Piotr Gulbicki rozmawia z Adamem Siemieńczykiem

0
210

Piotr Gulbicki rozmawia z Adamem Siemieńczykiem

 

„Emigracja. Coś się wydarzyło. Dzieje się. Co? Dlaczego? Pytania. Odpowiedzi? A my piszemy wiersze. I to jest ważne”.

 

Poezja emigracyjna ma swoją specyfikę…

I trudno się dziwić. Samotność, zagubienie, problemy egzystencjalne, miłosne… Te wszystkie tematy mają w niej swoje odzwierciedlenie. Bo to poezja, która często rodzi się z tęsknoty. Za krajem, za przyjaciółmi. Dotyka naszej wrażliwości, jest miejscem na poszukiwanie siebie, drugiej osoby, próbując uchwycić trudną rzeczywistość. Kontakt z językiem jest w niej niezmiernie ważny – pozwala na odnalezienie swojego ja, chociaż na chwilę, w zmienionych okolicznościach. Okazuje się, że słowo jest czymś bardziej trwałym niż mury, czy wahliwe przyjaźnie, pozwalając na znalezienie wspólnoty.

 

W rodzinnym kraju ludzie piszą inaczej?

Bardziej zagłębiają się w literaturę, tam poezja karmi się sama sobą. Jednak, jeśli się dobrze wczytać, tych różnic nie ma zbyt wiele. Bo naturą poezji polskiej jest próba nazwania siebie, uchwycenia świata; wyjście do drugiej osoby.

 

To uniwersalne cechy poezji w ogóle.

W pewnym sensie tak, chociaż ta pisana przez emigrantów z innych krajów bardziej odnosi się do spraw społecznych. Poeta staje się tam swoistym wyrazicielem tych, którzy są spychani w nicość przez rodzime rządy.

Natomiast poezja polska jest osobista. Mówi o człowieku, o jego zagubieniu wśród innych nacji, języków, praw. Raczej nie krytykuje. Pokazuje za to próby odnalezienia się w innych realiach.

 

Wielu ludzi pisze, bo pisać każdy może, tylko… No właśnie, kiedy kończy się pisanie, a zaczyna poezja?

Nawet najbardziej licho zbudowany dom jest domem. Podobnie z poezją. Pozostają pytania. Jakie niesie ze sobą wartości? Jakie pełni funkcje? Do czego rości sobie pretensje? Są tacy, którzy zapisują kilka wersów, okrzykują siebie wieszczami i oczekują Nagrody Nobla. Ale są też i tacy, którzy piszą świetne wiersze, dystansując się przed nazywaniem ich poetami. O wszystkim decyduje czytelnik.

 

Część osób pisze do szuflady, inne potrzebują zewnętrznej afirmacji…

Różne są potrzeby, różne ekspresje. Trzeba tylko pamiętać o jednym – poezja to rozmowa, więc jeśli chcemy się nią afiszować publicznie, dbajmy o drugą stronę, nie proponując jej wierszy słabych emocjonalnie, myślowo i warsztatowo. Marne pisanie to jak biedaszyby na Śląsku. Tam wydobywa się węgiel byle jak, żeby tylko mieć coś, co pozwoli na zaspokojenie codziennych potrzeb. Ma to swoje uzasadnienie i jestem całkowicie za, kiedy okoliczności do tego zmuszają. Sięgnięcie głębiej wymaga innej aparatury, jest naznaczone wysiłkiem. Pozostaje jednak szansa, że znajdziemy zupełnie inne pokłady. Może uda się dotrzeć do złóż złota, Ducha Czasów, czucia…

 

Ten cel przyświecał ci podczas redagowania „Pięknych ludzi”?

Motywem przewodnim mojej działalności jest uczestnictwo w światowym dyskursie literackim. Aby wyjść z anonimowości, emigracyjnego i polskiego getta, należy tworzyć dzieła, które zwrócą na nas oczy świata. Jak dodać poetom odwagi, pokazać, że są wiele warci? Jak docenić artystę jeszcze za jego życia? To dla wielu trudne. Myślę jednak, że „nasze dziewczyny są najpiękniejsze”. To tak metaforycznie. Dosłownie też. Książka, która powołuje do życia legendy, jest dobrym pretekstem.

 

Pretekstem będącym pokłosiem działalności Poezji Londyn…

Taki był początek. Wraz z jej powstaniem, dwa lata temu, zacząłem pisać o poetach, a cykl publikacji ukazywał się regularnie w tygodniku „The Polish Observer”. Obecna antologia stała się tego naturalną konsekwencją, przy czym oficjalną propozycję jej wydania złożył mi Aleksander Nawrocki – poeta, tłumacz, redaktor naczelny „Poezji Dzisiaj”. A także organizator Światowego Dnia Poezji i Festiwalu Poezji Słowiańskiej.

W książce znalazło się 59 autorów, piszących w 11 językach. Na temat każdego z nich napisałem odrębny esej, umieściłem jego zdjęcie oraz wiersz. Każdemu poświęciłem przynajmniej cztery strony, na 256 ogółem.

 

Kandydatów było ponad dwustu…

I właśnie ich selekcja była dla mnie największym problemem. Ostatecznie postanowiłem postawić na tych, którzy współtworzyli moją wrażliwość na przestrzeni działalności Poezji Londyn, współuczestniczyli w naszych wydarzeniach, przyjeżdżali do Londynu, zapraszali nas do siebie. A obecnie – wszyscy razem i z osobna – tworzą swoistą społeczność.

Pierwsze wydanie traktuję jako wersję beta, kiedyś w końcu trzeba było oddać książkę do druku. I tak ilość poetów przekroczyła pierwotne założenia.

 

Wszyscy to ludzie z kręgu Poezji Londyn?

Tak można powiedzieć, chociaż ta nazwa jest pojęciem umownym. My nie tworzymy struktur, nie ma tu prezesów, sekretarek, budżetu. Wychodzimy z założenia, że ważne są idee, nie zaś piastowane funkcje, a celem naszych działań jest uczestnictwo w literaturze. Staramy się docenić twórców, pokazać, że nasza poezja jest ważna, zawrzeć nowe przyjaźnie. Jeśli komuś te idee są bliskie – jest członkiem naszej społeczności.

 

Emigracyjny poeta na co dzień ima się różnych zajęć…

Najróżniejszych. Kierowca, mleczarz, pielęgniarka, pracownik domu kultury, dziennikarz, piosenkarz, agent ubezpieczeniowy, wykładowca, budowlaniec, nauczyciel, recepcjonista, tłumacz, malarz. Wachlarz jest szeroki, bohaterowie mojej książki pracują w różnych zawodach, w różny sposób zarabiając na chleb.

 

Ale nie pisząc poezję?

Jeśli założymy, że życie z poezji polega na tym, iż człowiek tylko i wyłącznie siedzi i tworzy wiersze za które dostaje wynagrodzenie, to w antologii nie ma takich. Natomiast są ludzie, którzy zawodowo obracają się w obrębie sztuki. Nie stają się przez to szczególnie zamożni, ale nie zawsze o to chodzi.

 

To hobby, odskocznia, sposób na życie?

Wszystko po trochu. Poezja pozwala na odnajdywanie samych siebie, na przebywanie w obszarze własnego języka, szukanie komunikacji z drugim człowiekiem. Ocala intymność i autentyczność w dobie, kiedy jesteśmy sprowadzeni do roli anonimowych wykonawców poleceń.

Opisywanych w książce twórców poznawałem w różny sposób. Poprzez lekturę, spotkania poetyckie w Londynie, Bedford, New Castle, Wrocławiu, Warszawie, Warnie, Rasicy, Smederewie, Belgradzie. Kilka wspaniałych osób zgłosiło się do mnie przez kontakt w prasie. Zdecydowaną większość tych ludzi znam osobiście, ale nie wszystkich. Czasami trzeba zadowolić się korespondencją, a mimo wszystko czuję z nimi związek. Najważniejsze jest to, żeby spotkać się w wierszu.

 

Piszesz nie tylko o Polakach.

Nie tylko. Prezentuję też twórców z Wielkiej Brytanii, Iranu, Bułgarii, Węgier, Rumunii, Serbii, Azerbejdżanu, Białorusi i Rosji. To ludzie, którzy też w jakiś sposób współtworzyli moją wrażliwość. Myślę, że takie ujęcie tematu rozszerza perspektywę, pozwala pójść o krok dalej.

Podczas promocji książki, której wydanie zostało współfinansowane przez Ambasadę PR w Londynie, chcę odwiedzić kilkanaście krajów. Spotkania tylko częściowo będą odbywać się w środowiskach polonijnych. Już mam zaproszenia z kilku państw oraz obietnicę przetłumaczenia książki na trzy języki – białoruski, litewski i węgierski.

 

Ale to dopiero początek…

Pierwszy krok został zrobiony, teraz powinno być łatwiej. Mam już sporo nowych tekstów o poetach, cały czas pojawiają się kolejne nazwiska. Wierzę, że książka stanie się lokomotywą promującą polską poezję – tak wśród rodaków, jak i innych narodowości. Obecnie czekam na odzew ze strony czytelników i krytyki. Pierwsze sygnały są pozytywne, mam jednak świadomość, że wszystko dopiero przed nami…

 

Kilka miesięcy temu, podczas Światowego Dnia Poezji, w brytyjskiej stolicy gościł między innymi Krzysztof Zanussi. Kogo w przyszłym roku zaprosi Poezja Londyn?

Rozmawiałem już z Olgierdem Łukaszewiczem, który wspólnie z Henrykiem Talarem, Grzegorzem Walczakiem i grupą muzyków wyraził zainteresowanie zaprezentowaniem u nas spektaklu poświęconego Fryderykowi Chopinowi. Wymaga to znacznych nakładów finansowych, ale mam nadzieję, że uda się zrealizować ten projekt.

 

 

***

Adam Siemiańczyk

Założyciel i szef Poezji Londyn – grupy artystycznej, skupiającej twórców słowa, obrazu i dźwięku. Jest laureatem Nagrody Światowego Dnia Poezji UNESCO 2012. Ma na koncie trzy tomiki wierszy oraz antologię „Piękni ludzie. Poeci mojej emigracji”. Obecnie pisze „Koronę poezji słowiańskiej”, książkę będącą opisem poetów tworzących w czternastu językach słowiańskich.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko