Leszek Żuliński – Kto jest lepszy?

0
168

Leszek Żuliński


Kto jest lepszy?

 

Janusz Hankowski         Często piszę tu o cezurze, jaka zrodziła się między poezją mojego pokolenia, a obecnie wstępującego. My uprawiamy język „tradycyjny”, Wy szukacie owej osławionej już „nowej dykcji”. Żeby była jasność: tendencję tę uważam za naturalną i niezbędną. Myślę jednak, że samo majstrowanie w języku nie zapewnia jeszcze sukcesu. Czytam coraz więcej wierszy dobrze zrobionych, oryginalnych, lecz „przekombinowanych”. W wielu przypadkach widzę, że w języku dzieje się dużo, ale w treści, problematyce, „ciężarze ideowym” wiersza – niewiele. Czyli: para idzie w gwizdek, a nie w to, co można by nazwać „zawartością”, czyli tym wszystkim, co czyni wiersz mądrym i istotnym w sferze myślowej, egzystencjalnej itd. Za talentem językowym, za wyobraźnią językową nie zawsze idzie to, co można by określić ważkim nazywaniem życia, losu, wartości, które na nowo poruszają nas, pokazują nam nowe prawdy. Ktoś kiedyś powiedział, że prawda jest tylko jedna, istnieje wszakże nieograniczona możliwość jej nowego formułowania. Jest w tym sporo racji, jednak sęk w tym, żeby walor językowy nie był pusty – on musi zawierać w sobie treść istotną.

         Proponuję Wam teraz lekturę wiersza Bohdana Wrocławskiego pt. To co już nie jest istotne. To jest poetyka mojego pokolenia, nie Waszego. Ale zobaczcie, jaki to mądry i piękny wiersz. Także rozgrzany, poruszający, napisany w kontrolowanej, lecz podniesionej gorączce…

 

Kiedy wyjeżdżam z szutrowej

drogi prowadzącej przez las

otwiera mnie

kilka wymijanych rzeczywistości

 

Nie wszystkie zdążyła przetworzyć historia

ich ułomność drażni pejzaż

 

A szczegóły

potrafią zamknąć się w teatralnej wyobraźni

kiepskiego reżysera

 

Jest w tym szaleństwo młodej poezji

próbującej wędrować po nieboskłonie wraz z słońcem

bardziej wzniosłym i i dojrzałym

 

Tak gromadzi się w nas

niecierpliwość

stuka do drzwi nieśmiało z obawą

starego domokrążcy

 

Wcześniej czy później przypadkowo błądząc wzdłuż

rozłożystych krzewów promenady

odnajdziesz ją zmiętą w blaszanym koszu na śmieci

 

Będzie nadal przesuwać się w tobie

na małym barokowym stoliku w cieniu

rzucanym przez lampkę nocną

na klawiaturę

starego laptopa

 

Odnotowujesz ten moment

w którym powieki

opadają w dół

fraza za frazą uciekają wzdłuż nadbrzeżnego klifu

 

Mogłeś wcześniej schować się w głąb dębowej szuflady

 

Ale nie

uparłeś się

 

Uparłeś się czytając Lowella

dyskutując z Freudem

kłócąc się z Charlesem Bukowskim

w pokoju wypełnionym dymem papierosowym

wyrzucanym co chwila z ust Alana Ginsberga

pijącego wino z Jankiem Himilsbachem

 

I słyszałeś ten głos

który dochodził do ciebie

z dalekiej młodości

a być może jeszcze wcześniej

z zupełnie bliskiego średniowiecza

goszczącego w nas

ucywilizowanych słowem i gestem

 

Punktem zwrotnym w poszarpanej nadziejami

chęci bycia

 

I słyszałeś ten głos

Który atakował ciebie przez lata

kolorowe wargi ślinę strzykniętą

w cudownie żółty piasek plaży

 

Znów wróciłeś

przycumowałeś łódź przy samych trzcinach

przestałeś się bać

ciemnej wody Zalewu Wiślanego

 

Jego krótkiej fali

 

Zrozumiałeś

już jest późne popołudnie

słowa odchodzą i przychodzą

jest w nich ból fizyczność najbliższych fal

zdarzeń dotykających burt łodzi

 

porządek narodzin

życie i śmierć

 

najcieńsza

najbardziej kolorowa linia patosu

 

Na pokładzie piłeś słabo posłodzoną herbatę

obserwowałeś słońce

znikające

za krawędzią

nieodległego od brzegu lasu

 

i wszystko to

co dziś już przestało być istotne

 

         A teraz proszę posłuchać, jak świetnie mówi ten wiersz sam Autor. Ile walorów z tekstu, ile nastroju wydobywa dobre czytanie! To pod linkiem:

 

http://pisarz.eu/wn/co%20ju%C5%BC%20nie%20jest%20istotne.mp3

 

         Ten wiersz można nazwać tradycyjnym, nienowatorskim. Ale to utwór napisany z gorączką i ewokujący jakimś przesłaniem. Wydmuszki samej językowej weny, choćby nawet udane, mogą z nim wygrać tylko na pokazach mody i na krótkich dystansach. Bo wiersze, nawet ciekawe językowo, nie wygrają z tymi, które po prostu mają coś ważniejszego do powiedzenia. Rzecz sprowadza się do jednego: forma musi dźwigać treść. Bez niej jest jak robotnik, który tylko udaje, że pracuje…

         Niedawno na portalu salon literacki.pl podniósł podobną kwestię Sławomir Płatek. M.in. przytacza on ciekawe zdanie Ernesta Brylla, że jego pokolenie nie miało takiej sprawności w pisaniu wierszy, ale miało więcej do powiedzenia. Dalej Płatek pisze: ktoś przy jakiejś okazji wypowiedział się o jakimś wierszu, że jest „dobrze zrobiony”, ale bynajmniej nie zabrzmiało to jak komplement. Raczej złowrogo. Zwrot „dobrze zrobiony wiersz” coraz częściej równa się jego skreśleniu, jest narzędziem miażdżącej krytyki, całkowitą dyskwalifikacją. Kryje się za nim sugestia, że wirtuozeria ma za zadanie ukryć pustkę artystyczną. Fakt, że czasem i mnie to boli podczas czytania tego czy owego poety, wydmuszek nie brakuje, ale żeby z tego robić regułę? Oczywiście, Płatek ma rację: każdy dobrze zrobiony wiersz jest po prostu dobrze zrobionym wierszem. Mnie wszakże chodzi o inny kanon rozumowania: dobrze zrobiony wiersz może być równie awangardowy, co tradycyjny. I tylko o takie rozumowanie chcę kruszyć kopie w tej nieustającej dyskusji, kto lepszy – młodzi czy starzy? Lepsi są zawsze ci, którzy są lepsi!

 

Powyższy tekst jest przedrukiem wpisu Leszka Żulińskiego z blogu na jego witrynie   http://www.zulinski.pl/

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko