Krystyna Habrat – Dziwne zbiegi okoliczności

0
289

Krystyna Habrat


Dziwne zbiegi okoliczności

 

 

Olga BoznańskaNa urlopie odkryłam, że dwie powieści, do których lubię powracać, zaczynają się   w podobny sposób:

„Kaspar! Makan!

Znajomy ostry głos targnął Almayerem, budząc go z marzeń o wspaniałej przyszłości; wróciła przykra rzeczywistość. Głos był także przykry. Almayer słuchał go przez tyle lat i z kazdym rokiem coraz mniej go lubił. Ale co tam; skończy się już wkrótce to wszystko.”

I druga:

„ – Wrócisz późno? – W głosie Marjorie Carling był niepokój, coś w rodzaju prośby.

     – Nie, nie wrócę późno – odrzekł Walter zgnębiony., czując, że mówi nieprawdę. Głos jej drażnił go. Był przeciągły, zbyt wytworny, nawet gdy brzmiał w nim smutek.”

Pierwsza to Szaleństwo Almayera J.Conrada, druga – Kontrapunkt A.Huxleya. Obie angielskie, choć w tych autorstwa Conrada zawsze upatruję związków z polskością.

Nie pamiętałam już, że zaczynają się podobnie. Tym razem przyjęłam to z zaskoczeniem. Lubię takie dziwne zbiegi okoliczności.

Kiedy męczyłam się nad tym felietonem, bo chciałam o tym napisać, ale temat był zbyt wątły do rozwinięcia, dostałam nową Jolkę, które obok sudoku i algebrafów namiętnie rozwiązuję. Szczególnie, że ta bazuje na terminach medycznych, bo mam ją od lekarki z mojej rodziny. Ona nie ma czasu na taką rozrywkę, a ja rzucam wszystko i zapominam o Bożym świecie póki nie rozwiążę do końca. Oczywiście rozwiązania nie wysyłam, bo nie jestem z branży, ale innych, niebranżowych, też nie rozwiązuję dla nagrody, a dla przyjemności umysłowej i nie wysyłam rozwiązań. Jak zwykle kilka słów hasła końcowego przyszło mi dość szybko, ale coś tu nie pasowało .. Mam już autora hasła i początek: Dziecko rozpoznaje sens… , ale dalej ani rusz. Utknęłam i czułam, że coś jest w tym nie tak. Nie wolno tkwić długo w błędzie, więc odłożyłam Jolkę, a później odkryłam: tak, gdzie wyszło mi słowo „sens” ma być „matkę”. Zwiodły mnie pewne terminy medyczne, które maja różne nazwy i stąd błąd. Ale zastanowił mnie zbieg okoliczności, że pod słowem „Matka” krył się „sens”. I to w zdaniu o dziecku. Przecież naprawdę matka jest dla dziecka całym sensem. I dziecko dla niej.

To zbiegło się z codziennymi wtedy doniesieniami o wyrodnych matkach, które zabiły swe dzieci. Takie coś to nie tylko patologia naszych czasów, czym to próbują tłumaczyć niektóre feministki, bo zdarzało się to w historii zawsze. Nie mogę o tym słuchać i pisać też nie chcę. Tak, jak z drugiej strony nie lubiłam nazbyt ckliwej, przedwojennej pieśni „Jedyne serce matki/ miłością zawsze tchnie…” Nie lubiłam, bo zawsze bałam się o moją mamę, żeby się jej co nie stało. Szczęśliwie oboje rodzice dożyli sędziwego wieku, choć zawsze po odejściu kogoś kochanego pozostaje żal, ze jeszcze tego się mu nie powiedziało, tego już nie zobaczy, w tym nie doradzi. Nie lubię o tym, jak nie lubiłam smutnych pozytywistycznych utworów, pisanych dla poruszenia sumieniami czytelników: Antek, Anielka, Kamizelka, W piwnicznej izbie, Janko muzykant, Jaś nie doczekał, Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela, Marta… Częściowo z ich powodu nie wybrałam studiów na polonistyce, żeby nie musieć ciągle analizować wartości artystycznych tak smętnych tekstów.   Wprawdzie w moim zawodzie jeszcze więcej obcowania ze sprawami smutnymi, ale po to, by je pokonywać i to dodaje otuchy.

A kiedy szukałam adresu do redaktora naczelnego Pisarzy.pl, by wysłać mu tekst felietonu, sygnał dźwiękowy dał znać, ze wpłynęła nowa wiadomość do Odebranych. Okazało się, że to sam naczelny zaszczycił mnie zaproszeniem do grana swoich znajomych. Znowu niezwykły zbieg okoliczności. Tym większej magii upatruje w owych ostatnich wydarzeniach, niby banalnych, ale kto wie?

Zaraz potem na mojej stronie pojawiła się tablica ważnego związku twórczego, do którego nie śmiem nawet aspirować. Nie wiem dlaczego pojawiła się akurat u mnie, bo ciągle nie potrafię rozgryźć zasad Facebooku. Są trudniejsze niż wszelkie sudoku, algebrafy i Jolki Lekarskie.

Biorę jednak wszystko to za pomyślną wróżbę. Nie chcę myśleć, że w dorosłym życiu bardziej się można spodziewać już rzeczy niepomyślnych, jak atak serca… Że to, co najlepsze, już za nami. Ja wierzę, że tajemna rzeczywistość chce mi przekazać coś dobrego. Dlatego najpierw wysyłam Naczelnemu ten felieton o tak wątłej –pozornie – treści. I czekam dalej, co nastąpi. Chyba warto mieć zawsze nadzieję.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Proszę wprowadź nazwisko