom nie ukazało się takich książek wiele. Niektóre ukazały się jako wywiady rzeki (ostatnio np. ze Stanisławem Mikulskim), inne jako pamiętniki aktora (n.p. Jerzego Stuhra, Ignacego Gogolewskiego czy Andrzeja Zaorskiego), wspomnienia osób bliskich (np. Magdalena Zawadzka o Gustawie Holoubku), inne jeszcze w formie pracy autorskiej dziennikarza czy historyka teatru. Mają swoje duże monografie na przykład Jacek Woszczerowicz, Jan Kreczmar czy Roman Wilhelmi. Powstały już po ich śmierci, a więc objęły całość ich pracy. Minimonografii doczekali się m.in. Jan Nowicki, Jerzy Trela, Jerzy Stuhr, Tadeusz Łomnicki, Barbara Krafftówna, tyle że w ramach serii, która ukazywała się w latach siedemdziesiątych, co radykalnie obniża dziś ich wartość informacyjno-faktograficzną. Jednak najskromniejszych bodaj książeczek nie doczekało się (i nie ma gwarancji, że się doczekają) dziesiątki mistrzów swojego zawodu, że wspomnę tylko Edmunda Fettinga, Jerzego Kamasa, Marka Walczewskiego, Wiktora Sadeckiego czy żyjącą wielką heroinę sceny krakowskiej, Izabellę Olszewską. O tym, że nie mają na nie szansy mistrzowie drugiego planu, już nie wspomnę.


Z tego choćby tylko powodu z satysfakcją przyjąłem napisaną przez dziennikarkę Krystynę Gucewicz książkę „Jak być kochanym”, poświęconą świetnemu aktorowi z rocznika 1934, Andrzejowi Kopiczyńskiemu. Nie ulega wątpliwości, że masową popularność przyniosła mu rola inżyniera Karwowskiego w serialu „Czterdziestolatek”, ale to przecież przede wszystkim pełnokrwisty, świetny, finezyjny aktor sceniczny, no i kinowy. W młodości miał warunki amanta, które z biegiem lat, z biegiem dni przemieniły się w tym amanta charakterystycznego, a do tego doszło pełnowartościowe pasmo komediowe z dodatkiem dramatycznego, z niejakim wychyleniem w stronę ironii i dystansu. Ten dystans stał się jednym ze znaków firmowych aktorstwa Kopiczyńskiego, które – bywało – określano jako „angielskie” i doszukiwano się w nim nawet podobieństwa zewnętrznego do Davida Nivena. Paleta środków Kopiczyńskiego jest bardzo szeroka, właściwie nieograniczona. Krystyna Gucewicz nie zdecydowała się jednak na „wszystkoizm”, ani na formułę plotkarską. Skoncentrowała się na pierwszych latach aktorskiej kariery Kopiczyńskiego, które spędził on na scenach Polski północnej, Olsztyna, Koszalina, Szczecina, Bydgoszczy. Przy okazji więc jest ta historia początków zawodowych aktora także przyczynkiem do historii polskiego teatru powojennego i warunków, w jakich działał. Do tego dochodzą interesujące fakty z życia aktora, o którym powiedziano, że jest tak bogate w przygody, że mógłby nimi obdzielić kilku panów.


Krystyna Gucewicz ma lekkie pióro, dar barwnej narracji, więc nawet tę, na pozór nie najbardziej atrakcyjną dla przeciętnego czytelnika tematykę podaje bardzo interesująco i ze swadą. Ta bogato ilustrowana książka, wzbogacona o płytę CD z fragmentami czytanymi przez jej bohatera warta jest gorącej rekomendacji. Wydawnictwo zaś, Agencję Artystyczną MTJ, które do tej pory nie zajmowało się taką tematyką, warto zachęcić do jej kontynuowania.


Krystyna Gucewicz – „Jak być kochanym. Andrzej Kopiczyński”, Wyd. Agencja Artystyczna MTJ, Warszawa 2012


Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko