Roman Śliwonik – Strefy

0
112
Wierzchołek wzgórza  pociemniał
jakby przesłonięty chmurą
niżej rozciągało się pole porośnięte
zbożem Jasnymi kłosami
 na chleb dla sytych
Te na dole czerniały dla reszty
stali u podnóża  Czekali
ręce wrastały im w ziemię
szukali kamieni Kiedyś rzucą nimi
w nas

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko