Beata Patrycja Klary – Wywiad z Mirką Szychowiak

0
67

Beata Patrycja Klary – Wywiad z Mirką Szychowiak


MIRKA SZYCHOWIAK

KSIĘŻYCOM ZAWDZIĘCZAM SWOJE PISANIE

 

 

Artur Nacht - SamborskiTwoja droga do poezji, jak to się stało?

 

Cóż, na pewno nie stało się tak, że zostałam nagle porażona prądem twórczym, by nieomal od razu zasiąść do pisania przecudnej urody poematów. Z moim pisaniem, z moim wymyślaniem było tak, że zaczęło się to, zanim nauczyłam się czytać. Nieustannie kreśliłam w powietrzu jakieś znaki, wymazywałam je, ciągle coś poprawiałam. Wzbudziło to uzasadniony niepokój w rodzinie i zaowocowało wizytą u psychologa, który, na szczęście, stanął po mojej stronie i poradził „zostawić dziecko w spokoju”. Kiedy nauczyłam się pisać, wiele się zmieniło. Nie mogłam już, jako „osoba szkolna”, machać rękami i robić w powietrzu “hokus pokus”, kiedy chcę i gdzie chcę. Twórczość ulotna została zastąpiona misternym komponowaniem szlaczków w zeszycie do matematyki. Tę część odpowiedzi śmiało można umieścić w dziale „satyra”.

Prawda wygląda nieco inaczej, choć trudno mi powiedzieć dokładnie, jak to się stało, że zaczęłam pisać wiersze. Wcześniej, ponieważ byłam dziennikarzem, pisałam reportaże, felietony, eseje. Poezja w pewnym sensie przyszła do mnie sama, można powiedzieć, znalazła mnie. Dość późno to się stało, wziąwszy pod uwagę, kiedy zadebiutowałam, ale myślę, że każdy ma swój czas. Widocznie w moim przypadku czas nie spieszył się i jestem przekonana, że słusznie. Z pewnością internet i wizyty na portalach poetyckich przyspieszyły trochę prezentację pierwszych tekstów i uważam, że rola internetu w tym względzie jest nie do przecenienia. Pod każdym względem. Wystawiłam się w sieci nie wiedząc, co nieznani mi ludzie urządzą moim wierszom. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem „komentatorskiego łomotu”. Odsyłano mnie do wybitnych dzieł, najlepszych poetów, bym ochłonęła i dała sobie spokój z pisaniem. Przerabiano testy, żeby mi uświadomić, jak powinny wyglądać. Pomyślałam sobie wtedy, że nie będę nikogo słuchać, oprócz siebie. Rozpoczęła się wędrówka w poszukiwanie własnych tropów, swojego języka. Ta podróż trwa nadal i mam nadzieję, że nigdy się nie skończy.

 

Prawda – dobro – piękno, ta nieśmiertelna triada jeszcze dziś ma rację bytu? Jeszcze żyje w poezji?

 

A czy coś w poezji umarło? Prawda, dobro i piękno ma się dobrze, podobnie jak kłamstwo, zło i brzydota. Poezja z powodzeniem „pasożytuje” na studni bez dna, jaką jest wszechświat. Nie ma czegoś, o czym ktoś choć raz nie napisał, nie odniósł się, nie ma też czegoś, o czym ktoś już nigdy nie napisze. W poezji wszystko musi mieć rację bytu, pod warunkiem, że nie będzie odgrzewanym daniem. Świeżość warstwy językowej, słowotwórczej, pozwoli nam odczytać „to samo”, ale jednak inaczej.

 

Język ulicy czy język salonu – jaką drogę Ty obierasz w pisaniu i czy w ogóle jest jakaś droga?

 

Te pojęcia są mi obce. Staram się pisać językiem Mirki Szychowiak, z lepszym czy gorszym skutkiem. Moim zdaniem w poezji nie można niczego wcześniej zaplanować, ustalić. To jest raczej swego rodzaju podróż w nieznane. Wsiada się i jedzie. Powstają wiersze i czasem człowiek się dziwi, skąd się wzięły. Dlaczego takie, o tym? Bardzo często siedzę przed świeżymi tekstami i myślę – skąd się wziął ten wiersz? Być może wielu twórców obrało sobie jakąś drogę i z powodzeniem nią idą, być może wybrali sobie język poetycki, którym chcę kontaktować się z czytelnikiem. To kwestia wyboru. Myślę jednak, że poezja, w przeciwieństwie do prozy, przypomina zwierzę, którego nie tylko nie można, ale nie wolno ujarzmiać. Próba oswojenia z pewnością odbierze poezji jej naturalną energię, unikalność, siłę rażenia.

 

Kogo czytasz? Masz swoje poetyckie fascynacje?

 

Nie ma jednego poety, przed którym klękam, jest moim wzorem, guru i bronię jego poetyckiego pierwszeństwa jak Częstochowy. Jest pewien, bardzo zróżnicowany poetycko, krąg autorów, którzy wnieśli w moje życie nową jakość, ustawiającą w pewnym sensie to życie w perspektywie pozwalającej poczuć je z każdej strony. Najpierw, jako nastolatka, rozkochałam się w Tadeuszu Różewiczu i uczucie to wciąż jest mocne. Jednocześnie oddałam serce Stanisławowi Grochowiakowi i Mariannie Bocian. Był taki czas, ze czytałam tylko poezję i dla niej buszowałam po księgarniach i wyławiałam książki, często nie znając jeszcze autora. W ten sposób pojawili się na horyzoncie Walt Whitman, Dylan Thomas, Bella Achmadulina czy Elizabeth Bishop. Gdybym jednak miała, mimo wszystko, ułożyć jakąś listę, bez wahania zaczęłabym ją od T. S. Elliota. Od pierwszych wierszy miałam nieodparte wrażenie, że jest ze mną spokrewniony w jakiś dziwny sposób. Kiedy poznałam jego twórczość, nie miałam pojęcia, że będę pisać wiersze, więc to pokrewieństwo wyczuwałam na innej płaszczyźnie, ale gdyby ktoś zapytał, na jakiej, nie umiałabym odpowiedzieć. Jeśli chodzi o “dzisiejszych” poetów, jest kilku, których twórczość bardzo cenię, między innymi Marcin Świetlicki, Bohdan Zadura, Tomasz Różycki, Marta Podgórnik, Edward Pasewicz, Genowefa Jakubowska – Fijałkowska. Niedawno zaś odkryłam jednego z najwspanialszych, choć zdaje się, niedocenianych, polskich liryków, Kazimierza Wierzyńskiego.

 

W sporze Herbert kontra Miłosz – kogo wybierasz?

 

Myślę, że do końca nie wiemy, co tak bardzo i na tak długo poróżniło Herberta i Miłosza. Upublicznione i szeroko omawiane od lat powody, niekoniecznie muszą być jedynymi, które odsunęły ich od siebie. Nie możemy wiedzieć o pełnej między nimi korespondencji czy wszystkich rozmowach prowadzonych bez świadków. Intuicyjnie jednak, wyznając zasadę, że “nieobecni nie mają racji” (mam na myśli wieloletnią nieobecność Czesława Miłosza w Polsce),wybieram Zbigniewa Herberta.

 

Jesteś mistrzynią anegdot – opowiedz o pracy w radiu, o przezabawnych nagraniach z ciekawymi ludźmi

 

Kilkuletnia historia z wrocławskim radiem, to jedna z najbardziej fascynujących przygód w moim życiu. Byłam w komfortowej sytuacji, bo nie związano mnie z konkretnym działem. Oznaczało to, że poza zlecanymi, niewielkimi wstawkami, miałam wolną rękę i mogłam buszować po najciekawszych miejscach i realizować „swoje” tematy. Mój pierwszy reportaż spotkał się z dużym zainteresowaniem. Spędziłam cały dzień w Zakładzie Karnym w Strzelinie, w celi Romów. To był okres przedświąteczny i pomyślałam sobie, że nagram program o Wigilii za kratkami, bez najbliższych. Naczelnik Zakładu Karnego raczej powątpiewał czy ktokolwiek będzie chciał ze mną rozmawiać. Mimo wszystko przydzielił mi strażnika i po wydaniu przepustki znalazłam się w celi. W torbie zadekowałam karton “popularnych”, które miały rozwiązać osadzonym języki. Nagle okazało się, że z moich planów będą nici, bo więźniowie oświadczyli, że przy strażniku nic nie powiedzą, choć jednym z warunków postawionych przez naczelnika była obecność strażnika w celi. Obecność drugiej osoby była uzasadniona, gdyż skazani mieli na swoim koncie zabójstwa i inne ciężkie przestępstwa. Po pertraktacjach i moich prośbach strażnik wyszedł, ale oświadczył, ze będzie zaglądał przez judasza. Cela i to, co tam zastałam, wprawiło mnie w osłupienie. Nastawiłam się na brudne ściany, wąskie prycze, mundurki w paski i inne więzienne rekwizyty znane z filmów. Więźniowie byli odstawieni jak na randkę, sztruksy, dżinsy, szetlandzkie swetry, pachnieli “drogo”. Poza tym telewizor, antena satelitarna, klatki z papużkami, kuchenka elektryczna, czajnik. Na szczęście nie zdążyłam skompromitować się i nie “wyjechałam” z kartonem “popularnych”, bo na stoliku pojawiły się markowe papierosy, których nigdy nie paliłam, bo nie było mnie stać. Dostałam porządną kawę i zaczęliśmy rozmawiać. Po jakimś czasie chyba wszyscy zapomnieliśmy, że rozmowa jest nagrywana. Były łzy, śmiech, dużo smutku i niespodzianka, jeden z osadzonych wyciągnął z szafki gitarę i zaczął się koncert pieśni cygańskich. Kiedy opuszczałam celę, za drzwiami stało kilku strażników. Dowiedziałam się, że pierwszy raz zdarzyło się, by Cyganie grali dla obcych. Trochę się wzruszyłam. Jednakże dzień skończył się fatalnie. Uciekł mi ostatni autobus, z Zakładu Karnego do Księżyc było z piętnaście kilometrów. Poczciwy magnetofon Uher ważył pięć kilo, a temperatura spadła wieczorem do minus piętnastu stopni i śnieg sypał jak wściekły. Szłam drogą, mając nadzieję, że ktoś mnie po drodze zgarnie. Minęły mnie może trzy samochody, ale żaden się nie zatrzymał. Nie wiem, o której dotarłam do domu, ale kiedy w końcu skostniała i zmarznięta stanęłam w drzwiach, mąż spojrzał na mnie złym okiem i zapytał, czemu tak długo marudziłam. Nie odpowiedziałam, bo pierwszy raz w życiu zabrakło mi języka w gębie, zamarzł.

 

Twój dom jest wyjątkowy – Księżyce to Twoje miejsce na ziemi? Czy miejsce, w którym mieszkasz, determinuje Twoją poezję, inspiruje? A może to nie ma znaczenia, bo ojczyzną poety jest jego wnętrze?

 

Bogdan dość długo szukał domu w okolicach Wrocławia, z którego chcieliśmy się jak najszybciej wynieść. Byłam tak zdeterminowana, że w oczekiwaniu na ten dom przenieśliśmy się do drewnianego domku pod lasem, do mojej babci. Bogdan wsiadał w pociąg, wysiadał na dowolnej stacji i pytał o domy na sprzedaż. A ja czekałam. Któregoś dnia przyjechał z dobrą nowiną, znalazł dom pod Wrocławiem, był, widział. Nawet naszkicował mi go wraz z ogrodem. Pomyślałam sobie, że taki sobie ten dom, jak wiele innych. Kiedy okazało się, że wieś nosi nazwę Księżyce, wiedziałam, że to będą moje Księżyce. Dom zobaczyłam po wyjściu od notariusza i załatwieniu wszystkich formalności. Nie przyszło mi nawet do głowy, że trzeba go wcześniej obejrzeć. Najważniejsze było, że to Księżyce. Czy Księżycom zawdzięczam swoje pisanie? Na to wygląda, bo tu się zaczęło wszystko na poważnie. Kiedyś się zastanawiałam, dlaczego. Myślę, że spokój tego miejsca, miał ogromny wpływ na mój spokój. Świadomość, że wszystko tutaj jest moje własne i nikt mi tego nie zabierze, dała mi nieznaną dotąd siłę.

 

Jak oceniasz sens nagród literackich? Po ogłoszeniu Twojej nominacji do Nike coś się zmieniło? Życie po nominacji jest inne?

 

Może się zdarzyć, że nagrody literackie rozpuszczą autorów, ale raczej w przypadku, kiedy są to przeciętni autorzy. Grozi to wydaniem namaszczonym nagrodami poetom kolejnych książek, przeważnie znowu przeciętnych, a ludzie zaczną te przeciętne książki czytać, co nie będzie naturalnie miało żadnego wpływu na coraz lepsze samopoczucie autorów tych książek. Nagradzanych, wybranych, posiadających bogaty zestaw fantastycznych recenzji autorstwa, między innymi, członków komisji konkursowych. W przypadku autorów ciekawych, nieprzeciętnych, pożytek jest obustronny, nagroda w pewnym, ale pozytywnym sensie “ustawi” zdolnego autora, pojawi się ciekawa książka a czytelnik nie będzie zawiedziony lekturą. Moja nominacja do Nike zmieniła moje życie o tyle, że nigdy wcześniej nie byłam nominowana do tej nagrody, śledziłam dotąd nominacje innych, kibicowałam ulubionym autorom. Po otrzymaniu telefonu od poety Mosonia, wydalam najpierw kilka dziwnych dźwięków; nie ukrywam, że kiedy mogłam już mówić, pomyślałam, że żartuje i nawet chyba w dość niecenzuralny sposób dałam wyraz niedowierzaniu. Ale potem włączyłam komputer i wszystko było jasne. Mosoń nie kłamał. Czy coś się zmieniło po nominacji? Pewnie. Nakład niemal wyczerpany, więcej osób mi się kłania, mam sporo spotkań i wiele oznak szczerej życzliwości, której doświadczałam zresztą przed nominacją. Czy życie po nominacji jest inne? Trochę inne, czuje się ciężar tego wyróżnienia, bez względu na to czy jest ono zasłużone, czy nie. Pojawił się jakiś dziwny lęk przed pisaniem kolejnych wierszy, trochę mnie to męczy, mam do skończenia bardzo mi bliski cykl o Gustawie i teraz znajduję się w poetyckiej kropce, bo nie chciałabym, by czwarta książka była gorsza. Znalazłam na jakiś czas zajęcie, w końcu zabrałam się za prozę i wszystko na to wskazuje, że uda mi się złożyć w całość piszące się w mojej głowie od lat opowiadania. Wylewają się jedno za drugim, co mnie cieszy, bo był taki moment, kiedy pomyślałam, że niczego już w życiu nie napiszę.

 

Wizerunek poety – jest coś takiego? Ze współczesnych poetów kogoś faworyzujesz za wizerunek?

 

Odpowiedź na oba pytania brzmi – nie. Mnie interesują wyłącznie teksty. Okoliczności poetyckie to rejony, w które się nie zapuszczam. Lubię się rozkojarzyć, ale na swój własny użytek i tracić czas w sposób ciekawszy.

 

Przyszłość poezji, całej literatury, komputery, maszyny Lema, które piszą wiersze lepsze od tych pisanych przez ludzi … Jak to widzisz?

 

Jestem spokojna o przyszłość poezji, dopóki poeci będą pisać wiersze. Komputery? Maszyny? A co z “iskrą bożą”? Czy seks wirtualny można porównać z tym, co się dzieje w sypialni kobiety i mężczyzny? Czy któreś z nich można zastąpić gadżetami z sex shopu? Można, ale na chwilę. Bo zabraknie dotyku, ciepła, głosu. Poezja pisana przez maszyny będzie jak gumowa lalka. Produkt zastępczy. Przyszłość, nie tylko poezji, należy do ludzi. Mają to, czego brakuje maszynom, płynie w nich krew, bije serce, budzą się w nich emocje. Czy zna ktoś doskonalszą maszynę?

 

W Twoim domu są dwie poetki – Ty i Twoja córka. Jakie są Wasze relacje poetyckie? Czytacie siebie nawzajem, doradzacie sobie czy zupełnie omijacie ten aspekt? Poezja potrafi zająć miejsce posiłku?

 

Czasem w naszym domu są dwie poetki, a czasem matka i córka; bywa, że dwie kobiety. Pokrewieństwo jest widoczne gołym okiem na płaszczyźnie MATKA-CÓRKA. W pozostałych przypadkach liczy się bardziej bliskość dwóch osób, jakaś wspólna fala niż nieodcięta pępowina. Czytamy siebie, oczywiście, jednakże z uwagi na mocno zróżnicowane zaplecza naszych poetyckich kuchni, kwestia doradztwa niemal nie istnieje; są refleksje. Nie omijamy uwag, rzecz jasna, jeśli wydają się konieczne. Natomiast poezja potrafi zająć miejsce w czasie posiłku, zdarza się to często, ale nie jest to nasza poezja. Lubimy pogadać o innych poetach. Jedno z Julką łączy mnie bardzo na poetyckiej łączce, cieszymy się, kiedy ktoś napisze coś fantastycznego, kiedy wyjdzie świetny tomik. I nie ma w nas żalu, że to nie my, że to nie nasze.

 

—-

Wywiad pochodzi z książki „Rozmowy z piórami” autorstwa Beaty Patrycji Klary. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Marszałek z Torunia w sierpniu 2012 roku.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko