Andrzej Walter – Diabeł

0
53

Andrzej Walter


Diabeł

 (zainspirowane tomem poezji Juliusza Erazma Bolka)

 

 

Filip Wrocławski   Stał się taki podskórnie zwyczajny. Postanowiliśmy go unicestwić. Kiedyś potrafił jeszcze kusić, wabił mirażem potęgi i władzy. Dziś w zasadzie go nie ma, albo, tak naprawdę już nikt w niego nie wierzy. Nawet ci, którzy pozostali w kościołach przenieśli go do bajek dla niegrzecznych dzieci. Choć i dzieci już nie wierzą bajkom. Wypełniają nimi tylko czas zabijając nudę nadmiaru bodźców.

Bywa, że uwodzi jeszcze poetów, lecz oni wierzą we wszystko co przyniesie wiatr.

   „A on siedzi sobie / nad podziw spokojnie / … / tylko siedzi / patrzy na ciebie / i czeka”.

   „Czy czułeś kiedyś diabła” …?

Tajemnicę odarliśmy z tajemnicy. Sumienia mamy elastyczne i dopasowane do okoliczności, a te, tłumaczą wszystko i wszystkich. Każdy czyn na naszą wyłączną korzyść. Na nasze konto. Nasz zysk kosztem bliźniego odmierza egzystencję. Oto cel. Całości dopełnia wrażenie, że jest tak nowocześnie. Tak naukowo. Wiedza daje poczucie siły. Wyciągnęliśmy wnioski z przeszłości. A diabeł?

Nigdzie go już nie ma. Czmychnął w nieznane. Nie siedzi i nie czeka. Nie patrzy. Przestał być bytem realnym. Stał się legendą, fikcją, psychicznie stłumionym lękiem.

   A może stał się „ja”?

Tylko, że ja to ja, a on. No cóż, on jednak nie istnieje, zatem nie ma się czym martwić. Wszędzie eksponowane „ja” stanowi podstawę zdrowej demokracji, uczciwych i równych zasad. Jest celem i przyczyną. Geniusz prawa ulepił nam świat sterylny i higieniczny. O wszystko zadbano. Nie trzeba za dużo myśleć. Mamy czytelne procedury. Wystarczy się dostosować, a potem już spokojnie baraszkować z odmianami „ja”: modelować swoje cele i marzenia, dostrajać otoczenie do realizacji sukcesu, a nade wszystko zaspokajać aspiracje.

Czy to jeszcze jesteś Ty? A czym jest w ogóle „ty”? Kiedy to się wszystko zmieniło? I jak „wrócić / do ukochanego / wymiaru / szczęśliwego / dzieciństwa / naiwnych / klocków / Przytulanek / dających / iluzję / bezpieczeństwa /… / jak / wrócić / do / tej krainy / jeśli / nigdy / się jej / nie opuściło / …

A diabeł? „Potrafi jak fala sztormowa / podpłynąć pod próg domu”. Czy zmienił sens najprostszych słów? Tak. Sens słów skrócony esemesem, zamieniony w komunikat, zutylizowany do wymiaru najprostszego przekazu myśli, a nawet tylko jej strzępów. Sens słów skurczony do powierzchni bilbordu czy klipu wideo, który potem „się powiela” w eterze przestrzeni naszych spotkań i rozmów. Spotkasz go wszędzie. U elit i u żebraków, u białych i czarnych, u „nas” i u „nich”. Wszędzie. Upraszcza, ułatwia, skraca. Nie warto obciążać głów nazbyt skomplikowaną myślą. Masz komputer. Narzędzie nowej generacji, które już wkrótce wszystko zrobi za ciebie. Nawet pomyśli. Będzie dozował pokarm, relaks i sen. Kiedy trzeba – seks. A ty zajmiesz się realizacją własnego „ja”. Nieważne kim jest, kim będzie lub kim mogłoby być. Ważne czy się stanie twoim wyłącznym ja. Zadbają o to kreatorzy wizerunku. Nowocześni szarlatani perfidii. Podadzą na tacy truciznę o smaku ambrozji. Tobie i wszystkim poprzez „telewizyjną maszynkę” do kształtowania poglądów jedynie słusznych i powszechnych.

„Abracadabra” – wymówisz zaklęcie i poznasz pełnię harmonii istoty paradoksu. Sprzeczności wyjaśnisz na korzyść świata, bo nie ma co się za bardzo czepiać, zbytnio wychylać. Nie warto zgłębiać. Wszystko przecież masz w zasięgu enter. Paradoks nie ma istoty, jest złudzeniem. Wyjaśnisz go za pomocą dobrze dobranego algorytmu mechanicznego powielania wzorca. Dostarczy ci go zunifikowana fundacja eliminacji paradoksu. Handluje duszą i drzewami oderwanymi od korzeni.

 

Tak rodzimy się, umieramy. Najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma. Pewne nietypowe garstki nadwrażliwców spotykają się na wieczorkach poetyckich. Wszyscy tam obecni piszą, potem czytają sobie wzajemnie co sklecili, biją brawa, kleją na twarze uśmiechy lub smucą się pustymi krzesłami. Nikt o nich nie wie, gdyż przygniatająca większość społeczeństwa podpisała telewizyjne cyrografy (zwane – ach jakże modernistyczne – platformą cyfrową), a poetów kwituje porozumiewawczym spojrzeniem. W szkołach lektury „się streszcza”, a poezję stopniowo skreśla z programów. Któż by chciał obciążać biedne dzieci tak zbędnym wysiłkiem. Niech wypełnią testy i zapomną. Niech świeży umysł zostawią dla życia. Ono im odda zysk, w który teraz inwestują. Wymierny i pewny zysk ciała nad myślą i materii nad duchem. Dwunastolatki, które marzą by być … notariuszem. (Nawet nie prawnikiem, czytaj adwokatem, który prowadziłby jakieś wielkie sprawy pełne tajemnic i wyzwań). Szesnastolatki, które mają już plan do czterdziestki. Tu szkoła, tam studia, intratna posada, ożenek majątków, dzieci In vitro, bądź takie „na życzenie”… kilka kont bankowych i sterta kart kredytowych. Rowery, kaski, kijki, samo oddychające koszulki, sport to zdrowie… A książki? Project designer home officer wkomponuje hurtowo nabytą bibliotekę w feng-shui przestrzeni ich domu, by nikt broń boże nie pomyślał …

 

„Abracadabra”. „Czy czułeś kiedyś diabła”? …

Poszedłem na sobotni spacer po Rybnickim Rynku. W bocznej, lepkiej od komunikacyjnego brudu ulicy, znalazłem antykwariat. Tam leżał i na mnie czekał. Usiadł i patrzył. Kupiłem go.

Potem nie zdarzyło się już nic … albo też „nic” udawało tego diabła,

którego przecież nigdy nie było.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko